czwartek, 25 czerwca 2015

Dzieci gorszego Boga!

No i przegłosowano ustawę o In vitro!
Została otwarta droga do " szczęścia" rodzin, którym brakowało tylko tego małego szkraba, aby poczuli się spełnili.
Nie będę opowiadał się po jakiejkolwiek stronie[zwolenników i przeciwników] ,ale jedno mnie dziwi.
 W naszym parlamencie od miesięcy trwał zażarty bój popierany sumieniem, które albo było za, albo przeciw!
Mnie zabrakło kilku argumentów za i przeciw!
Co prawda przeciwnicy imali się różnych powodów, aby być przeciw!
Niekiedy były to w miarę logiczne głosy, gdy mówiono o cenie życie nienarodzonych, którzy po udanym zabiegu wylądują w beczkach z azotem, a później....???
Niekiedy były i  idiotyczne, gdy straszono przyszłych beneficjentów [rodziców], że takie dziecko z probówki urodzi się ze skazami[bruzdami] i nie będzie normalne.
Zwolennicy gremialnie opowiadali się za, bo to wyraz wrażliwości na potrzebę miłości rodzicielskiej, do której przecież mają prawo niespełnieni małżonkowie.
I tu zabrakło mi szczerej refleksji,o której wszyscy ci: za  myśleli, ale nikt z nich tego głośno nie powiedział: że lepiej żeby dzieci rodziły się w rodzinach: dobrych: majętnych, ustabilizowanych, wykształconych, bo to daje nadzieję na to, że w przyszłości wychowają dobrych obywateli!!!
A ja tak sobie marzę, że może kiedyś nasi wybrańcy narodu zajmą się w takim samym stylu [tak zaangażowanie] "Dziećmi gorszego Boga "
Trochę powinno nam być wstyd, że w XXI wieku tak wiele jest obok nas tych "dzieci gorszego Boga"!
O czym mówię?
O dziesiątkach tysięcy małych szkrabów w domach dziecka!
Te przybytki kiedyś powstały dla sierot, czyli dzieci, które straciły rodziców i nie miał się nimi kto zająć!
Obecnie 98% wychowanków tych domów to sieroty społeczne[gdzieś tam mają rodziców, którzy się nie spełnili, zawiedli]
Przyjęto ustawę o In vitro!
A może dobrze by było, żeby ci potencjalni rodzice, którzy decydują się na tę trudną [nie tylko moralnie ] drogę, oprócz deklaracji, że już kochają to przyszłe swoje dziecko, pokazali w praktyce, że potrafią prawdziwie kochać!
A czy byłoby to wielką trudnością, ażeby tacy kandydaci przechodzili okres "praktyki rodzicielskiej"?
Na przykład 6 miesięcy wolontariatu w domu dziecka....
A może po takiej praktyce znacznie mniej by było "dzieci gorszego Boga"?
W domach dziecka szkraby mają : posiłek zawsze na czas, zabawy w czasie wolnym, masę innych atrakcji, ale brakuje im tego najważniejszego- miłości rodziców!
Kryspin




sobota, 20 czerwca 2015

Porozmawiajmy!

      Dzisiaj kolejne wspomnienie z targów Książki.
Dla autora najprzyjemniejsze są chwile spotkań z czytelnikami.
Chciałbym porozmawiać z każdym, kto przeczytał moją książkę.
Może i ty chciałbyś ze mną podzielić się swoimi przemyśleniami?
Odpowiem na każde pytanie.
Napisz do mnie!
kryspinkrystek@onet.eu
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin


wtorek, 16 czerwca 2015

Jak mam z tym żyć?

