Dzisiaj smutny dzień!
Wczoraj Etna, mój przyjaciel, który tyle razy dawał mi ukojenie w trudnych chwilach, odeszła!
Ktoś powie, to był tylko pies, ale dla mnie była kimś więcej!
To tylko pies, ale potrafił kochać wiernie i choć po ludzku nie potrafił wyrazić tego słowami, to mówiła całą sobą.
Gdy trzy lata temu odeszła jaj Pancia i poczułem bolesną pustkę osamotnionej miłości, przychodziła do mnie, siadała , patrzyła smutnymi oczami i zdawała się mówić:"Niem martw się, nie bądź przygnębiony!"
To tylko pies...
Przyjaciółka naszego domu napisała wczoraj na FB: "Odeszła i teraz jest ze swoją Pancią"
Dawno temu, gdy byłem małym dzieckiem, zadałem pytanie mojej mamie: Czy pieski po śmierci idą do nieba?
Ona wtedy nieco zakłopotana starała się mi tłumaczyć, że niebo jest tylko dla ludzi, którzy za życia nas kochali.
Odpowiedziałem wtedy: Pan Bóg nas kocha, prawda?
Mama potwierdziła to myśląc, że na tym zakończą się moje pytania.
-A ja sądzę, że w niebie, może nieco z boku, jest taki kącik, gdzie trafiają pieski, bo przecież one nas kochają i Dobry Bóg uśmiecha się do nich, gdy one widząc Go, merdają radośnie ogonkami"
Może to teologicznie jest niepoprawne, ale myślę sobie, że w niebie jest miejsce dla czystej miłości, a taką obdarzają nas, dumnych ludzi, nasi czworonodzy przyjaciele!
Etna odeszła do swojej Panci, aby tam w niebie radośnie wtulać się w jej dobre serce!
Kryspin
niedziela, 24 stycznia 2016
poniedziałek, 11 stycznia 2016
WTNP-Wielka Taca Niedzielnej Pomocy?
Tak na samym początku: Nie darzę szczególną sympatią Jerzego Owsiaka i WOŚP irytuje mnie krzykliwym stylem, ale?
Z pewnością jednak nie stanę po stronie tych wszystkich, którzy nieustannie karmią się hakami na tę "imprezę", która już od 24 lat prowokuje Polaków do bycia otwartym na potrzeby tych, którzy łakną wrażliwych serc, aby żyć!
Od kilku tygodni przed wczorajszym finałem WOŚP na stronach mediów społecznościowych lawiną przetoczyły się nowinki "dobrze poinformowanych", ile to Owsiak ugryzie z kolejnych milionów i jego "Złoty melon" znowu urośnie.
A ja mam to w głębokim poszanowaniu i tak sobie myślę, że w tych głosach wcale nie chodzi o kasę, a o coś, co nazwałbym "Rządem dusz"!
No i jestem niekonsekwentny, bo chyba o kasę także chodzi?
Bo jeśli by nie, to trudno mi jest zrozumieć negatywne nastawienie Kościoła do akcji tego krzykliwego i charyzmatycznego zarazem okularnika.
Nie rozumiem, jak można być niezadowolonym z tego, że ktoś budzi wrażliwość serc w tylu naszych rodakach?
Już wyobrażam sobie nieformalne rozmowy prowadzone przez różnej maści dostojników kościelnych, ekonomów od koszyczków podstawianych pod nos przybyłych na niedzielną mszę...
Z pewnością w makro skali krzywa dochodu w parafialnej kasie w drugą niedzielę każdego roku jest znacznie niższa i to musi budzić niepokój, prawda?
Tak na koniec myślę sobie, że Kościół powinien jednak Owsiakowi być wdzięczny, bo co by było, gdyby ten "Pajac" w rudawej koszulce uroił sobie pomysł, żeby Orkiestra grała w każdą niedzielę, tydzień po tygodniu i to przez okrągły rok?
To by była prawdziwa tragedia i aż ciarki po plecach przechodzą i nawet ciepła sutanna nie daje ukojenia.
Z jeszcze jednego powodu należy się wdzięczność Dyrygentowi WOŚP drodzy hierarchowie:
Jestem pewien, że pozytywnym "rykoszetem" tej niedzieli otwartych serc, będą większe tace w trakcie kolejnych, niedzielnych mszy- tak z rozpędu, a może i z przyzwyczajenia.
No ale w tej beczce miodu jest jednak i łyżka dziegciu: WOŚP corocznie[pod koniec marca] publikuje rozliczenie dochodów i przedstawia plan zagospodarowania zebranych pieniędzy!
Pozdrawiam Kryspin
Z pewnością jednak nie stanę po stronie tych wszystkich, którzy nieustannie karmią się hakami na tę "imprezę", która już od 24 lat prowokuje Polaków do bycia otwartym na potrzeby tych, którzy łakną wrażliwych serc, aby żyć!
Od kilku tygodni przed wczorajszym finałem WOŚP na stronach mediów społecznościowych lawiną przetoczyły się nowinki "dobrze poinformowanych", ile to Owsiak ugryzie z kolejnych milionów i jego "Złoty melon" znowu urośnie.
A ja mam to w głębokim poszanowaniu i tak sobie myślę, że w tych głosach wcale nie chodzi o kasę, a o coś, co nazwałbym "Rządem dusz"!
No i jestem niekonsekwentny, bo chyba o kasę także chodzi?
Bo jeśli by nie, to trudno mi jest zrozumieć negatywne nastawienie Kościoła do akcji tego krzykliwego i charyzmatycznego zarazem okularnika.
Nie rozumiem, jak można być niezadowolonym z tego, że ktoś budzi wrażliwość serc w tylu naszych rodakach?
Już wyobrażam sobie nieformalne rozmowy prowadzone przez różnej maści dostojników kościelnych, ekonomów od koszyczków podstawianych pod nos przybyłych na niedzielną mszę...
Z pewnością w makro skali krzywa dochodu w parafialnej kasie w drugą niedzielę każdego roku jest znacznie niższa i to musi budzić niepokój, prawda?
Tak na koniec myślę sobie, że Kościół powinien jednak Owsiakowi być wdzięczny, bo co by było, gdyby ten "Pajac" w rudawej koszulce uroił sobie pomysł, żeby Orkiestra grała w każdą niedzielę, tydzień po tygodniu i to przez okrągły rok?
To by była prawdziwa tragedia i aż ciarki po plecach przechodzą i nawet ciepła sutanna nie daje ukojenia.
Z jeszcze jednego powodu należy się wdzięczność Dyrygentowi WOŚP drodzy hierarchowie:
Jestem pewien, że pozytywnym "rykoszetem" tej niedzieli otwartych serc, będą większe tace w trakcie kolejnych, niedzielnych mszy- tak z rozpędu, a może i z przyzwyczajenia.
No ale w tej beczce miodu jest jednak i łyżka dziegciu: WOŚP corocznie[pod koniec marca] publikuje rozliczenie dochodów i przedstawia plan zagospodarowania zebranych pieniędzy!
Pozdrawiam Kryspin
czwartek, 17 grudnia 2015
1970- wstydliwe wspomnienie nieosądzonej zbrodni!
Prezydent Duda wybrał się na Wybrzeże, aby o świcie uczestniczyć w uroczystości upamiętniającej mord dokonany na robotnikach w 1970 roku.
Powiedział:" Zwyczajnie odczuwam wstyd, że zbrodniarze tamtego okresu uniknęli kary i do dnia dzisiejszego ich czyny nie zostały rozliczone.
Wstydem dla III RP jest także to, że oprawcy dożywali swoich dni w luksusie pobierając emeryturki [kilkakrotnie przekraczające zasiłki, z których muszą wyżyć ich ofiary!]
A na koniec, jakby tego było mało, w ostatnią drogę odprowadzają ich asysty honorowe i mają pochówek dostojników!
Ze zdumieniem dzisiaj słuchałem wypowiedzi polityków, którzy mają za złe Prezydentowi, że ośmielił się w takim tonie wypowiedzieć w trakcie tej smutnej uroczystości!
Mógłbym zrozumieć pana Czarzastego, komucha, który uciekał od przyznania, że to jest wstydliwa historii, mógłbym zrozumieć Kwaśniewskiego, który tłumaczył, że:" przecież jakieś postępowanie sądowe się odbyło, a Jaruzelskiego ciągano przed sąd do końca życia": Te głosy mógłbym zrozumieć, bo ci panowie z komunistycznego matecznika nie mogli, albo nie umieli przyznać się do tego, że ich "partyjni idole" byli zwykłymi zbrodniarzami!
