wtorek, 20 października 2015

Żądza rządzenia!

      No i jesteśmy po wczorajszym spektaklu przedwyborczym, w którym wystąpiły dwie aktorki : Beata Szydło i Ewa Kopacz.
Miałem wrażenie, jakbym był na castingu przed wyborem odtwórczyni głównej roli w filmie noszącym roboczy tytuł:" Żądza rządzenia"!
     Pani Ewa przed kastingiem wydawała się w lepszej pozycji, bo przez minione lata grała już w telenoweli: "Paltformiany eden" i przez lata awansowała w tym "tasiemcu" od roli statystki, aż po rolę głównej gospodyni tego raju i może dosyć!
    Każda telenowela kiedyś się przecież musi skończyć i pewnie  większość aktorów już nieco znużonych tym serialem, szuka innych ekranowych nadziei licząc, że może uda się im zaistnieć na kolejne lata w tym show !
    Ale powróćmy do naszych aktorek .
Drogie panie, obie jakoś mi nie pasujecie do tego nowego filmu i pewnie dlatego znowu nie pójdę w niedzielę do urny wyborczej!
No i ktoś teraz powie, że jestem nieodpowiedzialnym za kraj, że nawołuję do biernej postawy, gdy mógłbym wpłynąć na bieg przyszłych wydarzeń itd!
    A mnie te głosy wcale nie obchodzą i choć dla niektórych będę podobnym do faceta z serialu:"Kariera Nikodema Dyzmy", a konkretnie do rezydenta w posiadłości Nikosia[ brata pani Dyzmowej], to oburącz podpisuję się pod  końcową sceną, gdy Pokora grający dworskiego szaleńca oznajmia : Z was się śmieję, bo to wy wykreowaliście tę kreaturę, prostaka i chama, którego chcecie postawić na piedestale i proponujecie mu urząd Premiera"!
P.S.
1/ W tym miejscu chciałbym przeprosić twórców scenariusza serialu, że może nie dosłownie zacytowałem ostatnią kwestię z filmu, ale sens został zachowany!
2/ Pani Ewo, już po 25.odbędzie się casting do nowego filmu:"Raj utracony", może tam zabłyśnie pani swoim talentem?
3/ A w przyszłą niedzielę będę miał imieniny i dlatego liczę na radosny wieczór[i wcale nie będzie miał podtytuł: "wyborczy"]!
Kryspin

piątek, 16 października 2015

Mam dzisiaj urodziny!

    Mam dzisiaj urodziny!
    Kiedy przychodzi 16 października, za każdym razem robię sobie coś w rodzaju wspomnienia ciekawych zdarzeń związanych z tym dniem, które przechowuję w mojej pamięci!
To swoją drogą jest ciekawe?
    Gdyby ktoś zapytał mnie, co zdarzyło się, powiedzmy: 17 09. 1989 roku, z pewnością powiedziałbym: Nie pamiętam!
Dzień  urodzin jest inny, bo on jest szczególnie mój i może dlatego pielęgnuję miłe rzeczy, które zachowuję w pamięci....
    1978 rok- 16.październik- miałem 21 lat i w moim dniu, w Rzymie ogłoszono światu: Habemus Papam i pierwszy raz od wieków Ojcem Świętym został kardynał z dalekiego kraju, Karol Wojtyła!
Do dnia dzisiejszego pamiętam moją nieskrywaną dumę, że stało się to w dniu moich urodzin!
    Bardzo miło przebiegły moje 40 urodziny[1997 rok], gdy obudziły mnie śpiewem sto lat moje skarby, najbardziej ukochane osoby: Romeczka z małą paczuszką, w której był znak mojego zodiaku[waga] wyryty na złotej zawieszce.Obok mamy stał Borys i Julia z bukietem kwiatów i z serdecznymi życzeniami!
    Siedem lat temu swój dzień obchodziłem w  magicznym miejscu, przy moście Golden Gate w San Francisco!
    Dzisiaj popijam kawę i myślę o tym ostatnim okresie, o tych siedmiu minionych latach.
Tak wiele się zmieniło w moim życiu w ciągu tych minionych siedmiu lat:
07.03.2013 roku odeszła Romeczka po naszej przegranej, dwuletniej walce z jej chorobą..
Później przeżyłem okres powolnego umierania za życia, czas samotności, którego nie zrozumie nikt, kto nie przeżył odarcia duszy z sensu istnienia, gdy traci się Miłość!
Nie wiem nawet jak to się stało, ale w pewnym momencie zapragnąłem żyć i wtedy terapią dla mnie stała się "Zakochana koloratka" książka, która na początku była tylko moją terapią, a później stała się inspiracją pragnienia: Chciałem żyć i pokochać, chciałem doznać na  nowo tego cudu, którego aromat ciągle wypełniał me serce!
     Dzisiaj jest 16.październik 2015 roku, moje urodziny i prezent od losu, bo kocham i jestem kochany!!!
Nowa miłość jest dla mnie najpiękniejszym prezentem, który czyni mnie szczęśliwym i daje nadzieje!
Mam 58 lat, ale cóż to za wiek?
    Gdy się kocha i jest się kochanym, niezależnie od lat na naszym liczniku życia, jest się młodym i tak się czuję!
Czego i wam wszystkim życzę!
Kryspin




wtorek, 13 października 2015

poniedziałek, 12 października 2015

Sukces!

