Już pisałem o moich odczuciach związanych z Targami książki w Warszawie.
Dzisiaj otrzymałem kilka zdjęć i pewnie będą dla mnie miłą pamiątką z tamtych spotkań:
czwartek, 21 maja 2015
poniedziałek, 18 maja 2015
Literacka łączka!
Późnym wieczorem powróciłem z Warszawskich Targów Książki.
Przez dwa dni oddychałem tą magiczną atmosferą, którą na pięknej koronie[pod dachem] Stadionu Narodowego stworzyli wystawcy książek i tłumy chętnych do poszukiwań swoich marzeń i to w promocyjnej cenie.
Ponad tysiąc wystawców rozłożyło przed oczami odwiedzających dziesiątki tysięcy kolorowych cegiełek zapisanych myślą i sercem twórców.
Aby spotęgować atrakcje, przy stoiskach poustawiano kąciki z fotelikami, na których taśmowo siadali celebryci wszelkiej maści[aktorzy, ludzie polityki, osoby znane z radia i telewizji i ci pozostali, którzy są znani z tego, że są znani]
A ludek krążył przepychając się wśród spacerujących[niekiedy obładowanych torbami wypełnionymi ulubionymi tytułami] i zaliczał kolejne stoiska, aby choć przez chwilę poczuć się ważnym, gdy uda się strzelić fotkę z idolem.
Najlepiej wtedy mieć przy sobie książkę tegoż celebryty, bo i autografem można się później pochwalić przed tymi, którzy poskąpili czasu i grosza, aby tam być.
A ja?
Też tam mnie przywiało[zostałem zaproszony] i dumnie wypinałem pierś z identyfikatorem: autor!
Odsiedziałem swoje w kąciku dla twórcy, zapisałem kilka autografów na moich książkach, porozmawiałem z czytelnikami i nawet się trochę dziwiłem, że podchodzili do mnie, choć przy tych znanych czułem się trochę jak mrówka na wielkiej łące, po której dumnie eksponują się o wiele większe stworzenia[owady wszelkiej maści, niekiedy nawet większe stwory- jaszczurki i węże chociażby]
Na Targach było ponad tysiąc twórców i tak sobie pomyślałem, że wszyscy oni,[no ja także ] tworzą swoisty łańcuch pokarmowy, podobny do tego, który możemy zaobserwować na normalnej łące.
Tam właśnie się pojawiają stworzonka mające przeszłość, bo wykluły się trochę z przypadku i skazano je na dorastanie wśród traw.
I tu zaczyna się swoisty dramat, walka o byt i przetrwanie.
Małe szkraby wielkości ziarenka piasku nawet nie wiedzą, że tylko szczęśliwcy z nich dożyją dorosłości, a pozostałe przeminą, albo inaczej ujmując, zostaną przemielone przez odwieczne prawo rządzące na tym zielonym skwerze.
Tylko szczęściarze dożywają dorosłości i..... ?
No właśnie, będą napawać się swym czasem sukcesu i jeśli mają trochę szczęścia i talentu, dane im będzie doświadczać sławy i uwielbienia połączonego z nutą zazdrości tych, którym zabrakło jednego i drugiego.
Będąc w tym tętniącym tyglu, mogłem poobserwować wybrańców fortuny i jedno co zauważyłem, to rodzaj strachu o jutro, który malował się w ich oczach. Dało się to zauważyć zwłaszcza w zachowaniach celebrytów z przeszłości [gwiazdy minionych sezonów-niekiedy już bardzo zaprzeszłych]
Siedzieli nieco nerwowo, kręcąc się na swych stołeczkach i te ich oczy naładowane pretensją i pytaniem: "Gdzie są te tłumy moich fanów, ludzi spragnionych moich książek, mego autografu i łaski bycia przy mnie przez chwilę?"
Nieubłagane są prawa "łąki" i żyjątka na niej [no z małymi wyjątkami tych naprawdę wielkich!] mają tylko swoje pięć minut na sławę i sukces-jeśli "łączka" pozwoli im dorosnąć!
A później?
Przemija sława, błyski fleszów i staną się kolejnymi bohaterami minionego sezonu....
A ja?
Jestem na początku mej drogi nadziei na to, że łączka pozwoli mi dorosnąć i może będę miał także swoje pięć minut sławy?
Tego nie wiem, ale dobrze mi z tym, że jestem świadomy odwiecznego prawa o przemijaniu-także literackiego sukcesu....
Tak jak wszystkiego w naszym życiu
Kryspin
Przez dwa dni oddychałem tą magiczną atmosferą, którą na pięknej koronie[pod dachem] Stadionu Narodowego stworzyli wystawcy książek i tłumy chętnych do poszukiwań swoich marzeń i to w promocyjnej cenie.
Ponad tysiąc wystawców rozłożyło przed oczami odwiedzających dziesiątki tysięcy kolorowych cegiełek zapisanych myślą i sercem twórców.
Aby spotęgować atrakcje, przy stoiskach poustawiano kąciki z fotelikami, na których taśmowo siadali celebryci wszelkiej maści[aktorzy, ludzie polityki, osoby znane z radia i telewizji i ci pozostali, którzy są znani z tego, że są znani]
A ludek krążył przepychając się wśród spacerujących[niekiedy obładowanych torbami wypełnionymi ulubionymi tytułami] i zaliczał kolejne stoiska, aby choć przez chwilę poczuć się ważnym, gdy uda się strzelić fotkę z idolem.
Najlepiej wtedy mieć przy sobie książkę tegoż celebryty, bo i autografem można się później pochwalić przed tymi, którzy poskąpili czasu i grosza, aby tam być.
A ja?
Też tam mnie przywiało[zostałem zaproszony] i dumnie wypinałem pierś z identyfikatorem: autor!
Odsiedziałem swoje w kąciku dla twórcy, zapisałem kilka autografów na moich książkach, porozmawiałem z czytelnikami i nawet się trochę dziwiłem, że podchodzili do mnie, choć przy tych znanych czułem się trochę jak mrówka na wielkiej łące, po której dumnie eksponują się o wiele większe stworzenia[owady wszelkiej maści, niekiedy nawet większe stwory- jaszczurki i węże chociażby]
Na Targach było ponad tysiąc twórców i tak sobie pomyślałem, że wszyscy oni,[no ja także ] tworzą swoisty łańcuch pokarmowy, podobny do tego, który możemy zaobserwować na normalnej łące.
Tam właśnie się pojawiają stworzonka mające przeszłość, bo wykluły się trochę z przypadku i skazano je na dorastanie wśród traw.
I tu zaczyna się swoisty dramat, walka o byt i przetrwanie.
Małe szkraby wielkości ziarenka piasku nawet nie wiedzą, że tylko szczęśliwcy z nich dożyją dorosłości, a pozostałe przeminą, albo inaczej ujmując, zostaną przemielone przez odwieczne prawo rządzące na tym zielonym skwerze.
Tylko szczęściarze dożywają dorosłości i..... ?
No właśnie, będą napawać się swym czasem sukcesu i jeśli mają trochę szczęścia i talentu, dane im będzie doświadczać sławy i uwielbienia połączonego z nutą zazdrości tych, którym zabrakło jednego i drugiego.
Będąc w tym tętniącym tyglu, mogłem poobserwować wybrańców fortuny i jedno co zauważyłem, to rodzaj strachu o jutro, który malował się w ich oczach. Dało się to zauważyć zwłaszcza w zachowaniach celebrytów z przeszłości [gwiazdy minionych sezonów-niekiedy już bardzo zaprzeszłych]
Siedzieli nieco nerwowo, kręcąc się na swych stołeczkach i te ich oczy naładowane pretensją i pytaniem: "Gdzie są te tłumy moich fanów, ludzi spragnionych moich książek, mego autografu i łaski bycia przy mnie przez chwilę?"
Nieubłagane są prawa "łąki" i żyjątka na niej [no z małymi wyjątkami tych naprawdę wielkich!] mają tylko swoje pięć minut na sławę i sukces-jeśli "łączka" pozwoli im dorosnąć!
A później?
Przemija sława, błyski fleszów i staną się kolejnymi bohaterami minionego sezonu....
A ja?
