W Starych Kiejkutach Amerykanie urządzili sobie kiedyś [ za zgodą polskich włodarzy z Olkiem Kwaśniewskim i Leszkiem Milerem na czele]" sanatorium" przywracające pamięć gorączkowym beduinom, którzy naukę Allaha zamierzali szerzyć przy pomocy sentexu i innych zabawek, które to chcieli tworzyć, aby niszczyć wiarę niewiernych i nic to, że zamierzali robić to w krajach, gdzie Boga czci się w innych sposób [głosząc miłość i przebaczenie]!
Przeraża mnie jednak ekspansja nienawiści, którą najbardziej uwiera pokojowy język głoszony przez Nauczyciela z Nazaretu!
Do tej pory myślałem, że może dobrze, iż trochę odstajemy od najbogatszych krajów Europy, czy Ameryki, bo dzięki temu póki co, wszelkiego rodzaju Allahowców u nas ci jak na lekarstwo; a i ci, którzy się u nas zadomowili, są raczej pokojowo nastawieni i jedynie biedne bydlątka pragną zarzynać bez znieczulenia[ ponoć tak im nakazuje ich wiara ]!
Nie podoba mi się takie podejście do zwierzątek, ale dopóty mnie nie nie biorą na ostrza swoich rytualnych noży, jakoś przeboleję!
No ale tak już jest, że zawsze znajdzie się ktoś szalony wokół nas i dlatego musimy się jednak bać!
W czasie II Wojny światowej, a nawet jeszcze przed jej wybuchem, na terenach które niemieccy naziści zamierzali podbić, rozmieszczali grupy dywersantów: tzw.V kolumnę!
Takie ścierwa[bo inaczej nie można było określić ludzi, którzy na co dzień żyli wśród znajomych, przyjaciół, by w odpowiednim czasie ich zdradzić ; donosić władzom okupacyjnym, szerzyć dywersję!] swoim działaniem wyrządzały nieraz więcej zła, aniżeli wojska okupacyjne!
Wczoraj przeczytałem fragment bloga pani Senyszyn, w którym to coś [nie chcę kolejny raz używać określenia z fragmentu o V kolumnie] porównuje kazamaty stworzone przez Amerykanów w Starych Kiejkutach do działań Kościoła Katolickiego, nazywając je miejscami tortur ["miejsca tortur tworzone przez Watykan na ziemiach polskich"!!!]
A może temu skrzeczącemu czemuś [znowu ciśnie mi się na usta określenie z V kolumny] przeszkadza język miłości głoszony w świątyniach, gdzie wierni spotykają się z nauką Chrystusa?
Może pani Senyszyn powróciłby spokój w duszy [ o ile ona ją ma?], gdyby tak zamienić krzyży na naszych kościołach były półksiężyce?
Tak sobie myślę, że może dobrze, iż Amerykanie kiedyś zagospodarowali Stare Kiejkuty!
Nie minęło wiele lat od czasu, gdy tam "prostowali" poglądy szaleńców w turbanach, może przydałby się c reaktywować ten" ośrodek."?
Sądzę, że w interesie nas wszystkich byłoby dobrze, by w tym "sanatorium" znalazło się kilka osób z panią Senyszyn i panem Iwińskim na czele!
Miłego dnia!
Kryspin !
poniedziałek, 22 grudnia 2014
sobota, 20 grudnia 2014
Krzyczący Judasze!
No i nowy preteks do polskiego piekiełka!
16 milionów na Muzeum Jana Pawła !!, którego nieszczęściem jest to, że zlokalizowane zostało przy Świątyni Opaczności Bożej w Wilanowie!
Przypomina mi się teraz ewangeliczna scena, gdy do Chrystusa podeszła kobieta i umyła mu nogi drogocennym pachnidłem, a swymi włosami wtarła ten olejek w jego stopy!
-"Jaka rozrzutność, przecież można by sprzedać to za 300 denarów i rozdać potrzebującym"- powiedział "zgorszony " Judasz, jeden z jego uczniów!/300 denarów, to roczna pensja najemnego pracownika!/
A Ewangelista dodał ciekawy komentarz do tej sceny:-"a powiedział to[Judasz] nie z troski o biednych, a dlatego, że był złodziejem!"
Żenujące dyskusje, marsze niezadowolenia organizowane przez zajadłych przeciwników Kościoła, to kolejny przejaw polskiego piekiełka!
16 milionów złotych dotacji wdzięczności za życie i dokonania Największego Syna polskiej ziemi, takiego który zdarzył się nam raz na tysiąc lat i może kolejne tysiąc przyjdzie nam czekać na równie wielką Osobę, to chyba nie jest chyba wysoka cena!
No tak, ale łatwiej niektórym "zatroskanym" zaakceptować dotację do koncertu Madonny -ponad 5 milionów zł na Stadionie Narodowym [który nota bene kosztował 2 300 000 000 zł], aniżeli uszanować prawdziwą Wielkość i to jest przykre!
Pan Iwiński'[profesor?] z partii pogrobowców komuny[SLD] wczoraj w wieczornym programie TVP nie posiadał się z oburzenia w kwestii tych 16 mi8lionów dotacji i manifestował to w sposób bardzo niemiły!
A może: panowie Iwińscy, czy jak tam się jeszcze zwiecie; żal wam tego minionego czasu, gdy nie musieliście tłumaczyć się z milionów wyrzucanych na budowle socrealistycznych świątyń, mauzoleów, monumentów upamiętniających waszych "świętych", po których jednak pozostał tylko stek absurdów i smród gnijących szczątek!
Kryspin
16 milionów na Muzeum Jana Pawła !!, którego nieszczęściem jest to, że zlokalizowane zostało przy Świątyni Opaczności Bożej w Wilanowie!
Przypomina mi się teraz ewangeliczna scena, gdy do Chrystusa podeszła kobieta i umyła mu nogi drogocennym pachnidłem, a swymi włosami wtarła ten olejek w jego stopy!
-"Jaka rozrzutność, przecież można by sprzedać to za 300 denarów i rozdać potrzebującym"- powiedział "zgorszony " Judasz, jeden z jego uczniów!/300 denarów, to roczna pensja najemnego pracownika!/
A Ewangelista dodał ciekawy komentarz do tej sceny:-"a powiedział to[Judasz] nie z troski o biednych, a dlatego, że był złodziejem!"
Żenujące dyskusje, marsze niezadowolenia organizowane przez zajadłych przeciwników Kościoła, to kolejny przejaw polskiego piekiełka!
16 milionów złotych dotacji wdzięczności za życie i dokonania Największego Syna polskiej ziemi, takiego który zdarzył się nam raz na tysiąc lat i może kolejne tysiąc przyjdzie nam czekać na równie wielką Osobę, to chyba nie jest chyba wysoka cena!
No tak, ale łatwiej niektórym "zatroskanym" zaakceptować dotację do koncertu Madonny -ponad 5 milionów zł na Stadionie Narodowym [który nota bene kosztował 2 300 000 000 zł], aniżeli uszanować prawdziwą Wielkość i to jest przykre!
Pan Iwiński'[profesor?] z partii pogrobowców komuny[SLD] wczoraj w wieczornym programie TVP nie posiadał się z oburzenia w kwestii tych 16 mi8lionów dotacji i manifestował to w sposób bardzo niemiły!
A może: panowie Iwińscy, czy jak tam się jeszcze zwiecie; żal wam tego minionego czasu, gdy nie musieliście tłumaczyć się z milionów wyrzucanych na budowle socrealistycznych świątyń, mauzoleów, monumentów upamiętniających waszych "świętych", po których jednak pozostał tylko stek absurdów i smród gnijących szczątek!
Kryspin
piątek, 19 grudnia 2014
Kompromis z prawdą, to smutna rzeczywistość bez przyszłości!
Od kilku tygodni zastanawiam się nad niezwykłością "Zakochanej koloratki" i przyznam, że i mnie samego ona zadziwia!
Nie myślę tu o treści książki, którą przecież znam, bo jestem jej autorem, ale zastanawia mnie wśród ilu ludzi rodzi ona pragnienie jej posiadania ?
Wielu nabywców w korespondencji, którą umieszczają przy zamówieniu; podkreśla, że będzie ona prezentem dla bliskiej osoby: niekiedy matki, żony czy dorosłego dziecka zakładającego swoją nową rodzinę....
Część czytelników po zapoznaniu się z historią zapisaną na kartach tej książki, pisze do mnie, lub dzwoni, aby podziękować za to, że mogli poznać piękno autentycznego uczucia, które rozkwitło niczym cudowny kwiat.
A mnie się wydaje, że "Zakochana koloratka" daje im jeszcze coś...
W świecie, gdzie otaczamy się rzeczywistością pozorów, dwulicowości; istnieje jednak zapotrzebowanie na prawdę...
Bohaterowie "Zakochanej koloratki" mogli przecież ułożyć sobie przyszłość tak, aby "świat" się ich nie czepiał.
>On pozostałby tam, gdzie głosiłby frazesy o moralności i w zaciszu, po "pracy" tworzyłby swój drugi świat.
>Ona byłaby tylko"przyjaciółką" kapłana i nic to, że bardzo blisko z nim związaną.....
A ludzie wokół może tylko gdzieś szeptem podawaliby sobie sensacyjki, a wścibska pani Zosia z sąsiedztwa plebanijnego domu , w osiedlowym sklepiku informowałaby przyjaciółki z koła różańcowego o swojej "czujności".
No a później niedzielna msza i cichy kompromis po obu stronach ołtarza.
Obie strony nie mówiąc nic oficjalnie,stają się stronami układu, swoistego porozumienia.
Kapłan i wierni "dogadują" się bez słów...