Gdy jednak w rannych Sygnałach Dnia[I program radiowy] krytycznie oceniał wystąpienie Dudy Borusewicz [członek PO, były przywódca strajków z 1980 roku], to prawie mnie zemdliło!
Na pytanie o sprawę osądzenia tamtej zbrodni, odpowiedział nieco zakłopotany, że "przecież odbywał się proces, ale prokurator był mało doświadczony i popełnił błędy no i dlatego nic z tego nie wynikło"
Pozostałą część swojego monologu poświęcił po równo: przypominając swoje zasługi dla Solidarności i na krytykę zachowania Prezydenta.
Tak sobie myślę, że wielu w Polsce boi się, że ich historia, którą tak budowali przez lata, może wcale nie jest taka krystaliczna i dlatego panicznie boją się powracać do przeszłości?
Pan Borusewicz, Pani Krzywonos [tramwajarka z emeryturą 6500zł] i wielu innych mitycznych bojowników o demokrację może tak z bliska wcale nie są tak krystaliczni?
Może ich "politycznymi idolami" byli ci sami, którzy wyhodowali Kwaśniewskich i Czarzastych?
I tak już na koniec: Nie wiem dlaczego, ale coraz bardziej lubię Kaczora!
Kryspin!
Powiedział:" Zwyczajnie odczuwam wstyd, że zbrodniarze tamtego okresu uniknęli kary i do dnia dzisiejszego ich czyny nie zostały rozliczone.
Wstydem dla III RP jest także to, że oprawcy dożywali swoich dni w luksusie pobierając emeryturki [kilkakrotnie przekraczające zasiłki, z których muszą wyżyć ich ofiary!]
A na koniec, jakby tego było mało, w ostatnią drogę odprowadzają ich asysty honorowe i mają pochówek dostojników!
Ze zdumieniem dzisiaj słuchałem wypowiedzi polityków, którzy mają za złe Prezydentowi, że ośmielił się w takim tonie wypowiedzieć w trakcie tej smutnej uroczystości!
Mógłbym zrozumieć pana Czarzastego, komucha, który uciekał od przyznania, że to jest wstydliwa historii, mógłbym zrozumieć Kwaśniewskiego, który tłumaczył, że:" przecież jakieś postępowanie sądowe się odbyło, a Jaruzelskiego ciągano przed sąd do końca życia": Te głosy mógłbym zrozumieć, bo ci panowie z komunistycznego matecznika nie mogli, albo nie umieli przyznać się do tego, że ich "partyjni idole" byli zwykłymi zbrodniarzami!
Gdy jednak w rannych Sygnałach Dnia[I program radiowy] krytycznie oceniał wystąpienie Dudy Borusewicz [członek PO, były przywódca strajków z 1980 roku], to prawie mnie zemdliło!
Na pytanie o sprawę osądzenia tamtej zbrodni, odpowiedział nieco zakłopotany, że "przecież odbywał się proces, ale prokurator był mało doświadczony i popełnił błędy no i dlatego nic z tego nie wynikło"
Pozostałą część swojego monologu poświęcił po równo: przypominając swoje zasługi dla Solidarności i na krytykę zachowania Prezydenta.
Tak sobie myślę, że wielu w Polsce boi się, że ich historia, którą tak budowali przez lata, może wcale nie jest taka krystaliczna i dlatego panicznie boją się powracać do przeszłości?
Pan Borusewicz, Pani Krzywonos [tramwajarka z emeryturą 6500zł] i wielu innych mitycznych bojowników o demokrację może tak z bliska wcale nie są tak krystaliczni?
Może ich "politycznymi idolami" byli ci sami, którzy wyhodowali Kwaśniewskich i Czarzastych?
I tak już na koniec: Nie wiem dlaczego, ale coraz bardziej lubię Kaczora!
Kryspin!
sobota, 12 grudnia 2015
Płomyk wiary i dymiący knot!
Miała czterdzieści dwa lata i ponad trzydzieści lat przeżytych w cierpieniu po operacji guza mózgu. Według lekarzy, którzy wtedy zrobili wszystko, co mogli, mogła liczyć na kilka kolejnych lat, ale choroba pozostawiła swoje piętno i już nigdy nie mogła się cieszyć normalnością zdrowego człowieka.
Małgosia odeszła w ostatnich dniach i pewnie jest jej teraz lepiej, bo już nie cierpi!
Wczoraj pożegnali ją najbliżsi, którzy wypełnili cmentarną kaplicę trzymając w rękach małe bukieciki kwiatów, bo ona zawsze lubiła kwiaty.
Ceremonii w cmentarnym kościółku przewodniczył kapłan z jej parafii i wszystko było niby normalnie.
Przy trumnie stała matka i nawet nie płakała i tylko raz po raz wpatrywała się w swojego syna, brata Małgosi, jakby w nim szukała nadziei dla siebie.
Tylko on jej pozostał, bo męża na tym samym cmentarzu pochowała już kilka lat temu.
Młody mężczyzna stał obolały w smutku, bo siostrę kochał szczerą miłością.
Ostatnie tygodnie był nieustannym towarzyszem jej odchodzenia, gdy każdego dnia spędzał godziny przy jej szpitalnym łóżku.
To nic, że ona ciągle wyglądała tak jakby spała i tylko niekiedy grymasem bólu na twarzy zdawała się mówić, że cierpi, ale była i mógł delikatnie gładzić jej dłoń, a ona wtedy uśmiechała się lekko i to było cudownym podziękowaniem dla jego braterskiej miłości.
Teraz stał obolały i wściekły bezsilną złością.
Nie miał pretensji do losu, że Małgosi nie oszczędził życia z cierpieniem.
Patrzył na krzyż zawieszony w kaplicy i myślał o cierpieniu Boga, który poświęcił siebie z miłości dla ludzi.
Gdy jednak wzrok zatrzymał na szafarzu smutnej uroczystości, księdzu z jego rodzinnej parafii, oczy nabiegały mu gniewem wspomnienia sprzed kilkunastu godzin, gdy w biurze parafialnym załatwiał formalności dzisiejszego pogrzebu
-Opłata za jutrzejszy pogrzeb wynosi 1000 zł- oznajmił ksiądz wyceniając swoją fatygę!
-Ale ja nie mam takich pieniędzy- odpowiedział drżącym głosem wiedząc, że pieniądze z zasiłku pogrzebowego już się skończyły, a matka nie ma grosza żyjąc z kilkuset złotowej renty...
-No, to ile może Pan zapłacić- usłyszał głos kapłana, który powiedział to tak, jakby chciał mu uświadomić, że cena "usługi" może podlegać negocjacji, ale tylko w granicach rozsądku!
-Ile muszę zapłacić?- zapytał młody mężczyzna.
-No 700 zł, to jest absolutne minimum - odpowiedział ksiądz nie kryjąc poirytowania zachowaniem tego człowieka!
Brat Małgosi drugi raz przeżył taką licytację za posługę kapłana.
Pierwszy raz było to przed pogrzebem ojca i wtedy wychodząc z kościelnego biura powiedział sobie, że już nigdy więcej nie chce mieć nic do czynienia z pijawkami w sutannach.
Na kilka lat w jego życiu nastąpił rozbrat z Kościołem i trudno się dziwić!
Długo wpatrywał się w krucyfiks rozpościerający swoje ramiona nad trumną Małgosi i pogrążał się coraz bardziej w bólu i złości.
Księże szafarzu tej smutnej uroczystości!
Wczoraj przewodniczyłeś w pożegnaniu Małgosi, której okrutny los wyznaczył granicę życia na niecałe czterdzieści dwa lata.
Wczoraj zrobiłeś jednak jeszcze coś więcej, zgasiłeś płomyk wiary w jej bracie.
Może powiesz: I tak tlił się słabym płomieniem!
Może i tak, ale teraz pozostał tylko dymiący knot!
Kryspin
Małgosia odeszła w ostatnich dniach i pewnie jest jej teraz lepiej, bo już nie cierpi!
Wczoraj pożegnali ją najbliżsi, którzy wypełnili cmentarną kaplicę trzymając w rękach małe bukieciki kwiatów, bo ona zawsze lubiła kwiaty.
Ceremonii w cmentarnym kościółku przewodniczył kapłan z jej parafii i wszystko było niby normalnie.
Przy trumnie stała matka i nawet nie płakała i tylko raz po raz wpatrywała się w swojego syna, brata Małgosi, jakby w nim szukała nadziei dla siebie.
Tylko on jej pozostał, bo męża na tym samym cmentarzu pochowała już kilka lat temu.