Jestem na początku mej drogi nadziei na to, że łączka pozwoli mi dorosnąć i może będę miał także swoje pięć minut sławy?
Tego nie wiem, ale dobrze mi z tym, że jestem świadomy odwiecznego prawa o przemijaniu-także literackiego sukcesu....
Tak jak wszystkiego w naszym życiu
Kryspin
poniedziałek, 11 maja 2015
Chcę wierzyć i jestem wierzącym!
Po wczorajszym dniu wyborów prezydenckich okazało się, że w Polsce jest tylko 48[ z małym hakiem] procent ludzi wierzących..Tak chyba można powiedzieć?
Ponad połowa Polaków nie wierzy....władzy!
Nie wierzymy w zapewnienia,spoty wyborcze, rozdawane ciepłe kawki, czy inne "marchewki "wyborcze....
Jeśli zastanowimy się głębiej, to ten procent braku zaufania do tego, co obiecują rządzący, to ten procent będzie jeszcze mniejszy.
Tak sobie myślę, że można mówić o jakichś 10- 20% t7ych, którzy jeszcze pokładają jakąś nadzieję, że może kiedyś czeka nas ten lepszy świat, a reszta........?
No ale dosyć rozwodzenia się nad tym "rozlanym mlekiem ", niech martwią się o to ci, którym lud słono płaci w tym "teatrze".....
Nie będę snuł rozważań i próbował szukać recepty na ich problem bo nie jestem politykiem, a nawet więcej....jestem w tej masie "niewierzących" i nie będę zawracał sobie tym głowy!
Przed kilku dniami byłem na spotkaniu z czytelnikami "Zakochanej koloratki".
W bardzo miło uciekał czas na rozmowach z tymi, którzy poznali treść mojej książki i w pewnej chwili, gdy mówiłem im o Miłości Boga do nas,zadałem obecnym pytanie:
-Kto z was ma nadzieję, że kiedyś, po zakończeniu ziemskiego życia, zostanie świętym ?
Nastąpiła chwila ciszy, potem lekki śmiech i nikt nie podniósł ręki.....
A na sali byli ludzie, którzy co niedziela zasiadają w kościelnych ławach, a później ta świąteczna wiara gdzieś ulatuje i zapominają o swoim pragnieniu zbawienia, a nawet w nie nie wierzą!
Powróciłem do stwierdzenia, że Bóg nas kocha i dlatego nie tylko obiecał nam zbawienie, ale pragnie tego dla nas, dla wszystkich!!!
Jedna z kobiet odpowiedziała głośno: "No może ma pan rację, bo przecież jak nas kocha, to chce tego dla nas, tylko dlaczego w kościele ukazuje się go tylko w wyliczankach kary za nasze życie .....dlaczego utrwala się w nas to niskie mniemanie o nas samych?"
Za kilka dni ukaże się "Zatroskana koloratka..." i teraz wiem, że ona musi się pojawić, bo ta książka przywraca nadzieję, bo mówi nam, że On nas kocha i czeka, aby dzielić z nami wszystkimi radość.
Na koniec tamtego spotkania powiedziałem kilka zdań o tej mojej nowej książce i w odpowiedzi usłyszałem, że zebrani chcą ją mieć jako pierwsi i to było miłe, ale i budziło we mnie nadzieję, że może ona przywróci czytającym nadzieję?
Tak bym chciał, aby z nią zapoznali się także ci w Kościele, którzy przez Niego zostali powołani do tego, aby siać nadzieję....
Hierarchowie Chrystusowego Kościoła: Zostaliście przez Właściciela Winnicy zatrudnieni także po to, aby w Jego imieniu siać nadzieję.
Jesteście podobni do polityków, o których wspomniałem powyżej i wiecie co?
Tak sobie myślę, że oni nie wierzą w slogany, które głoszą i przez to są tak odbierani-z niewiarą!
A może warto się czegoś nauczyć obserwując ich?
Mam w sobie wiele wiary!
>Wierzę w to, że Chrystus miał jakiś plan, gdy dozwolił mi na napisanie "Zatroskanej koloratki"
>Wierzę w to, że ta książka powstała po to, aby przywracać nadzieję!
Kryspin
Ponad połowa Polaków nie wierzy....władzy!
Nie wierzymy w zapewnienia,spoty wyborcze, rozdawane ciepłe kawki, czy inne "marchewki "wyborcze....
Jeśli zastanowimy się głębiej, to ten procent braku zaufania do tego, co obiecują rządzący, to ten procent będzie jeszcze mniejszy.
Tak sobie myślę, że można mówić o jakichś 10- 20% t7ych, którzy jeszcze pokładają jakąś nadzieję, że może kiedyś czeka nas ten lepszy świat, a reszta........?
No ale dosyć rozwodzenia się nad tym "rozlanym mlekiem ", niech martwią się o to ci, którym lud słono płaci w tym "teatrze".....
Nie będę snuł rozważań i próbował szukać recepty na ich problem bo nie jestem politykiem, a nawet więcej....jestem w tej masie "niewierzących" i nie będę zawracał sobie tym głowy!
Przed kilku dniami byłem na spotkaniu z czytelnikami "Zakochanej koloratki".
W bardzo miło uciekał czas na rozmowach z tymi, którzy poznali treść mojej książki i w pewnej chwili, gdy mówiłem im o Miłości Boga do nas,zadałem obecnym pytanie:
-Kto z was ma nadzieję, że kiedyś, po zakończeniu ziemskiego życia, zostanie świętym ?
Nastąpiła chwila ciszy, potem lekki śmiech i nikt nie podniósł ręki.....
A na sali byli ludzie, którzy co niedziela zasiadają w kościelnych ławach, a później ta świąteczna wiara gdzieś ulatuje i zapominają o swoim pragnieniu zbawienia, a nawet w nie nie wierzą!
Powróciłem do stwierdzenia, że Bóg nas kocha i dlatego nie tylko obiecał nam zbawienie, ale pragnie tego dla nas, dla wszystkich!!!
Jedna z kobiet odpowiedziała głośno: "No może ma pan rację, bo przecież jak nas kocha, to chce tego dla nas, tylko dlaczego w kościele ukazuje się go tylko w wyliczankach kary za nasze życie .....dlaczego utrwala się w nas to niskie mniemanie o nas samych?"
Za kilka dni ukaże się "Zatroskana koloratka..." i teraz wiem, że ona musi się pojawić, bo ta książka przywraca nadzieję, bo mówi nam, że On nas kocha i czeka, aby dzielić z nami wszystkimi radość.
Na koniec tamtego spotkania powiedziałem kilka zdań o tej mojej nowej książce i w odpowiedzi usłyszałem, że zebrani chcą ją mieć jako pierwsi i to było miłe, ale i budziło we mnie nadzieję, że może ona przywróci czytającym nadzieję?
Tak bym chciał, aby z nią zapoznali się także ci w Kościele, którzy przez Niego zostali powołani do tego, aby siać nadzieję....
Hierarchowie Chrystusowego Kościoła: Zostaliście przez Właściciela Winnicy zatrudnieni także po to, aby w Jego imieniu siać nadzieję.
Jesteście podobni do polityków, o których wspomniałem powyżej i wiecie co?
Tak sobie myślę, że oni nie wierzą w slogany, które głoszą i przez to są tak odbierani-z niewiarą!
A może warto się czegoś nauczyć obserwując ich?
Mam w sobie wiele wiary!
>Wierzę w to, że Chrystus miał jakiś plan, gdy dozwolił mi na napisanie "Zatroskanej koloratki"
>Wierzę w to, że ta książka powstała po to, aby przywracać nadzieję!
Kryspin
niedziela, 3 maja 2015
Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek!
I znowu mamy kolejny kamień do ogródka naszego sumienia.
Abp Gądecki dodał nowy grzech do katolickiego katalogu przewinień obarczających sumienia maluczkich!
-Nie będziesz brał udziału w wyborach, to zgrzeszyłeś zaniedbaniem!
Ekscelencjo, a jeśli żaden z tych kandydatów do urzędu Prezydenta nie spełnia moich oczekiwań moralnych, to mam gwałcić swoje sumienie w myśl zasady:że wybiorę mniejsze zło?
A może powróćmy do słów Chrystusa: Oddajmy Bogu co Boskie, a cesarzowi co cesarskie....?
