wtorek, 4 sierpnia 2015

Mamona i balet!


"Panie Boże, daj mi wreszcie tę szóstkę w lotto, prosi natarczywie katolik i staje się coraz bardziej poirytowany po kolejnym losowaniu, gdy omija go fortuna!
Dobry Bóg wreszcie traci cierpliwość i lekko poirytowany przemawia do natręta :
daj mi szansę, abym mógł okazać swoją hojność i wyślij kupon!"
No ale miłosierny Pan jest także Sędzią Sprawiedliwym i w jednej z przypowieści przypomina nam, że rozsiewa na naszej drodze "szanse", którymi możemy zapracować sobie na hojność Jego Miłosierdzia, ale.....
No właśnie, tak nam niekiedy trudno zobaczyć pod stopami te Boże znaki, a smutny Bóg wtedy mówi:"Byłem głodny, spragniony, bezdomny, chory.....a ty mi nie pomogłeś...."
A na koniec już z powagą dodaje:"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych maluczkich, mi uczyniliście"
Idąc dalej:Czegokolwiek nie uczyniliście dla dobra choćby jednego człowieka, tego i mnie nie uczyniliście!!!!!"
Ze zdumieniem czytam o sprawie poznańskiej szkoły baletowej, która ma  nieszczęście mieści się nieopodal kościoła farnego i do tego pech sprawił, że budynek tejże placówki przynależy do Kościoła!
No i jest kłopot, bo duchowne władze postawiły ultimatum: albo kasa, albo zielona łączka przy rozlewisku Warty!
Po negocjacjach i wyliczeniach biegłych pojawił się kolejny zgrzyt: Jedna ze stron[ta świecka] orzekła, że 10 milionów, to będzie kwota sprawiedliwa, ale Kościół powołał innego speca, który zawyrokował,  iż powinno być 13 milionów!
Żydowskim, [przepraszam za niezręczność]- kupieckim targiem padła propozycja:11,5 miliona!
No niby logiczne, ale tu dostojnicy w sutannach powiedzieli:" no nie wiemy co na to powie Watykan, czy nie zostaniemy posądzeni o niegospodarność!"
Tak mi się wydaje, że z Franciszkiem  nie będą tego uzgadniać, bo On to jakiś dziwny jest i nie daj Bóg, jeszcze zaniżyłby wynegocjowaną kwotę, gdyby dowidział się, że chodzi o tak szczytną  sprawę, jak pomieszczenia dla szkoły!
Smuci mnie to, że Kościół kolejny raz daje sygnał, iż mamona przysłania mu Boże szanse, które On stawia także na jego drodze:"Cokolwiek uczyniliście maluczkim, mnie uczyniliście!!!"
Kryspin


czwartek, 23 lipca 2015

Zaproszenie do Klubu przyjaciół książki-Perły z szuflady!