Młody mężczyzna stał obolały w smutku, bo siostrę kochał szczerą miłością.
Ostatnie tygodnie był nieustannym towarzyszem jej odchodzenia, gdy każdego dnia spędzał godziny przy jej szpitalnym łóżku.
To nic, że ona ciągle wyglądała tak jakby spała i tylko niekiedy grymasem bólu na twarzy zdawała się mówić, że cierpi, ale była i mógł delikatnie gładzić jej dłoń, a ona wtedy uśmiechała się lekko i to było cudownym podziękowaniem dla jego braterskiej miłości.
Teraz stał obolały i wściekły bezsilną złością.
Nie miał pretensji do losu, że Małgosi nie oszczędził życia z cierpieniem.
Patrzył na krzyż zawieszony w kaplicy i myślał o cierpieniu Boga, który poświęcił siebie z miłości dla ludzi.
Gdy jednak wzrok zatrzymał na szafarzu smutnej uroczystości, księdzu z jego rodzinnej parafii, oczy nabiegały mu gniewem wspomnienia sprzed kilkunastu godzin, gdy w biurze parafialnym załatwiał formalności dzisiejszego pogrzebu
-Opłata za jutrzejszy pogrzeb wynosi 1000 zł- oznajmił ksiądz wyceniając swoją fatygę!
-Ale ja nie mam takich pieniędzy- odpowiedział drżącym głosem wiedząc, że pieniądze z zasiłku pogrzebowego już się skończyły, a matka nie ma grosza żyjąc z kilkuset złotowej renty...
-No, to ile może Pan zapłacić- usłyszał głos kapłana, który powiedział to tak, jakby chciał mu uświadomić, że cena "usługi" może podlegać negocjacji, ale tylko w granicach rozsądku!
-Ile muszę zapłacić?- zapytał młody mężczyzna.
-No 700 zł, to jest absolutne minimum - odpowiedział ksiądz nie kryjąc poirytowania zachowaniem tego człowieka!
Brat Małgosi drugi raz przeżył taką licytację za posługę kapłana.
Pierwszy raz było to przed pogrzebem ojca i wtedy wychodząc z kościelnego biura powiedział sobie, że już nigdy więcej nie chce mieć nic do czynienia z pijawkami w sutannach.
Na kilka lat w jego życiu nastąpił rozbrat z Kościołem i trudno się dziwić!
Długo wpatrywał się w krucyfiks rozpościerający swoje ramiona nad trumną Małgosi i pogrążał się coraz bardziej w bólu i złości.
Księże szafarzu tej smutnej uroczystości!
Wczoraj przewodniczyłeś w pożegnaniu Małgosi, której okrutny los wyznaczył granicę życia na niecałe czterdzieści dwa lata.
Wczoraj zrobiłeś jednak jeszcze coś więcej, zgasiłeś płomyk wiary w jej bracie.
Może powiesz: I tak tlił się słabym płomieniem!
Może i tak, ale teraz pozostał tylko dymiący knot!
Kryspin
niedziela, 6 grudnia 2015
Św. Mikołaj żył naprawdę !!!
W jednym z centr handlowych pani redaktor zaczepiała przechodzących aleją handlową zadając im pytanie, czy już ulegli atmosferze świąt i czy udają się na polowanie w poszukiwaniu prezentów pod choinkę?
Młode małżeństwo, trzymające za rączki swoje kilkuletnie pociechy, odpowiedziało, że na to jeszcze mają trochę czasu, a dzisiaj przyprowadzili swoje dzieci, aby spotkały się w tym miejscu ze świętym Mikołajem i wręcz, aby go poznały.
W chwili tej relacji reporterskiej przypomniałem sobie inne doniesienie dziennikarskie sprzed kilku lat.
W formie ciekawostki pokazywano wtedy kaplicę, rodzaj małego kościółka, który zapobiegliwy proboszcz parafii mającej w swych granicach handlowego molocha, postanowił "przykleić" do świątyni handlu kapliczkę Pana Boga.
Dumnie tłumaczył przed kamerami, że dzięki temu robiący zakupy mogą spełnić swój świąteczny obowiązek i obładowani zakupami dla ciał, dodatkowo podkarmią swoją duszę na niedzielnej mszy!
Tak mi się wydaje, że ten świat staje na głowie, a może jest to tylko powtórka z przeszłości?
Komuna, którą ostatecznie pochowaliśmy w 1989 roku, przez dziesięciolecia próbowała św. Biskupa o wrażliwym sercu, który nocami anonimowo pomagał nieborakom z Miry [gdzie przewodniczył lokalnej kościelnej wspólnocie], zastąpić gwiazdorem [bliskim krewnym Dziadka Mroza przychodzącego nieco później, bo 1 stycznia do dzieciaków z państwa szczęśliwości bez Boga] i się nie udało!
To czego nie dokonali "światli "racjonaliści, osiągnął wolny rynek i co prawda święty pozostał, ale w markecie i gdyby zapytać teraz dzieciaki skąd się on wywodzi, to większość powiedziałaby: że z marketu, a nieliczni, że z fińskiego Rovaniemi w Laponii.
A, że był dobrym biskupem o wrażliwym sercu...?
Eeee, to legenda, o której rodzice nam nie opowiadali-stwierdzą maluchy pytająco spoglądając w stronę zakłopotanego tatusia.
Może warto byłoby także naszym dzieciom opowiedzieć, że kiedyś ktoś taki był naprawdę, że żył i pomagał biednym i wcale nie był wynajętym przez market facetem z doklejoną brodą?
Kryspin
Młode małżeństwo, trzymające za rączki swoje kilkuletnie pociechy, odpowiedziało, że na to jeszcze mają trochę czasu, a dzisiaj przyprowadzili swoje dzieci, aby spotkały się w tym miejscu ze świętym Mikołajem i wręcz, aby go poznały.
W chwili tej relacji reporterskiej przypomniałem sobie inne doniesienie dziennikarskie sprzed kilku lat.
W formie ciekawostki pokazywano wtedy kaplicę, rodzaj małego kościółka, który zapobiegliwy proboszcz parafii mającej w swych granicach handlowego molocha, postanowił "przykleić" do świątyni handlu kapliczkę Pana Boga.
Dumnie tłumaczył przed kamerami, że dzięki temu robiący zakupy mogą spełnić swój świąteczny obowiązek i obładowani zakupami dla ciał, dodatkowo podkarmią swoją duszę na niedzielnej mszy!
Tak mi się wydaje, że ten świat staje na głowie, a może jest to tylko powtórka z przeszłości?
Komuna, którą ostatecznie pochowaliśmy w 1989 roku, przez dziesięciolecia próbowała św. Biskupa o wrażliwym sercu, który nocami anonimowo pomagał nieborakom z Miry [gdzie przewodniczył lokalnej kościelnej wspólnocie], zastąpić gwiazdorem [bliskim krewnym Dziadka Mroza przychodzącego nieco później, bo 1 stycznia do dzieciaków z państwa szczęśliwości bez Boga] i się nie udało!
To czego nie dokonali "światli "racjonaliści, osiągnął wolny rynek i co prawda święty pozostał, ale w markecie i gdyby zapytać teraz dzieciaki skąd się on wywodzi, to większość powiedziałaby: że z marketu, a nieliczni, że z fińskiego Rovaniemi w Laponii.
A, że był dobrym biskupem o wrażliwym sercu...?
Eeee, to legenda, o której rodzice nam nie opowiadali-stwierdzą maluchy pytająco spoglądając w stronę zakłopotanego tatusia.
Może warto byłoby także naszym dzieciom opowiedzieć, że kiedyś ktoś taki był naprawdę, że żył i pomagał biednym i wcale nie był wynajętym przez market facetem z doklejoną brodą?
Kryspin
wtorek, 1 grudnia 2015
Roratowe lampiony
Choć na dworze jeszcze jesień, to coraz częściej zaczynamy odczuwać atmosferę zbliżających się świąt.
Na placach naszych miast samorządowi gospodarze zaordynowali postawienie olbrzymich choinek i już za chwilę roziskrzą się tysiącami kolorowych lampek.
Centra handlowe prześcigają się pokusami prezentów, które niebawem zagoszczą pod naszymi Bożonarodzeniowymi drzewkami, a w domowym zaciszu zapobiegliwe gospodynie zakończyły przygotowania miodowych ciast na świąteczne pierniki i póki co umieściły je w zamrażarkach, bo takie leżakujące ciasto będzie później wyborne, kolorowe i kuszące!
A mnie jest trochę żal, że w tym wszystkim gdzieś na margines zeszły przygotowania te, które pamiętam z mojego dzieciństwa: roraty o świcie odprawiane w naszych kościołach!