Może będąc człowiekiem wierzącym, opowiem się za Chrystusem, nie koniecznie dokładając sobie obowiązek opowiadania się za kimś, kto ubiera się tylko w szaty przyjaciela Wiary?
W ostatecznym efekcie każdy z tych "zawodników" w wyścigu po fotel władzy[ziemskiej] i tak będzie kompromisowy: Panu bogu świeczkę, ale i diabłu ogarek!
Księże biskupie, zostaw mi decyzję mojego sumienia.
Może, gdy nie pójdę na te wybory, postąpię właśnie zgodnie z nim i nie zaniosę diabłu tego ogarka?
Kryspin
Abp Gądecki dodał nowy grzech do katolickiego katalogu przewinień obarczających sumienia maluczkich!
-Nie będziesz brał udziału w wyborach, to zgrzeszyłeś zaniedbaniem!
Ekscelencjo, a jeśli żaden z tych kandydatów do urzędu Prezydenta nie spełnia moich oczekiwań moralnych, to mam gwałcić swoje sumienie w myśl zasady:że wybiorę mniejsze zło?
A może powróćmy do słów Chrystusa: Oddajmy Bogu co Boskie, a cesarzowi co cesarskie....?
Może będąc człowiekiem wierzącym, opowiem się za Chrystusem, nie koniecznie dokładając sobie obowiązek opowiadania się za kimś, kto ubiera się tylko w szaty przyjaciela Wiary?
W ostatecznym efekcie każdy z tych "zawodników" w wyścigu po fotel władzy[ziemskiej] i tak będzie kompromisowy: Panu bogu świeczkę, ale i diabłu ogarek!
Księże biskupie, zostaw mi decyzję mojego sumienia.
Może, gdy nie pójdę na te wybory, postąpię właśnie zgodnie z nim i nie zaniosę diabłu tego ogarka?
Kryspin
piątek, 1 maja 2015
Prawda ciekawsza od fikcji! Przeczytaj i poznaj niewygodną prawdę!
W odpowiedzi na liczne zapytania o możliwość nabycia książki"Zatroskana koloratka- Pasterze i najemnicy"[ Premiera jej odbyła się na Targach Książki w Warszawie!]
Książka w tradycyjnej sieci [księgarnie] jest dostępna od połowy czerwca w cenie 39.90 zł
dla wszystkich zainteresowanych:
Możecie nabyć "Zatroskaną koloratkę" bezpośrednio u autora w promocyjnej cenie, w cenie 26.00 zł [i otrzymacie książkę bezpośrednio do domu!
Do ceny należy doliczyć opłatę pocztową w kwocie 4 zł
Jeśli chciałbyś nabyć dwa egzemplarze "Zatroskanej koloratki", zapłacisz za całość 50.00 zł[ druga książka może być prezentem dla znajomego, przyjaciela!]+ 6 zł opłaty pocztowej
Dla osób, które nie poznały jeszcze "Zakochanej koloratki"[pierwszej mojej książki] informacja, że można nabyć oba tytuły w pakiecie promocyjnym-55.00 zł [cena całkowita zawierająca koszt wysyłki]
Możesz także nabyć "Zakochaną koloratkę" w cenie 19 zł + 4 zł opłaty pocztowej!!!!
Do każdej zakupionej książki[ na życzenie] dedykacja od autora!
Dane do przelewu:
Julia Krystek
60-802 Poznań
Wojskowa 21/7
Nr konta 06 1910 1048 2944 3926 0942 0001
>w tytule zakupu podajemy za jakie książki
>w koresp: Imię, nazwisko, dokładny adres wysyłki i dla kogo dedykacja!
Wszystkim życzę miłych doznań w trakcie poznawania tajemnic:
>Życia za murami seminarium,
> Refleksji nad drogami i bezdrożami Kościoła
>Wizji przyszłości Winnicy Pańskiej przedstawionej na przykładzie parafii, której jeszcze nie ma!środa, 29 kwietnia 2015
"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy"
"Zatroskana koloratka- Pasterze i najemnicy" .
Inauguracja odbyła się 16 05 2015 roku na Targach Książki w Warszawie.
Książka, w której zapoznasz się z tajemnicami życia poza murami seminarium, gdzie przez 6 lat dzień po dniu młodzi kandydaci rozeznają swoją drogę powołania!
W drugiej części przemierzysz drogi i bezdroża Kościoła na przestrzeni czasu: od jego początku, gdy Nauczyciel z Nazaretu założył swój Kościół, aż po dziś dzień!
Jest jeszcze trzecia część, w której odwiedzisz parafię, której jeszcze nie ma i sam odpowiesz sobie, czy chciałbyś być jej częścią!
Zapraszam do lektury i dyskusji po przeczytaniu "Zatroskanej koloratki" !
Kryspin
wtorek, 28 kwietnia 2015
Trauma sakramentu małżeństwa!
On ze stażem małżeńskim ponad dwudziestoletnim, do tego dwoje dzieci i ona w związku małżeńskim nieco krótszym i....
Od trzech lat prowadzą podwójne życie, bo gdzieś zagubiło się uczucie, które kiedyś przypieczętowali przysięgą w obecności kapłana...
No właśnie, zgubiło się uczucie, czy od samego początku go nie było...?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są katolikami, ludźmi wierzącymi i teraz każdego dnia przeżywają wyrzut sumienia, bo je mają!
Jakby jeszcze tego było mało, kapłan przy konfesjonale używając dosadnych słów próbuje sprowadzić ich na "jedynie słuszną drogę"!
Ale do czego mają powrócić, gdy z ich domowych budowli pozostały zgliszcza i nie można już nic do odbudowy...?
On w rozmowie ze mną ze smutkiem stwierdził, że może kiedyś spełni się ich marzenie o wspólnym życiu, ale dopiero, gdy ich dzieci będą już dorosłe i zrozumieją.....może?
Zastanawiam się nad traumą, której doświadczają ludzie wierzący....
"ŚLUBUJĘ CI MIŁOŚĆ ,WIERNOŚĆ I UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ AŻ DO ŚMIERCI!...."
Panie Boże, tak myślę o tym wszystkim i nie mogę pojąć....?
Dałeś nam sakrament małżeństwa, zechciałeś być przy tych, którzy Ciebie zaprosili na najważniejszego świadka swojej miłości i....
No właśnie!
Dlaczego tyle zła, cierpienia, codziennych krzyży towarzyszy tym, którzy zawiedli się na tej drugiej osobie, która zdeptała wszelkie nadzieje?
Dlaczego dozwalasz, aby ktoś pokochał kolejny raz i dopiero po latach zrozumiał, że popełnił błąd, albo został zwyczajnie oszukany?
Kiedyś napisałem, że: nie wierzę w śmierć miłości, jeśli oboje szczerze wypowiadają słowa przysięgi:ślubuję ci miłość!
W nielicznych przypadkach Kościół łaskawie stwierdza nieważność sakramentu uznając, że od samego początku go nie było, a wnioskującym zdawało się tylko, że takowy sakrament otrzymali.....
Inaczej mówiąc, niby małżonkowie byli w błędzie, gdy żyli przekonaniem, że jest to ten, ta osoba, którą Bóg niejako przydzielił im, aby od tej chwili we dwoje stanowili jedność!
Mój dzisiejszy rozmówca oczekiwał ode mnie pomocy...
Co mają zrobić on i ona?
Powiedziałem mu, że oboje o swym uczuciu powinni powiedzieć swojej "żonie", "mężowi", by zacząć żyć w prawdzie....
Panie Boże, proszę Cię o pomoc dla takich ludzi, jak ci przeżywający rozterki swoich związków!
Jeśli ich małżeństwa były błędem, to daj im siłę do walki o uczucie, które się w nich zrodziło...
Proszę Cię także o pomoc dla tych rodzin, które przeżywają kryzys miłości, aby umieli wzajemnie sobie pomagać w odbudowie szczęścia, które kiedyś prawdziwie sobie ofiarowali...
A wszystkim daj otwartość na szczerość i Prawdę, bo wtedy będą blisko Twojej miłości!
Kryspin
Od trzech lat prowadzą podwójne życie, bo gdzieś zagubiło się uczucie, które kiedyś przypieczętowali przysięgą w obecności kapłana...