    Wczoraj miliony Polaków z wypiekami na twarzach, zagryzając palce, emocjonowało się meczem reprezentacji na naszym Stadionie Narodowym.
Po końcowym gwizdku sędziego, który obwieścił koniec zmagań, nie tylko cały stadion, ale wszyscy kibice podnieśli do góry ręce w geście triumfu!
Jedziemy do Paryża, dało się słyszeć z wielu tysięcy gardeł i to samo przemknęło przez myśli milionów naszych rodaków, którzy utożsamili się z zespołem z boiska.
Sukces!
To jedno słowo zaległo nam głęboko w naszej świadomości i dobrze!
    Co prawda w tym wczorajszym zwycięstwie byliśmy tylko kibicami, ale nawet i to jest ważne.
Tak sobie myślę, że ze wszystkiego można czerpać naukę.
Powiedzenie przypomina nam: że mądrość uczy się na błędach i porażkach, że wielkość polega na tym, aby mieć siłę powstać po upadku itd.
    Sądzę, że dalece przyjemniejszą rzeczą będzie, jeżeli potrafię dobrze odczytać także sukces, niezależnie, czy jest on moim bezpośrednim udziałem, czy tylko mu kibicuję.
    Może warto przeanalizować przyczyny sukcesu piłkarzy?
W przypadku naszej drużyny narodowej u źródła  wczorajszego zwycięstwa są co najmniej trzy filary:
-ciężka praca każdego z zawodników przed meczem!
-liderzy drużyny[i tu chodzi mi nie tylko o Lewandowskiego], którzy stali się motywatorami gry!
-wytrwałość, koncentracja i gra do końca!
Ktoś powie teraz: No ale taki mecz, to tylko jest dla najlepszych, bo przecież w meczu może brać udział tylko 11 wybrańców!
Tak, ale każdy może dla siebie wyznaczyć swoje zawody, w których osiągnie sukces, osobiste zwycięstwo!
Kadra narodowa postawiła sobie za cel wejście na salony Mistrzostw Europy i osiągnęła sukces, wygrała!
Wczoraj na ulicach Poznania odbywał się bieg maratoński.
Oprócz zawodowców, którzy wystartowali, aby wygrać całą pulę, na starcie zgromadziło się tysiące zawodników w różnym wieku i z żadnymi szansami na zdobycie podium tych zawodów, a jednak pobiegli.
Postawili sobie cel: ukończyć maraton i wielu tego dokonało!
Organizatorzy docenili ich determinacją, dlatego każdy z nich na mecie otrzymał medal zwycięzcy tego dystansu!
Choć w takiej imprezie każdy biegnie swoim tempem i zdaje się nie mieć drużyny obok siebie, to wcale nie jest bagatelne to, że biegną obok innych.
I znowu powtarza się ten przepis na końcowy sukces:ciężka praca przed zawodami, liderzy biegu i wytrwałość aż do mety! 
Tak sobie myślę, że w naszym życiu wielokrotnie możemy obierać sobie taki sposób na przekraczanie barier w naszej pracy, codziennym zachowaniu, wrażliwości na drugiego człowieka, przełamywaniu ograniczeń naszego lenistwa i tak dalej!
Może warto być w życiu kimś więcej, jak tylko kibicem sukcesu innych!!!?
Kryspin!

niedziela, 4 października 2015

Coming out!

    Jeśli wierzyć badaniom naukowym, to od 5% do 10% ludzi[kobiet i mężczyzn] odczuwa swoją seksualność do tej samej płci, czyli są homoseksualistami. Kolejne 10% do 20% nabywa takiej skłonności w określonych okolicznościach: więzienia, koszary wojskowe, no i niestety środowiska hermetyczne: seminaria duchowne, klasztory[ żeńskie i męskie]!
I tu chyba nie mija się z prawdą ks Charamsa [najsłynniejszy od niedawna kapłan-gej], gdy uważa, że wśród kleru tę skłonność ma znaczna liczba duchownych[wrodzoną, lub nabytą]
Gdybyśmy poszli dalej tym tropem w naszym dociekaniu, to musimy dodać kolejne procenty,  według tychże samych badań uczonych seksuologów, którzy uważają, że znakomita większość populacji[mężczyzn i kobiet] odczuwa potrzeby względem spraw związanych ze swoją seksualnością- naturalny pociąg do intymnego spełnienia z osobą płci odmiennej!
Osób aseksualnych, nie odczuwających takowych jest w społeczności znowu: od 5% do 10%!
Gdybyśmy do tych danych dodali kolejne: 10% do 20% tych, którzy z jakichś pobudek[ śluby zakonne, przyrzeczenia celibatu] decydują się na tłumienie swoich naturalnych potrzeb, to i tak w efekcie mamy minimum 70% tych, którzy z tym "problemem" sobie nie radzą, albo wręcz nie chcą się takiemu rygorowi[wstrzemięźliwości] poddać!
     I tu rodzi się pytanie: Jak długo Kościół będzie utrzymywał fikcję sytuacji, gdy wszyscy wiedzą o tym problemie i nic się z tym nie robi!!!
    Utrzymywanie fikcji celibatu to jeszcze jeden ważny problem: to gwałt na sumieniach celibatariuszy!!!
    Eminencje, Ekscelencje i Wasza świątobliwość: To wy na swoje sumienia bierzecie te dziesiątki tysięcy kapłanów, którzy żyją w tym stanie z poczuciem winy narzuconej! To wy bierzecie odpowiedzialność za setki tysięcy wiernych, którzy odchodzą z Kościoła, bo już nie wierzą kapłanowi, który żyje w rozbracie pomiędzy tym, co naucza, a tym co sam czyni!
   Ksiądz Charamsa swoim coming outem-[wyjściem z szafy] próbuje powiedzieć o problemie sumienia takich księży jak on [zdeklarowanych, czynnych gejów}
   Ile potrzeba takich coming outów tych pozostałych kapłanów, którym sumienie nie pozwala na trwanie  w fikcji?
Kryspin
P. S. Szerzej o tych sprawach piszę w moich książkach:"Zakochanej koloratce" i "Zatroskanej koloratce" !!!




sobota, 3 października 2015

Kościelna dulszczyzna!