      Jestem autorem "Zakochanej koloratki" i do bólu poznałem problemy debiutanta na niwie literackiej!
Może dlatego, że jestem upartym człowiekiem, a może dlatego, że w głębi duszy czułem, że ten mój debiut literacki powinien trafić do czytelników, udało mi się pokonać góry trudności, o których na szczęście nie miałem pojęcia na początku mojego marzenia!
"Zakochana koloratka" narodziła się i rośnie w swojej rozpoznawalności i nieustannie poszerza się grono czytelników i w pewien sposób "fanów" tej książki[świadczy o tym niezliczona ilość maili i telefonów od czytelników wdzięcznych z nią!]
Gdybym powiedział, że przeszedłem już "Himalaje" przeciwności w moich marzeniach, to byłbym naiwnym człowiekiem.
Kilka tygodni temu spotkałem się z szefostwem dużej hurtowni z książkami [jednym z największych graczy na tym rynku] i wtedy przeżyłem kolejny prysznic monopolistów na tym rynku:
-"jesteśmy gotowi wydać i zagospodarować pana książkę,czyli dostarczyć ją do księgarni, także do Empiku i będzie pan zadowolony!"
Zaczęło się obiecująco i czekałem na szczegóły[ i haki ] w tej życzliwości no i doczekałem się:
-"Pana książka będzie sprzedawana po 39,90 zł, z tego musimy dać zarobić księgarniom, coś musi zostać dla nas i reszta będzie dla autora"
Nadal ciekawie to brzmiało aż do chwili, gdy dopytałem o tę resztę:
-"no między 5, a 8 % od każdego sprzedanego egzemplarza!!!"
Policzyłem w pamięci i wyszło mi coś pomiędzy 2, a 3 złote od każdej książki!
Ale tylko od sprzedanych i po jakichś 3-6 miesiącach!
      Grzecznie podziękowałem i udałem się do 20-to letniego golfika[pożyczonego na tę wyprawę] i na koniec spojrzałem tylko za właścicielem hurtowni, który wsiadał do nowego BMW[seria specjalna-560 KM, za bagatela 500000 zł]
Ile musiałbym napisać i sprzedać książek, aby zafundować sobie takie cacko???
Jadąc w upale letniego słońca[4 godziny bez klimy] nie myślałem o sobie, a prześladowała mnie obsesyjnie myśl  o tym, jak wielu "debiutantów", którzy napisali wartościowe książki, może bardziej"świadomych " ode mnie nigdy nawet nie podejmie wyzwania i perełki ich wrażliwości na zawsze pozostaną w domowych szufladach ?
I tu dochodzę do tego, dlaczego napisałem ten post!
Przyjaciele!
   Od sierpnia zaczynam projekt:"Klubu przyjaciół książki-Perły z szuflady!"
   Chciałbym stworzyć system pomocy dla autorów -debiutantów,którzy stworzyli wartościowe pozycje, a z różnych przyczyn nie ośmielili się ich opublikować[Chcemy pomagać im w kwestii wydania ich książki i w skutecznym systemie dotarcia do czytelników!]
    Kto będzie odbiorcą ich dokonań....?
My wszyscy, którzy będziemy tworzyli Klub przyjaciół książki- perły z szuflady!
    No tak, ale kupowanie książki wiąże się z wydatkiem i to niekiedy jest hamulcem dla naszych pragnień, gdy zamierzamy zakupić książkę!
Teraz dobra nowina dla klubowiczów!!!!!
Gdy kupuję, muszę wydawać kasę, ale gdy polecę książkę i klub swoim bliskim, przyjaciołom i znajomym, zasługuję na wynagrodzenie, prawda???!!!!!
No tak, ale skąd pieniądze na wynagrodzenie skutecznych poleceń ?
I tu powróćmy do początku tego posta
Kto z każdej książki zarabia jakieś 25 zł????
Tak, masz rację-pośrednicy[wydawnictwo, hurtownia, sklep!!!!]
Teraz te pieniądze pójdą w system wynagradzania dla tych, którzy potrafią : polecić-książkę, Klub!
25 zł- mało, prawda?
a jeśli tych książek zostanie sprzedanych 1000?
25 000 zł, to już jest coś, czym można się podzielić!!!!
A jeśli będzie nas coraz więcej i więcej i więcej- pomyśl ile będzie dla ciebie dodatkowego grosza?
Przyjaciele!
Jeden człowiek nie tworzy klubu, ale gdy będzie nas tysiące????
Ty także możesz zostać jego częścią i zrealizować swoje marzenia:Czytając możesz zarabiać!!!!!
System zapłaci Tobie za mówienie o książce i o klubie!!!!
Nie przegap  tej okazji!!!!
      W dalszej części przekażę Tobie info, jak możesz zapisać się do naszego grona[jednym z warunków przystąpienia jest zakup książki, ale osoby, które już nabyły "Zakochaną koloratkę", nie muszą tego czynić kolejny raz i ograniczają się tylko do części związanej z rejestracją!!!!]
W razie pytań , zadzwoń tel:536 425 831, lub napisz: kryspinkrystek@onet.eu
             Klub Przyjaciół Książki-Perły z szuflady!
Czytaj i zarabiaj!
Dzięki przyjacielowi[ID przyjaciela.........................] dowiedziałeś się o
Klubie Przyjaciół Książki- Perły z szuflady!
Od teraz i Ty możesz stać się częścią grona Przyjaciół dobrej, polskiej literatury współczesnej!
W Klubie Przyjaciół Książki będziesz mógł poznać dokonania autorów, którzy na rynku polskiej literatury powinni mieć swoje miejsce, bo na takie zasługują ich książki!
Jednak w świecie komercji i układów, ich głos jest mało słyszalny i dlatego prawdziwe skarby wrażliwego słowa często przepadają bezpowrotnie w szufladach zapomnienia!
>Przystępując do Klubu Przyjaciół Książki stajesz się Mecenasem Słowa!
>Przystępując do Klubu wyrażasz także sprzeciw wobec tych, którzy poprzez układ pośredników[wydawnictwa, hurtownie książek, monopolistyczne księgarnie- zabierają 90-95% zysku z książki dla siebie!!!], czyli.....?
Takiemu procederowi trzeba powiedzieć:NIE!!!
Dlatego właśnie powstał Klub Przyjaciół Książki-Perły z szuflady!
Każdy członek naszego Klubu może:
> kupować kolejne książki z rosnącym rabatem!
> polecać wartościową literaturę gronu przyjaciół i dzięki temu zarabiać!
Czytaj- polecaj- zarabiaj!
To takie proste!
Cena książki-35 zł+ 4 zł[koszt przesyłki]
Opłata rejestracyjna- 10 zł
Całość wpłaty- 49 zł
Przelew na konto:
Julia Krystek
60-802 Poznań
Wojskowa 21/7
Nr konta: 06 1910 1048 2944 3926 0942 0001
Tytułem: książka
Dane:Imię, nazwisko, dokładny adres, nr tel. i mail!
I numer ID polecającego!!!
Odwrotnie otrzymasz: zamówioną książkę, umowę członkowską KPK z Twoim numerem ID[ten nr jest konieczny, abyśmy mogli naliczać Tobie należne wynagrodzenie!] i list powitalny oraz 10 ulotek-info dla kolejnych przyjaciół, którzy dzięki Tobie znajdą się w gronie Mecenasów Słowa dzięki KPK
  • Jeśli nie chcesz teraz przystąpić do KPK, a zamierzasz nabyć poleconą Tobie książkę- nie dokonujesz opłaty rejestracyjnej[10 zł]
    Pozdrawiam i gratuluję podjętej decyzji, Kryspin Krystek