     Kilka tygodni temu przeczytałem w necie wywiad, jakiego udzielił pewien znany aktor, można rzec-celebryta.
Lubiłem jego role filmowe i wrażliwość na sprawy duchowe, którą przejawiał pisząc poezję.
Ten wywiad nie dotyczył jednak jego dokonań artystycznych, a rozmowa traktowała o religii, a konkretnie o sprawach Kościoła katolickiego.
Przyznam, że byłem zaskoczony goryczą wypowiedzi tego człowieka.
     W swej ocenie zawarł wielki żal do poczynań tej instytucji na przestrzeni dziejów, a zwłaszcza dzisiaj.
Nie chodzi o to, że działanie Kościoła określił mianem :"zbrodniczego", bo takie określenia zwłaszcza niedawno mogliśmy usłyszeć z ust etatowych wrogów religii[choćby pani Senyszyn czy innych wieścicieli swobody bez religii]
    W jego przypadku wybrzmiewała nuta smutku i żalu, że przeżył okropny zawód wiarą!
Gdy czytałem wywiad z nim, nie umiałem powiedzieć sobie jednak:Eee tam, następny wróg duchowych wartości, wojujący ateusz i kropka!
    Kilka dni temu rozmawiałem z pewnym ex Jezuitą, który opuścił wspólnotę zakonną kilka lat temu będąc wybitnym naukowcem, ekspertem od spraw wiary, profesorem teologii z ogromnym dorobkiem litertury "fachowej".
Naszą krótką rozmowę skwitował:" Nie obchodzą mnie już sprawy Kościoła, zwłaszcza katolickiego.
Uważam, że wszystkie religie instytucjonalne, w tym także Kościół katolicki, zdewaluowały się kompletnie i zabieranie głosu, czy wyrażanie troski w tych sprawach jest zwyczajną stratą czasu!"
     A mnie to jednak niepokoi!
     Dwaj przytoczeni powyżej ludzie mogliby spowodować we mnie konkluzję dla moich przemyśleń:
Jeśli człowiek wrażliwy na duchowe doznania mówi to, co przytoczyłem; jeśli dokłada do tego swoje umysł "fachowca" od spraw wiary- to prosty wniosek powinien nasunąć się sam, a mnie to jednak niepokoi!
Niepokoi mnie i smuci to, że jest tak jak jest!
     Mój niepokój narasta każdego dnia, gdy otrzymuję nowe informacje o ludzkich tragediach, które przeżywają tysiące tych, którzy zawierzyli Bożej Miłości,a jednak nadal pokładają nadzieję w słowach Nauczyciela z Nazaretu!
W mailach, które otrzymuję każdego dnia nie ma żalu, czy oskarżeń wobec Kościoła, a przejawia się w nich tylko smutek winy, którą biorą na siebie ci, którzy są nadal wierzącymi ludźmi!
To budzi mój największy niepokój i smutek także, że Kościół doprowadza maluczkich do tak wielkiego poczucia winy, że często nie potrafią z tym żyć.
     Dziś napisała do mnie kobieta, która w swoim życiu przeżyła dwie tragedie, bo pokochała i jest jest bardzo wierzącą osobą.
Nie będę opisywał szczegółów jej tragedii, bo traktuję jej wypowiedź jak rodzaj spowiedzi, ale przytoczę tylko jej ostatnie słowa: "jak mam dalej z tym bólem żyć?"
Jeśli ona pozwoli, to opiszę jej tragiczną miłość w trzeciej książce, która będzie nosiła tytuł::"Zaufana koloratka- grzechy miłości".
Gdy powstała "Zakochana koloratka- 10000 dni", sądziłem, że jest to jedyna moja książka zrodzona z bólu po stracie miłości.
Później po licznych rozmowach z czytelnikami, gdy otwarcie artykułowali w nich swoje żale związane z Kościołem, postanowiłem przeanalizować dlaczego to, co w założeniach i w pierwszym zamyśle Twórcy tej  instytucji miało wytyczać prostą drogę ku Nadziei, stało się wyboistym wertepem. I dlatego powstała "Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy"
I znowu myślałem, że będzie to ostatnia moja książka o tych sprawach.
Jaki jednak jestem niekonsekwentny, bo siedzę obecnie nad "Zaufaną koloratką", ale czuję, że jestem to winien tym wrażliwym osobom, które wołają cicho:"Jak mam z tym żyć?"
Kryspin



wtorek, 9 czerwca 2015

Kiedy jest czas na dziecko!

     Wczoraj przysłuchiwałem się dyskusji, jaką uskuteczniały w programie TVN "Tak jest" dwie panie:
jedna z ruchu feministycznego i druga z fundacji na rzecz dzieci w rodzinie.
Tematem polemiki było dziecko, kiedy kobieta powinna zdecydować się na potomka.
Pani z lewej uzasadniała, że mały berbeć owszem jest dopełnieniem związku, ale stanowi pewien problem:
"W dzisiejszym świecie najpierw trzeba zrobić karierę, dorobić się, stworzyć warunki, a dopiero później można zafundować sobie malucha".
Pani z prawej była zdania, że dziecko wcale nie stanowi przeszkody w samorozwoju, a nawet lepiej, jeśli stoi ono za człowiekiem, który jest czynny zawodowo: "pracodawca woli mieć pracownika dzieciatego, bo on wtedy lepiej oddaje się swoim obowiązkom zawodowym".
     Przyznam, że z niesmakiem słuchałem tych obu wypowiedzi!
Zabrakło mi w tym wszystkim tego, że: dziecko w rodzinie nie jest tylko dodatkiem, a jest ważnym owocem miłości dwojga.
Mąż i żona nie fundują sobie potomka jako kolejnego "dorobienia "się[W tym samym szeregu co:mieszkanie, samochód, telewizor wielkości ściany itd]
     Ani razu w programie nie padło stwierdzenie, że dziecko jest owocem miłości i z potrzeby serca, jako takie zostaje powołane do życia.
No tak, ale tak już się porobiło, że maluch w rodzinie często jest "problemem"!
Młodzi ludzie niekiedy wręcz stwierdzają:"Nie stać mnie na dziecko!"
Państwo ze swoimi niedoskonałościami[brak przedszkoli, żłobków, marną opieką zdrowotną, umowami śmieciowymi, brakiem perspektywy mieszkania i innymi "kłodami"] kibicuje takim decyzjom:"nie stać mnie na  dziecko!
W "Zakochanej koloratce" napisałem, że dziecko nie może być tylko przedmiotem rozsądku , czy przypadku!
Może, także przy okazji dyskusji [takich jak we wczorajszym programie "Tak jest"] warto uświadamiać sobie , że szczęście nas wszystkich i nasza przyszłość "zaklęte" są w Miłości!
Kryspin