Jesteśmy w centrum Adwentu- czasu oczekiwania i przygotowania do powitania Bożej Dzieciny, która jak co roku narodzi się wśród nas w trakcie magicznej Bożonarodzeniowej nocy!
Pamiętam jedne z pierwszych moich rorat, gdy miałem pięć lat.
Msza odbywała się o godzinie 6.00 i w tym była magia, gdy z różnych kierunków do kościoła zmierzały ogniki.
Było ciemno i nie było widać idących, a tylko rytmicznie kołyszące się małe światełka.
Później w kościele w całkowitej ciemności słał się świetlisty dywan, który przypominał pas startowy, albo oświetloną drogę, aby wędrowiec zmierzający do celu nie pogubił się w ciemnościach.
Pamiętam, jak moja mama niekiedy próbowała namówić mnie do pozostania w domu, bo na dworze była plucha, albo padał śnieg i zwyczajnie nie chciało jej się targać mnie w taki ziąb.
Byłem jednak nieugięty, bo wiedziałem, że powinienem dołożyć moje światełko na drodze dla małego Jezuska i tak było każdego dnia.
Ze świecą dzisiaj szukać parafie, gdzie roraty odprawiane są bladym świtem i trochę mi żal!
Wygodniej zrobić je popołudniem, a niech się dzieciaki wyśpią, argumentują księża i wtórują im w tym rodzice i trochę mi żal..
Coraz mniej na ulicach migoczących światełek lampionów zrobionych przez tatę, a jeśli potrzeba oświetlić drogę, to przecież telefony komórkowe mają funkcję latarki, zdają się niekiedy zbywać swoje pociechy zapracowani rodzice.
Pamiętam swoje roraty sprzed lat i trochę mi szkoda, że dzisiejsze maluchy kiedyś po latach, gdy będą już bardzo dorosłe, nie będą mieli takich wspomnień, a Bożonarodzeniowe święto będzie dla nich tylko kolejnym wolnym od pracy dniem!
Kryspin
Na placach naszych miast samorządowi gospodarze zaordynowali postawienie olbrzymich choinek i już za chwilę roziskrzą się tysiącami kolorowych lampek.
Centra handlowe prześcigają się pokusami prezentów, które niebawem zagoszczą pod naszymi Bożonarodzeniowymi drzewkami, a w domowym zaciszu zapobiegliwe gospodynie zakończyły przygotowania miodowych ciast na świąteczne pierniki i póki co umieściły je w zamrażarkach, bo takie leżakujące ciasto będzie później wyborne, kolorowe i kuszące!
A mnie jest trochę żal, że w tym wszystkim gdzieś na margines zeszły przygotowania te, które pamiętam z mojego dzieciństwa: roraty o świcie odprawiane w naszych kościołach!
Jesteśmy w centrum Adwentu- czasu oczekiwania i przygotowania do powitania Bożej Dzieciny, która jak co roku narodzi się wśród nas w trakcie magicznej Bożonarodzeniowej nocy!
Pamiętam jedne z pierwszych moich rorat, gdy miałem pięć lat.
Msza odbywała się o godzinie 6.00 i w tym była magia, gdy z różnych kierunków do kościoła zmierzały ogniki.
Było ciemno i nie było widać idących, a tylko rytmicznie kołyszące się małe światełka.
Później w kościele w całkowitej ciemności słał się świetlisty dywan, który przypominał pas startowy, albo oświetloną drogę, aby wędrowiec zmierzający do celu nie pogubił się w ciemnościach.
Pamiętam, jak moja mama niekiedy próbowała namówić mnie do pozostania w domu, bo na dworze była plucha, albo padał śnieg i zwyczajnie nie chciało jej się targać mnie w taki ziąb.
Byłem jednak nieugięty, bo wiedziałem, że powinienem dołożyć moje światełko na drodze dla małego Jezuska i tak było każdego dnia.
Ze świecą dzisiaj szukać parafie, gdzie roraty odprawiane są bladym świtem i trochę mi żal!
Wygodniej zrobić je popołudniem, a niech się dzieciaki wyśpią, argumentują księża i wtórują im w tym rodzice i trochę mi żal..
Coraz mniej na ulicach migoczących światełek lampionów zrobionych przez tatę, a jeśli potrzeba oświetlić drogę, to przecież telefony komórkowe mają funkcję latarki, zdają się niekiedy zbywać swoje pociechy zapracowani rodzice.
Pamiętam swoje roraty sprzed lat i trochę mi szkoda, że dzisiejsze maluchy kiedyś po latach, gdy będą już bardzo dorosłe, nie będą mieli takich wspomnień, a Bożonarodzeniowe święto będzie dla nich tylko kolejnym wolnym od pracy dniem!
Kryspin
poniedziałek, 23 listopada 2015
Nasza wolność jest piekłem Boga!
Przeczytałem dzisiaj wypowiedź Arcybiskupa Kościoła anglikańskiego,który wstrząśnięty ogromem zła, którego dopuścili się bojownicy państwa islamskiego w Paryżu, stwierdził, że to zachwiało w nim wiarę w Boga.
Kilka dni temu prowadziłem rozmowę z człowiekiem, który próbował podważać sens mojej wiary powołując się na zło, które panoszy się wokół nas i wtedy powiedział: "Jakiż to bóg, który bawi się naszym losem i pozwala na cierpienia niewinnych?"
Przypominam sobie słowa niektórych ludzi, którzy po odwiedzinach w muzeum oświęcimskiego piekła z czasu nazistowskiej obsesji niesienia śmierci milionom, stwierdzali stanowczo: "Boga nie ma, bo gdyby był, nie dopuściłby do tego!"
Kiedyś słyszałem historię matki, która przegrała walkę o życie swojego dziecka.
Chłopczyk zmarł na jej rękach w wieku siedmiu lat, a ona w bezgranicznej rozpaczy tuliła go długo jeszcze po tym, gdy jego ciało zamarło i myślała z żalem: "Boże dlaczego jesteś tak okrutnym uśmiercając radość i sens mojego życia?"
Po jakimś czasie, gdy nadal siedziała przybita cierpieniem, zobaczyła przyszłość i swoje dziecko, gdy już dorosło.
Jej syn stał się zbrodniarzem i w okrutny sposób także i jej zadał śmierć!
Pewnie to jest zmyślona historia, ale jakże trafnie ukazująca prawdę, że nasze pytanie :"Dlaczego Boże dozwoliłeś na coś tak strasznego?" ukazuje tylko ludzkie myślenie i nasze oczekiwanie!
Piekłem Boga jest wolność, którą obdarzył nas- ludzi!
Uczynił nas wolnymi w swoim działaniu i dążeniach i dlatego w każdym z nas- ludzi, mogą się rodzić rzeczy piękne, którymi potrafimy zachwycić świat i te najczarniejsze, które rodzą potwory!
Tak sobie myślę, że zło, którego jesteśmy świadkami, winno nas zbliżać do Niego, bo tylko On może zapewnić zwycięstwo Dobra, także i tego w nas samych!
Kryspin
Kilka dni temu prowadziłem rozmowę z człowiekiem, który próbował podważać sens mojej wiary powołując się na zło, które panoszy się wokół nas i wtedy powiedział: "Jakiż to bóg, który bawi się naszym losem i pozwala na cierpienia niewinnych?"
Przypominam sobie słowa niektórych ludzi, którzy po odwiedzinach w muzeum oświęcimskiego piekła z czasu nazistowskiej obsesji niesienia śmierci milionom, stwierdzali stanowczo: "Boga nie ma, bo gdyby był, nie dopuściłby do tego!"
Kiedyś słyszałem historię matki, która przegrała walkę o życie swojego dziecka.
Chłopczyk zmarł na jej rękach w wieku siedmiu lat, a ona w bezgranicznej rozpaczy tuliła go długo jeszcze po tym, gdy jego ciało zamarło i myślała z żalem: "Boże dlaczego jesteś tak okrutnym uśmiercając radość i sens mojego życia?"
Po jakimś czasie, gdy nadal siedziała przybita cierpieniem, zobaczyła przyszłość i swoje dziecko, gdy już dorosło.
Jej syn stał się zbrodniarzem i w okrutny sposób także i jej zadał śmierć!
Pewnie to jest zmyślona historia, ale jakże trafnie ukazująca prawdę, że nasze pytanie :"Dlaczego Boże dozwoliłeś na coś tak strasznego?" ukazuje tylko ludzkie myślenie i nasze oczekiwanie!
Piekłem Boga jest wolność, którą obdarzył nas- ludzi!