A poza tym wszystkim jest On, w którego domu ten "układ" zostaje zawarty!
Po niedzielnym świętowaniu te obie strony "umowy" wracają do swojej rzeczywistości i powielają w codzienności kolejne kompromisy z Prawdą!
To przeraża, jak wiele razy godzimy się na kompromisy z prawdą
w naszym codziennym życiu i najgorsze jest to, że nie uważamy to za nic zdrożnego!!!
Kompromis z prawdą postępowania rodzi bylejakość i właśnie z tą bylejakością stykamy się na co dzień i może tylko niekiedy nas ona uwiera, gdy dotyka nas bezpośrednio: w urzędach, punktach usługowych, w działaniach polityków i......
A kompromis w uczuciu?
Tego byśmy nie znieśli, prawda?
Czasem trzeba poświęcić wiele, aby dostać wszystko!
"Zakochana koloratka" ukazuje nam, że warto odrzucić "kompromis", opowiedzieć się za prawdą i miłością!
Prawda jest siłą miłości i jednocześnie gwarancją autentycznego życia!
Nie potrzeba[a nawet nie wolno] godzić się na "kompromisy"w naszym życiu, aby ono stało się piękne!
Kryspin
Nie myślę tu o treści książki, którą przecież znam, bo jestem jej autorem, ale zastanawia mnie wśród ilu ludzi rodzi ona pragnienie jej posiadania ?
Wielu nabywców w korespondencji, którą umieszczają przy zamówieniu; podkreśla, że będzie ona prezentem dla bliskiej osoby: niekiedy matki, żony czy dorosłego dziecka zakładającego swoją nową rodzinę....
Część czytelników po zapoznaniu się z historią zapisaną na kartach tej książki, pisze do mnie, lub dzwoni, aby podziękować za to, że mogli poznać piękno autentycznego uczucia, które rozkwitło niczym cudowny kwiat.
A mnie się wydaje, że "Zakochana koloratka" daje im jeszcze coś...
W świecie, gdzie otaczamy się rzeczywistością pozorów, dwulicowości; istnieje jednak zapotrzebowanie na prawdę...
Bohaterowie "Zakochanej koloratki" mogli przecież ułożyć sobie przyszłość tak, aby "świat" się ich nie czepiał.
>On pozostałby tam, gdzie głosiłby frazesy o moralności i w zaciszu, po "pracy" tworzyłby swój drugi świat.
>Ona byłaby tylko"przyjaciółką" kapłana i nic to, że bardzo blisko z nim związaną.....
A ludzie wokół może tylko gdzieś szeptem podawaliby sobie sensacyjki, a wścibska pani Zosia z sąsiedztwa plebanijnego domu , w osiedlowym sklepiku informowałaby przyjaciółki z koła różańcowego o swojej "czujności".
No a później niedzielna msza i cichy kompromis po obu stronach ołtarza.
Obie strony nie mówiąc nic oficjalnie,stają się stronami układu, swoistego porozumienia.
Kapłan i wierni "dogadują" się bez słów...
A poza tym wszystkim jest On, w którego domu ten "układ" zostaje zawarty!
Po niedzielnym świętowaniu te obie strony "umowy" wracają do swojej rzeczywistości i powielają w codzienności kolejne kompromisy z Prawdą!
To przeraża, jak wiele razy godzimy się na kompromisy z prawdą
w naszym codziennym życiu i najgorsze jest to, że nie uważamy to za nic zdrożnego!!!
Kompromis z prawdą postępowania rodzi bylejakość i właśnie z tą bylejakością stykamy się na co dzień i może tylko niekiedy nas ona uwiera, gdy dotyka nas bezpośrednio: w urzędach, punktach usługowych, w działaniach polityków i......
A kompromis w uczuciu?
Tego byśmy nie znieśli, prawda?
Czasem trzeba poświęcić wiele, aby dostać wszystko!
"Zakochana koloratka" ukazuje nam, że warto odrzucić "kompromis", opowiedzieć się za prawdą i miłością!
Prawda jest siłą miłości i jednocześnie gwarancją autentycznego życia!
Nie potrzeba[a nawet nie wolno] godzić się na "kompromisy"w naszym życiu, aby ono stało się piękne!
Kryspin
piątek, 12 grudnia 2014
Grudniowa "gorączka"
Połowa grudnia dotyka nas gorączką przedświątecznych przygotowań!
Przyznam, że gdy nadchodzi czas Bożonarodzeniowej bieganiny, to czuję się trochę jak na orientalnym bazarze, gdzie natarczywi kramarze donośnymi okrzykami zmuszają naiwnych turystów do zrobienia sobie przyjemności zakupów kiczowatych pamiątek z przeszłości lub wyrobów miejscowych cepeliarzy [cepelia- to pomysł na promowanie folklorystycznych pamiątek, który ma swoje odpowiedniki także w innych częściach świata!]
Póki co mamy jeszcze Czas Adwentu, co w prostym tłumaczeniu znaczy: Czas oczekiwania!
No właśnie; oczekujemy...
Ale na co czekamy, albo może na kogo czekamy...?
Wyobraźmy sobie, że w odwiedziny wybiera się bogaty krewny, który chce nas zaszczycić swoją obecnością....
Na to dopiero byłby powód do gorączkowych zabiegań:
Trzeba posprzątać mieszkanie, wyprać brudy, uszykować sobie odświętne odzienie, naszykować specjałów na odświętny stół i....
I to już wszystko, no może jeszcze dzieciakom raz po raz przypomnimy, jak ważne będą te odwiedziny dla całej naszej rodziny[przecież to wyjątkowy gość, bogaty krewny, który właśnie nam obiecuje, że podzieli się z nami swoim dostatkiem!]
Przed nami Boże Narodzenie!
A mnie teraz przypomniał się Franciszek- ten z Asyżu.
Może wspominam go dlatego, że to jemu właśnie zawdzięczamy tradycję urządzania bożonarodzeniowych szopek.
Ten młodzieniec, który żył już bardzo dawno temu, nie od początku był biedakiem odzianym w łachmany.
Pochodził z majętnej rodziny kupieckiej, miał przed sobą cieplutką przyszłość, bo tatuś miał kasę i dobrze prosperujący interes i nic, tylko używać świata!
Ale ten "wariat" dostał chyba na głowę?
Piękne ciuchy oddał żebrakowi, kasę skwapliwie podzielił pomiędzy biedaków, a sam zamieszkał w pustelni, która nawet dla bydlątek byłaby obciachowa!
No i ta mania klecenia dziwacznych scenek z figurkami, aby upamiętniać historię z Betlejem!
Taka dziwna historia "Bożego wariata", jak go określali jego znajomi pukając się z politowaniem w czoło!
Święty Franciszek z Asyżu nie był szaleńcem i to doceniła historia i nagrodził On- ten Najważniejszy Gość, na którego czekamy także i my!
On, choć mały jak nowo narodzone dzieciątko, jest ważniejszy od tych wszystkich zwałów skupowanych przez nas prezentów: słodkich figurek Mikołajów, wymarzonych zabawek,często wyprodukowanych daleko przez pracowite małe rączki człowieka, który nawet nie potrafi tego pojąć, że z okazji jakiś narodzin dziecka w stajni, ludzi ogarnia szał zakupów!
Idą święta i zaczniemy ucztować w rodzinnym gronie.
Karp zaskwierczy na masełku, stół będzie się uginał pod obfitością jadła, pod choinką spiętrzą się paczuszki
z niespodziankami i....
I może teraz życzmy sobie tego, aby mały Jezus nie musiał tego czasu spędzić w......oddalonej stajni!
Kryspin
Przyznam, że gdy nadchodzi czas Bożonarodzeniowej bieganiny, to czuję się trochę jak na orientalnym bazarze, gdzie natarczywi kramarze donośnymi okrzykami zmuszają naiwnych turystów do zrobienia sobie przyjemności zakupów kiczowatych pamiątek z przeszłości lub wyrobów miejscowych cepeliarzy [cepelia- to pomysł na promowanie folklorystycznych pamiątek, który ma swoje odpowiedniki także w innych częściach świata!]
Póki co mamy jeszcze Czas Adwentu, co w prostym tłumaczeniu znaczy: Czas oczekiwania!
No właśnie; oczekujemy...
Ale na co czekamy, albo może na kogo czekamy...?
Wyobraźmy sobie, że w odwiedziny wybiera się bogaty krewny, który chce nas zaszczycić swoją obecnością....
Na to dopiero byłby powód do gorączkowych zabiegań:
Trzeba posprzątać mieszkanie, wyprać brudy, uszykować sobie odświętne odzienie, naszykować specjałów na odświętny stół i....
I to już wszystko, no może jeszcze dzieciakom raz po raz przypomnimy, jak ważne będą te odwiedziny dla całej naszej rodziny[przecież to wyjątkowy gość, bogaty krewny, który właśnie nam obiecuje, że podzieli się z nami swoim dostatkiem!]
Przed nami Boże Narodzenie!
A mnie teraz przypomniał się Franciszek- ten z Asyżu.
Może wspominam go dlatego, że to jemu właśnie zawdzięczamy tradycję urządzania bożonarodzeniowych szopek.
Ten młodzieniec, który żył już bardzo dawno temu, nie od początku był biedakiem odzianym w łachmany.
Pochodził z majętnej rodziny kupieckiej, miał przed sobą cieplutką przyszłość, bo tatuś miał kasę i dobrze prosperujący interes i nic, tylko używać świata!
Ale ten "wariat" dostał chyba na głowę?
Piękne ciuchy oddał żebrakowi, kasę skwapliwie podzielił pomiędzy biedaków, a sam zamieszkał w pustelni, która nawet dla bydlątek byłaby obciachowa!