środa, 3 czerwca 2015

Śpiew słowika....

      Wczoraj miałem ciężki dzień.
Wstałem o 4.20 aby wyruszyć w drogę za moimi sprawami. Przesiedziałem w samochodzie kilka godzin, aby po przejechaniu kilkuset kilometrów[w spiekocie gorącego dnia] odbyć spotkanie z człowiekiem prowadzącym duże wydawnictwo książek.
Dwie godziny uzgodnień i później kolejne kilkaset kilometrów drogi powrotnej do mojego azylu na spokojnej wsi.
     Dzisiaj zamierzałem solidnie odespać swoje zmęczenie, ale obudziłem się znowu[teraz już bez budzika] bardzo wcześnie. Słonko już także wstało i nie tylko mnie powitało delikatnym ciepłym uśmiechem.
Gdzieś wśród drzew dumnie porastających obrzeża małego strumyka przepływającego przy skraju mojego wiejskiego azylu, rozgadał się słowik.
Właściwie to rozśpiewał się na dobre i pewnie pobudził tym i inne ptaki, bo i one radośnie zaczęły swoje piosenki, jakby chciały podzielić jego dobry nastrój!
     Wczoraj miałem ciężki dzień ludzkiej drogi, a dzisiaj jest pięknie i może dlatego tak przyjemnie się czuję siedząc  na tarasie wsłuchując się w radość wiosny?
Kryspin

czwartek, 21 maja 2015

Wspomnienie Targów książki w Warszawie!

Już pisałem o moich odczuciach związanych z Targami książki w Warszawie.
Dzisiaj otrzymałem kilka zdjęć i pewnie będą dla mnie miłą pamiątką z tamtych spotkań:



poniedziałek, 18 maja 2015

Literacka łączka!

     Późnym wieczorem powróciłem z Warszawskich Targów Książki.
Przez dwa dni oddychałem tą magiczną atmosferą, którą na pięknej koronie[pod dachem] Stadionu Narodowego stworzyli wystawcy książek i tłumy chętnych do poszukiwań swoich marzeń i to w promocyjnej cenie.
Ponad tysiąc wystawców rozłożyło przed oczami odwiedzających dziesiątki tysięcy kolorowych cegiełek zapisanych myślą i sercem twórców.
Aby spotęgować atrakcje, przy stoiskach poustawiano kąciki z fotelikami, na których taśmowo siadali celebryci wszelkiej maści[aktorzy, ludzie polityki, osoby znane z radia i telewizji i ci pozostali, którzy są znani z tego, że są znani]
A ludek krążył przepychając się wśród spacerujących[niekiedy obładowanych torbami wypełnionymi ulubionymi tytułami] i zaliczał kolejne stoiska, aby choć przez chwilę poczuć się ważnym, gdy uda się strzelić fotkę z idolem.
Najlepiej wtedy mieć przy sobie książkę tegoż celebryty, bo i autografem można się później pochwalić przed tymi, którzy poskąpili czasu i grosza, aby tam być.
A ja?
    Też tam mnie przywiało[zostałem zaproszony] i dumnie wypinałem pierś z identyfikatorem: autor!
Odsiedziałem swoje w kąciku dla twórcy, zapisałem kilka autografów na moich książkach, porozmawiałem z czytelnikami i nawet się trochę dziwiłem, że podchodzili do mnie, choć przy tych znanych czułem się trochę jak mrówka na wielkiej łące, po której dumnie eksponują się o wiele większe stworzenia[owady wszelkiej maści, niekiedy nawet większe stwory- jaszczurki i węże chociażby]
Na Targach było ponad tysiąc twórców i tak sobie pomyślałem, że wszyscy oni,[no ja także ] tworzą swoisty łańcuch pokarmowy, podobny do tego, który możemy zaobserwować na normalnej łące.
Tam właśnie się pojawiają stworzonka mające przeszłość, bo wykluły się trochę z przypadku i skazano je na dorastanie wśród traw.
I tu zaczyna się swoisty dramat, walka o byt i przetrwanie.
Małe szkraby wielkości ziarenka piasku nawet nie wiedzą, że tylko szczęśliwcy z nich dożyją dorosłości, a pozostałe przeminą, albo inaczej ujmując, zostaną przemielone przez odwieczne prawo rządzące na tym zielonym skwerze.
Tylko szczęściarze dożywają dorosłości i..... ?
    No właśnie, będą napawać się swym czasem sukcesu i jeśli mają trochę szczęścia i talentu, dane  im będzie doświadczać sławy i uwielbienia połączonego z nutą zazdrości tych, którym zabrakło jednego i drugiego.
Będąc w tym tętniącym tyglu, mogłem poobserwować  wybrańców fortuny i jedno co zauważyłem, to rodzaj strachu o jutro, który malował się w ich oczach. Dało się to zauważyć zwłaszcza w zachowaniach  celebrytów z przeszłości [gwiazdy minionych sezonów-niekiedy już bardzo zaprzeszłych]
Siedzieli nieco nerwowo, kręcąc się na swych stołeczkach i te ich oczy naładowane pretensją i pytaniem: "Gdzie są te tłumy moich fanów, ludzi spragnionych moich książek, mego autografu i łaski bycia przy mnie przez chwilę?"
Nieubłagane są prawa "łąki" i żyjątka na niej [no z małymi wyjątkami tych naprawdę wielkich!] mają tylko swoje pięć minut na sławę i sukces-jeśli "łączka" pozwoli im dorosnąć!
A później?
Przemija sława, błyski fleszów i staną się kolejnymi bohaterami minionego sezonu....
A ja?
Jestem na początku mej drogi nadziei na to, że łączka pozwoli mi dorosnąć i może będę miał także swoje pięć minut sławy?
Tego nie wiem, ale dobrze mi z tym, że jestem świadomy odwiecznego prawa o przemijaniu-także literackiego sukcesu....
Tak jak wszystkiego w naszym życiu
Kryspin

