Otrzymałem dzisiaj maila od przyjaciela ze Stanów.
Podzielił się ze mną swoimi odczuciami po dopiero co zakończonej wizycie Franciszka.
Wspomniał o tym, co było głośno komentowane w medialnych przekazach z pobytu Papieża wśród Amerykanów i wyraził przy tym swoje zdziwienie, że zabrakło mu w tym wszystkim jednego pytania, gdy mówiono o tym, że Namiestnik Chrystusa publicznie, kolejny raz przepraszał za zgorszenie, którego sprawcami są kapłani.
Franciszek ubolewał nad losem skrzywdzonych dzieci przez księży, którzy na nich zaspakajali swoje chore żądze!
Kolejny raz zapewnił, że nie ma w Kościele miejsca dla tych, którzy deprawują maluczkich i słusznie!
Mojemu przyjacielowi zabrakło przy tej okazji dziennikarskiego pytania o inne niecne zachowania kapłanów w kwestii dotrzymywania celibatu i to mnie także zastanawia?
Co by się stało z Kościołem, gdyby równie gorliwie karał i wykluczał kapłanów żyjących w nieformalnych związkach z kobietami?
Czy wtedy miałby jeszcze kto zajmować się pracą duszpasterską w parafiach?
Pewnie kilka procent duchowieństwa jakoś by się ostało, ale znakomita większość nie przeszłaby takiego sita!
Zgadzam się ze stanowiskiem Watykanu w sprawie wykluczeń ze wspólnoty duchownych dewiantów wyrządzających wiele zła i to tym najsłabszym- dzieciom, ale dziwi mnie brak reakcji w kwestii zgorszenia, które we wspólnotach parafialnych sieją kapłani prowadzący podwójne życie: w niedzielę nobliwy pasterz owieczek parafialnych, a w tygodniu bawidamek, albo troskliwy "żonkoś" w nieformalnym związku!
Tu przypomina mi się to jak łatwo Kościół wyklucza ze wspólnego Stołu Pańskiego osoby żyjące w konkubinatach, albo o zgrozo w nowych, cywilnych związkach małżeńskich, gdy gdzieś w historii swojego życia zapisali się już parafialnej księdze ślubów z inną, żyjącą połową!
Franciszek co prawda nieśmiało próbuje coś z tym zrobić mówiąc, że trzeba się zastanowić nad tymi nieborakami[rozwodnikami i osobami z wolnych związków] i może dopuścić ich do komunii, ale ani słowem nie odnosi się do swoich podwładnych, aby i oni mogli wreszcie przestać żyć w zakłamaniu i podwójnej moralności!
WASZA ŚWIĄTOBLIWOŚĆ I WY KSIĄŻĘTA KOŚCIOŁA: Tylko merytoryczna dyskusja o celibacie, a raczej o jego zniesieniu i odważne decyzje, które tylko Wy możecie podjąć; posłużą do tego, co kiedyś nazwano ODRODZENIEM, a może lepiej nazwać to PRZYWRÓCENIEM NORMALNEGO PORZĄDKU RZECZY[tego Kościół dzisiejszy potrzebuje najbardziej!]
Kryspin
środa, 30 września 2015
niedziela, 27 września 2015
Komunia duchowa dla rozwodników!
Nie można zjeść ciastka i mieć je nadal!
Książęta Kościoła mają nie lada zgryz z owieczkami, które pogubiły się w gąszczu kościelnych nakazów i zakazów, które ta instytucja poustawiała na tym "torze przeszkód"!
Prawdziwym kłopotem są niegodziwcy, którzy zapomnieli, że kiedyś ślubowali dozgonne trwanie w związku małżeńskim i teraz pokochali[lub im się tylko tak wydaje] kogoś innego!
Państwo taką praktykę nazywa zwyczajnie rozwodami, ale w Kościele takie określenie jest be i jeśli już ma się wydarzyć, to lepiej uznać, że ślubu jako takiego nigdy nie było- no ale to [może dla zachowania pozorów] orzeka się po tasiemcowych procesach kanonicznych i na takie rozwiązanie decyduje się niewielu wiernych!
No i tu cios pada z kierunku, którego kościelni dostojnicy nigdy by się nie spodziewali, bo Primus inter pares, jakby można określić Franciszka, nawołuje do tego, aby coś z tym zrobić!
No ale jak- pytają twardogłowi?
Episkopat polski ostatnio pokrętnie określił, że nie zamierza zastanowić się nad zamysłem Papieża i jedynie na co zamierza się zgodzić to to:" Aby otoczyć szczególną opieką małżeństwa niesakramentalne"!!!!
No ale jak to ma wyglądać, skoro owszem, będą łaskawie tolerowane na Uczcie Pana,[ bo Msza święta jest taką ucztą, na którą On nas zaprasza] ale z ograniczeniami- nadal bez prawa do komunii świętej!
Być na przyjęciu, na którym możemy tylko sobie popatrzeć i wara od tego, abyśmy pokosztowali przygotowanych potraw, to jakiś paradoks!
Gdy rozmawiam z katolikami wykluczonymi[a za takich Kościół uważa rozwodników żyjących w nowych związkach], to za każdym razem mówią o smutku, a nawet bólu, że nie mogą w czasie mszy przystąpić do komunii świętej!
Tak sobie myślę, że w tych ludziach jest znacznie więcej wiary, aniżeli w tych "prawych" katolikach, którzy ostentacyjnie maszerują do Pańskiego Stołu w czasie niedzielnego zgromadzenia, by później w czasie tygodnia być zwykłymi padalcami ukazującymi swoje inne, wcale nie chrześcijańskie oblicze!
A kapłan w ramach "szczególnej troski" może nieborakom zalecić tylko jedno: "No do komunii tak fizycznie nie możecie przystąpić, ale możecie przeżywać coś,co Kościół nazywa komunią duchową"!
Przypomina mi się teraz przypowieść o Faryzeuszu i Celniku w świątyni i podsumowanie, które Chrystus na zakończenie tego obrazu wyraził: Tylko ten nieborak skulony gdzieś z tyłu świątyni[celnik] doznał przebaczenia, którym obdarował go Wszechmocny!
Kryspin
Książęta Kościoła mają nie lada zgryz z owieczkami, które pogubiły się w gąszczu kościelnych nakazów i zakazów, które ta instytucja poustawiała na tym "torze przeszkód"!
Prawdziwym kłopotem są niegodziwcy, którzy zapomnieli, że kiedyś ślubowali dozgonne trwanie w związku małżeńskim i teraz pokochali[lub im się tylko tak wydaje] kogoś innego!
Państwo taką praktykę nazywa zwyczajnie rozwodami, ale w Kościele takie określenie jest be i jeśli już ma się wydarzyć, to lepiej uznać, że ślubu jako takiego nigdy nie było- no ale to [może dla zachowania pozorów] orzeka się po tasiemcowych procesach kanonicznych i na takie rozwiązanie decyduje się niewielu wiernych!
No i tu cios pada z kierunku, którego kościelni dostojnicy nigdy by się nie spodziewali, bo Primus inter pares, jakby można określić Franciszka, nawołuje do tego, aby coś z tym zrobić!
No ale jak- pytają twardogłowi?
Episkopat polski ostatnio pokrętnie określił, że nie zamierza zastanowić się nad zamysłem Papieża i jedynie na co zamierza się zgodzić to to:" Aby otoczyć szczególną opieką małżeństwa niesakramentalne"!!!!
No ale jak to ma wyglądać, skoro owszem, będą łaskawie tolerowane na Uczcie Pana,[ bo Msza święta jest taką ucztą, na którą On nas zaprasza] ale z ograniczeniami- nadal bez prawa do komunii świętej!
Być na przyjęciu, na którym możemy tylko sobie popatrzeć i wara od tego, abyśmy pokosztowali przygotowanych potraw, to jakiś paradoks!
Gdy rozmawiam z katolikami wykluczonymi[a za takich Kościół uważa rozwodników żyjących w nowych związkach], to za każdym razem mówią o smutku, a nawet bólu, że nie mogą w czasie mszy przystąpić do komunii świętej!
Tak sobie myślę, że w tych ludziach jest znacznie więcej wiary, aniżeli w tych "prawych" katolikach, którzy ostentacyjnie maszerują do Pańskiego Stołu w czasie niedzielnego zgromadzenia, by później w czasie tygodnia być zwykłymi padalcami ukazującymi swoje inne, wcale nie chrześcijańskie oblicze!
A kapłan w ramach "szczególnej troski" może nieborakom zalecić tylko jedno: "No do komunii tak fizycznie nie możecie przystąpić, ale możecie przeżywać coś,co Kościół nazywa komunią duchową"!
Przypomina mi się teraz przypowieść o Faryzeuszu i Celniku w świątyni i podsumowanie, które Chrystus na zakończenie tego obrazu wyraził: Tylko ten nieborak skulony gdzieś z tyłu świątyni[celnik] doznał przebaczenia, którym obdarował go Wszechmocny!
Kryspin
czwartek, 17 września 2015
Kłamczuszka!
Już jakiś czas temu obiecałem sobie, że nie będę pisał o sprawach związanych z polityką, ale jak tu milczeć, gdy z każdego kąta ona krzyczy: radio, Tv, prasa i nawet rozmowy przy imieninowym stole nie pozwalają nam się do niej odciąć.
Mamy czas kampanii i coś na kształt nieustannego spektaklu obietnic bez możliwości realizacji, a tu kolejna plaga puka do naszych bram, uchodźcy z Afrykańskiego kotła zapragnęli zmienić swoje pieskie życie i szturmują granice naszego europejskiego "raju"!
I tu pojawia się nasza niezawodna Pani Premier!
Kiedyś tłumaczyła swoją wiedzę z zakresu sekcji zwłok, w której uczestniczyła jako obserwator po tragedii W Smoleńsku[wdziała nawet jak troskliwie nasi słowiańscy pobratymcy przekopywali na metr ziemiępo katastrofie], no i delikatnie mówiąc- mijała się z prawdą!
Teraz naobiecywała nam nowe Inflanty[niczym Pan Zagłoba] proponując reformy łącznie z wywróceniem nienaruszalnego ZUS-u i zastanawiam się, po co ?
Może chciała przekonać do siebie opornych, których głosy byłyby na wagę zwycięstwa w wyborach?
Jakie to żałosne i smutne zarazem!
Pani Ewo, a może zagra Pani w kolejnych odsłonach Rancza- może tak za Czerepacha?
I tak na koniec o tych nieszczęsnych uchodźcach.
I tu znowu kolejny błysk geniuszu Pani Premier:"Przyjmiemy uchodźców w takiej liczbie, jaka jest możliwa- ani jednego mniej, ani jednego więcej ponad to, co możemy!"
Od kilkunastu dni wszyscy od lewa do prawa pytają się o to-ile?
Swoją drogą Pani Ewo, chyba Pani wie jaka to liczba[ani jednego więcej, ani jednego mniej!], więc po co negocjacje z kolegami z Europy?
A może jednak Pani i tego nie wie- Oj kłamczuszka!!!!
Marzy mi się czas, gdy powróci pani do praktyki lekarza rodzinnego.
Zapisując biedakom witaminki narobi Pani mniej szkód od tego, co robi Pani obecnie.
P.S.Mam tylko jeszcze jedną prośbę- niech Pani nie próbuje leczyć tych nieboraków, niech to robią specjaliści!