No i ta mania klecenia dziwacznych scenek z figurkami, aby upamiętniać historię z Betlejem!
Taka dziwna historia "Bożego wariata", jak go określali jego znajomi pukając się z politowaniem w czoło!
Święty Franciszek z Asyżu nie był szaleńcem i to doceniła historia i nagrodził On- ten Najważniejszy Gość, na którego czekamy także i my!
On, choć mały jak nowo narodzone dzieciątko, jest ważniejszy od tych wszystkich zwałów skupowanych przez nas prezentów: słodkich figurek Mikołajów, wymarzonych zabawek,często wyprodukowanych daleko przez pracowite małe rączki człowieka, który nawet nie potrafi tego pojąć, że z okazji jakiś narodzin dziecka w stajni, ludzi ogarnia szał zakupów!
Idą święta i zaczniemy ucztować w rodzinnym gronie.
Karp zaskwierczy na masełku, stół będzie się uginał pod obfitością jadła, pod choinką spiętrzą się paczuszki
z niespodziankami i....
I może teraz życzmy sobie tego, aby mały Jezus nie musiał tego czasu spędzić w......oddalonej stajni!
Kryspin
środa, 10 grudnia 2014
Rekolekcje dla "wykluczonych"!
Prawie każdy z nas spotkał się z praktyką kościelnych "ćwiczeń", jak to się niekiedy określa; z parafialnymi rekolekcjami.
Wielu z nas w nich uczestniczyło choćby raz w życiu, a inni może tylko o nich słyszeli!
Urządzało się i nadal praktykuje się to we wspólnotach- Rekolekcje: Adwentowe, Wielkopostne i okazjonalnie jako przygotowanie do parafialnych uroczystości, jubileuszy itp .
Schemat tych zajęć poza mszą jest bardzo podobny.
W wyznaczone dni, o określonych godzinach odbywają się nauki, po których parafialne owieczki mają stać się lepsze, bliższe Panu Bogu!
Co kilka lat szefowie wspólnot zapraszają "prelegentów" z zewnątrz i organizuje się coś, co utarło się nazywać Misjami Świętymi!
Zaproszony kapłan[najlepiej jakiś egzotyczny, lub choćby z zakonów, czy zgromadzeń specjalizujących się w takich "usługach"] na początku informuje gremium o planie nauk: dla młodzieży, dla dzieci, dla matek, ojców i seniorów oczywiście!
Do każdej widowni taki mówca ma pouczenia okraszane historiami, w stylu:
-Jaś pożałował, że Marysi zrobił kuku i postanowił, że będzie grzeczny następnym razem, a wszystko to dla Pana Jezusa!
-Mąż pijaczyna omyłkowo zahaczył o świątynię i tam nagle postanowił, że nie będzie więcej chlał i gnębił dzieciaków i żony
I Tak dalej chciałoby się powiedzieć, aby nie mnożyć mniej lub bardziej udanych przykładów....
W całym wachlarzu adresatów tych misyjnych nauk brakuje mi jeszcze jednak kilku grup!
A co z ludźmi wykluczonymi przez Kościół, lub takimi, którzy sami stali się dalekimi wierze?
-A może tak powinno się głosić nauki ludziom, którym życie się pokopało i rozwiedli się?
-A może warto by docierać do tych żyjących bez ślubu[na kocią łapę]?
-A czyż nauki nie potrzebują ci, których ścieżka do kościoła zarosła chwastami, bo z niej już dawno nie korzystali..?
No toś teraz przesadził, odezwie się grono "sprawiedliwych", jak niby miałoby się to stać, gdy oni sami tego nie chcą i nie pragną?-dopowiedzą zapewne!
A Chrystus swoim uczniom powiedział: "Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, a zostałem posłany do tych, co się źle mają..."
W drugiej części "Zakochanej koloratki", która nosi tytuł:naje"Zatroskana koloratka" i podtytuł:" Pasterze i najemnicy" dzielę się moimi spostrzeżeniami i dochodzę do wniosku, że każdy człowiek ze swej natury jest :homo fidelis-istotą otwartą na wiarę, łaknący bliskości z Absolutem, bo tylko wtedy życie nabiera prawdziwego sensu!
Lubicie niedzielne kazania w kościele, bo ja często dostaję wewnętrznego ataku szału!
Mój dawny mistrz od słowa mówionego, często niezadowolony z homilii, którą wygłaszał kandydat do kapłaństwa,[ dla wewnętrznego uspokojenia] cytował wierszyk klasyka:"Kochajcie dzieci wróbelka, to przyjaciel nasz jest szczery!Kochajcie dzieci wróbelka, kochajcie do jasnej........."
To tacy zaklinacze bezsilnie przekonywujący bez wiary w to co mówią!
Inni kapłani lecząc swoje zawiedzione ambicje polityczne czynią niekiedy z ambony rodzaj wiecowej mównicy i wtedy dopiero dają sobie upust!
Jeszcze inni niczym Ksiądz Skarga,rzucają gromy, jakby w świątyni byli sami grzesznicy, spiskowcy i zdrajcy!
Generalnie po niedzielnych mszach recenzje znużonych, ziewających parafian ograniczają się do stwierdzenia: "Dzisiaj było ok, bo mówił krótko", a o czym można by zapytać?
A to już niestosowne pytanie....mówił o Panu Bogu....chyba!"
Nienawidzę czuć się wykluczonym i pewnie wielu z Was odczuwa to samo?
Zauważam to choćby przy okazji rozmów z osobami, które telefonicznie lub w kontakcie bezpośrednim, gdy zamawiają "Zakochaną Koloratkę", bardzo często mówią!
"Znajoma, która przeczytała Pana książkę, powiedziała, że tak pięknie w niej mówi Pan o miłości i o Panu Bogu, który nikogo nie potępia, a wręcz przeciwnie:Kocha nas wszystkich!"
A może tak więcej mówić o miłości, może także w kościele, drodzy duszpasterze?
Może zamiast srogich pouczeń i napomnień, pustosłowia i demagogii, trochę więcej Chrystusa i jego nauki?
Może wtedy i ci co czują się "wykluczeni", poczują ciepło i powróci w nich radość bycia blisko z Nim?
Kryspin
Wielu z nas w nich uczestniczyło choćby raz w życiu, a inni może tylko o nich słyszeli!
Urządzało się i nadal praktykuje się to we wspólnotach- Rekolekcje: Adwentowe, Wielkopostne i okazjonalnie jako przygotowanie do parafialnych uroczystości, jubileuszy itp .
Schemat tych zajęć poza mszą jest bardzo podobny.
W wyznaczone dni, o określonych godzinach odbywają się nauki, po których parafialne owieczki mają stać się lepsze, bliższe Panu Bogu!
Co kilka lat szefowie wspólnot zapraszają "prelegentów" z zewnątrz i organizuje się coś, co utarło się nazywać Misjami Świętymi!
Zaproszony kapłan[najlepiej jakiś egzotyczny, lub choćby z zakonów, czy zgromadzeń specjalizujących się w takich "usługach"] na początku informuje gremium o planie nauk: dla młodzieży, dla dzieci, dla matek, ojców i seniorów oczywiście!
Do każdej widowni taki mówca ma pouczenia okraszane historiami, w stylu:
-Jaś pożałował, że Marysi zrobił kuku i postanowił, że będzie grzeczny następnym razem, a wszystko to dla Pana Jezusa!
-Mąż pijaczyna omyłkowo zahaczył o świątynię i tam nagle postanowił, że nie będzie więcej chlał i gnębił dzieciaków i żony
I Tak dalej chciałoby się powiedzieć, aby nie mnożyć mniej lub bardziej udanych przykładów....
W całym wachlarzu adresatów tych misyjnych nauk brakuje mi jeszcze jednak kilku grup!
A co z ludźmi wykluczonymi przez Kościół, lub takimi, którzy sami stali się dalekimi wierze?
-A może tak powinno się głosić nauki ludziom, którym życie się pokopało i rozwiedli się?
-A może warto by docierać do tych żyjących bez ślubu[na kocią łapę]?
-A czyż nauki nie potrzebują ci, których ścieżka do kościoła zarosła chwastami, bo z niej już dawno nie korzystali..?
No toś teraz przesadził, odezwie się grono "sprawiedliwych", jak niby miałoby się to stać, gdy oni sami tego nie chcą i nie pragną?-dopowiedzą zapewne!
A Chrystus swoim uczniom powiedział: "Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, a zostałem posłany do tych, co się źle mają..."
W drugiej części "Zakochanej koloratki", która nosi tytuł:naje"Zatroskana koloratka" i podtytuł:" Pasterze i najemnicy" dzielę się moimi spostrzeżeniami i dochodzę do wniosku, że każdy człowiek ze swej natury jest :homo fidelis-istotą otwartą na wiarę, łaknący bliskości z Absolutem, bo tylko wtedy życie nabiera prawdziwego sensu!
Lubicie niedzielne kazania w kościele, bo ja często dostaję wewnętrznego ataku szału!
Mój dawny mistrz od słowa mówionego, często niezadowolony z homilii, którą wygłaszał kandydat do kapłaństwa,[ dla wewnętrznego uspokojenia] cytował wierszyk klasyka:"Kochajcie dzieci wróbelka, to przyjaciel nasz jest szczery!Kochajcie dzieci wróbelka, kochajcie do jasnej........."
To tacy zaklinacze bezsilnie przekonywujący bez wiary w to co mówią!
Inni kapłani lecząc swoje zawiedzione ambicje polityczne czynią niekiedy z ambony rodzaj wiecowej mównicy i wtedy dopiero dają sobie upust!