     No i mamy nowy "kwiatek", a może raczej kłopotliwy chwast w ogródku Kościoła: ksiądz Prałat z Watykanu, Krzysztof Charamsa i jego publiczna deklaracja, że jest aktywnym gejem[ co inaczej należy rozumieć, że nie przestrzega nakazu celibatu z ukochanym partnerem!]
    A mnie w tej całej sprawie zastanawia to, o czym doniosły dzisiejsze media, że biskup Pelpliński     [zwierzchnik kapłana] oświadcza, iż oczekuje od księdza geja tego, że powróci do stanu kapłańskiego.
    I tu przypomina mi się  pani Dulska, dla której najważniejsze było to,co ludzie powiedzą i to, że "brudy" trzeba tuszować w swoim domu!
I może by się jej to udało, gdyby nie pozostali członkowie jej rodziny, którzy co chwilę swymi "dokonaniami" przyprawiali ją o palpitacje serca!
Nie wyciągała jednak żadnych nauk z porażek swojej swoistej moralności, bo zawsze dla niej najważniejszym było tylko zachowywanie pozorów!
     Pasterz diecezji zachowuje się podobnie do pani Dulskiej: Nie jest dla niego ważne, że jego kapłan, może i inni kapłani w jego diecezji przejawiają skłonności do tego, aby kochać "inaczej" i może nawet tak kochają, ale po co o tym mówić i się z tym obnosić?
     Zastanawiam się, ile osób wiedziało, że ksiądz Krzysiek prowadzi takie miłosne życie z partnerem, bo sądzę, że było to spore grono!
 I nic!
Dlaczego tak uważam?
Bohater dzisiejszych doniesień sam mówi to wyraźnie, że takich jak on wśród duchownych jest wielu, czyli i ich miłosne podboje są publiczną tajemnicą[o której wszyscy wiedzą!]
    To jest moralność Dulskiej, w której Kościół trwa i tak jak ona naiwnie uważa, że jakoś to będzie !
Dulskiej jednak się nie udało i do dnia dzisiejszego jest uosobieniem obłudy i gry pozorów!
Kryspin

czwartek, 1 października 2015

Dożywocie dla rodziców!

    Wczoraj w jednym z programów TV przysłuchiwałem się dyskusji ekonomistów, którzy snuli rozważania na temat emerytur za dwadzieścia kilka lat.
Z prognoz demograficznych wychodziło im, że los przyszłych seniorów będzie bardzo nieciekawy[20-30% ostatniego wynagrodzenia i koniec!]
    Politycy już od jakiegoś czasu grają także tą kartą i co chwilę poddają nowe pomysły, które miałyby stać się panaceum na przyszłe problemy seniorów.
Jedno zgodnie stwierdzają, że w przyszłości będzie za mało tych, którzy swoją pracą utrzymają staruszków i niektórzy[i nie tylko w Polsce] po cichu cieszą się, że z Libii walą tłumy potencjalnych pracusiów i może oni będą wypełniali luki w zatrudnieniu.
Inni powracają do tzw. polityki pro rodzinnej sądząc, że większa liczba dzieci w rodzinach, to jest jakaś nadzieja, że ci przyszli pracownicy zarobią na papu dla staruszków!
Sądzę, że to jest słuszny tok myślenia, ale co się stanie, gdy ci młodzi, ambitni wyjadą za chlebem i nie będą składać daniny do systemu podatkowego u nas?
    Kiedyś mój św. pamięci ojciec powiedział, że każde dziecko wychowywane w rodzinie, to "Mercedes", w sensie kosztu, który ponoszą rodzice na wychowanie nowego obywatela i chyba nie był daleki od prawdy?
Sądzę, że powinniśmy zastanowić się nad tym, co kiedyś nazywano solidaryzmem społecznym i co legło u podstawy systemu emerytalnego w XIX wieku[pracujący, spłacając dług wychowania pracują na tych, którzy ten mozół ponieśli-emerytów!]
Może powinniśmy wprowadzić solidaryzm rodzinny!
Rodzice ponoszą koszt wychowania dziecka[dzieci] do ich samodzielności i później ich pociechy winny się odwdzięczyć!
Każde dorosłe dziecko, pracujące obligatoryjnie powinno być zobowiązane do pomocy rodzicielom, gdy ci już z racji wieku[emerytury] nie mogą pracować i zasługują na odpoczynek po trudach lat wzmożonego wysiłku dla rodziny.
Przecież coś takiego już jest-obowiązek alimentacyjny[odpowiedzialności za utrzymanie osoby w rodzinie] nie działa tylko w kierunku młodzieży, bo w ekstremalnych okolicznościach sądy takowy wprowadzają w stosunku do rodziców także!
     Może to trochę zabrzmi dziwnie, ale uważam, że dziecko w rodzinie to coś w rodzaju inwestycji.
To także jest już praktykowane i w innych przypadkach: duże firmy ustanawiają stypendia i utrzymują studentów w trakcie ich nauki, by po jej zakończeniu czerpać z ich wiedzy i przygotowania zawodowego, gdy ci w tych zakładach odpracowują pieniążki w nich zainwestowane.
Banki udzielają kredytów studenckich, by przyszli inżynierowie i magistrzy mogli zdobywać wiedzę, ale po zakończeniu nauki oddają pieniądze, które pomogły im stanąć na nogi samodzielności i nikomu to nie przeszkadza!
    Wyobraźmy sobie, że w formie powszechnego zarządzenia wprowadzi się, iż 10% dochodu miesięcznego osoby pracującej zostaje odprowadzona na utrzymanie rodziców pracownika[ od chwili ich przejścia na emeryturę!]
Kiedyś nazywano to dożywociem i choć może to dziwnie brzmi, to jednak trafnie oddaje ideę solidaryzmu pokoleń!
A co zostanie w obowiązku Państwa?
Z obowiązkowej daniny[ZUS] można finansować minimum socjalne dla każdego emeryta, rencisty w kwocie wystarczającej na przeżycie, ale w skromnej formie[np.500 zł, licząc obecne realia]
A co dla bezdzietnych emerytów, rodzi się pytanie?
Rodziny bezdzietne już od początku są przecież " uprzywilejowane", bo nie ponoszą kosztu "mercedesów" i rozsądnie mogą te inwestować w swoją przyszłość do czasu, gdy z racji wieku przejdą na emeryturę!
Kryspin