No właśnie, zgubiło się uczucie, czy od samego początku go nie było...?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są katolikami, ludźmi wierzącymi i teraz każdego dnia przeżywają wyrzut sumienia, bo je mają!
Jakby jeszcze tego było mało, kapłan przy konfesjonale używając dosadnych słów próbuje sprowadzić ich na "jedynie słuszną drogę"!
Ale do czego mają powrócić, gdy z ich domowych budowli pozostały zgliszcza i nie można już nic do odbudowy...?
On w rozmowie ze mną ze smutkiem stwierdził, że może kiedyś spełni się ich marzenie o wspólnym życiu, ale dopiero, gdy ich dzieci będą już dorosłe i zrozumieją.....może?
Zastanawiam się nad traumą, której doświadczają ludzie wierzący....
"ŚLUBUJĘ CI MIŁOŚĆ ,WIERNOŚĆ I UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ AŻ DO ŚMIERCI!...."
Panie Boże, tak myślę o tym wszystkim i nie mogę pojąć....?
Dałeś nam sakrament małżeństwa, zechciałeś być przy tych, którzy Ciebie zaprosili na najważniejszego świadka swojej miłości i....
No właśnie!
Dlaczego tyle zła, cierpienia, codziennych krzyży towarzyszy tym, którzy zawiedli się na tej drugiej osobie, która zdeptała wszelkie nadzieje?
Dlaczego dozwalasz, aby ktoś pokochał kolejny raz i dopiero po latach zrozumiał, że popełnił błąd, albo został zwyczajnie oszukany?
Kiedyś napisałem, że: nie wierzę w śmierć miłości, jeśli oboje szczerze wypowiadają słowa przysięgi:ślubuję ci miłość!
W nielicznych przypadkach Kościół łaskawie stwierdza nieważność sakramentu uznając, że od samego początku go nie było, a wnioskującym zdawało się tylko, że takowy sakrament otrzymali.....
Inaczej mówiąc, niby małżonkowie byli w błędzie, gdy żyli przekonaniem, że jest to ten, ta osoba, którą Bóg niejako przydzielił im, aby od tej chwili we dwoje stanowili jedność!
Mój dzisiejszy rozmówca oczekiwał ode mnie pomocy...
Co mają zrobić on i ona?
Powiedziałem mu, że oboje o swym uczuciu powinni powiedzieć swojej "żonie", "mężowi", by zacząć żyć w prawdzie....
Panie Boże, proszę Cię o pomoc dla takich ludzi, jak ci przeżywający rozterki swoich związków!
Jeśli ich małżeństwa były błędem, to daj im siłę do walki o uczucie, które się w nich zrodziło...
Proszę Cię także o pomoc dla tych rodzin, które przeżywają kryzys miłości, aby umieli wzajemnie sobie pomagać w odbudowie szczęścia, które kiedyś prawdziwie sobie ofiarowali...
A wszystkim daj otwartość na szczerość i Prawdę, bo wtedy będą blisko Twojej miłości!
Kryspin
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy"
Minęło prawie 39 lat od chwili, gdy odpowiadając na głos, który zapadł mi w sercu, zdecydowałem, że swoje życie postanowiłem związać z Nim. w 1976 roku rozpocząłem moje Seminarium. Przez 6 lat przybliżałem swoje spotkanie z Chrystusem studiując w seminarium duchownym Jego drogę Miłości.
W 1982 roku stało się to, co było moim marzeniem przez lata: zostałem kapłanem, pośrednikiem Dobrej Nowiny o Nim i tym, który mógł przeżywać spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, którego z mocy sakramentu, mogłem dawać wszystkim spragnionym jego Miłości.
Teraz, gdy prawie od 30 lat jestem po ludzku poza Kościołem, gdy mam za sobą 10000 dni cudownej "ludzkiej miłości", powracam do wspomnień sprzed lat i zastanawiam się Boże, dlaczego moje życie potoczyło się w taki sposób i zadaję sobie pytanie: Jaki miałeś cel prowadząc mnie takimi ścieżkami?
Gdy wspominam ten czas, gdy zdecydowałem o swoim dorosłym życiu, gdy Ty o nim zdecydowałeś Panie, dochodzę do wniosku, że tak musiało być.
Wszystko musiało się stać: seminarium, kapłaństwo i 10000 dni cudownej, ludzkiej miłości i teraz musiał nadejść ten czas, w którym odczuwam niepokój i troskę o to, co zawsze było w mym sercu:
Troskę o Twoją Miłość.
Kiedyś, gdy po ludzku stałem się dorosłym, gdy obrałem drogę bliskości z Tobą, nie rozumiałem jednej najważniejszej sprawy, która kierowała moim postępowaniem.
Byłem szczęśliwym człowiekiem w trakcie seminaryjnej drogi, odczuwałem to samo w trakcie kapłańskiej posługi i tak samo z radością wspominam moją ludzką miłość.
Nawet w chwili osobistej tragedii, gdy 7.03.2013 roku zdawał się walić mój świat bo odeszła Romeczka, byłem smutny i po ludzku przygnębiony, ale to nie była rozpacz, a rodzaj tęsknoty, którą odczuwa człowiek, gdy żegna ukochaną w chwili jej wyjazdu na jakiś czas!
Teraz, gdy o tym myślę, już wiem dlaczego tak odbieram te wszystkie sprawy!
Kiedyś, gdy byłem małym szkrabem i wpatrywałem się w Twój obraz zawieszony na ścianie mojego pokoju, doznałem dziwnego spotkania....
Patrzyłeś na mnie i twoja ręka wyciągnięta w geście zaproszenia, uniosła się i zatrzymała się przy twoim sercu....
Po latach nie umiem nadal odpowiedzieć sobie, czy była to tylko iluzja, przywidzenie małego chłopca, czy dotknęło mnie Twoje zaproszenie.
Wiem jedno, że choć od tamtego doznania minęło wiele lat i stało się tak wiele w moim życiu, to nadal czuję się tym małym dzieckiem, który odpowiedział na Twoje zaproszenie do Miłości!
Tak, jestem szczęśliwym, bo nie dorosłem i nadal łączy mnie z Tobą moje zawierzenie dziecka!
A wszystko, co mi dałeś przez lata, to tylko po to, abym mówił także innym o tym, jak szczęśliwym jest człowiek, który pozostaje w swej wierze w prostocie dziecka.
Wiara dziecka nie jest infantylna, a zawsze pozostaje szczera; bez kalkulacji, bez dociekliwości mędrca, którego mądrość jest tylko pychą, gdy pragnie zgłębić niepojęte!
Wielokrotnie już powtarzałem, że w moim życiu wszystko musiało się stać i głęboko w to wierzę!
Dziecko szczęśliwe, gdy przeżywa radość z tego, co je spotkało, mówi o tym wszem.
Dzieli się swoim szczęściem z bliskimi, aby i oni mogli doznać tego uczucia.
Gdy rok temu napisałem "Zakochaną koloratkę", to początkowo sam odbierałem ją jako moją terapię po stracie miłości, ale po pewnym czasie zrozumiałem, że ona powstała w zupełnie innym celu.
To książka o miłości, która jest cudem i pięknym darem i owszem prawdą jest, że terapią!
Terapią, czyli czymś, co ma uzdrawiać!
Ona jest terapią dla wszystkich, których miłość "choruje", a pragną bo na nowo stała się piękna, by stała się cudem!
Do czytelników trafiła moja druga książka:"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy".
Od pewnego czasu nosiłem w sobie potrzebę podzielenia się moim zatroskaniem dotyczącym spraw mi bliskich: spraw Kościoła, którego częścią jest każdy człowiek od chwili chrztu!
Książka zawiera trzy części:Pierwsza -" Za murami seminarium"- ukazuję w niej blaski i cienie formacji przyszłych kapłanów[garść autentycznych wspomnień tego czasu, gdy sam byłem częścią tego żucia]. Część II "Pasterze i najemnicy", to krótka podróż przez dzieje Kościoła z ukazaniem drogi i bezdroży, po których kroczył w okresie prawie dwóch tysięcy lat swego istnienia.