poniedziałek, 11 maja 2015

Chcę wierzyć i jestem wierzącym!

     Po wczorajszym dniu wyborów prezydenckich okazało się, że w Polsce jest tylko 48[ z małym hakiem] procent ludzi wierzących..Tak chyba można powiedzieć?
Ponad połowa Polaków nie wierzy....władzy!
    Nie wierzymy w zapewnienia,spoty wyborcze, rozdawane ciepłe kawki, czy inne "marchewki "wyborcze....
Jeśli zastanowimy się głębiej, to ten procent braku zaufania do tego, co obiecują rządzący, to ten procent będzie jeszcze mniejszy.
   Tak sobie myślę, że można mówić o jakichś 10- 20% t7ych, którzy jeszcze pokładają jakąś nadzieję, że może kiedyś czeka nas ten lepszy świat, a reszta........?
No ale dosyć rozwodzenia się nad tym "rozlanym mlekiem ", niech martwią się o to ci, którym lud słono płaci w tym "teatrze".....
   Nie będę snuł rozważań i próbował szukać recepty na ich problem bo nie jestem politykiem, a nawet więcej....jestem w tej masie "niewierzących" i nie będę zawracał sobie tym głowy!
   Przed kilku dniami byłem na spotkaniu z czytelnikami "Zakochanej koloratki".
W bardzo miło uciekał czas na rozmowach z tymi, którzy poznali treść mojej książki i w pewnej chwili, gdy mówiłem im o Miłości Boga do nas,zadałem obecnym pytanie:
-Kto z was ma nadzieję, że kiedyś, po zakończeniu ziemskiego życia, zostanie świętym ?
Nastąpiła chwila ciszy, potem lekki śmiech i nikt nie podniósł ręki.....
A na sali byli ludzie, którzy co niedziela zasiadają w kościelnych ławach, a później ta świąteczna wiara gdzieś ulatuje i zapominają o swoim pragnieniu zbawienia, a nawet w nie nie wierzą!
Powróciłem do stwierdzenia, że Bóg nas kocha i dlatego nie tylko obiecał nam zbawienie, ale pragnie tego dla nas, dla wszystkich!!!
Jedna z kobiet odpowiedziała głośno: "No może ma pan rację, bo przecież jak nas kocha, to chce tego dla nas, tylko dlaczego w kościele ukazuje się go tylko w wyliczankach kary za nasze życie .....dlaczego utrwala się w nas to niskie mniemanie o nas samych?"
   Za kilka dni ukaże się "Zatroskana koloratka..." i teraz wiem, że ona musi się pojawić, bo ta książka przywraca nadzieję, bo mówi nam, że On nas kocha i czeka, aby dzielić z nami wszystkimi radość.
   Na koniec tamtego spotkania powiedziałem kilka zdań o tej mojej nowej książce i w odpowiedzi usłyszałem, że zebrani chcą ją mieć jako pierwsi i to było miłe, ale i budziło we mnie nadzieję, że może ona przywróci czytającym nadzieję?
Tak bym chciał, aby z nią zapoznali się także ci w Kościele, którzy przez Niego zostali powołani do tego, aby siać nadzieję....
Hierarchowie Chrystusowego Kościoła: Zostaliście przez Właściciela Winnicy zatrudnieni także po to, aby w Jego imieniu siać nadzieję.
Jesteście podobni do polityków, o których wspomniałem powyżej i wiecie co?
Tak sobie myślę, że oni nie wierzą w slogany, które głoszą i przez to są tak odbierani-z niewiarą!
A może warto się czegoś nauczyć obserwując ich?
    Mam w sobie wiele wiary!
>Wierzę w to, że Chrystus miał jakiś plan, gdy dozwolił mi na napisanie "Zatroskanej koloratki"
>Wierzę w to, że ta książka powstała po to, aby przywracać nadzieję!
Kryspin