środa, 30 września 2015

Kto powinien rozmawiać o sprawie celibatu!

     Otrzymałem dzisiaj maila od przyjaciela ze Stanów.
Podzielił się ze mną swoimi odczuciami po dopiero co zakończonej wizycie Franciszka.
Wspomniał o tym, co było głośno komentowane w medialnych przekazach z pobytu Papieża wśród Amerykanów i wyraził przy tym swoje zdziwienie, że zabrakło mu w tym wszystkim jednego pytania, gdy mówiono o tym, że Namiestnik Chrystusa publicznie, kolejny raz przepraszał za zgorszenie, którego sprawcami są kapłani.
Franciszek ubolewał nad losem skrzywdzonych dzieci przez księży, którzy na nich zaspakajali swoje chore żądze!
Kolejny raz zapewnił, że nie ma w Kościele miejsca dla tych, którzy deprawują maluczkich i słusznie!
    Mojemu przyjacielowi zabrakło przy tej okazji dziennikarskiego pytania o inne niecne zachowania kapłanów w kwestii dotrzymywania celibatu i to mnie także zastanawia?
Co by się stało z Kościołem, gdyby równie gorliwie karał i wykluczał kapłanów żyjących w nieformalnych związkach z kobietami?
Czy wtedy miałby jeszcze kto zajmować się pracą duszpasterską w parafiach?
Pewnie kilka procent duchowieństwa jakoś by się ostało, ale znakomita większość nie przeszłaby takiego sita!
    Zgadzam się ze stanowiskiem Watykanu w sprawie wykluczeń ze wspólnoty duchownych dewiantów wyrządzających wiele zła i to tym najsłabszym- dzieciom, ale dziwi mnie brak reakcji w kwestii zgorszenia, które we wspólnotach parafialnych sieją kapłani prowadzący podwójne życie: w niedzielę nobliwy pasterz owieczek parafialnych, a w tygodniu bawidamek, albo troskliwy "żonkoś" w nieformalnym związku!
   Tu przypomina mi się to jak łatwo Kościół wyklucza ze wspólnego Stołu Pańskiego osoby żyjące w konkubinatach, albo o zgrozo w nowych, cywilnych związkach małżeńskich, gdy gdzieś w historii swojego życia zapisali się już parafialnej księdze ślubów z inną, żyjącą połową!
   Franciszek co prawda nieśmiało próbuje coś z tym zrobić mówiąc, że trzeba się zastanowić nad tymi nieborakami[rozwodnikami i osobami z wolnych związków] i może dopuścić ich do komunii, ale ani słowem nie odnosi się do swoich podwładnych, aby i oni mogli wreszcie przestać żyć w zakłamaniu i podwójnej moralności!
    WASZA ŚWIĄTOBLIWOŚĆ I WY KSIĄŻĘTA KOŚCIOŁA: Tylko merytoryczna dyskusja o celibacie, a raczej o jego zniesieniu i odważne decyzje, które tylko Wy możecie podjąć; posłużą do tego, co kiedyś nazwano ODRODZENIEM, a może lepiej nazwać to PRZYWRÓCENIEM NORMALNEGO PORZĄDKU RZECZY[tego Kościół dzisiejszy potrzebuje najbardziej!]
Kryspin

niedziela, 27 września 2015

Komunia duchowa dla rozwodników!