Trzecia część:"Wywiad", to wizja Winnicy Chrystusa, która jeszcze jest fikcją, ale być może także koniecznością przyszłością Kościoła ukazaną obrazami parafii innej od tych, w których dziś realizujemy drogę do Chrystusowej Miłości!
Tak jak to ująłem w tytule, jest ona moim wyrazem troski o sprawy głęboko zalegającymi moje serce!
Czy mam prawo, aby o nich mówić głośno?
Mam takie samo prawo, tak jak każdy, kto stał się częścią Kościoła od chwili wszczepienia[chrzest!] w Winny szczep Pana!
Dodatkowo pozwalam sobie zabrać głos w tych sprawach, bo po prostu o nich wiem trochę więcej od innych, szeregowych członków tej instytucji.
Pozdrawiam i już teraz zapraszam do lektury[książka jest już dostępna !!!]
Kryspin
P.S.Jeśli chcesz nabyć książkę z dedykacją autora[ i do tego w promocyjnej cenie!], napisz:kryspinkrystek@onet.eu lub zadzwoń: 536 425 831 Otrzymasz tą drogą wszystkie informacje i odwrotnie wyślemy Tobie książkę!
Kryspin
W 1982 roku stało się to, co było moim marzeniem przez lata: zostałem kapłanem, pośrednikiem Dobrej Nowiny o Nim i tym, który mógł przeżywać spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, którego z mocy sakramentu, mogłem dawać wszystkim spragnionym jego Miłości.
Teraz, gdy prawie od 30 lat jestem po ludzku poza Kościołem, gdy mam za sobą 10000 dni cudownej "ludzkiej miłości", powracam do wspomnień sprzed lat i zastanawiam się Boże, dlaczego moje życie potoczyło się w taki sposób i zadaję sobie pytanie: Jaki miałeś cel prowadząc mnie takimi ścieżkami?
Gdy wspominam ten czas, gdy zdecydowałem o swoim dorosłym życiu, gdy Ty o nim zdecydowałeś Panie, dochodzę do wniosku, że tak musiało być.
Wszystko musiało się stać: seminarium, kapłaństwo i 10000 dni cudownej, ludzkiej miłości i teraz musiał nadejść ten czas, w którym odczuwam niepokój i troskę o to, co zawsze było w mym sercu:
Troskę o Twoją Miłość.
Kiedyś, gdy po ludzku stałem się dorosłym, gdy obrałem drogę bliskości z Tobą, nie rozumiałem jednej najważniejszej sprawy, która kierowała moim postępowaniem.
Byłem szczęśliwym człowiekiem w trakcie seminaryjnej drogi, odczuwałem to samo w trakcie kapłańskiej posługi i tak samo z radością wspominam moją ludzką miłość.
Nawet w chwili osobistej tragedii, gdy 7.03.2013 roku zdawał się walić mój świat bo odeszła Romeczka, byłem smutny i po ludzku przygnębiony, ale to nie była rozpacz, a rodzaj tęsknoty, którą odczuwa człowiek, gdy żegna ukochaną w chwili jej wyjazdu na jakiś czas!
Teraz, gdy o tym myślę, już wiem dlaczego tak odbieram te wszystkie sprawy!
Kiedyś, gdy byłem małym szkrabem i wpatrywałem się w Twój obraz zawieszony na ścianie mojego pokoju, doznałem dziwnego spotkania....
Patrzyłeś na mnie i twoja ręka wyciągnięta w geście zaproszenia, uniosła się i zatrzymała się przy twoim sercu....
Po latach nie umiem nadal odpowiedzieć sobie, czy była to tylko iluzja, przywidzenie małego chłopca, czy dotknęło mnie Twoje zaproszenie.
Wiem jedno, że choć od tamtego doznania minęło wiele lat i stało się tak wiele w moim życiu, to nadal czuję się tym małym dzieckiem, który odpowiedział na Twoje zaproszenie do Miłości!
Tak, jestem szczęśliwym, bo nie dorosłem i nadal łączy mnie z Tobą moje zawierzenie dziecka!
A wszystko, co mi dałeś przez lata, to tylko po to, abym mówił także innym o tym, jak szczęśliwym jest człowiek, który pozostaje w swej wierze w prostocie dziecka.
Wiara dziecka nie jest infantylna, a zawsze pozostaje szczera; bez kalkulacji, bez dociekliwości mędrca, którego mądrość jest tylko pychą, gdy pragnie zgłębić niepojęte!
Wielokrotnie już powtarzałem, że w moim życiu wszystko musiało się stać i głęboko w to wierzę!
Dziecko szczęśliwe, gdy przeżywa radość z tego, co je spotkało, mówi o tym wszem.
Dzieli się swoim szczęściem z bliskimi, aby i oni mogli doznać tego uczucia.
Gdy rok temu napisałem "Zakochaną koloratkę", to początkowo sam odbierałem ją jako moją terapię po stracie miłości, ale po pewnym czasie zrozumiałem, że ona powstała w zupełnie innym celu.
To książka o miłości, która jest cudem i pięknym darem i owszem prawdą jest, że terapią!
Terapią, czyli czymś, co ma uzdrawiać!
Ona jest terapią dla wszystkich, których miłość "choruje", a pragną bo na nowo stała się piękna, by stała się cudem!
Do czytelników trafiła moja druga książka:"Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy".
Od pewnego czasu nosiłem w sobie potrzebę podzielenia się moim zatroskaniem dotyczącym spraw mi bliskich: spraw Kościoła, którego częścią jest każdy człowiek od chwili chrztu!
Książka zawiera trzy części:Pierwsza -" Za murami seminarium"- ukazuję w niej blaski i cienie formacji przyszłych kapłanów[garść autentycznych wspomnień tego czasu, gdy sam byłem częścią tego żucia]. Część II "Pasterze i najemnicy", to krótka podróż przez dzieje Kościoła z ukazaniem drogi i bezdroży, po których kroczył w okresie prawie dwóch tysięcy lat swego istnienia.
Trzecia część:"Wywiad", to wizja Winnicy Chrystusa, która jeszcze jest fikcją, ale być może także koniecznością przyszłością Kościoła ukazaną obrazami parafii innej od tych, w których dziś realizujemy drogę do Chrystusowej Miłości!
Tak jak to ująłem w tytule, jest ona moim wyrazem troski o sprawy głęboko zalegającymi moje serce!
Czy mam prawo, aby o nich mówić głośno?
Mam takie samo prawo, tak jak każdy, kto stał się częścią Kościoła od chwili wszczepienia[chrzest!] w Winny szczep Pana!
Dodatkowo pozwalam sobie zabrać głos w tych sprawach, bo po prostu o nich wiem trochę więcej od innych, szeregowych członków tej instytucji.
Pozdrawiam i już teraz zapraszam do lektury[książka jest już dostępna !!!]
Kryspin
P.S.Jeśli chcesz nabyć książkę z dedykacją autora[ i do tego w promocyjnej cenie!], napisz:kryspinkrystek@onet.eu lub zadzwoń: 536 425 831 Otrzymasz tą drogą wszystkie informacje i odwrotnie wyślemy Tobie książkę!
Kryspin
wtorek, 7 kwietnia 2015
Michnik i sprawa Lemańskiego!
W Wielki Piątek redaktor Michnik, szara eminencja nie tylko Gazety Wyborczych, ale i innych wpływowych osób kształtujących opinię w Polsce, ośmielił się włożyć kij w mrowisko publikując list otwarty do Papieża Franciszka w sprawie księdza Lemańskiego.Od razu zaznaczę, że nie jestem fanem Pana redaktora, a sprawę niepokornego księdza znam tylko z obszernych doniesień prasowych.
W jednym z minionych postów pozwoliłem sobie jednak na przedstawienie moich przemyśleń o minionych zajściach z udziałem księdza spod warszawskiej Jasienicy i dlatego pozwalam sobie powrócić do tego tematu!
Dodatkowym impulsem dla mnie stają się listy, maile i telefony od kapłanów[jeszcze czynnych], którzy po kolejnych moich spotkaniach medialnych[tv, radio i prasa] związanych z "Zakochaną koloratką".
Bardzo wielu z nich dziękuje mi za to, że poruszam otwarcie problem spraw, o których oni mogą mówić tylko nieoficjalnie z obawą, że jawne zajęcie stanowiska skończyłoby się dla nich karami kościelnymi za....no właśnie, za co?