niedziela, 3 maja 2015

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek!

I znowu mamy kolejny kamień do ogródka naszego sumienia.
Abp Gądecki dodał nowy grzech do katolickiego katalogu przewinień obarczających sumienia maluczkich!
-Nie będziesz brał udziału w wyborach, to zgrzeszyłeś zaniedbaniem!
Ekscelencjo, a jeśli żaden z tych kandydatów do urzędu Prezydenta nie spełnia moich oczekiwań moralnych, to mam gwałcić swoje sumienie w myśl zasady:że wybiorę mniejsze zło?
A może powróćmy do słów Chrystusa: Oddajmy Bogu co Boskie, a cesarzowi co cesarskie....?
Może będąc człowiekiem wierzącym, opowiem się za Chrystusem, nie koniecznie  dokładając sobie obowiązek opowiadania się za kimś, kto ubiera się tylko w szaty przyjaciela Wiary?
W ostatecznym efekcie każdy z tych "zawodników" w wyścigu po fotel władzy[ziemskiej] i tak będzie kompromisowy: Panu bogu świeczkę, ale i diabłu ogarek!
Księże biskupie, zostaw mi decyzję mojego sumienia.
Może, gdy nie pójdę na te wybory, postąpię właśnie zgodnie z nim i nie zaniosę diabłu tego ogarka?
Kryspin

piątek, 1 maja 2015

Prawda ciekawsza od fikcji! Przeczytaj i poznaj niewygodną prawdę!

       
    W odpowiedzi na liczne zapytania o możliwość nabycia książki"Zatroskana koloratka- Pasterze i najemnicy"[ Premiera jej odbyła się na Targach Książki w Warszawie!]
    Książka w tradycyjnej sieci [księgarnie] jest dostępna od połowy czerwca w cenie 39.90 zł
dla wszystkich zainteresowanych:
    Możecie nabyć "Zatroskaną koloratkę" bezpośrednio u autora w promocyjnej cenie, w cenie 26.00 zł [i otrzymacie książkę bezpośrednio do domu!
Do ceny należy doliczyć opłatę pocztową w kwocie 4 zł
    Jeśli chciałbyś nabyć dwa egzemplarze "Zatroskanej koloratki", zapłacisz za całość 50.00 zł[ druga książka może być prezentem dla znajomego, przyjaciela!]+ 6 zł opłaty pocztowej
    Dla osób, które nie poznały jeszcze "Zakochanej koloratki"[pierwszej mojej książki] informacja, że można nabyć oba tytuły w pakiecie promocyjnym-55.00 zł [cena całkowita zawierająca koszt wysyłki]
Możesz także nabyć "Zakochaną koloratkę" w cenie 19 zł + 4 zł opłaty  pocztowej!!!!
Do każdej zakupionej książki[ na życzenie] dedykacja od autora!
 Dane do przelewu:
Julia Krystek
60-802 Poznań
Wojskowa 21/7
Nr konta 06 1910 1048 2944 3926 0942 0001
>w tytule zakupu podajemy za jakie książki
>w koresp: Imię, nazwisko, dokładny adres wysyłki i dla kogo dedykacja!
        Wszystkim życzę miłych doznań w trakcie poznawania tajemnic:
>Życia za murami seminarium,
> Refleksji nad drogami i bezdrożami Kościoła
>Wizji przyszłości Winnicy Pańskiej przedstawionej na przykładzie parafii, której jeszcze nie ma!