      Nie można zjeść ciastka i mieć je nadal!
Książęta Kościoła mają nie lada zgryz z owieczkami, które pogubiły się w gąszczu kościelnych nakazów i zakazów, które ta instytucja poustawiała na tym "torze przeszkód"!
   Prawdziwym kłopotem są niegodziwcy, którzy zapomnieli, że kiedyś ślubowali dozgonne trwanie w związku małżeńskim i teraz pokochali[lub im się tylko tak wydaje] kogoś innego!
Państwo taką praktykę nazywa zwyczajnie rozwodami, ale w Kościele takie określenie jest be i jeśli już ma się wydarzyć, to lepiej uznać, że ślubu jako takiego nigdy nie było- no ale to [może dla zachowania pozorów] orzeka się po tasiemcowych procesach kanonicznych i na takie rozwiązanie decyduje się niewielu wiernych!
No i tu cios pada z kierunku, którego kościelni dostojnicy nigdy by się nie spodziewali, bo Primus inter pares, jakby można określić Franciszka, nawołuje do tego, aby coś z tym zrobić!
No ale jak- pytają twardogłowi?
    Episkopat polski  ostatnio pokrętnie określił, że nie zamierza zastanowić się nad zamysłem Papieża i jedynie na co zamierza się zgodzić to to:" Aby otoczyć szczególną opieką małżeństwa niesakramentalne"!!!!
No ale jak to ma wyglądać, skoro owszem, będą łaskawie tolerowane na Uczcie Pana,[ bo Msza święta jest taką ucztą, na którą On nas zaprasza] ale z ograniczeniami- nadal bez prawa do komunii świętej!
Być na przyjęciu, na którym możemy tylko sobie popatrzeć i wara od tego, abyśmy pokosztowali przygotowanych potraw, to jakiś paradoks!
Gdy rozmawiam z katolikami wykluczonymi[a za takich Kościół uważa rozwodników żyjących w nowych związkach], to za każdym razem mówią o smutku, a nawet bólu, że nie mogą w czasie mszy przystąpić do komunii świętej!
     Tak sobie myślę, że w tych ludziach jest znacznie więcej wiary, aniżeli w tych "prawych" katolikach, którzy ostentacyjnie maszerują do Pańskiego Stołu w czasie niedzielnego zgromadzenia, by później w czasie tygodnia być zwykłymi padalcami ukazującymi swoje inne, wcale nie chrześcijańskie oblicze!
A kapłan w ramach "szczególnej troski" może nieborakom zalecić tylko jedno: "No do komunii tak fizycznie nie możecie przystąpić, ale możecie przeżywać coś,co Kościół nazywa  komunią duchową"!
    Przypomina mi się teraz przypowieść o Faryzeuszu i Celniku w świątyni i podsumowanie, które Chrystus na zakończenie tego obrazu wyraził: Tylko ten nieborak skulony gdzieś z tyłu świątyni[celnik] doznał przebaczenia, którym obdarował go Wszechmocny!
Kryspin

czwartek, 17 września 2015

Kłamczuszka!

    Już jakiś czas temu obiecałem sobie, że nie będę pisał o sprawach związanych z polityką, ale jak tu milczeć, gdy z każdego kąta ona krzyczy: radio, Tv, prasa i nawet rozmowy przy imieninowym stole nie pozwalają nam się do niej odciąć.
    Mamy czas kampanii i coś na kształt nieustannego spektaklu obietnic bez możliwości realizacji, a tu kolejna plaga puka do naszych bram, uchodźcy z Afrykańskiego kotła zapragnęli zmienić swoje pieskie życie i szturmują granice naszego  europejskiego "raju"!
I tu pojawia się nasza niezawodna Pani Premier!
Kiedyś tłumaczyła swoją wiedzę z zakresu sekcji zwłok, w której uczestniczyła jako obserwator po tragedii W Smoleńsku[wdziała nawet jak troskliwie nasi słowiańscy pobratymcy przekopywali na metr ziemiępo katastrofie], no i delikatnie mówiąc- mijała się z prawdą!
Teraz naobiecywała nam nowe Inflanty[niczym Pan Zagłoba] proponując reformy łącznie z wywróceniem nienaruszalnego ZUS-u i zastanawiam się, po co ?
Może chciała przekonać do siebie opornych, których głosy byłyby na wagę zwycięstwa w wyborach?
Jakie to żałosne i smutne zarazem!
Pani Ewo, a może zagra Pani w kolejnych odsłonach Rancza- może tak za Czerepacha?
I tak na koniec o tych nieszczęsnych uchodźcach.
I tu znowu kolejny błysk geniuszu Pani Premier:"Przyjmiemy uchodźców w takiej liczbie, jaka jest możliwa- ani jednego mniej, ani jednego więcej ponad to, co możemy!"
Od kilkunastu dni wszyscy od lewa do prawa pytają się o to-ile?
Swoją drogą Pani Ewo, chyba Pani wie jaka to liczba[ani jednego więcej, ani jednego mniej!], więc po co negocjacje z kolegami z Europy?
A może jednak Pani i tego nie wie- Oj kłamczuszka!!!!
Marzy mi się czas, gdy powróci pani do praktyki lekarza rodzinnego.
Zapisując biedakom witaminki narobi Pani mniej szkód od tego, co robi Pani obecnie.
P.S.Mam tylko jeszcze jedną prośbę- niech Pani nie próbuje leczyć tych nieboraków, niech to robią specjaliści!

poniedziałek, 7 września 2015

Boję się fali islamskiej emigracji!