Jeszcze inni niczym Ksiądz Skarga,rzucają gromy, jakby w świątyni byli sami grzesznicy, spiskowcy i zdrajcy!
Generalnie po niedzielnych mszach recenzje znużonych, ziewających parafian ograniczają się do stwierdzenia: "Dzisiaj było ok, bo mówił krótko", a o czym można by zapytać?
A to już niestosowne pytanie....mówił o Panu Bogu....chyba!"
Nienawidzę czuć się wykluczonym i pewnie wielu z Was odczuwa to samo?
Zauważam to choćby przy okazji rozmów z osobami, które telefonicznie lub w kontakcie bezpośrednim, gdy zamawiają "Zakochaną Koloratkę", bardzo często mówią!
"Znajoma, która przeczytała Pana książkę, powiedziała, że tak pięknie w niej mówi Pan o miłości i o Panu Bogu, który nikogo nie potępia, a wręcz przeciwnie:Kocha nas wszystkich!"
A może tak więcej mówić o miłości, może także w kościele, drodzy duszpasterze?
Może zamiast srogich pouczeń i napomnień, pustosłowia i demagogii, trochę więcej Chrystusa i jego nauki?
Może wtedy i ci co czują się "wykluczeni", poczują ciepło i powróci w nich radość bycia blisko z Nim?
Kryspin
niedziela, 7 grudnia 2014
Drzewa nadziei przyszłości !
Prawie trzydzieści lat temu w gronie młodych kapłanów, można rzec, wchodzących w swoją posługę, odbyła się rozmowa o zdarzeniu nieco sensacyjnym.
Kilka dni wstecz w ich środowisku gruchnęła sensacyjna nowina- ich kolega z roku został ojcem!
W innym środowisku taka informacja byłaby powodem radości i w kierunku młodego tatusia posypałyby się słowa gratulacji; ale w tym gremium byłoby to niestosowne i może dlatego niektórzy z jego "współbraci" powtarzali tę nowinę jako gorszącą sensację!
Tylko jeden z nich i to ten, który zawsze uchodził za luzaka kursowego, powiedział:
-"Panowie, tak sobie myślę, że to jest piękne! Ja mu trochę zazdroszczę, bo ktoś po nim zostanie, a po nas..?"
Zawiesił głos, a pozostali uczestnicy rozmowy jakoś nie oburzyli się jego wnioskiem i tylko zmienili temat dalszej dyskusji.....
Minęło ponad trzydzieści lat od tej rozmowy i wielu z nich stało się szacownymi proboszczami, kanonikami na parafialnych włościach i pewnie za kilka, kilkanaście lat i po nich pozostanie wspomnienie.....
Może po niektórych pozostaną dokonania nieco trwalsze aniżeli ludzka pamięć, bo podjęli się zadań budowy nowych świątyń na coraz bardziej zlaicyzowanych osiedlach miast, w których wypadła ich posługa duszpasterska i .....
Może ktoś po ich odejściu umieści przy wejściu małą tabliczkę z informacją, że kiedyś był taki ksiądz, który tam pracował i przyczynił się do powstania kościelnego domu.
Znakomita większość zakończy swoją historię na parafialnym cmentarzu,[ może w kwaterze księży], którą odwiedzać będzie coraz mniej starych parafian, aż i oni odejdą i wtedy pozostanie pustka wspomnienia....
Czwartego grudnia narodził się mój wnuczek, mały Aleksander!
Przeżywam teraz cudowną radość trwania, nadzieję mojej przyszłości...
Gdy wiele lat temu rodził się mój syn, odczułem dumę ojca, teraz gdy na świat przyszedł mój wnuk poczułem radość nadziei przyszłości!
Człowiek jest niczym olbrzymie drzewo z głębokimi korzeniami, które osadzają go w przeszłości.
Drzewo pragnie jednak nieustannie wzrastać i cieszyć się zielenią wiosen, które uwalniają nowe życie kolejnych, najpierw delikatnych odnóżek, które będą już nieustannie wzrastać i tworzyć piękno korony przyszłości!
Ktoś teraz zapyta, a co z córką, wnuczką, które przecież kochasz tak samo...?
Córka i wnuczka rodzą inny rodzaj radości dla ojca, dziadka....
One są jak owoce, dorodne nasiona, których przeznaczeniem jest wzrastanie w innych drzewach i to także jest piękne....
Mam jedno pragnienie: gdy przyjdzie dla nich czas nowych "drzew", by zaszczepiły w tych związkach soki wartości drzewa przeszłości i dzięki temu przeniosą [także dla mnie]nadzieję przyszłości.
Tak pragnę, aby przyszłość moich dzieci i wnuków rosła w piękne, dumne drzewa .....
Kryspin
Kilka dni wstecz w ich środowisku gruchnęła sensacyjna nowina- ich kolega z roku został ojcem!
W innym środowisku taka informacja byłaby powodem radości i w kierunku młodego tatusia posypałyby się słowa gratulacji; ale w tym gremium byłoby to niestosowne i może dlatego niektórzy z jego "współbraci" powtarzali tę nowinę jako gorszącą sensację!
Tylko jeden z nich i to ten, który zawsze uchodził za luzaka kursowego, powiedział:
-"Panowie, tak sobie myślę, że to jest piękne! Ja mu trochę zazdroszczę, bo ktoś po nim zostanie, a po nas..?"
Zawiesił głos, a pozostali uczestnicy rozmowy jakoś nie oburzyli się jego wnioskiem i tylko zmienili temat dalszej dyskusji.....
Minęło ponad trzydzieści lat od tej rozmowy i wielu z nich stało się szacownymi proboszczami, kanonikami na parafialnych włościach i pewnie za kilka, kilkanaście lat i po nich pozostanie wspomnienie.....
Może po niektórych pozostaną dokonania nieco trwalsze aniżeli ludzka pamięć, bo podjęli się zadań budowy nowych świątyń na coraz bardziej zlaicyzowanych osiedlach miast, w których wypadła ich posługa duszpasterska i .....
Może ktoś po ich odejściu umieści przy wejściu małą tabliczkę z informacją, że kiedyś był taki ksiądz, który tam pracował i przyczynił się do powstania kościelnego domu.
Znakomita większość zakończy swoją historię na parafialnym cmentarzu,[ może w kwaterze księży], którą odwiedzać będzie coraz mniej starych parafian, aż i oni odejdą i wtedy pozostanie pustka wspomnienia....
Czwartego grudnia narodził się mój wnuczek, mały Aleksander!
Przeżywam teraz cudowną radość trwania, nadzieję mojej przyszłości...
Gdy wiele lat temu rodził się mój syn, odczułem dumę ojca, teraz gdy na świat przyszedł mój wnuk poczułem radość nadziei przyszłości!
Człowiek jest niczym olbrzymie drzewo z głębokimi korzeniami, które osadzają go w przeszłości.
Drzewo pragnie jednak nieustannie wzrastać i cieszyć się zielenią wiosen, które uwalniają nowe życie kolejnych, najpierw delikatnych odnóżek, które będą już nieustannie wzrastać i tworzyć piękno korony przyszłości!
Ktoś teraz zapyta, a co z córką, wnuczką, które przecież kochasz tak samo...?
Córka i wnuczka rodzą inny rodzaj radości dla ojca, dziadka....
One są jak owoce, dorodne nasiona, których przeznaczeniem jest wzrastanie w innych drzewach i to także jest piękne....
Mam jedno pragnienie: gdy przyjdzie dla nich czas nowych "drzew", by zaszczepiły w tych związkach soki wartości drzewa przeszłości i dzięki temu przeniosą [także dla mnie]nadzieję przyszłości.
Tak pragnę, aby przyszłość moich dzieci i wnuków rosła w piękne, dumne drzewa .....
Kryspin
piątek, 5 grudnia 2014
Czym jest i czym nie jest "Zakochana koloratka"!!!
Na początku powiem, czym nie jest Zakochana koloratka!
Zapewniam wszystkich "Przerażonych, porządnych katolików", że ta książka nie jest :
-prowokacją!
-publikacją antykościelną!
-nie ma w niej nuty koniunkturalizmu obliczonego na zainteresowanie tych, którzy karmią się sensacyjkami, plotkami, skandalami!!!!
Po co więc powstała "Zakochana koloratka"?
W pierwszej chwili odpowiedziałbym, że był to rodzaj mojej terapii po stracie ukochanej osoby i pewnie w tym jest wiele prawdy?
Po zastanowieniu dodałbym i pewnie to jest głównym powodem jej napisania:
"Zakochana koloratka" jest głosem sprzeciwu wobec obecnej rzeczywistości, wielkiego kryzysu!!!
Nie, nie chodzi mi o kryzys ekonomiczny, a o coś o wiele poważniejszego!!!!
Bohaterka książki w jednym z listów wypowiada ważne słowa, które niestety po trzydziestu latach stają się jeszcze bardziej smutne:
-"Ludziom dzisiaj brakuje: masła i mięsa, a nie zauważają, że w ich życiu najbardziej brakuje miłości!!!"
"Zakochana koloratka" jest sprzeciwem i głosem troski, że młodzi ludzie, nasze dzieci wchodzą w dorosłe życie okaleczone brakiem edukacji do życia w Miłości!
Kieruję gorącą prośbę do każdego z tych, którzy zdecydują się na przeczytanie "Zakochanej koloratki";
Wracajcie do nie kolejny raz, bo w każdym kolejnym spotkaniu z bohaterami tej książki będziecie odnajdywać kolejne, dobre sugestie na temat wagi Miłości w naszym życiu!
I na koniec moja prośba, która może Was zdziwi: Pozwólcie młodym, nawet bardzo młodym ludziom na kontakt z bohaterami tej książki!!!