Kiedyś przełożeni wpajali nam w seminarium, że Kościół nie jest "klubem dyskusyjnym", czyli nie ma w nim miejsca na głos jakikolwiek, który może być niewygodny, lub zgoła kontrowersyjny!
Kapłani, zwłaszcza ci szeregowi[czarni] mogą owszem wypowiadać się w sprawach fragmentów z Ewangelii i to w ramach ścisłych instrukcji prawowiernych teologów i hierarchii....
Inaczej mówiąc: myślenie pozostawcie tym, którzy lepiej się na tym znają i koniec!
No i mamy dwubiegunowość kapłańskich zachowań: Pokorni i buntownicy!
Pokorni są nagradzani, nawet wtedy, gdy ich zachowanie rodzi kłopot dla kierownictwa[kuria i biskupi zarządzający]
Kilka dni temu pozwoliłem sobie na lekturę diecezjalnego informatora, w którym między innymi są informacje o duchownych pracujących w diecezji:o parafiach,którymi zarządzają i godnościach, jakich dopracowali się latami posługi i tu moje zdziwienie, aby nie powiedzieć:szok!
Dowiedziałem się mianowicie, ze wielu z tych, których nie tylko ja za pamiętałem jako zakały parafialnych wspólnot[parafianie także szeroko komentowali ich niecne dokonania], teraz obnoszą się powagą kościelnych godności, jako kanonicy i prałaci Jego Świątobliwości. Kiedyś gorliwie "pracowali" na kościelne kary, a w zamian otrzymali zaszczyty od tej instytucji....
Teraz czekam, jaką nagrodą biskup okrasi proboszcza parafii[ bohatera telewizyjnych doniesień], który biednej kobiecie po stracie dwóch synów, odmówił pogrzebu nieboraków. A co tam, jeśli nie potrafiła się podzielić zasiłkiem pogrzebowym, niech jej pociechy poleżą sobie w lodówkach cmentarnych, aż ona zrozumie, kto rządzi na parafialnym terenie!
Najważniejsze, że ów szef parafialnej trzódki na czas rozlicza się ze swoimi patronami, prawda?
A taką niezręczność w jego postępowaniu zawsze się jakoś wytłumaczy....
Gdyby jednak zechciał myśleć samodzielnie i upubliczniłby coś głupiego[ niewygodnego], zawsze można mu będzie dołożyć i on to wie!
Wielokrotnie zadawano mi pytanie, czy jestem szczęśliwym człowiekiem?
Powtórzę kolejny raz:jestem szczęśliwym człowiekiem, bo nikt nie może mi zabronić mówić tego co myślę....
Kryspin
W jednym z minionych postów pozwoliłem sobie jednak na przedstawienie moich przemyśleń o minionych zajściach z udziałem księdza spod warszawskiej Jasienicy i dlatego pozwalam sobie powrócić do tego tematu!
Dodatkowym impulsem dla mnie stają się listy, maile i telefony od kapłanów[jeszcze czynnych], którzy po kolejnych moich spotkaniach medialnych[tv, radio i prasa] związanych z "Zakochaną koloratką".
Bardzo wielu z nich dziękuje mi za to, że poruszam otwarcie problem spraw, o których oni mogą mówić tylko nieoficjalnie z obawą, że jawne zajęcie stanowiska skończyłoby się dla nich karami kościelnymi za....no właśnie, za co?
Kiedyś przełożeni wpajali nam w seminarium, że Kościół nie jest "klubem dyskusyjnym", czyli nie ma w nim miejsca na głos jakikolwiek, który może być niewygodny, lub zgoła kontrowersyjny!
Kapłani, zwłaszcza ci szeregowi[czarni] mogą owszem wypowiadać się w sprawach fragmentów z Ewangelii i to w ramach ścisłych instrukcji prawowiernych teologów i hierarchii....
Inaczej mówiąc: myślenie pozostawcie tym, którzy lepiej się na tym znają i koniec!
No i mamy dwubiegunowość kapłańskich zachowań: Pokorni i buntownicy!
Pokorni są nagradzani, nawet wtedy, gdy ich zachowanie rodzi kłopot dla kierownictwa[kuria i biskupi zarządzający]
Kilka dni temu pozwoliłem sobie na lekturę diecezjalnego informatora, w którym między innymi są informacje o duchownych pracujących w diecezji:o parafiach,którymi zarządzają i godnościach, jakich dopracowali się latami posługi i tu moje zdziwienie, aby nie powiedzieć:szok!
Dowiedziałem się mianowicie, ze wielu z tych, których nie tylko ja za pamiętałem jako zakały parafialnych wspólnot[parafianie także szeroko komentowali ich niecne dokonania], teraz obnoszą się powagą kościelnych godności, jako kanonicy i prałaci Jego Świątobliwości. Kiedyś gorliwie "pracowali" na kościelne kary, a w zamian otrzymali zaszczyty od tej instytucji....
Teraz czekam, jaką nagrodą biskup okrasi proboszcza parafii[ bohatera telewizyjnych doniesień], który biednej kobiecie po stracie dwóch synów, odmówił pogrzebu nieboraków. A co tam, jeśli nie potrafiła się podzielić zasiłkiem pogrzebowym, niech jej pociechy poleżą sobie w lodówkach cmentarnych, aż ona zrozumie, kto rządzi na parafialnym terenie!
Najważniejsze, że ów szef parafialnej trzódki na czas rozlicza się ze swoimi patronami, prawda?
A taką niezręczność w jego postępowaniu zawsze się jakoś wytłumaczy....
Gdyby jednak zechciał myśleć samodzielnie i upubliczniłby coś głupiego[ niewygodnego], zawsze można mu będzie dołożyć i on to wie!
Wielokrotnie zadawano mi pytanie, czy jestem szczęśliwym człowiekiem?
Powtórzę kolejny raz:jestem szczęśliwym człowiekiem, bo nikt nie może mi zabronić mówić tego co myślę....
Kryspin
czwartek, 2 kwietnia 2015
Zmartwychwstanie jest dotykiem miłości!
Napisała do mnie Pani o pseudonimie Burkan i przeraziła mnie swym katolickim fundamentalizmem...
Jest absolutnie na nie w stosunku do "Zakochanej koloratki" i najbardziej ciekawe w tym jest to, że od samego początku zdeklarowała się, iż nigdy tej książki nie przeczyta, ale ma już swoje zdanie na jej temat i koniec!
Żyjemy w ciekawych czasach, gdy fanatyzm religijny [zwłaszcza islamistów] potrafi nawet zbrodnię ubrać w "cnotę wiary".
Póki co na naszych ulicach możemy czuć się jeszcze w miarę bezpiecznie, choć może już dzisiaj powinniśmy się bać sfrustrowanych katolików, którzy nie mają w sobie radości Zmartwychwstania, a zatrzymali się w swojej "wierze" na pielęgnowaniu Wielkiego Piątku?
Piękny przed nami czas: Już za kilka dni Chrystus obwieści na swój triumf nad smutkiem śmierci i kolejny raz zrosi nas deszczem Miłości- Zmartwychwstanie jest dotykiem Bożej Miłości!
Życzmy sobie nawzajem tego nieustannego dotyku Miłości!
Kryspin
Jest absolutnie na nie w stosunku do "Zakochanej koloratki" i najbardziej ciekawe w tym jest to, że od samego początku zdeklarowała się, iż nigdy tej książki nie przeczyta, ale ma już swoje zdanie na jej temat i koniec!
Żyjemy w ciekawych czasach, gdy fanatyzm religijny [zwłaszcza islamistów] potrafi nawet zbrodnię ubrać w "cnotę wiary".
Póki co na naszych ulicach możemy czuć się jeszcze w miarę bezpiecznie, choć może już dzisiaj powinniśmy się bać sfrustrowanych katolików, którzy nie mają w sobie radości Zmartwychwstania, a zatrzymali się w swojej "wierze" na pielęgnowaniu Wielkiego Piątku?
Piękny przed nami czas: Już za kilka dni Chrystus obwieści na swój triumf nad smutkiem śmierci i kolejny raz zrosi nas deszczem Miłości- Zmartwychwstanie jest dotykiem Bożej Miłości!