     Na dworze powiało jesiennym chłodem i żal człowiekowi przyjemnych, przepełnionych słońcem minionych dni.
Nadchodzi jesień i trzeba nam się pogodzić ze zmieniającym się czasem.
W naszej uporządkowanej rzeczywistości jesień jawi się nam też jako okres nadchodzących zmian.
Do większości z nich jesteśmy przygotowani, bo wiemy, co przyniosą najbliższe dni i tygodnie: nadejdą jesienno-zimowe chłody i będziemy zmuszeni do dogrzewania naszych rodzinnych gniazdek Pewnie w wyborach parlamentarnych dokonamy zmiany ekipy rządzącej naszym krajem i z nową nadzieją będziemy oczekiwali lepszego życia pod ich skrzydłami.
Nasze dzieci mozolnie, tydzień po tygodniu będą chłonęły wiedzę w szkołach, które kolejny rok pewnie nie będą spełniały ich oczekiwań i nadal będą wydawały się złem koniecznym w drodze do dorosłości.........
Ta jesień mnie jednak napawa niepokojem!
     Setki tysięcy nieszczęśników z Afryki i Azji pukają do naszych europejskich bram i to mnie napawa obawą!
Uchodźcy z Syrii ogarniętej wojną domową, a nadto kolejni nieszczęśnicy wystraszeni dzikimi fanatykami tzw.państwa islamskiego wyruszyli całymi tabunami w stronę "słońca" nadziei, jakim jawią się im bogate kraje Europy zachodniej i to mnie zastanawia?
Media pokazują nam obrazki matek z małymi dziećmi na ręku i to budzi naszą powszechną litość, ale wśród tego pochodu da się zauważyć także i innych, w oczach których nie widać przerażenia, a ich wzrok mówi coś zupełnie innego, co budzi moją obawę- w tych spojrzeniach widzę chłód nienawiści!
Miałem okazję w Berlinie zobaczyć dzielnicę turecką i teraz ten sam obraz zobaczyłem na zdjęciach z Węgier: brud, bałagan i sterty śmieci walające się po przejściu uchodźców.
Ktoś powie, to inna kultura, inne obyczaje i trzeba nam się z tym zgodzić!
     Kanclerz Niemiec zadeklarowała, że w imię humanitaryzmu nasi zachodni sąsiedzi są gotowi na przyjęcie setek tysięcy nowych przybyszów z krajów muzułmańskich.
Pani Merkel liczy na to, że powtórzy się scenariusz sprzed lat, gdy tureccy gastarbeiterzy przyczynili się do rozkwitu niemieckiej gospodarki świadcząc swoją pracę za minimalne stawki!
A ja się boję, że tamten czas już minął i nie wróci!
Boję się Islamu i nikt mi nie powie, że to jest religia jak każda inna !
   Czy to nikogo nie zastanawia, że te tabuny nieszczęśników nie kierują się w stronę bogatych arabskich ziem, gdzie ich pobratymcy w wierze opływają w bajeczny dostatek i stać ich byłoby na roztoczenie opieki nad współbraćmi wyznającymi tę samą, jedynie"prawdziwą" wiarę?
Fanatycy z państwa islamskiego od dłuższego czasu rosną w siłę i otwarcie głoszą, że dokonają zniszczenia niewiernych, a nad Rzymem będzie powiewać flaga Proroka i to właśnie traktuję  z wielkim niepokojem!
Kryspin 



wtorek, 1 września 2015

Referendum w kwestii celibatu!

      Już tylko tydzień pozostał do referendum, w którym Władza zechciała zapytać społeczeństwo o kilka istotnych[no może nie aż tak bardzo istotnych] kwestii, które rzutują na nasze polityczne życie.
Pewnie i słuszne są pytania o tzw.JOW-y, czy sprawa finansowania partii politycznych, bo to naród, jako suweren ma prawo decydować w tych kwestiach!
Nie zamierzam powielać tego, czym żyją obecnie media wszelakiego rodzaju, niech kilkanaście godzin w programach telewizyjnych i radiowych [na dobę] wystarczy....
A mnie inspiruje sama idea referendum!
To jest najbardziej demokratyczna forma rządzenia, wprowadzania dekretów, ustaw, gdy władza słucha głosu narodu!
Vox populi vox Dei, mawiali starożytni i mieli rację!
     A gdyby tak Kościół przyjął praktykę referendum, jako inspirację do zmian?
Ta instytucja, choć uważa się za wyjątkową, niczym się nie różni od czegoś, co nazywamy Państwem.
Mówi się nawet o Państwie Watykańskim określając Kościół!
W gronie rządzących są w nim przedstawiciele poszczególnych wspólnot narodowych w randze biskupów, kardynałów i innych wybranych dostojników, którzy w jedności z głównym szefem rezydującym w Rzymie całym tym gospodarstwem zarządzają.
Nie byłoby jednak czym zawiadywać, gdyby nie było wielkiej rzeszy wiernych, którzy w pokorze starają się przestrzegać nakazów i zakazów w Kościele ustanowionych.
Można więc rzec, że wierni są także suwerenem, z którego głosem rządzący winni się liczyć.
      Kiedyś jeden z moich przełożonych seminaryjnych stwierdził autorytatywnie, że :"Kościół nigdy nie będzie klubem dyskusyjnym i zawsze będzie się kierował zasadą precedencji i posłuszeństwa...."
tak sobie myślę, że to trochę zaprzeszłe myślenie, żywcem wzięte z czasu, gdy ciemny ludek karmił się przeżywaniem misterium[wszystko było po łacinie] i ślepo wierzył we wszystko, jakby dostojnicy Kościoła mieli monopol na wiedzę o wszystkim, niezależnie, czy dotyczyło to wiary, czy wiedzy z innych nauk traktujących o profanum[sprawach tego świata]
Ale tamten czas się skończył i wierni-suwereni doznali oświecenia i używając rozumu ośmielają się niekiedy n ie zgadzać z kierunkami, w których Kościół podąża.
Wnikliwy obserwator to widzi gołym okiem, gdy co roku mniej ludków niedzielę wiąże z mszą odprawianą w parafialnym kościele.
Ostatnio głośno jest o in vitro!
Hierarchia stanowczo powiedziała :Nie, a katolicy polscy[95% narodu] już tylko w 30%
starają się z tym zgodzić!
Sakramentalne Tak wypowiadane przez młodych rozpoczynających wspólne życie w 50% kończy się w sali sądowej, gdzie urzędnik orzeka o ich rozwodzie!
No i następny kłopot dla Kościoła:czy tacy niegodziwcy zasługują jeszcze na  miano członków parafialnej wspólnoty, czy też nie?
Inny powód do bólu głowy kościelnych dostojników, to spadek powołań do służby ołtarza i do tego jeszcze lawinowe odejścia tych, którzy odchodzą ze służby ołtarza!
pewnie, że można winą za to obciążyć kobiety, bo to one nieskromnie odziane, stojąc blisko ołtarza, wodzą na pokuszenie kapłanów.
I jeśli takie  niecne praktyki kończą się tylko łóżkiem tych dwojga, to mniejszy kłopot.
Zawsze przecież znajdzie się kapłan, który odpuka i rozgrzeszy nieboraka i po sprawie.
A jeśli produktem ubocznym "słabości" kapłana staje się dziecko- to nic takiego, fundusz alimentacyjny przy kurii i kłopot załatwiony!
No ale takie fanaberie, jak odejścia ze służby , to już jest niezrozumiałe!
     Drodzy hierarchowie!
    A co by się stało, gdybyście choć raz posłuchali wiernych kościoła i na drodze referendum zadali im pytanie: Czy jesteś za celibatem w Kościele?
    Aby takowe przeprowadzić, nie potrzeba wiele zachodu, bo można to połączyć z niedzielną mszą[ i wiernych wtedy byłoby więcej i taca pewnie bardziej okazała]
Niech suweren Kościoła, wierni zadecydują:vox populi vox Dei!
Kryspin
P.S. Zapraszam do dyskusji i proszę jeszcze o jedno!
Zapoznajcie się z "Zakochaną koloratką" i "Zatroskaną koloratką", może lektura tych książek pomoże Wam w zajęciu stanowiska w sprawie, o której napisałem powyżej!
Kryspin