Uczynił nas wolnymi w swoim działaniu i dążeniach i dlatego w każdym z nas- ludzi, mogą się rodzić rzeczy piękne, którymi potrafimy zachwycić świat i te najczarniejsze, które rodzą potwory!
Tak sobie myślę, że zło, którego jesteśmy świadkami, winno nas zbliżać do Niego, bo tylko On może zapewnić zwycięstwo Dobra, także i tego w nas samych!
Kryspin
sobota, 14 listopada 2015
Religia miłości
Od kilkunastu godzin chyba wszyscy żyjemy tragedią, która dotknęła niewinnych ludzi w Paryżu.
Nienawiść zakorzeniona w fundamentalizmie religijnym zebrała tragiczne żniwo życia niewinnych ludzi.
To musi przerażać, gdy ktoś z imieniem Boga na ustach[niezależnie jak go nazywa] zadaje śmierć innemu.
Nie zamierzam rozwodzić się nad tymi strasznymi zdarzeniami minionego wieczoru, który dla tak wielu był ostatnim, bo wobec takiej tragedii żadne słowa nie są dość właściwe i może milczenie pełne zadumy jest najlepszym, co można uczynić przeżywając ten czas, gdy nienawiść odtrąbiła swoje tragiczne zwycięstwo...
Kiedyś uczestniczyłem w rozmowie kilku osób, które wypowiadały się na temat różnych wielkich religii i wtedy jeden z uczestników dyskusji stwierdził, że: Cieszy się, że u nas jest katolicyzm, bo to jest religia miłości, tak bardzo odległa od tego, co niesie w swoim przesłaniu islam przepełniony jadem nienawiści do wszystkich "niewiernych"!
Pozostali uczestnicy spotkania jednomyślnie przyklasnęli temu stwierdzeniu, ale jeden z obecnych po chwili dodał: tak sobie myślę, że szybko dokonaliśmy oceny-białe, czarne.
Moim zdaniem ani nasza wiara-katolicka nie jest w nas tak krystalicznie biała, ani wiara w Allaha tak jednoznacznie czarna!
Zupełnie niedawno czytałem o krucjacie Pieczyńskiego[aktora znanego z serialu "Na dobre i na złe"], który zionie nienawiścią do wszystkiego, co jest związane z Kościołem i wręcz postuluje, by ten zniknął i pozostał tylko wspomnieniem.
Mówiąc o swoich żalach wobec tej instytucji, niejednokrotnie powoływał się na fakty z historii, które ukazują czarne oblicze Kościoła unurzanego we krwi setek tysięcy i wszystko to także było z Bogiem na ustach!
I trzeba przyznać, że miał wiele racji, wspominając te czarne karty historii....
Katolicyzm jest religią miłości!- Pięknie to brzmi, prawda?
Mam taką prośbę do wszystkich, którzy czują w sobie katolicyzm i jutro, jak co tydzień, będą na mszy świętej; wychodząc ze świątyni pamiętajcie, że w ciągu całego tygodnia, który niedziela zaczyna, nadal będziecie świadkami religii miłości, a to zobowiązuje!
Tam gdzie jest miłość, nie ma miejsca na nienawiść do kogokolwiek!!!
Z życzeniem miłej niedzieli,
Kryspin
Nienawiść zakorzeniona w fundamentalizmie religijnym zebrała tragiczne żniwo życia niewinnych ludzi.
To musi przerażać, gdy ktoś z imieniem Boga na ustach[niezależnie jak go nazywa] zadaje śmierć innemu.
Nie zamierzam rozwodzić się nad tymi strasznymi zdarzeniami minionego wieczoru, który dla tak wielu był ostatnim, bo wobec takiej tragedii żadne słowa nie są dość właściwe i może milczenie pełne zadumy jest najlepszym, co można uczynić przeżywając ten czas, gdy nienawiść odtrąbiła swoje tragiczne zwycięstwo...
Kiedyś uczestniczyłem w rozmowie kilku osób, które wypowiadały się na temat różnych wielkich religii i wtedy jeden z uczestników dyskusji stwierdził, że: Cieszy się, że u nas jest katolicyzm, bo to jest religia miłości, tak bardzo odległa od tego, co niesie w swoim przesłaniu islam przepełniony jadem nienawiści do wszystkich "niewiernych"!
Pozostali uczestnicy spotkania jednomyślnie przyklasnęli temu stwierdzeniu, ale jeden z obecnych po chwili dodał: tak sobie myślę, że szybko dokonaliśmy oceny-białe, czarne.
Moim zdaniem ani nasza wiara-katolicka nie jest w nas tak krystalicznie biała, ani wiara w Allaha tak jednoznacznie czarna!
Zupełnie niedawno czytałem o krucjacie Pieczyńskiego[aktora znanego z serialu "Na dobre i na złe"], który zionie nienawiścią do wszystkiego, co jest związane z Kościołem i wręcz postuluje, by ten zniknął i pozostał tylko wspomnieniem.
Mówiąc o swoich żalach wobec tej instytucji, niejednokrotnie powoływał się na fakty z historii, które ukazują czarne oblicze Kościoła unurzanego we krwi setek tysięcy i wszystko to także było z Bogiem na ustach!
I trzeba przyznać, że miał wiele racji, wspominając te czarne karty historii....
Katolicyzm jest religią miłości!- Pięknie to brzmi, prawda?
Mam taką prośbę do wszystkich, którzy czują w sobie katolicyzm i jutro, jak co tydzień, będą na mszy świętej; wychodząc ze świątyni pamiętajcie, że w ciągu całego tygodnia, który niedziela zaczyna, nadal będziecie świadkami religii miłości, a to zobowiązuje!
Tam gdzie jest miłość, nie ma miejsca na nienawiść do kogokolwiek!!!
Z życzeniem miłej niedzieli,
Kryspin
piątek, 23 października 2015
Imieniny!
Już tylko kilkanaście godzin do 25.10.2015 roku!
Ale wcale nie zamierzam pisać teraz o dniu wyborów w Polsce!
Tego dnia będę obchodził mój dzień - imieniny i to mnie kręci i cieszy!
Dzisiaj kupiliśmy wiele dobrych rzeczy, które za sprawą Beatki i po trosze i moją, staną się pysznościami imieninowego stołu!
Cieszę się na ten czas, gdy w gronie życzliwych mi osób będę świętował przeżywając radość spotkania!
Na dworze zagościła już jesień i choć drzewa radują nas cudnymi kolorami spadających liści, to jednak w sercu rodzi się trochę smutku, że czas tak szybko upływa i po uroku jesiennych dni pozostanie nam tylko wspomnienie.
Nasze życie też tak upływa i po wiośnie, gdy dorastaliśmy do dojrzałości, później przeżywaliśmy nasze lato-czas sukcesów, kariery i wreszcie po nim niespodziewanie i trochę za wcześnie, zaskakuje nas jesień srebrząca nasze skronie i w "prezencie" uświadamia nam, że czas nas także nie oszczędził.......
Kiedyś i dla nas nadejdzie czas zimowego odejścia życia i wszyscy to wiemy!
Kiedyś tak będzie, ale póki co, cieszę się na ten nadchodzący mój dzień: 25.październik, moje imieniny i dlatego chciałbym szczególnie teraz podzielić się radością ze wszystkimi, których znam i którzy zechcą przyjąć moje dobre myśli !
Pozdrawiam wszystkich!
Kryspin
Ale wcale nie zamierzam pisać teraz o dniu wyborów w Polsce!
Tego dnia będę obchodził mój dzień - imieniny i to mnie kręci i cieszy!
Dzisiaj kupiliśmy wiele dobrych rzeczy, które za sprawą Beatki i po trosze i moją, staną się pysznościami imieninowego stołu!
Cieszę się na ten czas, gdy w gronie życzliwych mi osób będę świętował przeżywając radość spotkania!
Na dworze zagościła już jesień i choć drzewa radują nas cudnymi kolorami spadających liści, to jednak w sercu rodzi się trochę smutku, że czas tak szybko upływa i po uroku jesiennych dni pozostanie nam tylko wspomnienie.
Nasze życie też tak upływa i po wiośnie, gdy dorastaliśmy do dojrzałości, później przeżywaliśmy nasze lato-czas sukcesów, kariery i wreszcie po nim niespodziewanie i trochę za wcześnie, zaskakuje nas jesień srebrząca nasze skronie i w "prezencie" uświadamia nam, że czas nas także nie oszczędził.......
Kiedyś i dla nas nadejdzie czas zimowego odejścia życia i wszyscy to wiemy!