Mamy czas kampanii i coś na kształt nieustannego spektaklu obietnic bez możliwości realizacji, a tu kolejna plaga puka do naszych bram, uchodźcy z Afrykańskiego kotła zapragnęli zmienić swoje pieskie życie i szturmują granice naszego europejskiego "raju"!
I tu pojawia się nasza niezawodna Pani Premier!
Kiedyś tłumaczyła swoją wiedzę z zakresu sekcji zwłok, w której uczestniczyła jako obserwator po tragedii W Smoleńsku[wdziała nawet jak troskliwie nasi słowiańscy pobratymcy przekopywali na metr ziemiępo katastrofie], no i delikatnie mówiąc- mijała się z prawdą!
Teraz naobiecywała nam nowe Inflanty[niczym Pan Zagłoba] proponując reformy łącznie z wywróceniem nienaruszalnego ZUS-u i zastanawiam się, po co ?
Może chciała przekonać do siebie opornych, których głosy byłyby na wagę zwycięstwa w wyborach?
Jakie to żałosne i smutne zarazem!
Pani Ewo, a może zagra Pani w kolejnych odsłonach Rancza- może tak za Czerepacha?
I tak na koniec o tych nieszczęsnych uchodźcach.
I tu znowu kolejny błysk geniuszu Pani Premier:"Przyjmiemy uchodźców w takiej liczbie, jaka jest możliwa- ani jednego mniej, ani jednego więcej ponad to, co możemy!"
Od kilkunastu dni wszyscy od lewa do prawa pytają się o to-ile?
Swoją drogą Pani Ewo, chyba Pani wie jaka to liczba[ani jednego więcej, ani jednego mniej!], więc po co negocjacje z kolegami z Europy?
A może jednak Pani i tego nie wie- Oj kłamczuszka!!!!
Marzy mi się czas, gdy powróci pani do praktyki lekarza rodzinnego.
Zapisując biedakom witaminki narobi Pani mniej szkód od tego, co robi Pani obecnie.
P.S.Mam tylko jeszcze jedną prośbę- niech Pani nie próbuje leczyć tych nieboraków, niech to robią specjaliści!
poniedziałek, 7 września 2015
Boję się fali islamskiej emigracji!
Na dworze powiało jesiennym chłodem i żal człowiekowi przyjemnych, przepełnionych słońcem minionych dni.
Nadchodzi jesień i trzeba nam się pogodzić ze zmieniającym się czasem.
W naszej uporządkowanej rzeczywistości jesień jawi się nam też jako okres nadchodzących zmian.
Do większości z nich jesteśmy przygotowani, bo wiemy, co przyniosą najbliższe dni i tygodnie: nadejdą jesienno-zimowe chłody i będziemy zmuszeni do dogrzewania naszych rodzinnych gniazdek Pewnie w wyborach parlamentarnych dokonamy zmiany ekipy rządzącej naszym krajem i z nową nadzieją będziemy oczekiwali lepszego życia pod ich skrzydłami.
Nasze dzieci mozolnie, tydzień po tygodniu będą chłonęły wiedzę w szkołach, które kolejny rok pewnie nie będą spełniały ich oczekiwań i nadal będą wydawały się złem koniecznym w drodze do dorosłości.........
Ta jesień mnie jednak napawa niepokojem!
Setki tysięcy nieszczęśników z Afryki i Azji pukają do naszych europejskich bram i to mnie napawa obawą!
Uchodźcy z Syrii ogarniętej wojną domową, a nadto kolejni nieszczęśnicy wystraszeni dzikimi fanatykami tzw.państwa islamskiego wyruszyli całymi tabunami w stronę "słońca" nadziei, jakim jawią się im bogate kraje Europy zachodniej i to mnie zastanawia?
Media pokazują nam obrazki matek z małymi dziećmi na ręku i to budzi naszą powszechną litość, ale wśród tego pochodu da się zauważyć także i innych, w oczach których nie widać przerażenia, a ich wzrok mówi coś zupełnie innego, co budzi moją obawę- w tych spojrzeniach widzę chłód nienawiści!
Miałem okazję w Berlinie zobaczyć dzielnicę turecką i teraz ten sam obraz zobaczyłem na zdjęciach z Węgier: brud, bałagan i sterty śmieci walające się po przejściu uchodźców.
Ktoś powie, to inna kultura, inne obyczaje i trzeba nam się z tym zgodzić!
Kanclerz Niemiec zadeklarowała, że w imię humanitaryzmu nasi zachodni sąsiedzi są gotowi na przyjęcie setek tysięcy nowych przybyszów z krajów muzułmańskich.
Pani Merkel liczy na to, że powtórzy się scenariusz sprzed lat, gdy tureccy gastarbeiterzy przyczynili się do rozkwitu niemieckiej gospodarki świadcząc swoją pracę za minimalne stawki!
A ja się boję, że tamten czas już minął i nie wróci!
Boję się Islamu i nikt mi nie powie, że to jest religia jak każda inna !
Czy to nikogo nie zastanawia, że te tabuny nieszczęśników nie kierują się w stronę bogatych arabskich ziem, gdzie ich pobratymcy w wierze opływają w bajeczny dostatek i stać ich byłoby na roztoczenie opieki nad współbraćmi wyznającymi tę samą, jedynie"prawdziwą" wiarę?
Fanatycy z państwa islamskiego od dłuższego czasu rosną w siłę i otwarcie głoszą, że dokonają zniszczenia niewiernych, a nad Rzymem będzie powiewać flaga Proroka i to właśnie traktuję z wielkim niepokojem!
Kryspin
Nadchodzi jesień i trzeba nam się pogodzić ze zmieniającym się czasem.
W naszej uporządkowanej rzeczywistości jesień jawi się nam też jako okres nadchodzących zmian.
Do większości z nich jesteśmy przygotowani, bo wiemy, co przyniosą najbliższe dni i tygodnie: nadejdą jesienno-zimowe chłody i będziemy zmuszeni do dogrzewania naszych rodzinnych gniazdek Pewnie w wyborach parlamentarnych dokonamy zmiany ekipy rządzącej naszym krajem i z nową nadzieją będziemy oczekiwali lepszego życia pod ich skrzydłami.
Nasze dzieci mozolnie, tydzień po tygodniu będą chłonęły wiedzę w szkołach, które kolejny rok pewnie nie będą spełniały ich oczekiwań i nadal będą wydawały się złem koniecznym w drodze do dorosłości.........
Ta jesień mnie jednak napawa niepokojem!
Setki tysięcy nieszczęśników z Afryki i Azji pukają do naszych europejskich bram i to mnie napawa obawą!
Uchodźcy z Syrii ogarniętej wojną domową, a nadto kolejni nieszczęśnicy wystraszeni dzikimi fanatykami tzw.państwa islamskiego wyruszyli całymi tabunami w stronę "słońca" nadziei, jakim jawią się im bogate kraje Europy zachodniej i to mnie zastanawia?
Media pokazują nam obrazki matek z małymi dziećmi na ręku i to budzi naszą powszechną litość, ale wśród tego pochodu da się zauważyć także i innych, w oczach których nie widać przerażenia, a ich wzrok mówi coś zupełnie innego, co budzi moją obawę- w tych spojrzeniach widzę chłód nienawiści!
Miałem okazję w Berlinie zobaczyć dzielnicę turecką i teraz ten sam obraz zobaczyłem na zdjęciach z Węgier: brud, bałagan i sterty śmieci walające się po przejściu uchodźców.
Ktoś powie, to inna kultura, inne obyczaje i trzeba nam się z tym zgodzić!
Kanclerz Niemiec zadeklarowała, że w imię humanitaryzmu nasi zachodni sąsiedzi są gotowi na przyjęcie setek tysięcy nowych przybyszów z krajów muzułmańskich.
Pani Merkel liczy na to, że powtórzy się scenariusz sprzed lat, gdy tureccy gastarbeiterzy przyczynili się do rozkwitu niemieckiej gospodarki świadcząc swoją pracę za minimalne stawki!
A ja się boję, że tamten czas już minął i nie wróci!
Boję się Islamu i nikt mi nie powie, że to jest religia jak każda inna !
Czy to nikogo nie zastanawia, że te tabuny nieszczęśników nie kierują się w stronę bogatych arabskich ziem, gdzie ich pobratymcy w wierze opływają w bajeczny dostatek i stać ich byłoby na roztoczenie opieki nad współbraćmi wyznającymi tę samą, jedynie"prawdziwą" wiarę?
Fanatycy z państwa islamskiego od dłuższego czasu rosną w siłę i otwarcie głoszą, że dokonają zniszczenia niewiernych, a nad Rzymem będzie powiewać flaga Proroka i to właśnie traktuję z wielkim niepokojem!
Kryspin
wtorek, 1 września 2015
Referendum w kwestii celibatu!
Już tylko tydzień pozostał do referendum, w którym Władza zechciała zapytać społeczeństwo o kilka istotnych[no może nie aż tak bardzo istotnych] kwestii, które rzutują na nasze polityczne życie.
Pewnie i słuszne są pytania o tzw.JOW-y, czy sprawa finansowania partii politycznych, bo to naród, jako suweren ma prawo decydować w tych kwestiach!
Nie zamierzam powielać tego, czym żyją obecnie media wszelakiego rodzaju, niech kilkanaście godzin w programach telewizyjnych i radiowych [na dobę] wystarczy....
A mnie inspiruje sama idea referendum!
To jest najbardziej demokratyczna forma rządzenia, wprowadzania dekretów, ustaw, gdy władza słucha głosu narodu!
Vox populi vox Dei, mawiali starożytni i mieli rację!
A gdyby tak Kościół przyjął praktykę referendum, jako inspirację do zmian?
Ta instytucja, choć uważa się za wyjątkową, niczym się nie różni od czegoś, co nazywamy Państwem.
Mówi się nawet o Państwie Watykańskim określając Kościół!
W gronie rządzących są w nim przedstawiciele poszczególnych wspólnot narodowych w randze biskupów, kardynałów i innych wybranych dostojników, którzy w jedności z głównym szefem rezydującym w Rzymie całym tym gospodarstwem zarządzają.
Nie byłoby jednak czym zawiadywać, gdyby nie było wielkiej rzeszy wiernych, którzy w pokorze starają się przestrzegać nakazów i zakazów w Kościele ustanowionych.
Można więc rzec, że wierni są także suwerenem, z którego głosem rządzący winni się liczyć.
Kiedyś jeden z moich przełożonych seminaryjnych stwierdził autorytatywnie, że :"Kościół nigdy nie będzie klubem dyskusyjnym i zawsze będzie się kierował zasadą precedencji i posłuszeństwa...."
tak sobie myślę, że to trochę zaprzeszłe myślenie, żywcem wzięte z czasu, gdy ciemny ludek karmił się przeżywaniem misterium[wszystko było po łacinie] i ślepo wierzył we wszystko, jakby dostojnicy Kościoła mieli monopol na wiedzę o wszystkim, niezależnie, czy dotyczyło to wiary, czy wiedzy z innych nauk traktujących o profanum[sprawach tego świata]
Ale tamten czas się skończył i wierni-suwereni doznali oświecenia i używając rozumu ośmielają się niekiedy n ie zgadzać z kierunkami, w których Kościół podąża.
Wnikliwy obserwator to widzi gołym okiem, gdy co roku mniej ludków niedzielę wiąże z mszą odprawianą w parafialnym kościele.
Ostatnio głośno jest o in vitro!