wtorek, 25 sierpnia 2015

Co i kto obiecał Poroszence????

"Broń mnie Panie Boże przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę!"
     Nasze media i politycy z obozu rządzącego połajali sobie na Prezydenta Dudę i niczym klakierzy naszych "przyjaciół " z europy zachodniej, wtórują tamtym.
Mam wrażenie, że to już kiedyś było. Przed 01.09.1939 roku mieliśmy już takich "przyjaciół" i traktaty w których zapisaną mieliśmy przyjaźń i gwarancje bezpieczeństwa i co????
     Gdy Putin ponagryzał sobie Ukrainę, podniosło się larum, że powtarza się historia.
Kiedyś kapral z zachodu, obok naszej Ojczyzny w identyczny sposób zabrał wolność Tyrolczykom, ale to przecież byli krewniacy, bo i on się wywodził z tej macierzy.
Teraz Władimir zrobił to samo, bo Ukraina tak po prawdzie i jemu kojarzy się z czymś swoim.
A naiwni Polacy zechcieli posłużyć pomocą "braciom słowianom", ale.....?
No właśnie!
    Wielcy tego świata z Angelą na czele, a jakże, podziękowali nam za dobre serce, ale resztę zapragnęli załatwić sami i dlatego przy stole porozumienia krzesełka dla nas nie przewidzieli.
    No ale to mnie nie zdziwiło, choć uważam, że konwencja rozmów pokojowych bez udziału naszych przedstawicieli już była policzkiem dla polskich polityków i szkoda, że jakoś cicho  przełknęliśmy tę zniewagę[ale to nie pierwsze kładzenie uszu po sobie naszych polityków.... bo Smoleńsk też był porażką, prawda?]
Zaniepokoiło mnie bardzo oświadczenie Poroszenki[prezydent Ukrainy], w którym podziękował za chęć pomocy z naszej strony i stwierdził, że dotychczasowy kształt stołu porozumienia jest wystarczający!
I tu rodzi się pytanie: Co i kto przy tym stole obiecał Ukrainie?
A może to my powinniśmy się bać!!!!!
    Teraz powrócę do naszych śmieci.
Szanowni państwo politycy: Nie spieszcie się tak z krytyką swojego Prezydenta, bo może to on ma rację????
Obym się mylił w swoich obawach, ale jakoś nigdy nie ufałem: Niemcom, Francji i Ukrainie także!
Kryspin


środa, 19 sierpnia 2015

Powtórka z "rozrywki"!

    Do wyborów parlamentarnych pozostało kilkadziesiąt dni, ale już dziś trudno jest spokojnie zdzierżyć informacyjną paplaninę zalewającą nasze media.
    W kraju, który ma trzydzieści kilka milionów ludzi, swoje codzienne problemy; w kraju, gdzie miliony rolników zastanawia się, czy wystarczy w studniach wody, by mogli napoić swoje bydlątka; garstka oszołomów[a może wcale nie takich naiwniaków] toczy zażartą pyskówkę o przyszłe foteliki w okrągłej sali przy Wiejskiej w Warszawie.
    Gdy już rozpiszą swoje nazwiska na listach wyborczych, przejdą do kolejnego etapu i wtedy zaapelują do szarej masy przypominając, że udział w wyborach[ale tylko poprzez wrzucenie do urny karteczki z krzyżykami] jest ich moralnym obowiązkiem!
Przyznam, że odczuwam mdłości, gdy słyszę bzdury o lokomotywach wyborczych na listach wszystkich ugrupowań od lewa do prawa!
     Dziękuję za takie "lokomotywy", gdy co nazwisko: to aferzysta, oszołom, czy ktoś, kto jest znany tylko dlatego, że jest pociotkiem kogoś, kto miał nieszczęście zakończyć swój żywot na smoleńskim kartoflisku[przepraszam - lotnisku!]
Kiedyś napisałem, że nie pójdę na wybory[ co prawda inne-lokalne, ale zawsze] i teraz muszę kolejny raz powiedzieć to samo…nie pójdę na wybory  25.10 2015 roku!
W tym dniu mam imieniny[25.10!] i pewnie będę świętował w gronie przyjaciół,. może przy grillu[jeśli jesienna pogoda na to pozwoli] będziemy zwyczajnie cieszyć się swoją obecnością!
Może tylko jeszcze jedno, może wtedy pomyślę sobie, iż może kiedyś nadejdzie taki czas, gdy doczekam normalności.
    Tak sobie marzę, żeby: piekarz zajmował się wypiekiem chleba, rolnik uprawą ziemi, a polityk w głębi swego serca miał zawsze na pierwszym miejscu dobro tych, którzy w nim pokładają nadzieję.
    Marzę sobie, aby aferzyści i kombinatorzy zniknęli z pierwszych stron gazet, a jeśli już tam się pojawią, to tylko w związku z dziennikarską relacją z sali sądowych.
    Marzę sobie, że grono oszołomów swoje chore wizje będzie snuło w miejscach, gdzie drzwi nie mają klamek.
    Marzę o czasie, gdy będę mógł swoim głosem, wrzuconym do wyborczej urny, zwyczajnie poczuć, że coś ode mnie zależy, a osoby, którym zawierzę także i moją przyszłość, będą uczciwi w swoich zapewnieniach!
Kryspin