Kiedyś tak będzie, ale póki co, cieszę się na ten nadchodzący mój dzień: 25.październik, moje imieniny i dlatego chciałbym szczególnie teraz podzielić się radością ze wszystkimi, których znam i którzy zechcą przyjąć moje dobre myśli !
Pozdrawiam wszystkich!
Kryspin
wtorek, 20 października 2015
Żądza rządzenia!
No i jesteśmy po wczorajszym spektaklu przedwyborczym, w którym wystąpiły dwie aktorki : Beata Szydło i Ewa Kopacz.
Miałem wrażenie, jakbym był na castingu przed wyborem odtwórczyni głównej roli w filmie noszącym roboczy tytuł:" Żądza rządzenia"!
Pani Ewa przed kastingiem wydawała się w lepszej pozycji, bo przez minione lata grała już w telenoweli: "Paltformiany eden" i przez lata awansowała w tym "tasiemcu" od roli statystki, aż po rolę głównej gospodyni tego raju i może dosyć!
Każda telenowela kiedyś się przecież musi skończyć i pewnie większość aktorów już nieco znużonych tym serialem, szuka innych ekranowych nadziei licząc, że może uda się im zaistnieć na kolejne lata w tym show !
Ale powróćmy do naszych aktorek .
Drogie panie, obie jakoś mi nie pasujecie do tego nowego filmu i pewnie dlatego znowu nie pójdę w niedzielę do urny wyborczej!
No i ktoś teraz powie, że jestem nieodpowiedzialnym za kraj, że nawołuję do biernej postawy, gdy mógłbym wpłynąć na bieg przyszłych wydarzeń itd!
A mnie te głosy wcale nie obchodzą i choć dla niektórych będę podobnym do faceta z serialu:"Kariera Nikodema Dyzmy", a konkretnie do rezydenta w posiadłości Nikosia[ brata pani Dyzmowej], to oburącz podpisuję się pod końcową sceną, gdy Pokora grający dworskiego szaleńca oznajmia : Z was się śmieję, bo to wy wykreowaliście tę kreaturę, prostaka i chama, którego chcecie postawić na piedestale i proponujecie mu urząd Premiera"!
P.S.
1/ W tym miejscu chciałbym przeprosić twórców scenariusza serialu, że może nie dosłownie zacytowałem ostatnią kwestię z filmu, ale sens został zachowany!
2/ Pani Ewo, już po 25.odbędzie się casting do nowego filmu:"Raj utracony", może tam zabłyśnie pani swoim talentem?
3/ A w przyszłą niedzielę będę miał imieniny i dlatego liczę na radosny wieczór[i wcale nie będzie miał podtytuł: "wyborczy"]!
Kryspin
Miałem wrażenie, jakbym był na castingu przed wyborem odtwórczyni głównej roli w filmie noszącym roboczy tytuł:" Żądza rządzenia"!
Pani Ewa przed kastingiem wydawała się w lepszej pozycji, bo przez minione lata grała już w telenoweli: "Paltformiany eden" i przez lata awansowała w tym "tasiemcu" od roli statystki, aż po rolę głównej gospodyni tego raju i może dosyć!
Każda telenowela kiedyś się przecież musi skończyć i pewnie większość aktorów już nieco znużonych tym serialem, szuka innych ekranowych nadziei licząc, że może uda się im zaistnieć na kolejne lata w tym show !
Ale powróćmy do naszych aktorek .
Drogie panie, obie jakoś mi nie pasujecie do tego nowego filmu i pewnie dlatego znowu nie pójdę w niedzielę do urny wyborczej!
No i ktoś teraz powie, że jestem nieodpowiedzialnym za kraj, że nawołuję do biernej postawy, gdy mógłbym wpłynąć na bieg przyszłych wydarzeń itd!
A mnie te głosy wcale nie obchodzą i choć dla niektórych będę podobnym do faceta z serialu:"Kariera Nikodema Dyzmy", a konkretnie do rezydenta w posiadłości Nikosia[ brata pani Dyzmowej], to oburącz podpisuję się pod końcową sceną, gdy Pokora grający dworskiego szaleńca oznajmia : Z was się śmieję, bo to wy wykreowaliście tę kreaturę, prostaka i chama, którego chcecie postawić na piedestale i proponujecie mu urząd Premiera"!
P.S.
1/ W tym miejscu chciałbym przeprosić twórców scenariusza serialu, że może nie dosłownie zacytowałem ostatnią kwestię z filmu, ale sens został zachowany!
2/ Pani Ewo, już po 25.odbędzie się casting do nowego filmu:"Raj utracony", może tam zabłyśnie pani swoim talentem?
3/ A w przyszłą niedzielę będę miał imieniny i dlatego liczę na radosny wieczór[i wcale nie będzie miał podtytuł: "wyborczy"]!
Kryspin
piątek, 16 października 2015
Mam dzisiaj urodziny!
Mam dzisiaj urodziny!
Kiedy przychodzi 16 października, za każdym razem robię sobie coś w rodzaju wspomnienia ciekawych zdarzeń związanych z tym dniem, które przechowuję w mojej pamięci!
To swoją drogą jest ciekawe?
Gdyby ktoś zapytał mnie, co zdarzyło się, powiedzmy: 17 09. 1989 roku, z pewnością powiedziałbym: Nie pamiętam!
Dzień urodzin jest inny, bo on jest szczególnie mój i może dlatego pielęgnuję miłe rzeczy, które zachowuję w pamięci....
1978 rok- 16.październik- miałem 21 lat i w moim dniu, w Rzymie ogłoszono światu: Habemus Papam i pierwszy raz od wieków Ojcem Świętym został kardynał z dalekiego kraju, Karol Wojtyła!
Do dnia dzisiejszego pamiętam moją nieskrywaną dumę, że stało się to w dniu moich urodzin!
Bardzo miło przebiegły moje 40 urodziny[1997 rok], gdy obudziły mnie śpiewem sto lat moje skarby, najbardziej ukochane osoby: Romeczka z małą paczuszką, w której był znak mojego zodiaku[waga] wyryty na złotej zawieszce.Obok mamy stał Borys i Julia z bukietem kwiatów i z serdecznymi życzeniami!
Siedem lat temu swój dzień obchodziłem w magicznym miejscu, przy moście Golden Gate w San Francisco!
Dzisiaj popijam kawę i myślę o tym ostatnim okresie, o tych siedmiu minionych latach.
Tak wiele się zmieniło w moim życiu w ciągu tych minionych siedmiu lat:
07.03.2013 roku odeszła Romeczka po naszej przegranej, dwuletniej walce z jej chorobą..
Później przeżyłem okres powolnego umierania za życia, czas samotności, którego nie zrozumie nikt, kto nie przeżył odarcia duszy z sensu istnienia, gdy traci się Miłość!
Nie wiem nawet jak to się stało, ale w pewnym momencie zapragnąłem żyć i wtedy terapią dla mnie stała się "Zakochana koloratka" książka, która na początku była tylko moją terapią, a później stała się inspiracją pragnienia: Chciałem żyć i pokochać, chciałem doznać na nowo tego cudu, którego aromat ciągle wypełniał me serce!
Dzisiaj jest 16.październik 2015 roku, moje urodziny i prezent od losu, bo kocham i jestem kochany!!!
Nowa miłość jest dla mnie najpiękniejszym prezentem, który czyni mnie szczęśliwym i daje nadzieje!
Mam 58 lat, ale cóż to za wiek?
Gdy się kocha i jest się kochanym, niezależnie od lat na naszym liczniku życia, jest się młodym i tak się czuję!
Czego i wam wszystkim życzę!
Kryspin
Kiedy przychodzi 16 października, za każdym razem robię sobie coś w rodzaju wspomnienia ciekawych zdarzeń związanych z tym dniem, które przechowuję w mojej pamięci!
To swoją drogą jest ciekawe?
Gdyby ktoś zapytał mnie, co zdarzyło się, powiedzmy: 17 09. 1989 roku, z pewnością powiedziałbym: Nie pamiętam!
Dzień urodzin jest inny, bo on jest szczególnie mój i może dlatego pielęgnuję miłe rzeczy, które zachowuję w pamięci....
1978 rok- 16.październik- miałem 21 lat i w moim dniu, w Rzymie ogłoszono światu: Habemus Papam i pierwszy raz od wieków Ojcem Świętym został kardynał z dalekiego kraju, Karol Wojtyła!
Do dnia dzisiejszego pamiętam moją nieskrywaną dumę, że stało się to w dniu moich urodzin!