Hierarchia stanowczo powiedziała :Nie, a katolicy polscy[95% narodu] już tylko w 30%
starają się z tym zgodzić!
Sakramentalne Tak wypowiadane przez młodych rozpoczynających wspólne życie w 50% kończy się w sali sądowej, gdzie urzędnik orzeka o ich rozwodzie!
No i następny kłopot dla Kościoła:czy tacy niegodziwcy zasługują jeszcze na miano członków parafialnej wspólnoty, czy też nie?
Inny powód do bólu głowy kościelnych dostojników, to spadek powołań do służby ołtarza i do tego jeszcze lawinowe odejścia tych, którzy odchodzą ze służby ołtarza!
pewnie, że można winą za to obciążyć kobiety, bo to one nieskromnie odziane, stojąc blisko ołtarza, wodzą na pokuszenie kapłanów.
I jeśli takie niecne praktyki kończą się tylko łóżkiem tych dwojga, to mniejszy kłopot.
Zawsze przecież znajdzie się kapłan, który odpuka i rozgrzeszy nieboraka i po sprawie.
A jeśli produktem ubocznym "słabości" kapłana staje się dziecko- to nic takiego, fundusz alimentacyjny przy kurii i kłopot załatwiony!
No ale takie fanaberie, jak odejścia ze służby , to już jest niezrozumiałe!
Drodzy hierarchowie!
A co by się stało, gdybyście choć raz posłuchali wiernych kościoła i na drodze referendum zadali im pytanie: Czy jesteś za celibatem w Kościele?
Aby takowe przeprowadzić, nie potrzeba wiele zachodu, bo można to połączyć z niedzielną mszą[ i wiernych wtedy byłoby więcej i taca pewnie bardziej okazała]
Niech suweren Kościoła, wierni zadecydują:vox populi vox Dei!
Kryspin
P.S. Zapraszam do dyskusji i proszę jeszcze o jedno!
Zapoznajcie się z "Zakochaną koloratką" i "Zatroskaną koloratką", może lektura tych książek pomoże Wam w zajęciu stanowiska w sprawie, o której napisałem powyżej!
Kryspin
Pewnie i słuszne są pytania o tzw.JOW-y, czy sprawa finansowania partii politycznych, bo to naród, jako suweren ma prawo decydować w tych kwestiach!
Nie zamierzam powielać tego, czym żyją obecnie media wszelakiego rodzaju, niech kilkanaście godzin w programach telewizyjnych i radiowych [na dobę] wystarczy....
A mnie inspiruje sama idea referendum!
To jest najbardziej demokratyczna forma rządzenia, wprowadzania dekretów, ustaw, gdy władza słucha głosu narodu!
Vox populi vox Dei, mawiali starożytni i mieli rację!
A gdyby tak Kościół przyjął praktykę referendum, jako inspirację do zmian?
Ta instytucja, choć uważa się za wyjątkową, niczym się nie różni od czegoś, co nazywamy Państwem.
Mówi się nawet o Państwie Watykańskim określając Kościół!
W gronie rządzących są w nim przedstawiciele poszczególnych wspólnot narodowych w randze biskupów, kardynałów i innych wybranych dostojników, którzy w jedności z głównym szefem rezydującym w Rzymie całym tym gospodarstwem zarządzają.
Nie byłoby jednak czym zawiadywać, gdyby nie było wielkiej rzeszy wiernych, którzy w pokorze starają się przestrzegać nakazów i zakazów w Kościele ustanowionych.
Można więc rzec, że wierni są także suwerenem, z którego głosem rządzący winni się liczyć.
Kiedyś jeden z moich przełożonych seminaryjnych stwierdził autorytatywnie, że :"Kościół nigdy nie będzie klubem dyskusyjnym i zawsze będzie się kierował zasadą precedencji i posłuszeństwa...."
tak sobie myślę, że to trochę zaprzeszłe myślenie, żywcem wzięte z czasu, gdy ciemny ludek karmił się przeżywaniem misterium[wszystko było po łacinie] i ślepo wierzył we wszystko, jakby dostojnicy Kościoła mieli monopol na wiedzę o wszystkim, niezależnie, czy dotyczyło to wiary, czy wiedzy z innych nauk traktujących o profanum[sprawach tego świata]
Ale tamten czas się skończył i wierni-suwereni doznali oświecenia i używając rozumu ośmielają się niekiedy n ie zgadzać z kierunkami, w których Kościół podąża.
Wnikliwy obserwator to widzi gołym okiem, gdy co roku mniej ludków niedzielę wiąże z mszą odprawianą w parafialnym kościele.
Ostatnio głośno jest o in vitro!
Hierarchia stanowczo powiedziała :Nie, a katolicy polscy[95% narodu] już tylko w 30%
starają się z tym zgodzić!
Sakramentalne Tak wypowiadane przez młodych rozpoczynających wspólne życie w 50% kończy się w sali sądowej, gdzie urzędnik orzeka o ich rozwodzie!
No i następny kłopot dla Kościoła:czy tacy niegodziwcy zasługują jeszcze na miano członków parafialnej wspólnoty, czy też nie?
Inny powód do bólu głowy kościelnych dostojników, to spadek powołań do służby ołtarza i do tego jeszcze lawinowe odejścia tych, którzy odchodzą ze służby ołtarza!
pewnie, że można winą za to obciążyć kobiety, bo to one nieskromnie odziane, stojąc blisko ołtarza, wodzą na pokuszenie kapłanów.
I jeśli takie niecne praktyki kończą się tylko łóżkiem tych dwojga, to mniejszy kłopot.
Zawsze przecież znajdzie się kapłan, który odpuka i rozgrzeszy nieboraka i po sprawie.
A jeśli produktem ubocznym "słabości" kapłana staje się dziecko- to nic takiego, fundusz alimentacyjny przy kurii i kłopot załatwiony!
No ale takie fanaberie, jak odejścia ze służby , to już jest niezrozumiałe!
Drodzy hierarchowie!
A co by się stało, gdybyście choć raz posłuchali wiernych kościoła i na drodze referendum zadali im pytanie: Czy jesteś za celibatem w Kościele?
Aby takowe przeprowadzić, nie potrzeba wiele zachodu, bo można to połączyć z niedzielną mszą[ i wiernych wtedy byłoby więcej i taca pewnie bardziej okazała]
Niech suweren Kościoła, wierni zadecydują:vox populi vox Dei!
Kryspin
P.S. Zapraszam do dyskusji i proszę jeszcze o jedno!
Zapoznajcie się z "Zakochaną koloratką" i "Zatroskaną koloratką", może lektura tych książek pomoże Wam w zajęciu stanowiska w sprawie, o której napisałem powyżej!
Kryspin
wtorek, 25 sierpnia 2015
Co i kto obiecał Poroszence????
"Broń mnie Panie Boże przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę!"
Nasze media i politycy z obozu rządzącego połajali sobie na Prezydenta Dudę i niczym klakierzy naszych "przyjaciół " z europy zachodniej, wtórują tamtym.
Mam wrażenie, że to już kiedyś było. Przed 01.09.1939 roku mieliśmy już takich "przyjaciół" i traktaty w których zapisaną mieliśmy przyjaźń i gwarancje bezpieczeństwa i co????
Gdy Putin ponagryzał sobie Ukrainę, podniosło się larum, że powtarza się historia.
Kiedyś kapral z zachodu, obok naszej Ojczyzny w identyczny sposób zabrał wolność Tyrolczykom, ale to przecież byli krewniacy, bo i on się wywodził z tej macierzy.
Teraz Władimir zrobił to samo, bo Ukraina tak po prawdzie i jemu kojarzy się z czymś swoim.
A naiwni Polacy zechcieli posłużyć pomocą "braciom słowianom", ale.....?
No właśnie!
Wielcy tego świata z Angelą na czele, a jakże, podziękowali nam za dobre serce, ale resztę zapragnęli załatwić sami i dlatego przy stole porozumienia krzesełka dla nas nie przewidzieli.
No ale to mnie nie zdziwiło, choć uważam, że konwencja rozmów pokojowych bez udziału naszych przedstawicieli już była policzkiem dla polskich polityków i szkoda, że jakoś cicho przełknęliśmy tę zniewagę[ale to nie pierwsze kładzenie uszu po sobie naszych polityków.... bo Smoleńsk też był porażką, prawda?]
Zaniepokoiło mnie bardzo oświadczenie Poroszenki[prezydent Ukrainy], w którym podziękował za chęć pomocy z naszej strony i stwierdził, że dotychczasowy kształt stołu porozumienia jest wystarczający!
I tu rodzi się pytanie: Co i kto przy tym stole obiecał Ukrainie?
A może to my powinniśmy się bać!!!!!
Teraz powrócę do naszych śmieci.
Szanowni państwo politycy: Nie spieszcie się tak z krytyką swojego Prezydenta, bo może to on ma rację????
Obym się mylił w swoich obawach, ale jakoś nigdy nie ufałem: Niemcom, Francji i Ukrainie także!
Kryspin
Nasze media i politycy z obozu rządzącego połajali sobie na Prezydenta Dudę i niczym klakierzy naszych "przyjaciół " z europy zachodniej, wtórują tamtym.
Mam wrażenie, że to już kiedyś było. Przed 01.09.1939 roku mieliśmy już takich "przyjaciół" i traktaty w których zapisaną mieliśmy przyjaźń i gwarancje bezpieczeństwa i co????
Gdy Putin ponagryzał sobie Ukrainę, podniosło się larum, że powtarza się historia.
Kiedyś kapral z zachodu, obok naszej Ojczyzny w identyczny sposób zabrał wolność Tyrolczykom, ale to przecież byli krewniacy, bo i on się wywodził z tej macierzy.
Teraz Władimir zrobił to samo, bo Ukraina tak po prawdzie i jemu kojarzy się z czymś swoim.
A naiwni Polacy zechcieli posłużyć pomocą "braciom słowianom", ale.....?
No właśnie!
Wielcy tego świata z Angelą na czele, a jakże, podziękowali nam za dobre serce, ale resztę zapragnęli załatwić sami i dlatego przy stole porozumienia krzesełka dla nas nie przewidzieli.
No ale to mnie nie zdziwiło, choć uważam, że konwencja rozmów pokojowych bez udziału naszych przedstawicieli już była policzkiem dla polskich polityków i szkoda, że jakoś cicho przełknęliśmy tę zniewagę[ale to nie pierwsze kładzenie uszu po sobie naszych polityków.... bo Smoleńsk też był porażką, prawda?]
Zaniepokoiło mnie bardzo oświadczenie Poroszenki[prezydent Ukrainy], w którym podziękował za chęć pomocy z naszej strony i stwierdził, że dotychczasowy kształt stołu porozumienia jest wystarczający!
I tu rodzi się pytanie: Co i kto przy tym stole obiecał Ukrainie?
A może to my powinniśmy się bać!!!!!
Teraz powrócę do naszych śmieci.
Szanowni państwo politycy: Nie spieszcie się tak z krytyką swojego Prezydenta, bo może to on ma rację????
Obym się mylił w swoich obawach, ale jakoś nigdy nie ufałem: Niemcom, Francji i Ukrainie także!
Kryspin
środa, 19 sierpnia 2015
Powtórka z "rozrywki"!
Do wyborów parlamentarnych pozostało kilkadziesiąt dni, ale już dziś trudno jest spokojnie zdzierżyć informacyjną paplaninę zalewającą nasze media.