wtorek, 11 sierpnia 2015

Butelka PET-a warta zeta!

     Od piątku do niedzielnego popołudnia miałem przyjemność gościć grono przyjaciół, którzy zjechali do mnie, abyśmy razem mogli rozkoszować się letnią labą na łonie natury, a tej tu nie  brakuje.
     Goście z Berlina, a także pozostali zaproszeni, wypakowali z samochodów obszerne bagaże, w których oprócz ciuszków na przebranie[a nie było ich wiele zważywszy na upał]było wszystko, co było niezbędne do ucztowania: mięsiwa, napoje-także te mocniejsze, ale i te zwyczajne-chłodzące, bez których trudno byłoby przeżyć w tropikalnym upale.
    Nie zamierzam opisywać przemiłego czasu, cudownej atmosfery spotkania, które ciągnęło się do późnej nocy[piątkowej i sobotniej także  ]
Podsumuję tylko, że takie spotkania zawsze zbyt szybko mijają i pozostaje tylko miłe wspomnienie i nadzieja na powtórkę, na którą wszyscy uczestnicy już się umówili!
Chciałbym jednak zatrzymać się na chwili kończącej nasze spotkanie, gdy goście z Niemiec spakowali swoje bagaże do pięknego mercedesa i wtedy zdziwiłem się, że do bagażnika załadowali puste pety po napojach, butelki po piwie i nawet puszki po coca coli.
Chciałem zachować się jak przystało na gospodarza i zadeklarowałem, że nie muszą zabierać tych śmierci, bo ja i tak będę "utylizował" te sprawy w pojemnikach poustawianych przy wiejskim sklepie, w którym robię zakupy.
Janek[ właściciel nowego mercedesa] oznajmił mi wtedy, że zabiera to, bo tam na miejscu za taką plastikową butelkę[ i inne także], otrzyma równowartość naszej złotówki.
Gdybym nie znał ich i gdybym nie pozostał z "kłopotem" przepełnionej od nadmiaru przywiezionego przez nich jedzenia lodówki [ można by z tego zrobić kolejne przyjęcie!], może uznałbym, że są "oszczędni".....
     Po wyjeździe ostatniego samochodu, powróciłem do domu i przypomniałem sobie, że na zapleczu oczekują dwa wielkie wory z naszymi[polskimi] śmieciami, które będę musiał załadować do bagażnika i wywieść do pojemników poustawianych przy sklepie.
Zaraz jednak przypomniałem sobie także czasy, gdy większość opakowań…butelki od mleka, śmietany, piwa , wódki itd. zanosiło się do punktów skupu i odbierało  kasę.
Dziś tylko biedota przegląda pojemniki na odpady, aby łowić w nich puszki po piwie.
Kiedyś miałem sposobność dowiedzieć się, że sto takich puszek, to około 5 złotych w punkcie skupu.
A Niemcy za taką puszeczkę płacą całego zeta!
Prosto licząc- 20 razy więcej i jakoś się im to opłaca?
                                                                                *
      Po miłych dniach, gdy nawet nie oglądaliśmy programów telewizyjnych, powróciłem do naszej szarzyzny i nieustannego "festiwalu", albo raczej wyścigu do dobrobytu: czyli kampania przed wyborami do pełnego korytka![ przepraszam-do Sejmu i Senatu!]
     Kandydaci, na razie ci najważniejsi, od których zależy, kto z danej trzódki otrzyma pierwszeństwo i nadzieję na dopchanie się do sejmowego Eldorado[listy wyborcze], obrzucają się obietnicami i krytyką: "my wam damy to i to", a oni obiecują gruszki na wierzbie i tak się nie da zrobić."
    Drodzy[dosłownie, zważywszy na wielkość waszego wynagrodzenia] kandydaci do koryta, a może pochylicie się w swoich zamierzeniach nad absurdami, które nas wszystkich kosztują krocie.
Może swoje obietnice naprawy tego, co szwankuje, zaczniecie choćby od takich przyziemnych spraw, jak śmieci?
    Jeśli nie chcecie wzorować się na przykładzie zza miedzy[zza granicy], to może powrócicie wspomnieniem do tego, co kiedyś się sprawdzało u nas i miało sens!
Kryspin