Bardzo miło przebiegły moje 40 urodziny[1997 rok], gdy obudziły mnie śpiewem sto lat moje skarby, najbardziej ukochane osoby: Romeczka z małą paczuszką, w której był znak mojego zodiaku[waga] wyryty na złotej zawieszce.Obok mamy stał Borys i Julia z bukietem kwiatów i z serdecznymi życzeniami!
Siedem lat temu swój dzień obchodziłem w magicznym miejscu, przy moście Golden Gate w San Francisco!
Dzisiaj popijam kawę i myślę o tym ostatnim okresie, o tych siedmiu minionych latach.
Tak wiele się zmieniło w moim życiu w ciągu tych minionych siedmiu lat:
07.03.2013 roku odeszła Romeczka po naszej przegranej, dwuletniej walce z jej chorobą..
Później przeżyłem okres powolnego umierania za życia, czas samotności, którego nie zrozumie nikt, kto nie przeżył odarcia duszy z sensu istnienia, gdy traci się Miłość!
Nie wiem nawet jak to się stało, ale w pewnym momencie zapragnąłem żyć i wtedy terapią dla mnie stała się "Zakochana koloratka" książka, która na początku była tylko moją terapią, a później stała się inspiracją pragnienia: Chciałem żyć i pokochać, chciałem doznać na nowo tego cudu, którego aromat ciągle wypełniał me serce!
Dzisiaj jest 16.październik 2015 roku, moje urodziny i prezent od losu, bo kocham i jestem kochany!!!
Nowa miłość jest dla mnie najpiękniejszym prezentem, który czyni mnie szczęśliwym i daje nadzieje!
Mam 58 lat, ale cóż to za wiek?
Gdy się kocha i jest się kochanym, niezależnie od lat na naszym liczniku życia, jest się młodym i tak się czuję!
Czego i wam wszystkim życzę!
Kryspin
wtorek, 13 października 2015
poniedziałek, 12 października 2015
Sukces!
Wczoraj miliony Polaków z wypiekami na twarzach, zagryzając palce, emocjonowało się meczem reprezentacji na naszym Stadionie Narodowym.
Po końcowym gwizdku sędziego, który obwieścił koniec zmagań, nie tylko cały stadion, ale wszyscy kibice podnieśli do góry ręce w geście triumfu!
Jedziemy do Paryża, dało się słyszeć z wielu tysięcy gardeł i to samo przemknęło przez myśli milionów naszych rodaków, którzy utożsamili się z zespołem z boiska.
Sukces!
To jedno słowo zaległo nam głęboko w naszej świadomości i dobrze!
Co prawda w tym wczorajszym zwycięstwie byliśmy tylko kibicami, ale nawet i to jest ważne.
Tak sobie myślę, że ze wszystkiego można czerpać naukę.
Powiedzenie przypomina nam: że mądrość uczy się na błędach i porażkach, że wielkość polega na tym, aby mieć siłę powstać po upadku itd.
Sądzę, że dalece przyjemniejszą rzeczą będzie, jeżeli potrafię dobrze odczytać także sukces, niezależnie, czy jest on moim bezpośrednim udziałem, czy tylko mu kibicuję.
Może warto przeanalizować przyczyny sukcesu piłkarzy?
W przypadku naszej drużyny narodowej u źródła wczorajszego zwycięstwa są co najmniej trzy filary:
-ciężka praca każdego z zawodników przed meczem!
-liderzy drużyny[i tu chodzi mi nie tylko o Lewandowskiego], którzy stali się motywatorami gry!
-wytrwałość, koncentracja i gra do końca!
Ktoś powie teraz: No ale taki mecz, to tylko jest dla najlepszych, bo przecież w meczu może brać udział tylko 11 wybrańców!
Tak, ale każdy może dla siebie wyznaczyć swoje zawody, w których osiągnie sukces, osobiste zwycięstwo!
Kadra narodowa postawiła sobie za cel wejście na salony Mistrzostw Europy i osiągnęła sukces, wygrała!
Wczoraj na ulicach Poznania odbywał się bieg maratoński.
Oprócz zawodowców, którzy wystartowali, aby wygrać całą pulę, na starcie zgromadziło się tysiące zawodników w różnym wieku i z żadnymi szansami na zdobycie podium tych zawodów, a jednak pobiegli.
Postawili sobie cel: ukończyć maraton i wielu tego dokonało!
Organizatorzy docenili ich determinacją, dlatego każdy z nich na mecie otrzymał medal zwycięzcy tego dystansu!
Choć w takiej imprezie każdy biegnie swoim tempem i zdaje się nie mieć drużyny obok siebie, to wcale nie jest bagatelne to, że biegną obok innych.
I znowu powtarza się ten przepis na końcowy sukces:ciężka praca przed zawodami, liderzy biegu i wytrwałość aż do mety!
Tak sobie myślę, że w naszym życiu wielokrotnie możemy obierać sobie taki sposób na przekraczanie barier w naszej pracy, codziennym zachowaniu, wrażliwości na drugiego człowieka, przełamywaniu ograniczeń naszego lenistwa i tak dalej!
Może warto być w życiu kimś więcej, jak tylko kibicem sukcesu innych!!!?
Kryspin!
Po końcowym gwizdku sędziego, który obwieścił koniec zmagań, nie tylko cały stadion, ale wszyscy kibice podnieśli do góry ręce w geście triumfu!
Jedziemy do Paryża, dało się słyszeć z wielu tysięcy gardeł i to samo przemknęło przez myśli milionów naszych rodaków, którzy utożsamili się z zespołem z boiska.
Sukces!
To jedno słowo zaległo nam głęboko w naszej świadomości i dobrze!
Co prawda w tym wczorajszym zwycięstwie byliśmy tylko kibicami, ale nawet i to jest ważne.
Tak sobie myślę, że ze wszystkiego można czerpać naukę.
Powiedzenie przypomina nam: że mądrość uczy się na błędach i porażkach, że wielkość polega na tym, aby mieć siłę powstać po upadku itd.
Sądzę, że dalece przyjemniejszą rzeczą będzie, jeżeli potrafię dobrze odczytać także sukces, niezależnie, czy jest on moim bezpośrednim udziałem, czy tylko mu kibicuję.
Może warto przeanalizować przyczyny sukcesu piłkarzy?
W przypadku naszej drużyny narodowej u źródła wczorajszego zwycięstwa są co najmniej trzy filary:
-ciężka praca każdego z zawodników przed meczem!
-liderzy drużyny[i tu chodzi mi nie tylko o Lewandowskiego], którzy stali się motywatorami gry!
-wytrwałość, koncentracja i gra do końca!
Ktoś powie teraz: No ale taki mecz, to tylko jest dla najlepszych, bo przecież w meczu może brać udział tylko 11 wybrańców!
Tak, ale każdy może dla siebie wyznaczyć swoje zawody, w których osiągnie sukces, osobiste zwycięstwo!
Kadra narodowa postawiła sobie za cel wejście na salony Mistrzostw Europy i osiągnęła sukces, wygrała!
Wczoraj na ulicach Poznania odbywał się bieg maratoński.
Oprócz zawodowców, którzy wystartowali, aby wygrać całą pulę, na starcie zgromadziło się tysiące zawodników w różnym wieku i z żadnymi szansami na zdobycie podium tych zawodów, a jednak pobiegli.
Postawili sobie cel: ukończyć maraton i wielu tego dokonało!
Organizatorzy docenili ich determinacją, dlatego każdy z nich na mecie otrzymał medal zwycięzcy tego dystansu!
Choć w takiej imprezie każdy biegnie swoim tempem i zdaje się nie mieć drużyny obok siebie, to wcale nie jest bagatelne to, że biegną obok innych.
I znowu powtarza się ten przepis na końcowy sukces:ciężka praca przed zawodami, liderzy biegu i wytrwałość aż do mety!
Tak sobie myślę, że w naszym życiu wielokrotnie możemy obierać sobie taki sposób na przekraczanie barier w naszej pracy, codziennym zachowaniu, wrażliwości na drugiego człowieka, przełamywaniu ograniczeń naszego lenistwa i tak dalej!
Może warto być w życiu kimś więcej, jak tylko kibicem sukcesu innych!!!?
Kryspin!
niedziela, 4 października 2015
Coming out!
Jeśli wierzyć badaniom naukowym, to od 5% do 10% ludzi[kobiet i mężczyzn] odczuwa swoją seksualność do tej samej płci, czyli są homoseksualistami. Kolejne 10% do 20% nabywa takiej skłonności w określonych okolicznościach: więzienia, koszary wojskowe, no i niestety środowiska hermetyczne: seminaria duchowne, klasztory[ żeńskie i męskie]!