W kraju, który ma trzydzieści kilka milionów ludzi, swoje codzienne problemy; w kraju, gdzie miliony rolników zastanawia się, czy wystarczy w studniach wody, by mogli napoić swoje bydlątka; garstka oszołomów[a może wcale nie takich naiwniaków] toczy zażartą pyskówkę o przyszłe foteliki w okrągłej sali przy Wiejskiej w Warszawie.
Gdy już rozpiszą swoje nazwiska na listach wyborczych, przejdą do kolejnego etapu i wtedy zaapelują do szarej masy przypominając, że udział w wyborach[ale tylko poprzez wrzucenie do urny karteczki z krzyżykami] jest ich moralnym obowiązkiem!
Przyznam, że odczuwam mdłości, gdy słyszę bzdury o lokomotywach wyborczych na listach wszystkich ugrupowań od lewa do prawa!
Dziękuję za takie "lokomotywy", gdy co nazwisko: to aferzysta, oszołom, czy ktoś, kto jest znany tylko dlatego, że jest pociotkiem kogoś, kto miał nieszczęście zakończyć swój żywot na smoleńskim kartoflisku[przepraszam - lotnisku!]
Kiedyś napisałem, że nie pójdę na wybory[ co prawda inne-lokalne, ale zawsze] i teraz muszę kolejny raz powiedzieć to samo…nie pójdę na wybory 25.10 2015 roku!
W tym dniu mam imieniny[25.10!] i pewnie będę świętował w gronie przyjaciół,. może przy grillu[jeśli jesienna pogoda na to pozwoli] będziemy zwyczajnie cieszyć się swoją obecnością!
Może tylko jeszcze jedno, może wtedy pomyślę sobie, iż może kiedyś nadejdzie taki czas, gdy doczekam normalności.
Tak sobie marzę, żeby: piekarz zajmował się wypiekiem chleba, rolnik uprawą ziemi, a polityk w głębi swego serca miał zawsze na pierwszym miejscu dobro tych, którzy w nim pokładają nadzieję.
Marzę sobie, aby aferzyści i kombinatorzy zniknęli z pierwszych stron gazet, a jeśli już tam się pojawią, to tylko w związku z dziennikarską relacją z sali sądowych.
Marzę sobie, że grono oszołomów swoje chore wizje będzie snuło w miejscach, gdzie drzwi nie mają klamek.
Marzę o czasie, gdy będę mógł swoim głosem, wrzuconym do wyborczej urny, zwyczajnie poczuć, że coś ode mnie zależy, a osoby, którym zawierzę także i moją przyszłość, będą uczciwi w swoich zapewnieniach!
Kryspin
W kraju, który ma trzydzieści kilka milionów ludzi, swoje codzienne problemy; w kraju, gdzie miliony rolników zastanawia się, czy wystarczy w studniach wody, by mogli napoić swoje bydlątka; garstka oszołomów[a może wcale nie takich naiwniaków] toczy zażartą pyskówkę o przyszłe foteliki w okrągłej sali przy Wiejskiej w Warszawie.
Gdy już rozpiszą swoje nazwiska na listach wyborczych, przejdą do kolejnego etapu i wtedy zaapelują do szarej masy przypominając, że udział w wyborach[ale tylko poprzez wrzucenie do urny karteczki z krzyżykami] jest ich moralnym obowiązkiem!
Przyznam, że odczuwam mdłości, gdy słyszę bzdury o lokomotywach wyborczych na listach wszystkich ugrupowań od lewa do prawa!
Dziękuję za takie "lokomotywy", gdy co nazwisko: to aferzysta, oszołom, czy ktoś, kto jest znany tylko dlatego, że jest pociotkiem kogoś, kto miał nieszczęście zakończyć swój żywot na smoleńskim kartoflisku[przepraszam - lotnisku!]
Kiedyś napisałem, że nie pójdę na wybory[ co prawda inne-lokalne, ale zawsze] i teraz muszę kolejny raz powiedzieć to samo…nie pójdę na wybory 25.10 2015 roku!
W tym dniu mam imieniny[25.10!] i pewnie będę świętował w gronie przyjaciół,. może przy grillu[jeśli jesienna pogoda na to pozwoli] będziemy zwyczajnie cieszyć się swoją obecnością!
Może tylko jeszcze jedno, może wtedy pomyślę sobie, iż może kiedyś nadejdzie taki czas, gdy doczekam normalności.
Tak sobie marzę, żeby: piekarz zajmował się wypiekiem chleba, rolnik uprawą ziemi, a polityk w głębi swego serca miał zawsze na pierwszym miejscu dobro tych, którzy w nim pokładają nadzieję.
Marzę sobie, aby aferzyści i kombinatorzy zniknęli z pierwszych stron gazet, a jeśli już tam się pojawią, to tylko w związku z dziennikarską relacją z sali sądowych.
Marzę sobie, że grono oszołomów swoje chore wizje będzie snuło w miejscach, gdzie drzwi nie mają klamek.
Marzę o czasie, gdy będę mógł swoim głosem, wrzuconym do wyborczej urny, zwyczajnie poczuć, że coś ode mnie zależy, a osoby, którym zawierzę także i moją przyszłość, będą uczciwi w swoich zapewnieniach!
Kryspin
wtorek, 11 sierpnia 2015
Butelka PET-a warta zeta!
Od piątku do niedzielnego popołudnia miałem przyjemność gościć grono przyjaciół, którzy zjechali do mnie, abyśmy razem mogli rozkoszować się letnią labą na łonie natury, a tej tu nie brakuje.
Goście z Berlina, a także pozostali zaproszeni, wypakowali z samochodów obszerne bagaże, w których oprócz ciuszków na przebranie[a nie było ich wiele zważywszy na upał]było wszystko, co było niezbędne do ucztowania: mięsiwa, napoje-także te mocniejsze, ale i te zwyczajne-chłodzące, bez których trudno byłoby przeżyć w tropikalnym upale.
Nie zamierzam opisywać przemiłego czasu, cudownej atmosfery spotkania, które ciągnęło się do późnej nocy[piątkowej i sobotniej także ]
Podsumuję tylko, że takie spotkania zawsze zbyt szybko mijają i pozostaje tylko miłe wspomnienie i nadzieja na powtórkę, na którą wszyscy uczestnicy już się umówili!
Chciałbym jednak zatrzymać się na chwili kończącej nasze spotkanie, gdy goście z Niemiec spakowali swoje bagaże do pięknego mercedesa i wtedy zdziwiłem się, że do bagażnika załadowali puste pety po napojach, butelki po piwie i nawet puszki po coca coli.
Chciałem zachować się jak przystało na gospodarza i zadeklarowałem, że nie muszą zabierać tych śmierci, bo ja i tak będę "utylizował" te sprawy w pojemnikach poustawianych przy wiejskim sklepie, w którym robię zakupy.
Janek[ właściciel nowego mercedesa] oznajmił mi wtedy, że zabiera to, bo tam na miejscu za taką plastikową butelkę[ i inne także], otrzyma równowartość naszej złotówki.
Gdybym nie znał ich i gdybym nie pozostał z "kłopotem" przepełnionej od nadmiaru przywiezionego przez nich jedzenia lodówki [ można by z tego zrobić kolejne przyjęcie!], może uznałbym, że są "oszczędni".....
Po wyjeździe ostatniego samochodu, powróciłem do domu i przypomniałem sobie, że na zapleczu oczekują dwa wielkie wory z naszymi[polskimi] śmieciami, które będę musiał załadować do bagażnika i wywieść do pojemników poustawianych przy sklepie.
Zaraz jednak przypomniałem sobie także czasy, gdy większość opakowań…butelki od mleka, śmietany, piwa , wódki itd. zanosiło się do punktów skupu i odbierało kasę.
Dziś tylko biedota przegląda pojemniki na odpady, aby łowić w nich puszki po piwie.
Kiedyś miałem sposobność dowiedzieć się, że sto takich puszek, to około 5 złotych w punkcie skupu.
A Niemcy za taką puszeczkę płacą całego zeta!
Prosto licząc- 20 razy więcej i jakoś się im to opłaca?
*
Po miłych dniach, gdy nawet nie oglądaliśmy programów telewizyjnych, powróciłem do naszej szarzyzny i nieustannego "festiwalu", albo raczej wyścigu do dobrobytu: czyli kampania przed wyborami do pełnego korytka![ przepraszam-do Sejmu i Senatu!]
Kandydaci, na razie ci najważniejsi, od których zależy, kto z danej trzódki otrzyma pierwszeństwo i nadzieję na dopchanie się do sejmowego Eldorado[listy wyborcze], obrzucają się obietnicami i krytyką: "my wam damy to i to", a oni obiecują gruszki na wierzbie i tak się nie da zrobić."
Drodzy[dosłownie, zważywszy na wielkość waszego wynagrodzenia] kandydaci do koryta, a może pochylicie się w swoich zamierzeniach nad absurdami, które nas wszystkich kosztują krocie.
Może swoje obietnice naprawy tego, co szwankuje, zaczniecie choćby od takich przyziemnych spraw, jak śmieci?
Jeśli nie chcecie wzorować się na przykładzie zza miedzy[zza granicy], to może powrócicie wspomnieniem do tego, co kiedyś się sprawdzało u nas i miało sens!
Kryspin
Goście z Berlina, a także pozostali zaproszeni, wypakowali z samochodów obszerne bagaże, w których oprócz ciuszków na przebranie[a nie było ich wiele zważywszy na upał]było wszystko, co było niezbędne do ucztowania: mięsiwa, napoje-także te mocniejsze, ale i te zwyczajne-chłodzące, bez których trudno byłoby przeżyć w tropikalnym upale.
Nie zamierzam opisywać przemiłego czasu, cudownej atmosfery spotkania, które ciągnęło się do późnej nocy[piątkowej i sobotniej także ]
Podsumuję tylko, że takie spotkania zawsze zbyt szybko mijają i pozostaje tylko miłe wspomnienie i nadzieja na powtórkę, na którą wszyscy uczestnicy już się umówili!
Chciałbym jednak zatrzymać się na chwili kończącej nasze spotkanie, gdy goście z Niemiec spakowali swoje bagaże do pięknego mercedesa i wtedy zdziwiłem się, że do bagażnika załadowali puste pety po napojach, butelki po piwie i nawet puszki po coca coli.
Chciałem zachować się jak przystało na gospodarza i zadeklarowałem, że nie muszą zabierać tych śmierci, bo ja i tak będę "utylizował" te sprawy w pojemnikach poustawianych przy wiejskim sklepie, w którym robię zakupy.
Janek[ właściciel nowego mercedesa] oznajmił mi wtedy, że zabiera to, bo tam na miejscu za taką plastikową butelkę[ i inne także], otrzyma równowartość naszej złotówki.
Gdybym nie znał ich i gdybym nie pozostał z "kłopotem" przepełnionej od nadmiaru przywiezionego przez nich jedzenia lodówki [ można by z tego zrobić kolejne przyjęcie!], może uznałbym, że są "oszczędni".....
Po wyjeździe ostatniego samochodu, powróciłem do domu i przypomniałem sobie, że na zapleczu oczekują dwa wielkie wory z naszymi[polskimi] śmieciami, które będę musiał załadować do bagażnika i wywieść do pojemników poustawianych przy sklepie.
Zaraz jednak przypomniałem sobie także czasy, gdy większość opakowań…butelki od mleka, śmietany, piwa , wódki itd. zanosiło się do punktów skupu i odbierało kasę.