środa, 29 kwietnia 2015

"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy"

  
     
                               "Zatroskana koloratka- Pasterze i najemnicy" .
     Inauguracja odbyła się 16 05 2015 roku na Targach Książki w Warszawie.
     Książka, w której zapoznasz się z tajemnicami życia poza murami seminarium, gdzie przez 6 lat dzień po dniu młodzi kandydaci rozeznają swoją drogę powołania!
    W drugiej części przemierzysz drogi i bezdroża Kościoła na przestrzeni czasu: od jego początku, gdy Nauczyciel z Nazaretu założył swój Kościół, aż po dziś dzień!
    Jest jeszcze trzecia część, w której odwiedzisz parafię, której jeszcze nie ma i sam odpowiesz sobie, czy chciałbyś być jej częścią!   

Zapraszam do lektury i dyskusji po przeczytaniu "Zatroskanej koloratki" !
Kryspin

wtorek, 28 kwietnia 2015

Trauma sakramentu małżeństwa!

     On ze stażem małżeńskim ponad dwudziestoletnim, do tego dwoje dzieci i ona w związku małżeńskim nieco krótszym i....
Od trzech lat prowadzą podwójne  życie, bo gdzieś zagubiło się uczucie, które kiedyś przypieczętowali przysięgą w obecności kapłana...
No właśnie, zgubiło się uczucie, czy od samego początku go nie było...?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są katolikami, ludźmi wierzącymi i teraz każdego dnia przeżywają wyrzut sumienia, bo je mają!
Jakby jeszcze tego było mało, kapłan przy konfesjonale używając dosadnych słów próbuje sprowadzić ich na "jedynie słuszną drogę"!
Ale do czego mają powrócić, gdy z ich domowych budowli pozostały zgliszcza i nie można już nic do  odbudowy...?
On w rozmowie ze mną ze smutkiem stwierdził, że może kiedyś spełni się ich marzenie o wspólnym życiu, ale dopiero, gdy ich dzieci będą już dorosłe i zrozumieją.....może?
Zastanawiam się nad traumą, której doświadczają ludzie wierzący....
"ŚLUBUJĘ CI MIŁOŚĆ ,WIERNOŚĆ I UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ AŻ DO ŚMIERCI!...."
Panie Boże, tak myślę o tym wszystkim i nie mogę pojąć....?
     Dałeś nam sakrament małżeństwa, zechciałeś być przy tych, którzy Ciebie zaprosili na najważniejszego świadka swojej miłości i....
No właśnie!
     Dlaczego tyle zła, cierpienia, codziennych krzyży towarzyszy tym, którzy zawiedli się  na  tej drugiej osobie, która zdeptała wszelkie nadzieje?
     Dlaczego dozwalasz, aby ktoś pokochał kolejny raz i dopiero po latach zrozumiał, że popełnił błąd, albo został zwyczajnie oszukany?
    Kiedyś napisałem, że: nie wierzę w śmierć miłości, jeśli oboje szczerze wypowiadają słowa przysięgi:ślubuję ci miłość!
W nielicznych przypadkach Kościół łaskawie stwierdza nieważność sakramentu uznając, że od samego początku go nie było, a wnioskującym zdawało się tylko, że takowy sakrament otrzymali.....
Inaczej mówiąc, niby małżonkowie byli w błędzie, gdy żyli przekonaniem, że jest to ten, ta osoba, którą Bóg niejako przydzielił im, aby od tej chwili we dwoje stanowili jedność!
Mój dzisiejszy rozmówca oczekiwał ode mnie pomocy...
Co mają zrobić on i ona?
Powiedziałem mu, że oboje o swym uczuciu powinni powiedzieć swojej "żonie", "mężowi", by zacząć żyć w prawdzie....
     Panie Boże, proszę Cię o pomoc dla takich ludzi, jak ci przeżywający rozterki swoich związków!
Jeśli ich małżeństwa były błędem, to daj im siłę do walki o uczucie, które się w nich zrodziło...
    Proszę Cię także o pomoc dla tych rodzin, które przeżywają kryzys miłości, aby umieli wzajemnie sobie pomagać w odbudowie szczęścia, które kiedyś prawdziwie sobie ofiarowali...
    A wszystkim daj otwartość na szczerość i Prawdę, bo wtedy będą blisko Twojej miłości!
Kryspin

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy"