Żywię nadzieję, że "Zakochana koloratka" stanie się kiedyś lekturą dla młodzieży szkolnej i nie jest to wcale megalomania za mojej strony, ale pragnę, aby zapadło w ich sercu przekonanie, że Miłość, to nie tylko romantyczny poryw bohaterów literackich sprzed lat!
Pragnę, by "Zakochana koloratka" otwierała ich serca na pragnienie osobistego przeżycia CUDU MIŁOŚCI!
Przeczytaj tę książkę i podziel się ze mną swoimi uwagami:
tel:536 425 831
lub:kryspinkrystek@onet.eu
Kryspin
środa, 3 grudnia 2014
Ciepło życzliwości!
Wczoraj większość wieczoru spędziłem w cieple kominka, w którym radośnie podskakiwały ogniki palącego się drewna.
Gdy jest się blisko paleniska, odczuwa się przyjemne ciepło ognia, który nieustannie złocistymi językami dotyka suchych drewnianych szczap.
Siedziałem w blasku tańczących ogników i myślałem o drzewach.
Jeszcze tak niedawno stroiły swoje korony w zielone, wiosenne liście; rosły pośród innych strzelistych:świerków, dumnych dębów, refleksyjnych jesionów, a teraz trafiły do mnie, aby mi służyć, aby ocieplać mój dzień!
Lubię patrzeć w zadumie w ogień kominka i myślę wtedy o nieco zapomnianym określeniu: "domowe ognisko".
Wielokrotnie, przy mniej lub bardziej podniosłych okazjach słyszeliśmy, jak ważne jest "domowe ognisko"!
Chyba każdy pragnie ogrzewać się w cieple domowego ognia, bo wtedy odczuwa spokój i bezpieczeństwo!
Wczoraj, gdy patrzyłem na ogień kominka , pomyślałem o tych wszystkich, którym brakuje takiego ciepła:
samotnych wśród tłumu, bogatych biedakach zabieganych w pogoni za.....
No właśnie, za czym?
Późnym wieczorem odwiedził mnie człowiek, który przywiózł mi paletę drewna kominkowego.
Poprzednia dostawa już została spalona i teraz potrzebowałem kolejnej porcji paliwa, aby moje palenisko nadal mogło żyć ciepłem!
Bardzo ucieszyły mnie odwiedziny tego człowieka i pewnie on sam nawet nie był świadomy, jak bardzo potrzebowałem tej dostawy właśnie wczoraj.
Dla niego byłem kolejnym klientem, który zamówił pachnący towar[ poukładane na palecie suche szczapy drewna ] i nic więcej...
Gdy odjechał do kolejnego odbiorcy, pomyślałem sobie, że często tak właśnie się zachowujemy;
niezależnie od naszej profesji, od twego czym się zajmujemy, jesteśmy takimi dostawcami.
A przecież nikt z nas nie żyje tylko dla siebie.
Niezależnie od wieku, profesji, czy nawet intencji swoich działań, żyjemy wśród ludzi i dla ludzi!
Drzewa kończące swój żywot w kominkowym palenisku składają ofiarę z siebie, aby dawać nam ciepło.
Jesteśmy szczęściarzami, bo póki co, świat nie wymaga od nas aż takiego heroizmu: ofiary z naszego życia, by było łatwiej żyć wszystkim; no i dobrze!
Tak sobie myślę, że tak niewiele potrzeba, abyśmy żyjąc obok innych, stawali się jednocześnie ciepłem dla nich i wtedy byłoby cudownie .
Trochę rezygnacji z siebie rodzi ciepło w stosunku do drugiego człowieka.Wtedy jest nam łatwiej o poranny uśmiech do pani w sklepie, gdzie robimy zakupy, o wyrozumiałość szefa dla pracownika, który może ma gorszy dzień, o dobre spojrzenie żony na męża i jego na nią.
Świat staje piękniejszy, gdy dajemy mu nasze ciepło!
Życzmy sobie zatem nieustannego ciepła wzajemnej życzliwości!
Kryspin
.
Gdy jest się blisko paleniska, odczuwa się przyjemne ciepło ognia, który nieustannie złocistymi językami dotyka suchych drewnianych szczap.
Siedziałem w blasku tańczących ogników i myślałem o drzewach.
Jeszcze tak niedawno stroiły swoje korony w zielone, wiosenne liście; rosły pośród innych strzelistych:świerków, dumnych dębów, refleksyjnych jesionów, a teraz trafiły do mnie, aby mi służyć, aby ocieplać mój dzień!
Lubię patrzeć w zadumie w ogień kominka i myślę wtedy o nieco zapomnianym określeniu: "domowe ognisko".
Wielokrotnie, przy mniej lub bardziej podniosłych okazjach słyszeliśmy, jak ważne jest "domowe ognisko"!
Chyba każdy pragnie ogrzewać się w cieple domowego ognia, bo wtedy odczuwa spokój i bezpieczeństwo!
Wczoraj, gdy patrzyłem na ogień kominka , pomyślałem o tych wszystkich, którym brakuje takiego ciepła:
samotnych wśród tłumu, bogatych biedakach zabieganych w pogoni za.....
No właśnie, za czym?
Późnym wieczorem odwiedził mnie człowiek, który przywiózł mi paletę drewna kominkowego.
Poprzednia dostawa już została spalona i teraz potrzebowałem kolejnej porcji paliwa, aby moje palenisko nadal mogło żyć ciepłem!
Bardzo ucieszyły mnie odwiedziny tego człowieka i pewnie on sam nawet nie był świadomy, jak bardzo potrzebowałem tej dostawy właśnie wczoraj.
Dla niego byłem kolejnym klientem, który zamówił pachnący towar[ poukładane na palecie suche szczapy drewna ] i nic więcej...
Gdy odjechał do kolejnego odbiorcy, pomyślałem sobie, że często tak właśnie się zachowujemy;
niezależnie od naszej profesji, od twego czym się zajmujemy, jesteśmy takimi dostawcami.
A przecież nikt z nas nie żyje tylko dla siebie.
Niezależnie od wieku, profesji, czy nawet intencji swoich działań, żyjemy wśród ludzi i dla ludzi!
Drzewa kończące swój żywot w kominkowym palenisku składają ofiarę z siebie, aby dawać nam ciepło.
Jesteśmy szczęściarzami, bo póki co, świat nie wymaga od nas aż takiego heroizmu: ofiary z naszego życia, by było łatwiej żyć wszystkim; no i dobrze!
Tak sobie myślę, że tak niewiele potrzeba, abyśmy żyjąc obok innych, stawali się jednocześnie ciepłem dla nich i wtedy byłoby cudownie .
Trochę rezygnacji z siebie rodzi ciepło w stosunku do drugiego człowieka.Wtedy jest nam łatwiej o poranny uśmiech do pani w sklepie, gdzie robimy zakupy, o wyrozumiałość szefa dla pracownika, który może ma gorszy dzień, o dobre spojrzenie żony na męża i jego na nią.
Świat staje piękniejszy, gdy dajemy mu nasze ciepło!
Życzmy sobie zatem nieustannego ciepła wzajemnej życzliwości!
Kryspin
.
Powracaj do "Zakochanej koloratki"
Aby ułatwić informację na temat warunków nabycia "Zakochanej koloratki", podam jeszcze raz telefon kontaktowy:
00 48 536 425 831
mail:kryspinkrystek@onet.eu
Książkę można nabyć poprzez dokonanie przelewu:
36.90 zł [kwota całkowita z kosztami kuriera!]
Julia Krystek
60-802 Poznań
Wojskowa 21/7
Nr konta: 06 1910 1048 2944 3926 0942 0001
W tytule przelewu:Książka
Odbiorca przesyłki: Imię, nazwisko ,dokładny adres i nr tel[konieczne do wysyłki kurierem]
Gdy odbiorca życzy sobie dedykację autora- także zaznacza to w koresp. przelewu!
Wysyłka książki zaraz po dokonanej wpłacie!
"Zakochana koloratka", to książka, do której będziecie powracać i w trakcie kolejnego czytania będziecie odkrywać ją na nowo
Sam, choć byłem uczestnikiem tych zdarzeń, wielokrotnie powracam do stronic "Zakochanej koloratki" ,a ona kolejny raz przemawia do mnie nadzieją!
Miłych spotkań z "Zakochaną koloratką"
Kryspin
00 48 536 425 831
mail:kryspinkrystek@onet.eu
Książkę można nabyć poprzez dokonanie przelewu:
36.90 zł [kwota całkowita z kosztami kuriera!]
Julia Krystek
60-802 Poznań
Wojskowa 21/7
Nr konta: 06 1910 1048 2944 3926 0942 0001
W tytule przelewu:Książka
Odbiorca przesyłki: Imię, nazwisko ,dokładny adres i nr tel[konieczne do wysyłki kurierem]
Gdy odbiorca życzy sobie dedykację autora- także zaznacza to w koresp. przelewu!
Wysyłka książki zaraz po dokonanej wpłacie!
"Zakochana koloratka", to książka, do której będziecie powracać i w trakcie kolejnego czytania będziecie odkrywać ją na nowo
Sam, choć byłem uczestnikiem tych zdarzeń, wielokrotnie powracam do stronic "Zakochanej koloratki" ,a ona kolejny raz przemawia do mnie nadzieją!
Miłych spotkań z "Zakochaną koloratką"
Kryspin
niedziela, 30 listopada 2014
"Pytanie na śniadanie"_TVP i "Zakochana koloratka"
Z przyjemnością zapraszam wszystkich w dniu jutrzejszym[. 01.grudnia] do TVP:"Pytanie na śniadanie".
O godzinie 09.40 będę miał przyjemność podzielić się informacjami o okolicznościach powstania "Zakochanej koloratki".