I tu chyba nie mija się z prawdą ks Charamsa [najsłynniejszy od niedawna kapłan-gej], gdy uważa, że wśród kleru tę skłonność ma znaczna liczba duchownych[wrodzoną, lub nabytą]
Gdybyśmy poszli dalej tym tropem w naszym dociekaniu, to musimy dodać kolejne procenty, według tychże samych badań uczonych seksuologów, którzy uważają, że znakomita większość populacji[mężczyzn i kobiet] odczuwa potrzeby względem spraw związanych ze swoją seksualnością- naturalny pociąg do intymnego spełnienia z osobą płci odmiennej!
Osób aseksualnych, nie odczuwających takowych jest w społeczności znowu: od 5% do 10%!
Gdybyśmy do tych danych dodali kolejne: 10% do 20% tych, którzy z jakichś pobudek[ śluby zakonne, przyrzeczenia celibatu] decydują się na tłumienie swoich naturalnych potrzeb, to i tak w efekcie mamy minimum 70% tych, którzy z tym "problemem" sobie nie radzą, albo wręcz nie chcą się takiemu rygorowi[wstrzemięźliwości] poddać!
I tu rodzi się pytanie: Jak długo Kościół będzie utrzymywał fikcję sytuacji, gdy wszyscy wiedzą o tym problemie i nic się z tym nie robi!!!
Utrzymywanie fikcji celibatu to jeszcze jeden ważny problem: to gwałt na sumieniach celibatariuszy!!!
Eminencje, Ekscelencje i Wasza świątobliwość: To wy na swoje sumienia bierzecie te dziesiątki tysięcy kapłanów, którzy żyją w tym stanie z poczuciem winy narzuconej! To wy bierzecie odpowiedzialność za setki tysięcy wiernych, którzy odchodzą z Kościoła, bo już nie wierzą kapłanowi, który żyje w rozbracie pomiędzy tym, co naucza, a tym co sam czyni!
Ksiądz Charamsa swoim coming outem-[wyjściem z szafy] próbuje powiedzieć o problemie sumienia takich księży jak on [zdeklarowanych, czynnych gejów}
Ile potrzeba takich coming outów tych pozostałych kapłanów, którym sumienie nie pozwala na trwanie w fikcji?
Kryspin
P. S. Szerzej o tych sprawach piszę w moich książkach:"Zakochanej koloratce" i "Zatroskanej koloratce" !!!
I tu chyba nie mija się z prawdą ks Charamsa [najsłynniejszy od niedawna kapłan-gej], gdy uważa, że wśród kleru tę skłonność ma znaczna liczba duchownych[wrodzoną, lub nabytą]
Gdybyśmy poszli dalej tym tropem w naszym dociekaniu, to musimy dodać kolejne procenty, według tychże samych badań uczonych seksuologów, którzy uważają, że znakomita większość populacji[mężczyzn i kobiet] odczuwa potrzeby względem spraw związanych ze swoją seksualnością- naturalny pociąg do intymnego spełnienia z osobą płci odmiennej!
Osób aseksualnych, nie odczuwających takowych jest w społeczności znowu: od 5% do 10%!
Gdybyśmy do tych danych dodali kolejne: 10% do 20% tych, którzy z jakichś pobudek[ śluby zakonne, przyrzeczenia celibatu] decydują się na tłumienie swoich naturalnych potrzeb, to i tak w efekcie mamy minimum 70% tych, którzy z tym "problemem" sobie nie radzą, albo wręcz nie chcą się takiemu rygorowi[wstrzemięźliwości] poddać!
I tu rodzi się pytanie: Jak długo Kościół będzie utrzymywał fikcję sytuacji, gdy wszyscy wiedzą o tym problemie i nic się z tym nie robi!!!
Utrzymywanie fikcji celibatu to jeszcze jeden ważny problem: to gwałt na sumieniach celibatariuszy!!!
Eminencje, Ekscelencje i Wasza świątobliwość: To wy na swoje sumienia bierzecie te dziesiątki tysięcy kapłanów, którzy żyją w tym stanie z poczuciem winy narzuconej! To wy bierzecie odpowiedzialność za setki tysięcy wiernych, którzy odchodzą z Kościoła, bo już nie wierzą kapłanowi, który żyje w rozbracie pomiędzy tym, co naucza, a tym co sam czyni!
Ksiądz Charamsa swoim coming outem-[wyjściem z szafy] próbuje powiedzieć o problemie sumienia takich księży jak on [zdeklarowanych, czynnych gejów}
Ile potrzeba takich coming outów tych pozostałych kapłanów, którym sumienie nie pozwala na trwanie w fikcji?
Kryspin
P. S. Szerzej o tych sprawach piszę w moich książkach:"Zakochanej koloratce" i "Zatroskanej koloratce" !!!
sobota, 3 października 2015
Kościelna dulszczyzna!
No i mamy nowy "kwiatek", a może raczej kłopotliwy chwast w ogródku Kościoła: ksiądz Prałat z Watykanu, Krzysztof Charamsa i jego publiczna deklaracja, że jest aktywnym gejem[ co inaczej należy rozumieć, że nie przestrzega nakazu celibatu z ukochanym partnerem!]
A mnie w tej całej sprawie zastanawia to, o czym doniosły dzisiejsze media, że biskup Pelpliński [zwierzchnik kapłana] oświadcza, iż oczekuje od księdza geja tego, że powróci do stanu kapłańskiego.
I tu przypomina mi się pani Dulska, dla której najważniejsze było to,co ludzie powiedzą i to, że "brudy" trzeba tuszować w swoim domu!
I może by się jej to udało, gdyby nie pozostali członkowie jej rodziny, którzy co chwilę swymi "dokonaniami" przyprawiali ją o palpitacje serca!
Nie wyciągała jednak żadnych nauk z porażek swojej swoistej moralności, bo zawsze dla niej najważniejszym było tylko zachowywanie pozorów!
Pasterz diecezji zachowuje się podobnie do pani Dulskiej: Nie jest dla niego ważne, że jego kapłan, może i inni kapłani w jego diecezji przejawiają skłonności do tego, aby kochać "inaczej" i może nawet tak kochają, ale po co o tym mówić i się z tym obnosić?
Zastanawiam się, ile osób wiedziało, że ksiądz Krzysiek prowadzi takie miłosne życie z partnerem, bo sądzę, że było to spore grono!
I nic!
Dlaczego tak uważam?
Bohater dzisiejszych doniesień sam mówi to wyraźnie, że takich jak on wśród duchownych jest wielu, czyli i ich miłosne podboje są publiczną tajemnicą[o której wszyscy wiedzą!]
To jest moralność Dulskiej, w której Kościół trwa i tak jak ona naiwnie uważa, że jakoś to będzie !
Dulskiej jednak się nie udało i do dnia dzisiejszego jest uosobieniem obłudy i gry pozorów!
Kryspin
A mnie w tej całej sprawie zastanawia to, o czym doniosły dzisiejsze media, że biskup Pelpliński [zwierzchnik kapłana] oświadcza, iż oczekuje od księdza geja tego, że powróci do stanu kapłańskiego.
I tu przypomina mi się pani Dulska, dla której najważniejsze było to,co ludzie powiedzą i to, że "brudy" trzeba tuszować w swoim domu!
I może by się jej to udało, gdyby nie pozostali członkowie jej rodziny, którzy co chwilę swymi "dokonaniami" przyprawiali ją o palpitacje serca!
Nie wyciągała jednak żadnych nauk z porażek swojej swoistej moralności, bo zawsze dla niej najważniejszym było tylko zachowywanie pozorów!
Pasterz diecezji zachowuje się podobnie do pani Dulskiej: Nie jest dla niego ważne, że jego kapłan, może i inni kapłani w jego diecezji przejawiają skłonności do tego, aby kochać "inaczej" i może nawet tak kochają, ale po co o tym mówić i się z tym obnosić?
Zastanawiam się, ile osób wiedziało, że ksiądz Krzysiek prowadzi takie miłosne życie z partnerem, bo sądzę, że było to spore grono!
I nic!
Dlaczego tak uważam?
Bohater dzisiejszych doniesień sam mówi to wyraźnie, że takich jak on wśród duchownych jest wielu, czyli i ich miłosne podboje są publiczną tajemnicą[o której wszyscy wiedzą!]
To jest moralność Dulskiej, w której Kościół trwa i tak jak ona naiwnie uważa, że jakoś to będzie !
Dulskiej jednak się nie udało i do dnia dzisiejszego jest uosobieniem obłudy i gry pozorów!
Kryspin
Subskrybuj:
Posty (Atom)