Dziś tylko biedota przegląda pojemniki na odpady, aby łowić w nich puszki po piwie.
Kiedyś miałem sposobność dowiedzieć się, że sto takich puszek, to około 5 złotych w punkcie skupu.
A Niemcy za taką puszeczkę płacą całego zeta!
Prosto licząc- 20 razy więcej i jakoś się im to opłaca?
*
Po miłych dniach, gdy nawet nie oglądaliśmy programów telewizyjnych, powróciłem do naszej szarzyzny i nieustannego "festiwalu", albo raczej wyścigu do dobrobytu: czyli kampania przed wyborami do pełnego korytka![ przepraszam-do Sejmu i Senatu!]
Kandydaci, na razie ci najważniejsi, od których zależy, kto z danej trzódki otrzyma pierwszeństwo i nadzieję na dopchanie się do sejmowego Eldorado[listy wyborcze], obrzucają się obietnicami i krytyką: "my wam damy to i to", a oni obiecują gruszki na wierzbie i tak się nie da zrobić."
Drodzy[dosłownie, zważywszy na wielkość waszego wynagrodzenia] kandydaci do koryta, a może pochylicie się w swoich zamierzeniach nad absurdami, które nas wszystkich kosztują krocie.
Może swoje obietnice naprawy tego, co szwankuje, zaczniecie choćby od takich przyziemnych spraw, jak śmieci?
Jeśli nie chcecie wzorować się na przykładzie zza miedzy[zza granicy], to może powrócicie wspomnieniem do tego, co kiedyś się sprawdzało u nas i miało sens!
Kryspin
wtorek, 4 sierpnia 2015
Mamona i balet!
"Panie Boże, daj mi wreszcie tę szóstkę w lotto, prosi natarczywie katolik i staje się coraz bardziej poirytowany po kolejnym losowaniu, gdy omija go fortuna!
Dobry Bóg wreszcie traci cierpliwość i lekko poirytowany przemawia do natręta :
daj mi szansę, abym mógł okazać swoją hojność i wyślij kupon!"
No ale miłosierny Pan jest także Sędzią Sprawiedliwym i w jednej z przypowieści przypomina nam, że rozsiewa na naszej drodze "szanse", którymi możemy zapracować sobie na hojność Jego Miłosierdzia, ale.....
No właśnie, tak nam niekiedy trudno zobaczyć pod stopami te Boże znaki, a smutny Bóg wtedy mówi:"Byłem głodny, spragniony, bezdomny, chory.....a ty mi nie pomogłeś...."
A na koniec już z powagą dodaje:"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych maluczkich, mi uczyniliście"
Idąc dalej:Czegokolwiek nie uczyniliście dla dobra choćby jednego człowieka, tego i mnie nie uczyniliście!!!!!"
Ze zdumieniem czytam o sprawie poznańskiej szkoły baletowej, która ma nieszczęście mieści się nieopodal kościoła farnego i do tego pech sprawił, że budynek tejże placówki przynależy do Kościoła!
No i jest kłopot, bo duchowne władze postawiły ultimatum: albo kasa, albo zielona łączka przy rozlewisku Warty!
Po negocjacjach i wyliczeniach biegłych pojawił się kolejny zgrzyt: Jedna ze stron[ta świecka] orzekła, że 10 milionów, to będzie kwota sprawiedliwa, ale Kościół powołał innego speca, który zawyrokował, iż powinno być 13 milionów!
Żydowskim, [przepraszam za niezręczność]- kupieckim targiem padła propozycja:11,5 miliona!
No niby logiczne, ale tu dostojnicy w sutannach powiedzieli:" no nie wiemy co na to powie Watykan, czy nie zostaniemy posądzeni o niegospodarność!"
Tak mi się wydaje, że z Franciszkiem nie będą tego uzgadniać, bo On to jakiś dziwny jest i nie daj Bóg, jeszcze zaniżyłby wynegocjowaną kwotę, gdyby dowidział się, że chodzi o tak szczytną sprawę, jak pomieszczenia dla szkoły!
Smuci mnie to, że Kościół kolejny raz daje sygnał, iż mamona przysłania mu Boże szanse, które On stawia także na jego drodze:"Cokolwiek uczyniliście maluczkim, mnie uczyniliście!!!"
Kryspin
czwartek, 23 lipca 2015
Zaproszenie do Klubu przyjaciół książki-Perły z szuflady!
Jestem autorem "Zakochanej koloratki" i do bólu poznałem problemy debiutanta na niwie literackiej!
Może dlatego, że jestem upartym człowiekiem, a może dlatego, że w głębi duszy czułem, że ten mój debiut literacki powinien trafić do czytelników, udało mi się pokonać góry trudności, o których na szczęście nie miałem pojęcia na początku mojego marzenia!
"Zakochana koloratka" narodziła się i rośnie w swojej rozpoznawalności i nieustannie poszerza się grono czytelników i w pewien sposób "fanów" tej książki[świadczy o tym niezliczona ilość maili i telefonów od czytelników wdzięcznych z nią!]
Gdybym powiedział, że przeszedłem już "Himalaje" przeciwności w moich marzeniach, to byłbym naiwnym człowiekiem.
Kilka tygodni temu spotkałem się z szefostwem dużej hurtowni z książkami [jednym z największych graczy na tym rynku] i wtedy przeżyłem kolejny prysznic monopolistów na tym rynku:
-"jesteśmy gotowi wydać i zagospodarować pana książkę,czyli dostarczyć ją do księgarni, także do Empiku i będzie pan zadowolony!"
Zaczęło się obiecująco i czekałem na szczegóły[ i haki ] w tej życzliwości no i doczekałem się:
-"Pana książka będzie sprzedawana po 39,90 zł, z tego musimy dać zarobić księgarniom, coś musi zostać dla nas i reszta będzie dla autora"
Nadal ciekawie to brzmiało aż do chwili, gdy dopytałem o tę resztę:
-"no między 5, a 8 % od każdego sprzedanego egzemplarza!!!"
Policzyłem w pamięci i wyszło mi coś pomiędzy 2, a 3 złote od każdej książki!
Ale tylko od sprzedanych i po jakichś 3-6 miesiącach!
Grzecznie podziękowałem i udałem się do 20-to letniego golfika[pożyczonego na tę wyprawę] i na koniec spojrzałem tylko za właścicielem hurtowni, który wsiadał do nowego BMW[seria specjalna-560 KM, za bagatela 500000 zł]
Ile musiałbym napisać i sprzedać książek, aby zafundować sobie takie cacko???
Jadąc w upale letniego słońca[4 godziny bez klimy] nie myślałem o sobie, a prześladowała mnie obsesyjnie myśl o tym, jak wielu "debiutantów", którzy napisali wartościowe książki, może bardziej"świadomych " ode mnie nigdy nawet nie podejmie wyzwania i perełki ich wrażliwości na zawsze pozostaną w domowych szufladach ?
I tu dochodzę do tego, dlaczego napisałem ten post!
Przyjaciele!
Od sierpnia zaczynam projekt:"Klubu przyjaciół książki-Perły z szuflady!"
Chciałbym stworzyć system pomocy dla autorów -debiutantów,którzy stworzyli wartościowe pozycje, a z różnych przyczyn nie ośmielili się ich opublikować[Chcemy pomagać im w kwestii wydania ich książki i w skutecznym systemie dotarcia do czytelników!]
Kto będzie odbiorcą ich dokonań....?
My wszyscy, którzy będziemy tworzyli Klub przyjaciół książki- perły z szuflady!
No tak, ale kupowanie książki wiąże się z wydatkiem i to niekiedy jest hamulcem dla naszych pragnień, gdy zamierzamy zakupić książkę!
Teraz dobra nowina dla klubowiczów!!!!!
Gdy kupuję, muszę wydawać kasę, ale gdy polecę książkę i klub swoim bliskim, przyjaciołom i znajomym, zasługuję na wynagrodzenie, prawda???!!!!!
No tak, ale skąd pieniądze na wynagrodzenie skutecznych poleceń ?
I tu powróćmy do początku tego posta
Kto z każdej książki zarabia jakieś 25 zł????
Tak, masz rację-pośrednicy[wydawnictwo, hurtownia, sklep!!!!]
Teraz te pieniądze pójdą w system wynagradzania dla tych, którzy potrafią : polecić-książkę, Klub!
25 zł- mało, prawda?
a jeśli tych książek zostanie sprzedanych 1000?
25 000 zł, to już jest coś, czym można się podzielić!!!!
A jeśli będzie nas coraz więcej i więcej i więcej- pomyśl ile będzie dla ciebie dodatkowego grosza?
Przyjaciele!
Jeden człowiek nie tworzy klubu, ale gdy będzie nas tysiące????
Ty także możesz zostać jego częścią i zrealizować swoje marzenia:Czytając możesz zarabiać!!!!!
System zapłaci Tobie za mówienie o książce i o klubie!!!!
Nie przegap tej okazji!!!!
W dalszej części przekażę Tobie info, jak możesz zapisać się do naszego grona[jednym z warunków przystąpienia jest zakup książki, ale osoby, które już nabyły "Zakochaną koloratkę", nie muszą tego czynić kolejny raz i ograniczają się tylko do części związanej z rejestracją!!!!]
W razie pytań , zadzwoń tel:536 425 831, lub napisz: kryspinkrystek@onet.eu
Może dlatego, że jestem upartym człowiekiem, a może dlatego, że w głębi duszy czułem, że ten mój debiut literacki powinien trafić do czytelników, udało mi się pokonać góry trudności, o których na szczęście nie miałem pojęcia na początku mojego marzenia!
"Zakochana koloratka" narodziła się i rośnie w swojej rozpoznawalności i nieustannie poszerza się grono czytelników i w pewien sposób "fanów" tej książki[świadczy o tym niezliczona ilość maili i telefonów od czytelników wdzięcznych z nią!]
Gdybym powiedział, że przeszedłem już "Himalaje" przeciwności w moich marzeniach, to byłbym naiwnym człowiekiem.
Kilka tygodni temu spotkałem się z szefostwem dużej hurtowni z książkami [jednym z największych graczy na tym rynku] i wtedy przeżyłem kolejny prysznic monopolistów na tym rynku:
-"jesteśmy gotowi wydać i zagospodarować pana książkę,czyli dostarczyć ją do księgarni, także do Empiku i będzie pan zadowolony!"
Zaczęło się obiecująco i czekałem na szczegóły[ i haki ] w tej życzliwości no i doczekałem się:
-"Pana książka będzie sprzedawana po 39,90 zł, z tego musimy dać zarobić księgarniom, coś musi zostać dla nas i reszta będzie dla autora"
Nadal ciekawie to brzmiało aż do chwili, gdy dopytałem o tę resztę:
-"no między 5, a 8 % od każdego sprzedanego egzemplarza!!!"
Policzyłem w pamięci i wyszło mi coś pomiędzy 2, a 3 złote od każdej książki!
Ale tylko od sprzedanych i po jakichś 3-6 miesiącach!
Grzecznie podziękowałem i udałem się do 20-to letniego golfika[pożyczonego na tę wyprawę] i na koniec spojrzałem tylko za właścicielem hurtowni, który wsiadał do nowego BMW[seria specjalna-560 KM, za bagatela 500000 zł]
Ile musiałbym napisać i sprzedać książek, aby zafundować sobie takie cacko???