Bardzo się cieszę , że na tak szerokim forum będę mógł polecić książkę, w której starałem się opowiedzieć historię narodzin miłości, która nie miała prawa się zdarzyć. a gdy pomimo wszystko zakiełkowała; świat skazał ją na niepowodzenie.....
A Oni kochali się coraz bardziej, każdego dnia budząc zdziwienie tych wszystkich, którzy nie potrafili uwierzyć w siłę prawdziwego uczucia, w jego moc cudu, którego każdy przecież może doświadczyć!
Zapraszam jutro! : 9.40, Program II TVP:"Pytanie na śniadanie"!!!
Kolejny raz zachęcam także do lektury "Zakochanej koloratki"!!!!
P.S. W związku z licznymi zapytaniami o możliwość zakupu książki, podaję jeszcze raz mojego maila i nr tel:
mail: kryspinkrystek@onet.eu
tel: 0048 536 425 831
W jednym z postów :Jak kupić :"Zakochaną koloratkę" także znajdziecie wszelkie info. o sposobie pozyskania książki![20.07.2014 rok]
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin.
O godzinie 09.40 będę miał przyjemność podzielić się informacjami o okolicznościach powstania "Zakochanej koloratki".
Bardzo się cieszę , że na tak szerokim forum będę mógł polecić książkę, w której starałem się opowiedzieć historię narodzin miłości, która nie miała prawa się zdarzyć. a gdy pomimo wszystko zakiełkowała; świat skazał ją na niepowodzenie.....
A Oni kochali się coraz bardziej, każdego dnia budząc zdziwienie tych wszystkich, którzy nie potrafili uwierzyć w siłę prawdziwego uczucia, w jego moc cudu, którego każdy przecież może doświadczyć!
Zapraszam jutro! : 9.40, Program II TVP:"Pytanie na śniadanie"!!!
Kolejny raz zachęcam także do lektury "Zakochanej koloratki"!!!!
P.S. W związku z licznymi zapytaniami o możliwość zakupu książki, podaję jeszcze raz mojego maila i nr tel:
mail: kryspinkrystek@onet.eu
tel: 0048 536 425 831
W jednym z postów :Jak kupić :"Zakochaną koloratkę" także znajdziecie wszelkie info. o sposobie pozyskania książki![20.07.2014 rok]
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin.
wtorek, 25 listopada 2014
Bez tytułu
Gdy przyszedł czas, kiedy moja ukochana Romeczka była już bardzo chora, nie dopuszczałem do siebie, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że śmierć mi ją zabierze.
Naiwnie sądziłem, że skoro kocham ją i ona darzy mnie równie wielkim uczuciem, to wbrew wszystkiemu, będziemy nieśmiertelni dla siebie....
Los jednak zdecydował inaczej....
A ja byłem jak ślepy i bezmyślnie łudziłem się jutrem, a ono nie było nam już dane!
Nie pamiętam naszych ostatnich wspólnych uniesień, kąpieli przy świecach, ostatniej lampki koniaku, wieczoru , gdy tliła się w nas nadzieja, gdy następnego poranka przebudziliśmy się niby tak samo, ale już nigdy nie było nam dane dostąpić naszych chwil ostatnich....
Teraz kocham bardziej świadomie i....?
Boję się tego, że jestem słaby, że nie potrafię uratować piękna, którego doświadczam...?
Boję się tego, że nie potrafię ....
Podli ludzie, którzy nawet mnie nigdy nie widzieli rozpowiadają, że Ona umarła przeze mnie, bo: "Nie potrafiłem zapewnić jej należytej opieki i leków, po których choroba uwolniłaby ją ze śmiertelnej pętli..."
To bardzo boli, gdy ktoś do rany dosypuje soli nienawiści....
Teraz kocham świadomie i boję się, że nie potrafię zapewnić należytej opieki mojej miłości i.....
Najbardziej boję się poranka samotności.....
Kryspin
Naiwnie sądziłem, że skoro kocham ją i ona darzy mnie równie wielkim uczuciem, to wbrew wszystkiemu, będziemy nieśmiertelni dla siebie....
Los jednak zdecydował inaczej....
A ja byłem jak ślepy i bezmyślnie łudziłem się jutrem, a ono nie było nam już dane!
Nie pamiętam naszych ostatnich wspólnych uniesień, kąpieli przy świecach, ostatniej lampki koniaku, wieczoru , gdy tliła się w nas nadzieja, gdy następnego poranka przebudziliśmy się niby tak samo, ale już nigdy nie było nam dane dostąpić naszych chwil ostatnich....
Teraz kocham bardziej świadomie i....?
Boję się tego, że jestem słaby, że nie potrafię uratować piękna, którego doświadczam...?
Boję się tego, że nie potrafię ....
Podli ludzie, którzy nawet mnie nigdy nie widzieli rozpowiadają, że Ona umarła przeze mnie, bo: "Nie potrafiłem zapewnić jej należytej opieki i leków, po których choroba uwolniłaby ją ze śmiertelnej pętli..."
To bardzo boli, gdy ktoś do rany dosypuje soli nienawiści....
Teraz kocham świadomie i boję się, że nie potrafię zapewnić należytej opieki mojej miłości i.....
Najbardziej boję się poranka samotności.....
Kryspin
poniedziałek, 24 listopada 2014
Siła marketingu szeptanego!
Mój wydawca przy pierwszym naszym spotkaniu w związku z "Zakochaną koloratką" powiedział:
-"Nie jest sztuką wydać książkę, ale najtrudniejsze jest ją sprzedać"
Inaczej mówiąc dotrzeć z nią do jak największej liczby odbiorców!
Szlag mnie trafił, gdy w kilku hurtowniach, sieciach księgarni; poinformowano mnie, że dla siebie rezerwują od 55 do 60% ceny, jako prowizję dystrybucyjną!
Prosty rachunek: ze 100 książek zabiorą 2500 zł, a z 1000- 25000 zł i to praktycznie za nic!
Zarabiają za podanie egzemplarza z półki.....
No tak, pomyślałem:
Gdyby ktoś sprzedawał 3 książki dziennie- na 1000 sztuk potrzebowałby cały rok!
No i do tego musiałby być urodzonym sprzedawcą.
I to jest trudne, bo według badań, tylko około 5% ludzi lubi trudnić się sprzedażą[ czyli co dwudziesty z nas!]
Nie lubię sprzedawać czegokolwiek i jeszcze kolejne 94 osoby na sto, także mają awersję do takiej formy aktywności....
A gdybym miał otrzymać wynagrodzenie za to, że 1000 osób zakupi dla siebie po jednej książce!- [5zł od każdej zakupionej książki]
Zarobiłbym 5000 zł!
To byłoby super, prawda?
Ale zaraz: miałbym 1000 ludzi namówić na to, aby zakupiły po jednej książce?
To przecież przekracza moje możliwości, bo nawet tylu osób nie znam!
A jeśli poleciłbym książkę 100 osobom?-ciągle dużo!
A jeśli powodzenie mojego planu zarobienia swoich 5000 zł ograniczyłbym do 10 osób?
No, to jest już bardziej realne!
Polecam zakup 10 osobom i co dalej?
Gdybyśmy zabawili się w proste mnożenie,to:
10 osób robi to samo co ja i mamy już 100 !
A teraz wystarczy, że te 100 zrobi to samo, co my: czyli polecą zakup swoim 10 znajomym!
Bingo- mamy 1000 sprzedanych książek i swoje 5000 zł!!!
Ktoś teraz powie: to zwykły łańcuszek, piramida itd; a na koniec setki argumentów w stylu: to tak nie działa i wyliczenia papierowe zawsze rozmijają się z rzeczywistością!
I wiecie co, oni mają wiele racji w swoim powątpiewaniu co do naszych wyliczeń.
No więc klapa?
Wcale nie!!
Powyższy schemat ukazuje nam tylko zasadę rozwoju tzw:MLM, czyli marketingu wielopoziomowego, a inaczej mówiąc: marketingu szeptanego, który powoduje sprzedaż opartą o rekomendację [ podobnie jak w przypadku Goździkowej i pastylek na ból głowy: jej pomogło, poleciła innym i sprzedaż rosła!]
MLM jest jednak bardziej sprawiedliwy od sposobu Goździkowej, bo nagradza każdego polecającego!
Powróćmy do naszego systemu, dzięki któremu firma zapłaci nam za 1000 kupionych książek!
-poleciliśmy zakup 10 osobom i one zakupiły książkę dla siebie!
-tylko trzech z tych 10 zrobiło to samo, co my- polecili 10 swoim znajomym i oni kupili po jednej książce dla siebie! Mamy więc już 30 osób!
-Z tej trzydziestki znowu tylko 30% poleciło 10 swoim znajomym: czyli 9 x 10= mamy 90 zakupionych książek w naszym zespole!
-Znowu to samo złożenie z 90 osób pozostaje 21, które poleciły swoim 10 znajomym i mamy 210 zakupów!
-Kolejny raz ponawia się zasada: 63 osoby polecają swoim 10 bliskim, a oni kupują po jednej książce:
Nasza organizacja zakupowa nabyła kolejne 630 książek!
Podsumujmy: 10+30+90+210+630= 970 książek- mamy prawie zrealizowany nasz plan!
970 x 5 zł= 4850 zł!!!
Każdy kupił tylko jedną książkę dla siebie i tylko co trzeci polecał swoim znajomym jej zakup !!!
To jest siła MLM, a tak nawiasem mówiąc, to jest wspaniały sposób na podreperowanie swojego budżetu rodzinnego....
Trzeba tylko choć trochę chcieć!