Życzmy sobie nawzajem tego nieustannego dotyku Miłości!
Kryspin
poniedziałek, 16 marca 2015
Telefon zaufania
Gdy po śmierci Romeczki w powrocie do życia uratowała mnie "Zakochana koloratka", która była od początku moją terapią,nie miałem pojęcia, że w niej jest coś więcej ponad wspomnienie, które przelałem na papier.
Dopiero teraz widzę, wracając do tych stron zapisanych, że drzemie w nich przesłanie, którym mogę i powinienem się dzielić z innymi.
Napisała kiedyś do mnie starsza kobieta, babcia i pozwolę sobie teraz przytoczyć fragment jej listu:"....Moje życie nie było usłane różami.Mój ślubny nigdy nie był wylewnym człowiekiem w okazywaniu uczuć i słowo kocham powiedział ostatni raz w czasie naszego ślubu, a później już nigdy....
Urodziłam mu troje dzieci, ale jego miłości nie czułam nigdy.
Owszem, dbał o dom ciężko pracując, ale dla nas czasu już nie miał, albo nie chciał mieć, przesiadując w czasie wolnych dni nad jeziorem z gronem kolegów i zawsze miał jedno wy6tłumaczeniea: od życia też mi się coś należy....Dopiero po jego śmierci, w czasie pogrzebu dowiedziałam się, że oprócz mnie przez lata była jeszcze ta druga, z którą miał syna.Oboje byli go odprowadzić, gdy stali nieco z boku w trakcie całej ceremonii....
Patrzyłam na tę kobietę i nawet nie umiałam mieć do niej żalu, bo zrozumiałam, że obie byłyśmy jego ofiarami.
On nie kochał ani mnie, ani jej i obie nas unieszczęśliwił....
Moja córka ma życie podobne do mojego, choć może trochę lepsze....?
Rozwiodła się ze swoim mężem, gdy ten pobił ją po pijanemu i teraz sama[z moją pomocą] wychowuje swoją córkę.
Joasia jest kochaną moją wnuczką, ma dobre serce i marzenia o wielkiej, prawdziwej miłości....
Moja przyjaciółka powiedziała mi o pana książce i o tym, jak pięknie pisze pan o miłości, którą przeżyliście z małżonką.
Ani ja, ani moja córka nie możemy Asiuni opowiedzieć o szczęściu, gdy się kocha i jest się kochanym i dlatego pomyślałam sobie, że na jej urodziny, które będzie miała niebawem, sprezentuję jej "Zakochaną koloratkę".
Tak pragnę, aby ona miała lepsze, szczęśliwe życie..."
Zostałem zaproszony [już drugi raz do TVP 2, do Pytania na Śniadanie], abym opowiedział o telefonie zaufania, który często dzwoni do autora "Zakochanej koloratki'.
W środę 18.03 o godz 9.45 przez kilka minut będziemy na wizji rozmawiać o tych telefonach od ludzi, którzy potrzebują rozmowy o miłości, często zakazanej, niekiedy bardzo trudnej....
A ja zastanawiam się i myślę sobie, że moje słowa tak niewiele znaczą, ale mogę zawsze polecić i polecam:
Przeczytajcie "Zakochaną koloratkę", a może odnajdziecie w niej odpowiedź na wiele pytań, które sami sobie stawiacie....
Zapraszam do TVP 2- 18.03 godz:9.45 Pytanie na Śniadanie -rozmowa o telefonie zaufania w cieniu "Zakochanej koloratki"
Kryspin
Dopiero teraz widzę, wracając do tych stron zapisanych, że drzemie w nich przesłanie, którym mogę i powinienem się dzielić z innymi.
Napisała kiedyś do mnie starsza kobieta, babcia i pozwolę sobie teraz przytoczyć fragment jej listu:"....Moje życie nie było usłane różami.Mój ślubny nigdy nie był wylewnym człowiekiem w okazywaniu uczuć i słowo kocham powiedział ostatni raz w czasie naszego ślubu, a później już nigdy....
Urodziłam mu troje dzieci, ale jego miłości nie czułam nigdy.
Owszem, dbał o dom ciężko pracując, ale dla nas czasu już nie miał, albo nie chciał mieć, przesiadując w czasie wolnych dni nad jeziorem z gronem kolegów i zawsze miał jedno wy6tłumaczeniea: od życia też mi się coś należy....Dopiero po jego śmierci, w czasie pogrzebu dowiedziałam się, że oprócz mnie przez lata była jeszcze ta druga, z którą miał syna.Oboje byli go odprowadzić, gdy stali nieco z boku w trakcie całej ceremonii....
Patrzyłam na tę kobietę i nawet nie umiałam mieć do niej żalu, bo zrozumiałam, że obie byłyśmy jego ofiarami.
On nie kochał ani mnie, ani jej i obie nas unieszczęśliwił....
Moja córka ma życie podobne do mojego, choć może trochę lepsze....?
Rozwiodła się ze swoim mężem, gdy ten pobił ją po pijanemu i teraz sama[z moją pomocą] wychowuje swoją córkę.
Joasia jest kochaną moją wnuczką, ma dobre serce i marzenia o wielkiej, prawdziwej miłości....
Moja przyjaciółka powiedziała mi o pana książce i o tym, jak pięknie pisze pan o miłości, którą przeżyliście z małżonką.
Ani ja, ani moja córka nie możemy Asiuni opowiedzieć o szczęściu, gdy się kocha i jest się kochanym i dlatego pomyślałam sobie, że na jej urodziny, które będzie miała niebawem, sprezentuję jej "Zakochaną koloratkę".
Tak pragnę, aby ona miała lepsze, szczęśliwe życie..."
Zostałem zaproszony [już drugi raz do TVP 2, do Pytania na Śniadanie], abym opowiedział o telefonie zaufania, który często dzwoni do autora "Zakochanej koloratki'.
W środę 18.03 o godz 9.45 przez kilka minut będziemy na wizji rozmawiać o tych telefonach od ludzi, którzy potrzebują rozmowy o miłości, często zakazanej, niekiedy bardzo trudnej....
A ja zastanawiam się i myślę sobie, że moje słowa tak niewiele znaczą, ale mogę zawsze polecić i polecam:
Przeczytajcie "Zakochaną koloratkę", a może odnajdziecie w niej odpowiedź na wiele pytań, które sami sobie stawiacie....
Zapraszam do TVP 2- 18.03 godz:9.45 Pytanie na Śniadanie -rozmowa o telefonie zaufania w cieniu "Zakochanej koloratki"
Kryspin
środa, 11 marca 2015
Paidagogos!
A to się narobiło!
Media[TVP] od samego rana podniecają się czymś bardzo dziwnym....
Dziennikarka zainstalowana w jednej ze szkół podstawowych pokazuje "szokujące" praktyki dyscyplinowania uczniów w szkole podstawowej...
Po zakończonej przerwie stoją karnie w szeregu i do sali lekcyjnej wchodzą tylko wtedy, gdy zachowują spokój....
Pani redaktor z miną policjanta śledczego pokazuje w obiektywie kamery regulamin, do którego przestrzegania są zmuszane małolaty.
Na koniec[ w roli oskarżonego ]stawia przed telewidzami vice-dyrektorkę tejże placówki oświatowej....
A niech się wytłumaczy z takich "nagannych" praktyk, które ograniczają swobodę[a może swawolę?] uczniów....
Teraz już tylko kuratorium i pani minister Edukacji wypowie się w tonie krytycznym i można będzie ustawić pręgierz, przy którym wychłosta się pedagogów tej placówki.....
*
A mnie trochę żal czasu mundurków szkolnych, tarcz z numerem szkoły na rękawach uczniowskich i nawet z nostalgią wspominam mojego starego dyrektora Pinia, jak go nazywaliśmy w podstawówce.
Na stoliku, przy tablicy leżała linijka, którą używał do robienia kredą prostych linii na zielonej tablicy w czasie lekcji geometrii....
Ta linijka była także jego pomocnikiem w procesie wychowawczym, gdy komuś zachciało się przeszkadzać w lekcji.....
Oj biedny Piniu....