czwartek, 16 lipca 2015

Na początku było Słowo!

                   "Na początku było Słowo! Ono było u Boga i Bogiem było Słowo"!
      To są pierwsze zdania z najpopularniejszej książki świata-Biblii!
Czytałem je wielokrotnie i spowszedniały mi  w swej oczywistości i jest mi trochę wstyd, że tak mało zastanowienia we mnie wzbudziły!
      Świat mądrych ludzi jest gotowy obsypywać nagrodami Nobla tych uczonych, którzy w swych naukowych dociekaniach choćby o milimetry zdołają uchylić przed nim drzwi niewiedzy:
Co było na początku?
Jak to wszystko się zaczęło?
A Biblia, która morze stoi zapomniana na regałach naszych domowych bibliotek, przecież o tym mówi w tak prosty sposób.
     No i teraz narażam się na zarzut, że próbuję przywracać "ciemnogród" i czytelnik tego posta tylko będzie czekał, aż w dalszej części będę starał się go przekonywać, że nasz świat powstał kiedyś w ciągu kilku          [ konkretnie 6 dni, bo w siódmym Bóg odpoczywał!]dni..
     Nie uzurpuję sobie wiedzy na temat tego, jaki był początek wszystkiego i z pewnością nie marzę o Noblu!
Chciałbym jednak, abyśmy zastanowili się nad wielkością tego pierwszego zdania z Biblii.
"Na początku było słowo!"
Autor ukazał nam w tym lapidarnym stwierdzeniu rzeczywistą praprzyczynę powstania wszystkiego i to jest prawda nie do obalenia!
     Każdy wynalazca, twórca zaczyna od słowa!
     Może tego słowa nawet nie wypowiedzieć głośno, a gdyby nawet tak uczynił, to byłoby to tylko powielenie tego pierwszego słowa niewypowiedzianego, które zrodziło się w jego[odkrywcy, twórcy]myśli!
Idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do oczywistości, że praprzyczyną każdego działania, także naszej aktywności jest myśl wyrażona w słowach- nasza myśl zbudowana jest ze słów!
Czyli nasza myśl tworzy słowa, które  potem znajdują swoje ujście w działaniu!
Czyż nie jest to dowód na potęgę Słowa?
Ośmielę się pójść dalej i stwierdzić, że Słowo stanowi o naszym człowieczeństwie!
Słowo ma wielką moc i z tym się każdy zgodzi, prawda?
I na tym zakończmy nasze dzisiejsze przemyślenia.
Jutro chciałbym podzielić się z Wami kolejną porcją moich dociekań na temat wielkiej mocy słowa!
Kryspin

wtorek, 14 lipca 2015

"Mocarz" nie do obalenia!