     Minęło prawie 39 lat od chwili, gdy odpowiadając na głos, który zapadł mi w sercu, zdecydowałem, że swoje życie postanowiłem związać z Nim. w 1976 roku rozpocząłem moje Seminarium. Przez 6 lat przybliżałem swoje spotkanie z Chrystusem studiując w seminarium duchownym Jego drogę Miłości.
    W 1982 roku stało się to, co było moim marzeniem przez lata: zostałem kapłanem, pośrednikiem Dobrej Nowiny o Nim i tym, który mógł przeżywać spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, którego z mocy sakramentu, mogłem dawać wszystkim spragnionym jego Miłości.
    Teraz, gdy prawie od 30 lat jestem po ludzku poza Kościołem, gdy mam za sobą 10000 dni cudownej "ludzkiej miłości", powracam do wspomnień sprzed lat i zastanawiam się Boże, dlaczego moje życie potoczyło się w taki sposób i zadaję sobie pytanie: Jaki miałeś cel prowadząc mnie takimi ścieżkami?
   Gdy wspominam ten czas, gdy zdecydowałem o swoim dorosłym życiu, gdy Ty o nim zdecydowałeś Panie, dochodzę do wniosku, że tak musiało być.
Wszystko musiało się stać: seminarium, kapłaństwo i 10000 dni cudownej, ludzkiej miłości i teraz musiał nadejść ten czas, w którym  odczuwam niepokój i troskę o to, co zawsze było w mym sercu:
Troskę o Twoją Miłość.
     Kiedyś, gdy po ludzku stałem się dorosłym, gdy obrałem drogę bliskości z Tobą, nie rozumiałem jednej najważniejszej sprawy, która kierowała moim postępowaniem.
     Byłem szczęśliwym człowiekiem w trakcie seminaryjnej drogi, odczuwałem to samo w trakcie kapłańskiej posługi  i tak samo z radością wspominam moją ludzką miłość.
Nawet w chwili osobistej tragedii, gdy 7.03.2013 roku zdawał się walić mój świat bo odeszła Romeczka, byłem smutny i po ludzku przygnębiony, ale to nie była rozpacz, a rodzaj tęsknoty, którą odczuwa człowiek, gdy żegna ukochaną w chwili jej wyjazdu na jakiś czas!
Teraz, gdy o tym myślę, już wiem dlaczego tak odbieram te wszystkie sprawy!
Kiedyś, gdy byłem małym szkrabem i wpatrywałem się w Twój obraz zawieszony na ścianie mojego pokoju, doznałem dziwnego spotkania....
Patrzyłeś na mnie i twoja ręka wyciągnięta w geście zaproszenia, uniosła  się i zatrzymała się przy twoim sercu....
Po latach nie umiem nadal odpowiedzieć sobie, czy była to tylko iluzja, przywidzenie małego chłopca, czy dotknęło mnie  Twoje zaproszenie.
     Wiem jedno, że choć od tamtego doznania minęło wiele lat i stało się tak wiele w moim życiu, to nadal czuję się tym małym dzieckiem, który odpowiedział na Twoje zaproszenie do Miłości!
     Tak, jestem szczęśliwym, bo nie dorosłem i nadal łączy mnie z Tobą moje zawierzenie dziecka!
A wszystko, co mi dałeś przez lata, to tylko po to, abym mówił także innym o tym, jak szczęśliwym jest człowiek, który pozostaje w swej wierze w prostocie dziecka.
Wiara dziecka nie jest infantylna, a zawsze pozostaje szczera; bez kalkulacji, bez dociekliwości mędrca, którego mądrość jest tylko pychą, gdy  pragnie zgłębić niepojęte!
Wielokrotnie już powtarzałem, że w moim życiu wszystko musiało się stać i głęboko w to wierzę!
Dziecko szczęśliwe, gdy przeżywa radość z tego, co je spotkało, mówi o tym wszem.
Dzieli się swoim szczęściem z bliskimi, aby i oni mogli doznać tego uczucia.
Gdy rok temu napisałem "Zakochaną koloratkę", to początkowo sam odbierałem ją jako moją terapię po stracie miłości, ale po pewnym czasie zrozumiałem, że ona powstała w zupełnie innym celu.
To książka o miłości, która jest cudem i pięknym darem i owszem prawdą jest, że terapią!
Terapią, czyli czymś, co ma uzdrawiać!
Ona jest terapią dla wszystkich, których miłość  "choruje", a pragną bo na nowo stała się piękna, by stała się cudem!
    Do czytelników trafiła moja druga książka:"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy".
Od pewnego czasu nosiłem w sobie potrzebę podzielenia się moim zatroskaniem dotyczącym spraw mi bliskich: spraw Kościoła, którego częścią jest każdy człowiek od chwili chrztu!
Książka zawiera trzy części:Pierwsza -" Za murami seminarium"- ukazuję w niej blaski i cienie formacji przyszłych kapłanów[garść autentycznych wspomnień tego czasu, gdy sam byłem częścią tego żucia]. Część II "Pasterze i najemnicy", to krótka podróż przez dzieje Kościoła z ukazaniem drogi i bezdroży, po których kroczył w okresie prawie dwóch tysięcy lat swego istnienia.
Trzecia część:"Wywiad", to wizja Winnicy Chrystusa, która jeszcze jest fikcją, ale być może także koniecznością przyszłością Kościoła ukazaną obrazami parafii innej od tych, w których dziś realizujemy drogę do Chrystusowej Miłości!
Tak jak to ująłem w tytule, jest ona moim wyrazem troski o sprawy głęboko zalegającymi moje serce!
Czy mam prawo, aby o nich mówić głośno?
Mam takie samo prawo, tak jak każdy, kto stał się częścią Kościoła od chwili wszczepienia[chrzest!] w Winny szczep Pana!
Dodatkowo pozwalam sobie zabrać głos w tych sprawach, bo po prostu o nich wiem trochę więcej od innych, szeregowych członków tej instytucji.
Pozdrawiam i już teraz zapraszam do lektury[książka jest już dostępna !!!]
Kryspin
        P.S.Jeśli chcesz nabyć książkę z dedykacją autora[ i do tego w promocyjnej cenie!], napisz:kryspinkrystek@onet.eu lub zadzwoń: 536 425 831 Otrzymasz tą drogą wszystkie informacje i odwrotnie wyślemy Tobie książkę!
Kryspin