Aż strach pomyśleć, ile razy byłbyś teraz napiętnowany w mediach, a może nawet zostałbyś zawieszony w prawach do wykonywania zawodu nauczyciela......
Czemu więc po latach tak miło wspominam starego dyrektora ?
A może dlatego, że przez całe życie był nie tylko nauczycielem, ale i pedagogiem [osoby nie widzące różnicy w tych dwóch określeniach, odsyłam do encyklopedii i tłumaczenia starogreckiego słowa: Paidagogos]
Kryspin Krystek
Media[TVP] od samego rana podniecają się czymś bardzo dziwnym....
Dziennikarka zainstalowana w jednej ze szkół podstawowych pokazuje "szokujące" praktyki dyscyplinowania uczniów w szkole podstawowej...
Po zakończonej przerwie stoją karnie w szeregu i do sali lekcyjnej wchodzą tylko wtedy, gdy zachowują spokój....
Pani redaktor z miną policjanta śledczego pokazuje w obiektywie kamery regulamin, do którego przestrzegania są zmuszane małolaty.
Na koniec[ w roli oskarżonego ]stawia przed telewidzami vice-dyrektorkę tejże placówki oświatowej....
A niech się wytłumaczy z takich "nagannych" praktyk, które ograniczają swobodę[a może swawolę?] uczniów....
Teraz już tylko kuratorium i pani minister Edukacji wypowie się w tonie krytycznym i można będzie ustawić pręgierz, przy którym wychłosta się pedagogów tej placówki.....
*
A mnie trochę żal czasu mundurków szkolnych, tarcz z numerem szkoły na rękawach uczniowskich i nawet z nostalgią wspominam mojego starego dyrektora Pinia, jak go nazywaliśmy w podstawówce.
Na stoliku, przy tablicy leżała linijka, którą używał do robienia kredą prostych linii na zielonej tablicy w czasie lekcji geometrii....
Ta linijka była także jego pomocnikiem w procesie wychowawczym, gdy komuś zachciało się przeszkadzać w lekcji.....
Oj biedny Piniu....
Aż strach pomyśleć, ile razy byłbyś teraz napiętnowany w mediach, a może nawet zostałbyś zawieszony w prawach do wykonywania zawodu nauczyciela......
Czemu więc po latach tak miło wspominam starego dyrektora ?
A może dlatego, że przez całe życie był nie tylko nauczycielem, ale i pedagogiem [osoby nie widzące różnicy w tych dwóch określeniach, odsyłam do encyklopedii i tłumaczenia starogreckiego słowa: Paidagogos]
Kryspin Krystek
piątek, 6 marca 2015
Reporter Polski
Zapraszam wszystkich na spotkanie z reportażem Anny Morawskiej!
TVP2- 09.03. 2015- Godzina 15.25
Wywiad o pięknej miłości, o której opowiada "Zakochana koloratka"!
W życiu warto poświęcić bardzo wiele, aby otrzymać wszystko!
Zapraszam tych, którzy poznali treść książki i wszystkich, którzy potrafią cieszyć się cudem miłości!
Kryspin Krystek
TVP2- 09.03. 2015- Godzina 15.25
Wywiad o pięknej miłości, o której opowiada "Zakochana koloratka"!
W życiu warto poświęcić bardzo wiele, aby otrzymać wszystko!
Zapraszam tych, którzy poznali treść książki i wszystkich, którzy potrafią cieszyć się cudem miłości!
Kryspin Krystek
sobota, 28 lutego 2015
Wieczorna rozmowa o "Zakochanej koloratce" w Radiu Merkury!
Wszystkich, którzy przeczytali "Zakochaną koloratkę" i tych, którzy jej jeszcze nie poznali; zapraszam na wieczorną rozmowę w Radiu Merkury!
Spotkajmy się dnia: 03.03.2015[wtorek] roku o godzinie 21.05!!!
Zapraszam do aktywnego udziału[ z pytaniami od słuchaczy], na które bardzo chętnie odpowiem w czasie Wieczornego spotkania z "Zakochaną koloratką"!!!
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin Krystek
Spotkajmy się dnia: 03.03.2015[wtorek] roku o godzinie 21.05!!!
Zapraszam do aktywnego udziału[ z pytaniami od słuchaczy], na które bardzo chętnie odpowiem w czasie Wieczornego spotkania z "Zakochaną koloratką"!!!
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin Krystek
piątek, 27 lutego 2015
Schroniska miłości część II
Pod koniec minionej epoki ówcześni decydenci zdecydowali, że trzeba coś zrobić dla sierot!
W blasku medialnych fleszy wbudowano kamień węgielny pod budowę pierwszej w Polsce Wioski Dziecięcej.
Bardzo szybko pobudowano osiedle małych domków, do których miały się sprowadzić dzieciaki do tej pory przez nikogo niechciane- sieroty z domów dziecka.
Próbowano stworzyć dla nich namiastkę normalnej rodziny, której do tej pory nie miały.
Piękny początek szczytnej idei....
Kolejnym krokiem był nabór "zawodowych" mam, które zechciałyby poświęcić swoje życie, aby te domy prowadzić i tu już rodził się problem.
Wiele kandydatek z naboru nie sprostało zadaniom i po kilku miesiącach poddawało się mówiąc:Nie, to nie dla mnie, nie potrafię sprostać zadaniom- i odchodziły.....
Ucichła medialna wrzawa i teraz idea Dziecięcych Wiosek odeszła gdzieś w zapomnienie i trochę żal....
Mamy teraz nowy czas, idziemy z postępem, próbujemy na skróty doszlusować do awangardy Europy i
ekscytujemy się nowym tematem: In vitro!
Piękna idea, pomoc dla osób pragnących zaspokoić swoje marzenie o dziecku, gdy natura zawiodła i nie mogą go mieć.
Nie zamierzam teraz opowiadać się czy jestem za, czy przeciw.
Pozostawię tę dyskusję tym, którzy uzurpują sobie prawo do wypowiedzi na ten temat.
Wczoraj pisałem o schroniskach dla niechcianych piesków, które tam trafiły, bo zabrakło dla nich miłości.
Byliście kiedykolwiek w Domu Dziecka ?
Ktoś teraz powie:A co to ma wspólnego?
Domy Dziecka są schroniskami dla małych dzieci, dla których zabrakło miłości....
Każdy człowiek ma prawo kochać i być kochanym!!!
Kryspin
W blasku medialnych fleszy wbudowano kamień węgielny pod budowę pierwszej w Polsce Wioski Dziecięcej.
Bardzo szybko pobudowano osiedle małych domków, do których miały się sprowadzić dzieciaki do tej pory przez nikogo niechciane- sieroty z domów dziecka.
Próbowano stworzyć dla nich namiastkę normalnej rodziny, której do tej pory nie miały.
Piękny początek szczytnej idei....
Kolejnym krokiem był nabór "zawodowych" mam, które zechciałyby poświęcić swoje życie, aby te domy prowadzić i tu już rodził się problem.
Wiele kandydatek z naboru nie sprostało zadaniom i po kilku miesiącach poddawało się mówiąc:Nie, to nie dla mnie, nie potrafię sprostać zadaniom- i odchodziły.....
Ucichła medialna wrzawa i teraz idea Dziecięcych Wiosek odeszła gdzieś w zapomnienie i trochę żal....
Mamy teraz nowy czas, idziemy z postępem, próbujemy na skróty doszlusować do awangardy Europy i
ekscytujemy się nowym tematem: In vitro!
Piękna idea, pomoc dla osób pragnących zaspokoić swoje marzenie o dziecku, gdy natura zawiodła i nie mogą go mieć.
Nie zamierzam teraz opowiadać się czy jestem za, czy przeciw.
Pozostawię tę dyskusję tym, którzy uzurpują sobie prawo do wypowiedzi na ten temat.
Wczoraj pisałem o schroniskach dla niechcianych piesków, które tam trafiły, bo zabrakło dla nich miłości.
Byliście kiedykolwiek w Domu Dziecka ?
Ktoś teraz powie:A co to ma wspólnego?
Domy Dziecka są schroniskami dla małych dzieci, dla których zabrakło miłości....
Każdy człowiek ma prawo kochać i być kochanym!!!
Kryspin
Subskrybuj:
Posty (Atom)







