Wiatr zmian
No i się narobiło, kiedy w Białym Domu zagościł nowy, stary Prezydent największego mocarstwa jakim bezsprzecznie są Stany Zjednoczone.
Chociaż naszą Europę dzieli od tego hegemona ogrom oceanu, to jednak decyzje tam zapadające z pewnością odcisną ślad na tym, w jakim kierunku będzie zmierzała polityka naszego grajdołka.
Prezydent Trump od pierwszych chwil swojego urzędowania nie tylko ogłosił powrót do tradycyjnych wartości w kwestiach gospodarczych, ale zapowiedział także całkowity zwrot w kwestiach obyczajowych, kładąc nacisk na przywrócenie tradycyjnych wartości kształtujących pogląd na to czym jest rodzina, jako fundament przyszłości.
Trochę nie po drodze z tym wszystkim jest to, w jakim kierunku zmierzają gorączkowo przygotowywane zmiany w kwestiach obrazu rodziny w naszej rzeczywistości, kiedy w resorcie edukacji trwają usilne starania nad zmianami, aby poprzez szkołę stworzyć nowy model człowieka, dla którego tradycyjne wartości oparte o chrześcjańskie korzenie to li tylko kłoda na drodze do postępu.
Staraniem sterników tego resortu już rozprawiono się z kwestią religii w szkolnych murach uznajać ją jako zbędny balast dla uczniów, dlatego nakazano nie tylko ograniczenie godzin religijnej edukacji, ale także w siatce godzin umieszczono go na końcu zajęć, aby chętnym do absencji umożliwić wcześniejszy powrót do domowych pieleszy, otwarcie sugerując, że jest to przedmiot zupełnie zbędny dla ich przyszłego i wolnego od religijnego opium życia.
Dodatkowym komponentem zmian stało się rugowanie z programu przedmiotu Przygotowanie do życia w rodzinie, bo przecież nikomu nie powinno utrwalać się przekonania, że rodzina jest ważnym komponentem ich przyszłego życia, kiedy od lat lansuje się idee wolnych związków, w czym dzielnie asystują „oświeceni”piewcy wolności bez kagańca moralności, którzy w naszej przestrzeni politycznej aktywnie pracują nad tworzeniem równościowych ustaw dla tych, którzy zamierzają realizować się w całkowitej swobodzie od tego, co jeszcze tak niedawno zdawało się być normą postępowania.
Swoistą wisieńką na tym torcie zmian stał się ostatnio lansowany przedmiot mający bardzo pojemy tytuł: Edukacja zdrowotna, jako panaceum na zapóźnienia kulturowe jakimi była przesiąknięta edukacja czasu minionego.
Jak sięgam pamięcią taką edukację młodego pokolenia szkoła realizowala od zawsze i to w ramach innych przedmiotow obowiązkowych: na bilogii uczono o seksualności człowieka, na zajęciach wf krzewiono kulturę dbania o zdrowie fizyczne, a przy okazji lekcji wychowawczych poruszano sprawy związane z trudnościami, także psychicznymi, dotykającymi młodzież w okresie dojrzewania i to wychowawcy najlepiej znający powierzone ich opiece dzieci mogli zaradzać ich problemom.
Trudno w tym wszystkim, co dotyka wiatr zmian w naszej edukacji, nie doszukać się prawdziwego powodu tych zabiegów, bo jest nim dążenie do opiłowywania chrześcijańskich korzeni w tych, którzy mają się stać awangardą nowego człowieka „wolnego” od kościelnego wpływu i dlatego tenże nie może spokojnie przyglądać się temu procederowi.
Polska była od zawsze bastionem chroniącym tradycyjne wartości, choć trzeba otwarcie przyznać ten mur obrony wiary w naszych sercach skruszał ostanio pod naporem laickiego tajfunu, to jednak nie stanowi o tym, że stoi na przegranej w walce o zachowanie tych wartości.
Głęboko wierzę w to, że ludzi trzeźwo myślących jest więcej, aniżeli piewców zmian i chociaż po wielokroć zawodzimy w kwestiach moralnego ładu, to w ostatecznej bitwie o przyszły kształt naszego życia potrafimy obronić to, co nie jest na sprzedaż, czyli wartości wyznaczające ramy przyszłości w jedności z tradycją.
Kościół, póki co musi uwolnić się od kunktatorskiego obserwowania tej walki i porzucić postawę wyczekiwania, że inni za niego załatwią problem.
Jak nigdy potrzeba jasnego i stanowczego jego głosu w tych kwestiach, aby nie pozostał na marginesie tego, co najważniejsze.
Kryspin