Komu to służy?
Nasłuchaliśmy się już o tym, że wymiar sprawiedliwości w Polsce nie radzi sobie w najprostszych sprawach.
I coś w tym chyba jest?
Przypominam sobie czasy, gdy w naszym prawie obowiązywała ustawa o tzw. "zbiegu tytułów prawnych."
Ktoś kiedyś uchwalił takie przepisy, aby niektórzy [wybrańcy fortuny]: posłowie, senatorowie i duchowieństwo, mogli zaoszczędzić na opłatach ZUS!
No i wszystko było cacy do czasu, gdy tę ustawę zaczęli wykorzystywać mali kombinatorzy prowadzący swoją działalność gospodarczą!
Ci niegodziwcy zaczęli się masowo zatrudniać jako chałupnicy w firmach, które do uprawiania tego procederu powstały.
I oto: ślusarz, mechanik samochodowy, pani prowadząca mały handelek, zaczęli dodatkowo zarabiać przy roznoszeniu ulotek.
Czasu na nowe zajęcie nie przeznaczali wiele, więc i zarobek był tyci!
No, a od tego wynagrodzenia firma "solidnie " odprowadzała składeczki do ZUS w kwocie np:12 zł miesięcznie.
"Ulotkarz" tym samym nie musiał dorzucać do ZUS -owskiego pieca pełnej składki i parę stówek miesięcznie zostawiał sobie w kieszeni!
Takie "eldorado" nie mogło trwać wiecznie i ustawę zmieniono!
No i dobrze, ale później stała się rzecz dziwna:
Sądy[ nomen omen ZUS-owskie] zaczęły ścigać nieboraków i nie mogąc zarzucić im działania wbrew prawu[bo w tamtych latach  ono pozwalało na ten proceder] ustanowiono określenie klucz:
"Intencja obejścia prawa"!
Skutkiem takich działań wymiaru sprawiedliwości stały się wyroki zobowiązujące nieboraków do spłat zaoszczędzonych pieniążków- oczywiście do ZUS-u!
Nie czas teraz na dywagacje, czy takie działanie było zgodne z literą prawa, bo chciałbym, abyśmy zastanowili się nad problemem, którym karmi się nas już od dłuższego czasu- sklepami z dopalaczami!!!
Najpierw zastanawiano się nad tym "fenomenem": Czy te środki są szkodliwe, czy można traktować je jak inne zabronione substancje[ choćby narkotyki!]
Gdy po wielu rozważaniach karniści zasugerowali naszym parlamentarzystom, że chyba te środki trzeba by traktować podobnie jak inne: hery, czy konopną trawkę, to po kolejnych tygodniach  zaczęto przyglądać się sklepikom z tymi substancjami i postanowiono je zdelegalizować!
No i dobrze!
Życie nie znosi próżni i jeśli nie można oficjalnie sprzedawać tych paskudztw, to dlaczego nie tworzyć obejścia prawa: niech to będą przedmioty kolekcjonerskie.
I znowu państwo rozkłada ręce, choć każdy ma świadomość, że nikt nie kupuje małych srebrnych i kolorowych specyfików, by umieszczać je w gablotce domowego zacisza!
Tak sobie myślę, że jeśli można zabronić sprzedawać zabawki dla małych dzieci, gdy nie mają atestu bezpieczeństwa, to czy problemem byłoby obłożenie takim wymogiem także i tych "kolekcjonerskich" specyfiki!
Aż boję się pomyśleć, że może komuś wcale nie zależy na szybkim ukróceniu tego procederu?
Może ktoś trzepie kasę, swoiste kieszonkowe dla stanowiska, które piastuje?
A może[i niech tak będzie] jest to tylko nieudolność tych, którzy odpowiadają za przestrzeganie i stanowienie dobrego prawa,
Tak czy siak: tacy ludzie powinni odejść; w drugim przypadku na zbity pysk[bez sowitych odpraw], ale w pierwszym przypadku na długoterminowy pobyt za kratami!
Może jestem naiwnym optymistą, ale nadal wierzę w to, że w Polsce: prawo może jeszcze prawo znaczyć, a sprawiedliwość- sprawiedliwość!
Kryspin
P.S." Mocarz"-nazwa dopalacza uśmiercającego dzieciaki na Śląsku!

wtorek, 7 lipca 2015

Gorączka tego lata!