I tak na koniec: MLM nie ogranicza poziomu zarabiania i ten przykład, który rozpisałem nie jest granicznym poziomem, a trzeba powiedzieć, że ukazuje tylko początek tego, co możesz zarobić w systemie polecania!
Do spotkania z tymi, których wyobraźnia sięga dalej, aniżeli pensja na poziomie najniższej krajowej!
Kryspin
-
-"Nie jest sztuką wydać książkę, ale najtrudniejsze jest ją sprzedać"
Inaczej mówiąc dotrzeć z nią do jak największej liczby odbiorców!
Szlag mnie trafił, gdy w kilku hurtowniach, sieciach księgarni; poinformowano mnie, że dla siebie rezerwują od 55 do 60% ceny, jako prowizję dystrybucyjną!
Prosty rachunek: ze 100 książek zabiorą 2500 zł, a z 1000- 25000 zł i to praktycznie za nic!
Zarabiają za podanie egzemplarza z półki.....
No tak, pomyślałem:
Gdyby ktoś sprzedawał 3 książki dziennie- na 1000 sztuk potrzebowałby cały rok!
No i do tego musiałby być urodzonym sprzedawcą.
I to jest trudne, bo według badań, tylko około 5% ludzi lubi trudnić się sprzedażą[ czyli co dwudziesty z nas!]
Nie lubię sprzedawać czegokolwiek i jeszcze kolejne 94 osoby na sto, także mają awersję do takiej formy aktywności....
A gdybym miał otrzymać wynagrodzenie za to, że 1000 osób zakupi dla siebie po jednej książce!- [5zł od każdej zakupionej książki]
Zarobiłbym 5000 zł!
To byłoby super, prawda?
Ale zaraz: miałbym 1000 ludzi namówić na to, aby zakupiły po jednej książce?
To przecież przekracza moje możliwości, bo nawet tylu osób nie znam!
A jeśli poleciłbym książkę 100 osobom?-ciągle dużo!
A jeśli powodzenie mojego planu zarobienia swoich 5000 zł ograniczyłbym do 10 osób?
No, to jest już bardziej realne!
Polecam zakup 10 osobom i co dalej?
Gdybyśmy zabawili się w proste mnożenie,to:
10 osób robi to samo co ja i mamy już 100 !
A teraz wystarczy, że te 100 zrobi to samo, co my: czyli polecą zakup swoim 10 znajomym!
Bingo- mamy 1000 sprzedanych książek i swoje 5000 zł!!!
Ktoś teraz powie: to zwykły łańcuszek, piramida itd; a na koniec setki argumentów w stylu: to tak nie działa i wyliczenia papierowe zawsze rozmijają się z rzeczywistością!
I wiecie co, oni mają wiele racji w swoim powątpiewaniu co do naszych wyliczeń.
No więc klapa?
Wcale nie!!
Powyższy schemat ukazuje nam tylko zasadę rozwoju tzw:MLM, czyli marketingu wielopoziomowego, a inaczej mówiąc: marketingu szeptanego, który powoduje sprzedaż opartą o rekomendację [ podobnie jak w przypadku Goździkowej i pastylek na ból głowy: jej pomogło, poleciła innym i sprzedaż rosła!]
MLM jest jednak bardziej sprawiedliwy od sposobu Goździkowej, bo nagradza każdego polecającego!
Powróćmy do naszego systemu, dzięki któremu firma zapłaci nam za 1000 kupionych książek!
-poleciliśmy zakup 10 osobom i one zakupiły książkę dla siebie!
-tylko trzech z tych 10 zrobiło to samo, co my- polecili 10 swoim znajomym i oni kupili po jednej książce dla siebie! Mamy więc już 30 osób!
-Z tej trzydziestki znowu tylko 30% poleciło 10 swoim znajomym: czyli 9 x 10= mamy 90 zakupionych książek w naszym zespole!
-Znowu to samo złożenie z 90 osób pozostaje 21, które poleciły swoim 10 znajomym i mamy 210 zakupów!
-Kolejny raz ponawia się zasada: 63 osoby polecają swoim 10 bliskim, a oni kupują po jednej książce:
Nasza organizacja zakupowa nabyła kolejne 630 książek!
Podsumujmy: 10+30+90+210+630= 970 książek- mamy prawie zrealizowany nasz plan!
970 x 5 zł= 4850 zł!!!
Każdy kupił tylko jedną książkę dla siebie i tylko co trzeci polecał swoim znajomym jej zakup !!!
To jest siła MLM, a tak nawiasem mówiąc, to jest wspaniały sposób na podreperowanie swojego budżetu rodzinnego....
Trzeba tylko choć trochę chcieć!
I tak na koniec: MLM nie ogranicza poziomu zarabiania i ten przykład, który rozpisałem nie jest granicznym poziomem, a trzeba powiedzieć, że ukazuje tylko początek tego, co możesz zarobić w systemie polecania!
Do spotkania z tymi, których wyobraźnia sięga dalej, aniżeli pensja na poziomie najniższej krajowej!
Kryspin
-
niedziela, 23 listopada 2014
Polska to dziwny kraj!
Minął tydzień od poprzedniej niedzieli, gdy urządzono nam spektakl wyborczy!
I nic to, że okazał się czymś na kształt farsy, albo jak niektórzy nazywają: cudu przy urnach!
Aktorzy tego spektaklu, z członkami Państwowej Komisji Wyborczej na czele, każdego dnia serwowali nam emocje podając coraz to nowe terminy ostatecznego wyniku głosowania narodu.
I nic to, że niekiedy zwycięzcami ogłaszani byli ludzie, którzy nawet nie startowali do zajęcia lukratywnych foteli [prezydentem Szczecina miał zostać człowiek, który nie był nawet na liście !!!]
I nic to, że PSL: partia przystawkowa [ zawsze z tym, kto zwycięża] osiągnęła wynik budzący zdziwienie ich samych.
I nic to, że partie osiągające gorsze poparcie otrzymały większą część mandatów w radach gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, to przecież nie jest istotne!
Najważniejsze, że pozwolono nam mieć iluzję współdecydowania o sprawach, które nas niby dotyczą.
Wszystko to przecież jest niczym innym, jak tylko spektaklem dla gawiedzi, tanią [no może nie tak dosłownie tanią zważywszy na koszty] rozrywką!
Polska to taki dziwny kraj, gdzie:
-buduje się najdroższy stadion w Europie [Narodowy z zasuwanym dachem!] i zwalnia się dyscyplinarnie faceta, który nie dopilnował trwonienia społecznego grosza, ale na odchodne nieudacznikowi wypłaca się ponad 500 000 zł[ tak na otarcie łez po kopie, na który zasłużył]
-oddaje się najdroższe odcinki[drożej niż w jakimkolwiek raju europejskim] czegoś, co dumnie określa się autostradami. I nic to, że po kilku tygodniach wchodzą na te same drogi ekipy remontowe, ale cóż to przeszkadza w pobieraniu opłat za ślimaczą jazdę pośród maszyn drogowych!
-utrzymuje się ministra zdrowia, który kolejnymi swymi decyzjami skazuje tysiące chorych na wyroki śmierci, bo najważniejsze są procedury [często graniczące z koszmarem absurdu!]
-gdzie kolejne koalicje rządzących partii, jako pierwsze decyzje, którym poświęcają całą swoją energię, stawiają podział lukratywnych stanowisk w radach nadzorczych tworów określanych jako Spółki Skarbu Państwa [Tylko niekiedy dawkuje się motłochowi info na temat pensji partyjnych "fachowców" od wszystkiego]
I co to kogo obchodzi, że członkowie tzw. rad nadzorczych, prezesi zarządów i szarzy członkowie tych tworów otrzymują po kilkadziesiąt tysięcy pensji co miesiąc [ niektórych pobory zaczynają się nawet od sześciocyfrowej kwoty!!!]
A nam raz po raz daje się farsę wyborów- a niech tam, narodowi coś też się należy!
Kryspin
-
I nic to, że okazał się czymś na kształt farsy, albo jak niektórzy nazywają: cudu przy urnach!
Aktorzy tego spektaklu, z członkami Państwowej Komisji Wyborczej na czele, każdego dnia serwowali nam emocje podając coraz to nowe terminy ostatecznego wyniku głosowania narodu.
I nic to, że niekiedy zwycięzcami ogłaszani byli ludzie, którzy nawet nie startowali do zajęcia lukratywnych foteli [prezydentem Szczecina miał zostać człowiek, który nie był nawet na liście !!!]
I nic to, że PSL: partia przystawkowa [ zawsze z tym, kto zwycięża] osiągnęła wynik budzący zdziwienie ich samych.
I nic to, że partie osiągające gorsze poparcie otrzymały większą część mandatów w radach gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, to przecież nie jest istotne!
Najważniejsze, że pozwolono nam mieć iluzję współdecydowania o sprawach, które nas niby dotyczą.
Wszystko to przecież jest niczym innym, jak tylko spektaklem dla gawiedzi, tanią [no może nie tak dosłownie tanią zważywszy na koszty] rozrywką!
Polska to taki dziwny kraj, gdzie:
-buduje się najdroższy stadion w Europie [Narodowy z zasuwanym dachem!] i zwalnia się dyscyplinarnie faceta, który nie dopilnował trwonienia społecznego grosza, ale na odchodne nieudacznikowi wypłaca się ponad 500 000 zł[ tak na otarcie łez po kopie, na który zasłużył]
-oddaje się najdroższe odcinki[drożej niż w jakimkolwiek raju europejskim] czegoś, co dumnie określa się autostradami. I nic to, że po kilku tygodniach wchodzą na te same drogi ekipy remontowe, ale cóż to przeszkadza w pobieraniu opłat za ślimaczą jazdę pośród maszyn drogowych!