Jadąc w upale letniego słońca[4 godziny bez klimy] nie myślałem o sobie, a prześladowała mnie obsesyjnie myśl o tym, jak wielu "debiutantów", którzy napisali wartościowe książki, może bardziej"świadomych " ode mnie nigdy nawet nie podejmie wyzwania i perełki ich wrażliwości na zawsze pozostaną w domowych szufladach ?
I tu dochodzę do tego, dlaczego napisałem ten post!
Przyjaciele!
Od sierpnia zaczynam projekt:"Klubu przyjaciół książki-Perły z szuflady!"
Chciałbym stworzyć system pomocy dla autorów -debiutantów,którzy stworzyli wartościowe pozycje, a z różnych przyczyn nie ośmielili się ich opublikować[Chcemy pomagać im w kwestii wydania ich książki i w skutecznym systemie dotarcia do czytelników!]
Kto będzie odbiorcą ich dokonań....?
My wszyscy, którzy będziemy tworzyli Klub przyjaciół książki- perły z szuflady!
No tak, ale kupowanie książki wiąże się z wydatkiem i to niekiedy jest hamulcem dla naszych pragnień, gdy zamierzamy zakupić książkę!
Teraz dobra nowina dla klubowiczów!!!!!
Gdy kupuję, muszę wydawać kasę, ale gdy polecę książkę i klub swoim bliskim, przyjaciołom i znajomym, zasługuję na wynagrodzenie, prawda???!!!!!
No tak, ale skąd pieniądze na wynagrodzenie skutecznych poleceń ?
I tu powróćmy do początku tego posta
Kto z każdej książki zarabia jakieś 25 zł????
Tak, masz rację-pośrednicy[wydawnictwo, hurtownia, sklep!!!!]
Teraz te pieniądze pójdą w system wynagradzania dla tych, którzy potrafią : polecić-książkę, Klub!
25 zł- mało, prawda?
a jeśli tych książek zostanie sprzedanych 1000?
25 000 zł, to już jest coś, czym można się podzielić!!!!
A jeśli będzie nas coraz więcej i więcej i więcej- pomyśl ile będzie dla ciebie dodatkowego grosza?
Przyjaciele!
Jeden człowiek nie tworzy klubu, ale gdy będzie nas tysiące????
Ty także możesz zostać jego częścią i zrealizować swoje marzenia:Czytając możesz zarabiać!!!!!
System zapłaci Tobie za mówienie o książce i o klubie!!!!
Nie przegap tej okazji!!!!
W dalszej części przekażę Tobie info, jak możesz zapisać się do naszego grona[jednym z warunków przystąpienia jest zakup książki, ale osoby, które już nabyły "Zakochaną koloratkę", nie muszą tego czynić kolejny raz i ograniczają się tylko do części związanej z rejestracją!!!!]
W razie pytań , zadzwoń tel:536 425 831, lub napisz: kryspinkrystek@onet.eu
Klub
Przyjaciół Książki-Perły z szuflady!
Czytaj i zarabiaj!
Dzięki
przyjacielowi[ID przyjaciela.........................] dowiedziałeś
się o
Klubie Przyjaciół
Książki- Perły z szuflady!
Od teraz i Ty możesz stać
się częścią grona Przyjaciół dobrej, polskiej literatury
współczesnej!
W Klubie
Przyjaciół Książki będziesz mógł poznać dokonania
autorów, którzy na rynku polskiej literatury powinni mieć swoje
miejsce, bo na takie zasługują ich książki!
Jednak w świecie komercji
i układów, ich głos jest mało słyszalny i dlatego prawdziwe
skarby wrażliwego słowa często przepadają bezpowrotnie w
szufladach zapomnienia!
>Przystępując do
Klubu Przyjaciół Książki stajesz się Mecenasem Słowa!
>Przystępując do
Klubu wyrażasz także sprzeciw wobec tych, którzy poprzez układ
pośredników[wydawnictwa, hurtownie książek, monopolistyczne
księgarnie- zabierają 90-95% zysku z książki dla siebie!!!],
czyli.....?
Takiemu
procederowi trzeba powiedzieć:NIE!!!
Dlatego właśnie
powstał Klub Przyjaciół Książki-Perły z szuflady!
Każdy członek naszego
Klubu może:
> kupować kolejne
książki z rosnącym rabatem!
> polecać wartościową
literaturę gronu przyjaciół i dzięki temu zarabiać!
Czytaj-
polecaj- zarabiaj!
To takie proste!
Cena
książki-35 zł+ 4 zł[koszt przesyłki]
Opłata
rejestracyjna- 10 zł
Całość wpłaty- 49 zł
Przelew
na konto:
Julia
Krystek
60-802
Poznań
Wojskowa
21/7
Nr
konta: 06 1910 1048 2944 3926 0942 0001
Tytułem:
książka
Dane:Imię,
nazwisko, dokładny adres, nr tel. i mail!
I
numer ID polecającego!!!
Odwrotnie otrzymasz: zamówioną książkę, umowę
członkowską KPK z Twoim numerem ID[ten nr jest konieczny, abyśmy
mogli naliczać Tobie należne wynagrodzenie!] i list powitalny oraz
10 ulotek-info dla kolejnych przyjaciół, którzy dzięki Tobie
znajdą się w gronie Mecenasów Słowa dzięki KPK
- Jeśli nie chcesz teraz przystąpić do KPK, a zamierzasz nabyć poleconą Tobie książkę- nie dokonujesz opłaty rejestracyjnej[10 zł]Pozdrawiam i gratuluję podjętej decyzji, Kryspin Krystek
czwartek, 16 lipca 2015
Na początku było Słowo!
"Na początku było Słowo! Ono było u Boga i Bogiem było Słowo"!
To są pierwsze zdania z najpopularniejszej książki świata-Biblii!
Czytałem je wielokrotnie i spowszedniały mi w swej oczywistości i jest mi trochę wstyd, że tak mało zastanowienia we mnie wzbudziły!
Świat mądrych ludzi jest gotowy obsypywać nagrodami Nobla tych uczonych, którzy w swych naukowych dociekaniach choćby o milimetry zdołają uchylić przed nim drzwi niewiedzy:
Co było na początku?
Jak to wszystko się zaczęło?
A Biblia, która morze stoi zapomniana na regałach naszych domowych bibliotek, przecież o tym mówi w tak prosty sposób.
No i teraz narażam się na zarzut, że próbuję przywracać "ciemnogród" i czytelnik tego posta tylko będzie czekał, aż w dalszej części będę starał się go przekonywać, że nasz świat powstał kiedyś w ciągu kilku [ konkretnie 6 dni, bo w siódmym Bóg odpoczywał!]dni..
Nie uzurpuję sobie wiedzy na temat tego, jaki był początek wszystkiego i z pewnością nie marzę o Noblu!
Chciałbym jednak, abyśmy zastanowili się nad wielkością tego pierwszego zdania z Biblii.
"Na początku było słowo!"
Autor ukazał nam w tym lapidarnym stwierdzeniu rzeczywistą praprzyczynę powstania wszystkiego i to jest prawda nie do obalenia!
Każdy wynalazca, twórca zaczyna od słowa!
Może tego słowa nawet nie wypowiedzieć głośno, a gdyby nawet tak uczynił, to byłoby to tylko powielenie tego pierwszego słowa niewypowiedzianego, które zrodziło się w jego[odkrywcy, twórcy]myśli!
Idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do oczywistości, że praprzyczyną każdego działania, także naszej aktywności jest myśl wyrażona w słowach- nasza myśl zbudowana jest ze słów!
Czyli nasza myśl tworzy słowa, które potem znajdują swoje ujście w działaniu!
Czyż nie jest to dowód na potęgę Słowa?
Ośmielę się pójść dalej i stwierdzić, że Słowo stanowi o naszym człowieczeństwie!
Słowo ma wielką moc i z tym się każdy zgodzi, prawda?
I na tym zakończmy nasze dzisiejsze przemyślenia.
Jutro chciałbym podzielić się z Wami kolejną porcją moich dociekań na temat wielkiej mocy słowa!
Kryspin
To są pierwsze zdania z najpopularniejszej książki świata-Biblii!
Czytałem je wielokrotnie i spowszedniały mi w swej oczywistości i jest mi trochę wstyd, że tak mało zastanowienia we mnie wzbudziły!
Świat mądrych ludzi jest gotowy obsypywać nagrodami Nobla tych uczonych, którzy w swych naukowych dociekaniach choćby o milimetry zdołają uchylić przed nim drzwi niewiedzy:
Co było na początku?
Jak to wszystko się zaczęło?
A Biblia, która morze stoi zapomniana na regałach naszych domowych bibliotek, przecież o tym mówi w tak prosty sposób.
No i teraz narażam się na zarzut, że próbuję przywracać "ciemnogród" i czytelnik tego posta tylko będzie czekał, aż w dalszej części będę starał się go przekonywać, że nasz świat powstał kiedyś w ciągu kilku [ konkretnie 6 dni, bo w siódmym Bóg odpoczywał!]dni..
Nie uzurpuję sobie wiedzy na temat tego, jaki był początek wszystkiego i z pewnością nie marzę o Noblu!
Chciałbym jednak, abyśmy zastanowili się nad wielkością tego pierwszego zdania z Biblii.
"Na początku było słowo!"
Autor ukazał nam w tym lapidarnym stwierdzeniu rzeczywistą praprzyczynę powstania wszystkiego i to jest prawda nie do obalenia!
Każdy wynalazca, twórca zaczyna od słowa!
Może tego słowa nawet nie wypowiedzieć głośno, a gdyby nawet tak uczynił, to byłoby to tylko powielenie tego pierwszego słowa niewypowiedzianego, które zrodziło się w jego[odkrywcy, twórcy]myśli!
Idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do oczywistości, że praprzyczyną każdego działania, także naszej aktywności jest myśl wyrażona w słowach- nasza myśl zbudowana jest ze słów!
Czyli nasza myśl tworzy słowa, które potem znajdują swoje ujście w działaniu!
Czyż nie jest to dowód na potęgę Słowa?
Ośmielę się pójść dalej i stwierdzić, że Słowo stanowi o naszym człowieczeństwie!
Słowo ma wielką moc i z tym się każdy zgodzi, prawda?
I na tym zakończmy nasze dzisiejsze przemyślenia.
Jutro chciałbym podzielić się z Wami kolejną porcją moich dociekań na temat wielkiej mocy słowa!
Kryspin
wtorek, 14 lipca 2015
"Mocarz" nie do obalenia!
Komu to służy?
Nasłuchaliśmy się już o tym, że wymiar sprawiedliwości w Polsce nie radzi sobie w najprostszych sprawach.
I coś w tym chyba jest?
Przypominam sobie czasy, gdy w naszym prawie obowiązywała ustawa o tzw. "zbiegu tytułów prawnych."
Ktoś kiedyś uchwalił takie przepisy, aby niektórzy [wybrańcy fortuny]: posłowie, senatorowie i duchowieństwo, mogli zaoszczędzić na opłatach ZUS!
No i wszystko było cacy do czasu, gdy tę ustawę zaczęli wykorzystywać mali kombinatorzy prowadzący swoją działalność gospodarczą!
Ci niegodziwcy zaczęli się masowo zatrudniać jako chałupnicy w firmach, które do uprawiania tego procederu powstały.
I oto: ślusarz, mechanik samochodowy, pani prowadząca mały handelek, zaczęli dodatkowo zarabiać przy roznoszeniu ulotek.