I zrobiło się tego lata gorąco!
Nie myślę o temperaturze i o żarze palącego słońca
O ciężką atmosferę pełną nieprzyjemnych duszności dbają nasi "politycy".
A mogło być tak spokojnie, gdyby wybory prezydenckie wygrał ten, którego namaszczano w mediach od dawna, Bronek Komorowski.
No i tu psikus, bo jak Filip z konopi zjawił się niejaki Duda i wygrał!
To dopiero początek "greckiej[nomen omen]tragedii", bo teraz  PIS  zapragnął czegoś więcej- chcą władzy absolutnej!
Nie ma się co dziwić, że dawny suweren, który przez 8 ubiegłych lat wmawiał Polakom, że trzeba zaciskać pasa[ jakoś to zaciskanie, swoista dieta, zalecana była tylko maluczkim!] i niech zbroją się w cierpliwość bo za kilkanaście lat może będzie lepiej, teraz w panice zaczyna być mało elegancki!
A może nadszedł wreszcie czas, by korytkiem podzielić się z innymi?
Jakoś nie boję się PIS-u i optymizmu, który chyba bardzo nam jest potrzebny-nam, maluczkim!
P.S.
A i jeszcze jedno: Liczę na to, że wreszcie poznamy prawdę o 10.04.2010 roku! i winni zostaną uczciwie ukarani![niezależnie z jakiej opcji politycznej pochodzą!]
Pozdrawiam,Kryspin


środa, 1 lipca 2015

"Sami swoi"

     Kargul i Pawlak z "Samych swoich" ciągle żyją!
Przypomina mi się scena z tego kultowego filmu, gdy mały konus z wypiekami na twarzy macha pędzlem pisząc na murze swojego domostwa trzy razy NIE!
Zrobił to tylko po to, aby być przeciwko temu, za czym opowiedział się Kargul!
No i mamy Karguli i Pawlaków nieustannie wokół nas!
Media od pewnego czasu żyją sprawą referendum!
Ciekawe, że do tej pory władze były głuche na głosy milionów rodaków i "gwizdały "sobie na jakiekolwiek społeczne głosy domagające się prawa głosu[często odmiennego] Na nic zdawały się stosy kartonów z milionami podpisów zbieranych w różnych sprawach
Wspomnijmy choćby kwestię wieku emerytalnego, maluchów i sprawę ich obowiązku edukacyjnego itd.
Teraz władze łaskawie ogłosiły, że Polacy będą mogli wypowiedzieć się w sprawie tzw JOW-ów i w kwestii ochrony przed urzędniczą samowolą podatkową.
No i pojawił się kłopot, bo partia Pawlaków[konusów] wymyśliła sobie, że owszem: dobrze  że będzie referendum, ale trzeba jeszcze dopisać co nieco.
Przyznam, że nie rozumiem postawy Kargulów[ P O] w sprawie choćby emerytur!
Do jakiego wieku człowiek musi pracować, aby nabyć prawo do emerytury?
Do 65 lat, do 67 lat życia, czy może zapisać inny wiek przejścia?
A mnie się wydaje, że takiego wieku nie powinno się z góry dekretować!
Zdrowy rozsądek winien wyznaczać granicę wieku, gdy ktoś nie powinien swoją aktywnością zawodową narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo.
To się przecież już stosuje:
Strażak, lotnik myśliwca, hutnik- pracują o wiele krócej-15 lat i dosyć!
Czy ktoś ma o to pretensje?
Absolutnie nie!
A co by było gdyby można zażywać odpoczynku[emerytalnego] po okresie, który każdy by sam sobie wyznaczał?
Załóżmy, że Kowalski po 10 latach pracy poczuł się na tyle zmęczony, że zapragnąłby zostać emerytem.
W minionym okresie wypracował sobie jakiś kapitał i ZUS, uwzględniając wszystkie tabele i przeliczniki wyliczyłby mu na przykład, że należy mu się 137 zł miesięcznego emyrytalnego zaopatrzenia!
Pan Kowalski zgadza się, bo chce już tylko odpoczywać i już!
A co by było, gdyby Kowalski chciał zakombinować i do wypracowanej emerytury dorobić sobie?
No i tu mamy gotowe rozwiązanie: ustawa pozwala "dorobić" mu miesięcznie tylko tyle, ile odbiera świadczenia-czyli 137 zł!
Czy jest to proste i uczciwe?
Tworzenie ustaw z granicą wieku przejścia w stan odpoczynku[60,65,67 czy jakikolwiek inny próg przejścia] jest niczym innym, jak współczesną formą zniewolenia
A my chcemy wolności prawda?
Drodzy Pawlakowie i Kargule:
Wszyscy mamy prawo do wolności i za nią jesteśmy gotowi brać odpowiedzialność, może więc i wy [Pawlakowie i Kargule], winniście wziąć to pod uwagę, bo w tym zawarta jest wasza odpwiedzialność za tworzenie dobrego prawa dla Kowalskiego!
Kryspin

czwartek, 25 czerwca 2015

Dzieci gorszego Boga!