-utrzymuje się ministra zdrowia, który kolejnymi swymi decyzjami skazuje tysiące chorych na wyroki śmierci, bo najważniejsze są procedury [często graniczące z koszmarem absurdu!]
-gdzie kolejne koalicje rządzących partii, jako pierwsze decyzje, którym poświęcają całą swoją energię, stawiają podział lukratywnych stanowisk w radach nadzorczych tworów określanych jako Spółki Skarbu Państwa [Tylko niekiedy dawkuje się motłochowi info na temat pensji partyjnych "fachowców" od wszystkiego]
I co to kogo obchodzi, że członkowie tzw. rad nadzorczych, prezesi zarządów i szarzy członkowie tych tworów otrzymują po kilkadziesiąt tysięcy pensji co miesiąc [ niektórych pobory zaczynają się nawet od sześciocyfrowej kwoty!!!]
A nam raz po raz daje się farsę wyborów- a niech tam, narodowi coś też się należy!
Kryspin
-
sobota, 22 listopada 2014
Ciepło "ogniska" sukcesu!
Koniec listopada wita nas przedsmakiem zimy, pory roku, którą nie bardzo lubimy.
Jest jednak jeden pozytyw z nadchodzącego chłodu: to emocje sportowych kibiców, którzy z wypiekami na twarzach będą zasiadali przed ekranami telewizorów, aby przeżywać chwile dumy, że Polacy też potrafią pokazać światu, iż potrafią skakać i biegać.
Co bardziej zasobni[ i zwariowani po trochu], będą przemierzać Europę wzdłuż i wszerz, by na skoczniach i trasach biegowych dopingować naszych narodowych idoli i to jest piękne !
Każdy z nas potrzebuje poczucia dumy i sukcesu i jeśli nie możemy sami takowego triumfu święcić, bo Bozia poskąpiła nam talentu, to potrafimy przecież ogrzewać nasze pragnienia przy "ognisku" rozpalonym sukcesem Stocha, czy Justyny Kowalczyk
Po emocjach zawodów sportowych powracamy do swoich zajęć i może tylko raz po raz w rozmowach wśród znajomych zauważamy z dumą: "No i jest pięknie! Odnieśliśmy sukces, jesteśmy potęgą i nikt nam nie podskoczy...."
Tak sobie myślę, że bardzo lubimy przyklejać się do sukcesu innych, zasiadać przy "ogniskach" tych, którzy ciężką pracą pomnożyli talenty, które otrzymali....
No tak, ale co ja mały człowieczek ogarnięty przeciętnością mogę za to, że nie mam swojego "ogniska" sukcesu?
Każdy człowiek, niezależnie od profesji i wieku, jest zdolny do rozpalenia swojego poczucia dumy z tego, czym się zajmuje, co robi, co osiągnął i co jeszcze osiągnie!
Aby jednak mogło się to stać, potrzebujemy odrobinę chęci i wytrwałości w pokonywaniu swojego lenistwa i niewiary w to, że też potrafimy!
Nasze życie jest bardzo podobne do tego, co oglądamy na arenach zmagań sportowców.
Może nie dane nam będzie nigdy rozkoszować się rekordami, sukcesami zarezerwowanymi dla tych nielicznych dotkniętych geniuszem, lub nad wyraz uzdolnionymi, ale zawsze możemy przekraczać nasze ograniczenia, przeciętność!
Może warto do naszych rachunków sumienia dołożyć jeszcze jedno pytanie o samodoskonalenie: Czy dzisiaj zrobiłem coś lepiej aniżeli wczoraj i czy jutro postaram się zrobić to lepiej niż dziś?
Jeśli naszą aktywność w tym co robimy, potraktujemy jak zmaganie w czasie zawodów sportowych; osiągniemy sukces i poczujemy się lepiej.
Każdy może rozpalać swoje "ognisko" , by odczuć ciepło sukcesu!
Kryspin
Jest jednak jeden pozytyw z nadchodzącego chłodu: to emocje sportowych kibiców, którzy z wypiekami na twarzach będą zasiadali przed ekranami telewizorów, aby przeżywać chwile dumy, że Polacy też potrafią pokazać światu, iż potrafią skakać i biegać.
Co bardziej zasobni[ i zwariowani po trochu], będą przemierzać Europę wzdłuż i wszerz, by na skoczniach i trasach biegowych dopingować naszych narodowych idoli i to jest piękne !
Każdy z nas potrzebuje poczucia dumy i sukcesu i jeśli nie możemy sami takowego triumfu święcić, bo Bozia poskąpiła nam talentu, to potrafimy przecież ogrzewać nasze pragnienia przy "ognisku" rozpalonym sukcesem Stocha, czy Justyny Kowalczyk
Po emocjach zawodów sportowych powracamy do swoich zajęć i może tylko raz po raz w rozmowach wśród znajomych zauważamy z dumą: "No i jest pięknie! Odnieśliśmy sukces, jesteśmy potęgą i nikt nam nie podskoczy...."
Tak sobie myślę, że bardzo lubimy przyklejać się do sukcesu innych, zasiadać przy "ogniskach" tych, którzy ciężką pracą pomnożyli talenty, które otrzymali....
No tak, ale co ja mały człowieczek ogarnięty przeciętnością mogę za to, że nie mam swojego "ogniska" sukcesu?
Każdy człowiek, niezależnie od profesji i wieku, jest zdolny do rozpalenia swojego poczucia dumy z tego, czym się zajmuje, co robi, co osiągnął i co jeszcze osiągnie!
Aby jednak mogło się to stać, potrzebujemy odrobinę chęci i wytrwałości w pokonywaniu swojego lenistwa i niewiary w to, że też potrafimy!
Nasze życie jest bardzo podobne do tego, co oglądamy na arenach zmagań sportowców.
Może nie dane nam będzie nigdy rozkoszować się rekordami, sukcesami zarezerwowanymi dla tych nielicznych dotkniętych geniuszem, lub nad wyraz uzdolnionymi, ale zawsze możemy przekraczać nasze ograniczenia, przeciętność!
Może warto do naszych rachunków sumienia dołożyć jeszcze jedno pytanie o samodoskonalenie: Czy dzisiaj zrobiłem coś lepiej aniżeli wczoraj i czy jutro postaram się zrobić to lepiej niż dziś?
Jeśli naszą aktywność w tym co robimy, potraktujemy jak zmaganie w czasie zawodów sportowych; osiągniemy sukces i poczujemy się lepiej.
Każdy może rozpalać swoje "ognisko" , by odczuć ciepło sukcesu!
Kryspin
czwartek, 20 listopada 2014
"Perły z szuflady"
Gdy do naczynia wpada jedna kropla, nikt jej nie zauważy, nie ugasi ona pragnienia.
Tak samo jest z każdą inicjatywą, aktywnością, choćby najbardziej szczytną!
Jeśli ktoś ze swoim przesłaniem, apelem pozostaje osamotniony; wtedy taka "kropla", choćby była ze szczerego złota, zaginie w błocie codzienności.
W kilku minionych postach wspomniałem, że przygotowujemy projekt, który pozwoli zaistnieć nowym twórcom w naszej rodzimej literaturze i co najistotniejsze; pozwoli nam, czytelnikom, na:
>pozyskanie ciekawych, ambitnych książek z przesłaniem!
>Stanie się Mecenasami literatury współczesnej!
Projekt ten umożliwi także dostęp do wartościowych pozycji literackich osobom mniej zamożnym, które z powodów szczupłości swoich portfeli, ograniczali dotąd pasję czytania do kioskowej prasy o niskich lotach[ ale za to taniej]
W projekcie: "Perły z szuflady", każdy z nas będzie miał możliwość spełnienia swoich pragnień i to nie tylko związanych z promowaniem nowych twórców literackich!
Gdy naczynie["Perły z szuflady"] wypełnimy tysiącami kropel, to wszyscy będziemy się cieszyć z tego, że mamy naszą osobistą cegiełkę w tworzeniu nieśmiertelności dla perełek naszej literatury współczesnej
Już wkrótce więcej szczegółów projektu:"Perły z szuflady" w kolejnych postach!
Pozdrawiam wszystkich!
Kryspin
Tak samo jest z każdą inicjatywą, aktywnością, choćby najbardziej szczytną!
Jeśli ktoś ze swoim przesłaniem, apelem pozostaje osamotniony; wtedy taka "kropla", choćby była ze szczerego złota, zaginie w błocie codzienności.
W kilku minionych postach wspomniałem, że przygotowujemy projekt, który pozwoli zaistnieć nowym twórcom w naszej rodzimej literaturze i co najistotniejsze; pozwoli nam, czytelnikom, na:
>pozyskanie ciekawych, ambitnych książek z przesłaniem!
>Stanie się Mecenasami literatury współczesnej!
Projekt ten umożliwi także dostęp do wartościowych pozycji literackich osobom mniej zamożnym, które z powodów szczupłości swoich portfeli, ograniczali dotąd pasję czytania do kioskowej prasy o niskich lotach[ ale za to taniej]
W projekcie: "Perły z szuflady", każdy z nas będzie miał możliwość spełnienia swoich pragnień i to nie tylko związanych z promowaniem nowych twórców literackich!
Gdy naczynie["Perły z szuflady"] wypełnimy tysiącami kropel, to wszyscy będziemy się cieszyć z tego, że mamy naszą osobistą cegiełkę w tworzeniu nieśmiertelności dla perełek naszej literatury współczesnej
Już wkrótce więcej szczegółów projektu:"Perły z szuflady" w kolejnych postach!
Pozdrawiam wszystkich!
Kryspin
Subskrybuj:
Posty (Atom)