Czasu na nowe zajęcie nie przeznaczali wiele, więc i zarobek był tyci!
No, a od tego wynagrodzenia firma "solidnie " odprowadzała składeczki do ZUS w kwocie np:12 zł miesięcznie.
"Ulotkarz" tym samym nie musiał dorzucać do ZUS -owskiego pieca pełnej składki i parę stówek miesięcznie zostawiał sobie w kieszeni!
Takie "eldorado" nie mogło trwać wiecznie i ustawę zmieniono!
No i dobrze, ale później stała się rzecz dziwna:
Sądy[ nomen omen ZUS-owskie] zaczęły ścigać nieboraków i nie mogąc zarzucić im działania wbrew prawu[bo w tamtych latach ono pozwalało na ten proceder] ustanowiono określenie klucz:
"Intencja obejścia prawa"!
Skutkiem takich działań wymiaru sprawiedliwości stały się wyroki zobowiązujące nieboraków do spłat zaoszczędzonych pieniążków- oczywiście do ZUS-u!
Nie czas teraz na dywagacje, czy takie działanie było zgodne z literą prawa, bo chciałbym, abyśmy zastanowili się nad problemem, którym karmi się nas już od dłuższego czasu- sklepami z dopalaczami!!!
Najpierw zastanawiano się nad tym "fenomenem": Czy te środki są szkodliwe, czy można traktować je jak inne zabronione substancje[ choćby narkotyki!]
Gdy po wielu rozważaniach karniści zasugerowali naszym parlamentarzystom, że chyba te środki trzeba by traktować podobnie jak inne: hery, czy konopną trawkę, to po kolejnych tygodniach zaczęto przyglądać się sklepikom z tymi substancjami i postanowiono je zdelegalizować!
No i dobrze!
Życie nie znosi próżni i jeśli nie można oficjalnie sprzedawać tych paskudztw, to dlaczego nie tworzyć obejścia prawa: niech to będą przedmioty kolekcjonerskie.
I znowu państwo rozkłada ręce, choć każdy ma świadomość, że nikt nie kupuje małych srebrnych i kolorowych specyfików, by umieszczać je w gablotce domowego zacisza!
Tak sobie myślę, że jeśli można zabronić sprzedawać zabawki dla małych dzieci, gdy nie mają atestu bezpieczeństwa, to czy problemem byłoby obłożenie takim wymogiem także i tych "kolekcjonerskich" specyfiki!
Aż boję się pomyśleć, że może komuś wcale nie zależy na szybkim ukróceniu tego procederu?
Może ktoś trzepie kasę, swoiste kieszonkowe dla stanowiska, które piastuje?
A może[i niech tak będzie] jest to tylko nieudolność tych, którzy odpowiadają za przestrzeganie i stanowienie dobrego prawa,
Tak czy siak: tacy ludzie powinni odejść; w drugim przypadku na zbity pysk[bez sowitych odpraw], ale w pierwszym przypadku na długoterminowy pobyt za kratami!
Może jestem naiwnym optymistą, ale nadal wierzę w to, że w Polsce: prawo może jeszcze prawo znaczyć, a sprawiedliwość- sprawiedliwość!
Kryspin
P.S." Mocarz"-nazwa dopalacza uśmiercającego dzieciaki na Śląsku!
Nasłuchaliśmy się już o tym, że wymiar sprawiedliwości w Polsce nie radzi sobie w najprostszych sprawach.
I coś w tym chyba jest?
Przypominam sobie czasy, gdy w naszym prawie obowiązywała ustawa o tzw. "zbiegu tytułów prawnych."
Ktoś kiedyś uchwalił takie przepisy, aby niektórzy [wybrańcy fortuny]: posłowie, senatorowie i duchowieństwo, mogli zaoszczędzić na opłatach ZUS!
No i wszystko było cacy do czasu, gdy tę ustawę zaczęli wykorzystywać mali kombinatorzy prowadzący swoją działalność gospodarczą!
Ci niegodziwcy zaczęli się masowo zatrudniać jako chałupnicy w firmach, które do uprawiania tego procederu powstały.
I oto: ślusarz, mechanik samochodowy, pani prowadząca mały handelek, zaczęli dodatkowo zarabiać przy roznoszeniu ulotek.
Czasu na nowe zajęcie nie przeznaczali wiele, więc i zarobek był tyci!
No, a od tego wynagrodzenia firma "solidnie " odprowadzała składeczki do ZUS w kwocie np:12 zł miesięcznie.
"Ulotkarz" tym samym nie musiał dorzucać do ZUS -owskiego pieca pełnej składki i parę stówek miesięcznie zostawiał sobie w kieszeni!
Takie "eldorado" nie mogło trwać wiecznie i ustawę zmieniono!
No i dobrze, ale później stała się rzecz dziwna:
Sądy[ nomen omen ZUS-owskie] zaczęły ścigać nieboraków i nie mogąc zarzucić im działania wbrew prawu[bo w tamtych latach ono pozwalało na ten proceder] ustanowiono określenie klucz:
"Intencja obejścia prawa"!
Skutkiem takich działań wymiaru sprawiedliwości stały się wyroki zobowiązujące nieboraków do spłat zaoszczędzonych pieniążków- oczywiście do ZUS-u!
Nie czas teraz na dywagacje, czy takie działanie było zgodne z literą prawa, bo chciałbym, abyśmy zastanowili się nad problemem, którym karmi się nas już od dłuższego czasu- sklepami z dopalaczami!!!
Najpierw zastanawiano się nad tym "fenomenem": Czy te środki są szkodliwe, czy można traktować je jak inne zabronione substancje[ choćby narkotyki!]
Gdy po wielu rozważaniach karniści zasugerowali naszym parlamentarzystom, że chyba te środki trzeba by traktować podobnie jak inne: hery, czy konopną trawkę, to po kolejnych tygodniach zaczęto przyglądać się sklepikom z tymi substancjami i postanowiono je zdelegalizować!
No i dobrze!
Życie nie znosi próżni i jeśli nie można oficjalnie sprzedawać tych paskudztw, to dlaczego nie tworzyć obejścia prawa: niech to będą przedmioty kolekcjonerskie.
I znowu państwo rozkłada ręce, choć każdy ma świadomość, że nikt nie kupuje małych srebrnych i kolorowych specyfików, by umieszczać je w gablotce domowego zacisza!
Tak sobie myślę, że jeśli można zabronić sprzedawać zabawki dla małych dzieci, gdy nie mają atestu bezpieczeństwa, to czy problemem byłoby obłożenie takim wymogiem także i tych "kolekcjonerskich" specyfiki!
Aż boję się pomyśleć, że może komuś wcale nie zależy na szybkim ukróceniu tego procederu?
Może ktoś trzepie kasę, swoiste kieszonkowe dla stanowiska, które piastuje?
A może[i niech tak będzie] jest to tylko nieudolność tych, którzy odpowiadają za przestrzeganie i stanowienie dobrego prawa,
Tak czy siak: tacy ludzie powinni odejść; w drugim przypadku na zbity pysk[bez sowitych odpraw], ale w pierwszym przypadku na długoterminowy pobyt za kratami!
Może jestem naiwnym optymistą, ale nadal wierzę w to, że w Polsce: prawo może jeszcze prawo znaczyć, a sprawiedliwość- sprawiedliwość!
Kryspin
P.S." Mocarz"-nazwa dopalacza uśmiercającego dzieciaki na Śląsku!
wtorek, 7 lipca 2015
Gorączka tego lata!
I zrobiło się tego lata gorąco!
Nie myślę o temperaturze i o żarze palącego słońca
O ciężką atmosferę pełną nieprzyjemnych duszności dbają nasi "politycy".
A mogło być tak spokojnie, gdyby wybory prezydenckie wygrał ten, którego namaszczano w mediach od dawna, Bronek Komorowski.
No i tu psikus, bo jak Filip z konopi zjawił się niejaki Duda i wygrał!
To dopiero początek "greckiej[nomen omen]tragedii", bo teraz PIS zapragnął czegoś więcej- chcą władzy absolutnej!
Nie ma się co dziwić, że dawny suweren, który przez 8 ubiegłych lat wmawiał Polakom, że trzeba zaciskać pasa[ jakoś to zaciskanie, swoista dieta, zalecana była tylko maluczkim!] i niech zbroją się w cierpliwość bo za kilkanaście lat może będzie lepiej, teraz w panice zaczyna być mało elegancki!
A może nadszedł wreszcie czas, by korytkiem podzielić się z innymi?
Jakoś nie boję się PIS-u i optymizmu, który chyba bardzo nam jest potrzebny-nam, maluczkim!
P.S.
A i jeszcze jedno: Liczę na to, że wreszcie poznamy prawdę o 10.04.2010 roku! i winni zostaną uczciwie ukarani![niezależnie z jakiej opcji politycznej pochodzą!]
Pozdrawiam,Kryspin
Nie myślę o temperaturze i o żarze palącego słońca
O ciężką atmosferę pełną nieprzyjemnych duszności dbają nasi "politycy".
A mogło być tak spokojnie, gdyby wybory prezydenckie wygrał ten, którego namaszczano w mediach od dawna, Bronek Komorowski.
No i tu psikus, bo jak Filip z konopi zjawił się niejaki Duda i wygrał!
To dopiero początek "greckiej[nomen omen]tragedii", bo teraz PIS zapragnął czegoś więcej- chcą władzy absolutnej!
Nie ma się co dziwić, że dawny suweren, który przez 8 ubiegłych lat wmawiał Polakom, że trzeba zaciskać pasa[ jakoś to zaciskanie, swoista dieta, zalecana była tylko maluczkim!] i niech zbroją się w cierpliwość bo za kilkanaście lat może będzie lepiej, teraz w panice zaczyna być mało elegancki!
A może nadszedł wreszcie czas, by korytkiem podzielić się z innymi?
Jakoś nie boję się PIS-u i optymizmu, który chyba bardzo nam jest potrzebny-nam, maluczkim!
P.S.
A i jeszcze jedno: Liczę na to, że wreszcie poznamy prawdę o 10.04.2010 roku! i winni zostaną uczciwie ukarani![niezależnie z jakiej opcji politycznej pochodzą!]
Pozdrawiam,Kryspin
środa, 1 lipca 2015
"Sami swoi"
Kargul i Pawlak z "Samych swoich" ciągle żyją!
Przypomina mi się scena z tego kultowego filmu, gdy mały konus z wypiekami na twarzy macha pędzlem pisząc na murze swojego domostwa trzy razy NIE!
Zrobił to tylko po to, aby być przeciwko temu, za czym opowiedział się Kargul!
No i mamy Karguli i Pawlaków nieustannie wokół nas!
Media od pewnego czasu żyją sprawą referendum!
Ciekawe, że do tej pory władze były głuche na głosy milionów rodaków i "gwizdały "sobie na jakiekolwiek społeczne głosy domagające się prawa głosu[często odmiennego] Na nic zdawały się stosy kartonów z milionami podpisów zbieranych w różnych sprawach
Wspomnijmy choćby kwestię wieku emerytalnego, maluchów i sprawę ich obowiązku edukacyjnego itd.
Teraz władze łaskawie ogłosiły, że Polacy będą mogli wypowiedzieć się w sprawie tzw JOW-ów i w kwestii ochrony przed urzędniczą samowolą podatkową.
No i pojawił się kłopot, bo partia Pawlaków[konusów] wymyśliła sobie, że owszem: dobrze że będzie referendum, ale trzeba jeszcze dopisać co nieco.