wtorek, 7 kwietnia 2015

Michnik i sprawa Lemańskiego!

     W Wielki Piątek redaktor Michnik, szara eminencja nie tylko Gazety Wyborczych, ale i innych wpływowych osób kształtujących opinię w Polsce, ośmielił się włożyć kij w mrowisko publikując list otwarty do Papieża Franciszka w sprawie księdza Lemańskiego.Od razu zaznaczę, że nie jestem fanem Pana redaktora, a sprawę niepokornego księdza znam tylko z obszernych doniesień prasowych.
    W jednym z minionych postów pozwoliłem sobie jednak na przedstawienie moich przemyśleń o minionych zajściach z udziałem księdza spod warszawskiej Jasienicy i dlatego pozwalam sobie powrócić do tego tematu!
    Dodatkowym impulsem dla mnie stają się listy, maile i telefony od kapłanów[jeszcze czynnych], którzy po kolejnych moich spotkaniach medialnych[tv, radio i prasa] związanych z "Zakochaną koloratką".
Bardzo wielu z nich dziękuje mi za to, że poruszam otwarcie problem spraw, o których oni mogą mówić tylko nieoficjalnie z obawą, że jawne zajęcie stanowiska skończyłoby się dla nich karami kościelnymi za....no właśnie, za co?
    Kiedyś przełożeni wpajali nam w seminarium, że Kościół nie jest "klubem dyskusyjnym", czyli nie ma w nim miejsca na głos jakikolwiek, który może być niewygodny, lub zgoła kontrowersyjny!
   Kapłani, zwłaszcza ci szeregowi[czarni] mogą owszem wypowiadać się w sprawach fragmentów z Ewangelii i to w ramach ścisłych instrukcji prawowiernych teologów i hierarchii....
Inaczej mówiąc: myślenie pozostawcie tym, którzy lepiej się na tym znają i koniec!
No i mamy dwubiegunowość kapłańskich zachowań: Pokorni i buntownicy!
Pokorni są nagradzani, nawet wtedy, gdy ich zachowanie rodzi kłopot dla kierownictwa[kuria i biskupi zarządzający]
    Kilka dni temu pozwoliłem sobie na lekturę diecezjalnego informatora, w którym między innymi są informacje o duchownych pracujących w diecezji:o parafiach,którymi zarządzają i godnościach, jakich dopracowali się latami posługi i tu moje zdziwienie, aby nie powiedzieć:szok!
Dowiedziałem się mianowicie, ze wielu z tych, których nie tylko ja za pamiętałem jako zakały parafialnych wspólnot[parafianie także szeroko komentowali ich niecne dokonania], teraz obnoszą się powagą kościelnych godności, jako kanonicy i prałaci Jego Świątobliwości. Kiedyś gorliwie "pracowali" na kościelne kary, a w zamian otrzymali zaszczyty od tej instytucji....
    Teraz czekam, jaką nagrodą biskup okrasi proboszcza parafii[ bohatera telewizyjnych doniesień], który biednej kobiecie po stracie dwóch synów, odmówił pogrzebu nieboraków. A co tam, jeśli nie potrafiła się podzielić zasiłkiem pogrzebowym, niech jej pociechy poleżą sobie w lodówkach cmentarnych, aż ona zrozumie, kto rządzi na parafialnym terenie!
Najważniejsze, że ów szef parafialnej trzódki na czas rozlicza się ze swoimi patronami, prawda?
A taką niezręczność w jego postępowaniu zawsze się jakoś wytłumaczy....
Gdyby jednak zechciał myśleć samodzielnie i upubliczniłby coś głupiego[ niewygodnego], zawsze  można mu będzie dołożyć i on to wie!
    Wielokrotnie zadawano mi pytanie, czy jestem szczęśliwym człowiekiem?
Powtórzę kolejny raz:jestem szczęśliwym człowiekiem, bo nikt nie może mi zabronić mówić tego co myślę....
Kryspin