Przyznam, że nie rozumiem postawy Kargulów[ P O] w sprawie choćby emerytur!
Do jakiego wieku człowiek musi pracować, aby nabyć prawo do emerytury?
Do 65 lat, do 67 lat życia, czy może zapisać inny wiek przejścia?
A mnie się wydaje, że takiego wieku nie powinno się z góry dekretować!
Zdrowy rozsądek winien wyznaczać granicę wieku, gdy ktoś nie powinien swoją aktywnością zawodową narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo.
To się przecież już stosuje:
Strażak, lotnik myśliwca, hutnik- pracują o wiele krócej-15 lat i dosyć!
Czy ktoś ma o to pretensje?
Absolutnie nie!
A co by było gdyby można zażywać odpoczynku[emerytalnego] po okresie, który każdy by sam sobie wyznaczał?
Załóżmy, że Kowalski po 10 latach pracy poczuł się na tyle zmęczony, że zapragnąłby zostać emerytem.
W minionym okresie wypracował sobie jakiś kapitał i ZUS, uwzględniając wszystkie tabele i przeliczniki wyliczyłby mu na przykład, że należy mu się 137 zł miesięcznego emyrytalnego zaopatrzenia!
Pan Kowalski zgadza się, bo chce już tylko odpoczywać i już!
A co by było, gdyby Kowalski chciał zakombinować i do wypracowanej emerytury dorobić sobie?
No i tu mamy gotowe rozwiązanie: ustawa pozwala "dorobić" mu miesięcznie tylko tyle, ile odbiera świadczenia-czyli 137 zł!
Czy jest to proste i uczciwe?
Tworzenie ustaw z granicą wieku przejścia w stan odpoczynku[60,65,67 czy jakikolwiek inny próg przejścia] jest niczym innym, jak współczesną formą zniewolenia
A my chcemy wolności prawda?
Drodzy Pawlakowie i Kargule:
Wszyscy mamy prawo do wolności i za nią jesteśmy gotowi brać odpowiedzialność, może więc i wy [Pawlakowie i Kargule], winniście wziąć to pod uwagę, bo w tym zawarta jest wasza odpwiedzialność za tworzenie dobrego prawa dla Kowalskiego!
Kryspin
Przypomina mi się scena z tego kultowego filmu, gdy mały konus z wypiekami na twarzy macha pędzlem pisząc na murze swojego domostwa trzy razy NIE!
Zrobił to tylko po to, aby być przeciwko temu, za czym opowiedział się Kargul!
No i mamy Karguli i Pawlaków nieustannie wokół nas!
Media od pewnego czasu żyją sprawą referendum!
Ciekawe, że do tej pory władze były głuche na głosy milionów rodaków i "gwizdały "sobie na jakiekolwiek społeczne głosy domagające się prawa głosu[często odmiennego] Na nic zdawały się stosy kartonów z milionami podpisów zbieranych w różnych sprawach
Wspomnijmy choćby kwestię wieku emerytalnego, maluchów i sprawę ich obowiązku edukacyjnego itd.
Teraz władze łaskawie ogłosiły, że Polacy będą mogli wypowiedzieć się w sprawie tzw JOW-ów i w kwestii ochrony przed urzędniczą samowolą podatkową.
No i pojawił się kłopot, bo partia Pawlaków[konusów] wymyśliła sobie, że owszem: dobrze że będzie referendum, ale trzeba jeszcze dopisać co nieco.
Przyznam, że nie rozumiem postawy Kargulów[ P O] w sprawie choćby emerytur!
Do jakiego wieku człowiek musi pracować, aby nabyć prawo do emerytury?
Do 65 lat, do 67 lat życia, czy może zapisać inny wiek przejścia?
A mnie się wydaje, że takiego wieku nie powinno się z góry dekretować!
Zdrowy rozsądek winien wyznaczać granicę wieku, gdy ktoś nie powinien swoją aktywnością zawodową narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo.
To się przecież już stosuje:
Strażak, lotnik myśliwca, hutnik- pracują o wiele krócej-15 lat i dosyć!
Czy ktoś ma o to pretensje?
Absolutnie nie!
A co by było gdyby można zażywać odpoczynku[emerytalnego] po okresie, który każdy by sam sobie wyznaczał?
Załóżmy, że Kowalski po 10 latach pracy poczuł się na tyle zmęczony, że zapragnąłby zostać emerytem.
W minionym okresie wypracował sobie jakiś kapitał i ZUS, uwzględniając wszystkie tabele i przeliczniki wyliczyłby mu na przykład, że należy mu się 137 zł miesięcznego emyrytalnego zaopatrzenia!
Pan Kowalski zgadza się, bo chce już tylko odpoczywać i już!
A co by było, gdyby Kowalski chciał zakombinować i do wypracowanej emerytury dorobić sobie?
No i tu mamy gotowe rozwiązanie: ustawa pozwala "dorobić" mu miesięcznie tylko tyle, ile odbiera świadczenia-czyli 137 zł!
Czy jest to proste i uczciwe?
Tworzenie ustaw z granicą wieku przejścia w stan odpoczynku[60,65,67 czy jakikolwiek inny próg przejścia] jest niczym innym, jak współczesną formą zniewolenia
A my chcemy wolności prawda?
Drodzy Pawlakowie i Kargule:
Wszyscy mamy prawo do wolności i za nią jesteśmy gotowi brać odpowiedzialność, może więc i wy [Pawlakowie i Kargule], winniście wziąć to pod uwagę, bo w tym zawarta jest wasza odpwiedzialność za tworzenie dobrego prawa dla Kowalskiego!
Kryspin
czwartek, 25 czerwca 2015
Dzieci gorszego Boga!
No i przegłosowano ustawę o In vitro!
Została otwarta droga do " szczęścia" rodzin, którym brakowało tylko tego małego szkraba, aby poczuli się spełnili.
Nie będę opowiadał się po jakiejkolwiek stronie[zwolenników i przeciwników] ,ale jedno mnie dziwi.
W naszym parlamencie od miesięcy trwał zażarty bój popierany sumieniem, które albo było za, albo przeciw!
Mnie zabrakło kilku argumentów za i przeciw!
Co prawda przeciwnicy imali się różnych powodów, aby być przeciw!
Niekiedy były to w miarę logiczne głosy, gdy mówiono o cenie życie nienarodzonych, którzy po udanym zabiegu wylądują w beczkach z azotem, a później....???
Niekiedy były i idiotyczne, gdy straszono przyszłych beneficjentów [rodziców], że takie dziecko z probówki urodzi się ze skazami[bruzdami] i nie będzie normalne.
Zwolennicy gremialnie opowiadali się za, bo to wyraz wrażliwości na potrzebę miłości rodzicielskiej, do której przecież mają prawo niespełnieni małżonkowie.
I tu zabrakło mi szczerej refleksji,o której wszyscy ci: za myśleli, ale nikt z nich tego głośno nie powiedział: że lepiej żeby dzieci rodziły się w rodzinach: dobrych: majętnych, ustabilizowanych, wykształconych, bo to daje nadzieję na to, że w przyszłości wychowają dobrych obywateli!!!
A ja tak sobie marzę, że może kiedyś nasi wybrańcy narodu zajmą się w takim samym stylu [tak zaangażowanie] "Dziećmi gorszego Boga "
Trochę powinno nam być wstyd, że w XXI wieku tak wiele jest obok nas tych "dzieci gorszego Boga"!
O czym mówię?
O dziesiątkach tysięcy małych szkrabów w domach dziecka!
Te przybytki kiedyś powstały dla sierot, czyli dzieci, które straciły rodziców i nie miał się nimi kto zająć!
Obecnie 98% wychowanków tych domów to sieroty społeczne[gdzieś tam mają rodziców, którzy się nie spełnili, zawiedli]
Przyjęto ustawę o In vitro!
A może dobrze by było, żeby ci potencjalni rodzice, którzy decydują się na tę trudną [nie tylko moralnie ] drogę, oprócz deklaracji, że już kochają to przyszłe swoje dziecko, pokazali w praktyce, że potrafią prawdziwie kochać!
A czy byłoby to wielką trudnością, ażeby tacy kandydaci przechodzili okres "praktyki rodzicielskiej"?
Na przykład 6 miesięcy wolontariatu w domu dziecka....
A może po takiej praktyce znacznie mniej by było "dzieci gorszego Boga"?
W domach dziecka szkraby mają : posiłek zawsze na czas, zabawy w czasie wolnym, masę innych atrakcji, ale brakuje im tego najważniejszego- miłości rodziców!
Kryspin
Została otwarta droga do " szczęścia" rodzin, którym brakowało tylko tego małego szkraba, aby poczuli się spełnili.
Nie będę opowiadał się po jakiejkolwiek stronie[zwolenników i przeciwników] ,ale jedno mnie dziwi.
W naszym parlamencie od miesięcy trwał zażarty bój popierany sumieniem, które albo było za, albo przeciw!
Mnie zabrakło kilku argumentów za i przeciw!
Co prawda przeciwnicy imali się różnych powodów, aby być przeciw!
Niekiedy były to w miarę logiczne głosy, gdy mówiono o cenie życie nienarodzonych, którzy po udanym zabiegu wylądują w beczkach z azotem, a później....???
Niekiedy były i idiotyczne, gdy straszono przyszłych beneficjentów [rodziców], że takie dziecko z probówki urodzi się ze skazami[bruzdami] i nie będzie normalne.
Zwolennicy gremialnie opowiadali się za, bo to wyraz wrażliwości na potrzebę miłości rodzicielskiej, do której przecież mają prawo niespełnieni małżonkowie.
I tu zabrakło mi szczerej refleksji,o której wszyscy ci: za myśleli, ale nikt z nich tego głośno nie powiedział: że lepiej żeby dzieci rodziły się w rodzinach: dobrych: majętnych, ustabilizowanych, wykształconych, bo to daje nadzieję na to, że w przyszłości wychowają dobrych obywateli!!!
A ja tak sobie marzę, że może kiedyś nasi wybrańcy narodu zajmą się w takim samym stylu [tak zaangażowanie] "Dziećmi gorszego Boga "
Trochę powinno nam być wstyd, że w XXI wieku tak wiele jest obok nas tych "dzieci gorszego Boga"!
O czym mówię?
O dziesiątkach tysięcy małych szkrabów w domach dziecka!
Te przybytki kiedyś powstały dla sierot, czyli dzieci, które straciły rodziców i nie miał się nimi kto zająć!
Obecnie 98% wychowanków tych domów to sieroty społeczne[gdzieś tam mają rodziców, którzy się nie spełnili, zawiedli]
Przyjęto ustawę o In vitro!
A może dobrze by było, żeby ci potencjalni rodzice, którzy decydują się na tę trudną [nie tylko moralnie ] drogę, oprócz deklaracji, że już kochają to przyszłe swoje dziecko, pokazali w praktyce, że potrafią prawdziwie kochać!
A czy byłoby to wielką trudnością, ażeby tacy kandydaci przechodzili okres "praktyki rodzicielskiej"?
Na przykład 6 miesięcy wolontariatu w domu dziecka....
A może po takiej praktyce znacznie mniej by było "dzieci gorszego Boga"?
W domach dziecka szkraby mają : posiłek zawsze na czas, zabawy w czasie wolnym, masę innych atrakcji, ale brakuje im tego najważniejszego- miłości rodziców!
Kryspin
Subskrybuj:
Posty (Atom)