No i przegłosowano ustawę o In vitro!
Została otwarta droga do " szczęścia" rodzin, którym brakowało tylko tego małego szkraba, aby poczuli się spełnili.
Nie będę opowiadał się po jakiejkolwiek stronie[zwolenników i przeciwników] ,ale jedno mnie dziwi.
 W naszym parlamencie od miesięcy trwał zażarty bój popierany sumieniem, które albo było za, albo przeciw!
Mnie zabrakło kilku argumentów za i przeciw!
Co prawda przeciwnicy imali się różnych powodów, aby być przeciw!
Niekiedy były to w miarę logiczne głosy, gdy mówiono o cenie życie nienarodzonych, którzy po udanym zabiegu wylądują w beczkach z azotem, a później....???
Niekiedy były i  idiotyczne, gdy straszono przyszłych beneficjentów [rodziców], że takie dziecko z probówki urodzi się ze skazami[bruzdami] i nie będzie normalne.
Zwolennicy gremialnie opowiadali się za, bo to wyraz wrażliwości na potrzebę miłości rodzicielskiej, do której przecież mają prawo niespełnieni małżonkowie.
I tu zabrakło mi szczerej refleksji,o której wszyscy ci: za  myśleli, ale nikt z nich tego głośno nie powiedział: że lepiej żeby dzieci rodziły się w rodzinach: dobrych: majętnych, ustabilizowanych, wykształconych, bo to daje nadzieję na to, że w przyszłości wychowają dobrych obywateli!!!
A ja tak sobie marzę, że może kiedyś nasi wybrańcy narodu zajmą się w takim samym stylu [tak zaangażowanie] "Dziećmi gorszego Boga "
Trochę powinno nam być wstyd, że w XXI wieku tak wiele jest obok nas tych "dzieci gorszego Boga"!
O czym mówię?
O dziesiątkach tysięcy małych szkrabów w domach dziecka!
Te przybytki kiedyś powstały dla sierot, czyli dzieci, które straciły rodziców i nie miał się nimi kto zająć!
Obecnie 98% wychowanków tych domów to sieroty społeczne[gdzieś tam mają rodziców, którzy się nie spełnili, zawiedli]
Przyjęto ustawę o In vitro!
A może dobrze by było, żeby ci potencjalni rodzice, którzy decydują się na tę trudną [nie tylko moralnie ] drogę, oprócz deklaracji, że już kochają to przyszłe swoje dziecko, pokazali w praktyce, że potrafią prawdziwie kochać!
A czy byłoby to wielką trudnością, ażeby tacy kandydaci przechodzili okres "praktyki rodzicielskiej"?
Na przykład 6 miesięcy wolontariatu w domu dziecka....
A może po takiej praktyce znacznie mniej by było "dzieci gorszego Boga"?
W domach dziecka szkraby mają : posiłek zawsze na czas, zabawy w czasie wolnym, masę innych atrakcji, ale brakuje im tego najważniejszego- miłości rodziców!
Kryspin




sobota, 20 czerwca 2015

Porozmawiajmy!

      Dzisiaj kolejne wspomnienie z targów Książki.
Dla autora najprzyjemniejsze są chwile spotkań z czytelnikami.
Chciałbym porozmawiać z każdym, kto przeczytał moją książkę.
Może i ty chciałbyś ze mną podzielić się swoimi przemyśleniami?
Odpowiem na każde pytanie.
Napisz do mnie!
kryspinkrystek@onet.eu
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin


wtorek, 16 czerwca 2015

Jak mam z tym żyć?

     Kilka tygodni temu przeczytałem w necie wywiad, jakiego udzielił pewien znany aktor, można rzec-celebryta.
Lubiłem jego role filmowe i wrażliwość na sprawy duchowe, którą przejawiał pisząc poezję.
Ten wywiad nie dotyczył jednak jego dokonań artystycznych, a rozmowa traktowała o religii, a konkretnie o sprawach Kościoła katolickiego.
Przyznam, że byłem zaskoczony goryczą wypowiedzi tego człowieka.
     W swej ocenie zawarł wielki żal do poczynań tej instytucji na przestrzeni dziejów, a zwłaszcza dzisiaj.
Nie chodzi o to, że działanie Kościoła określił mianem :"zbrodniczego", bo takie określenia zwłaszcza niedawno mogliśmy usłyszeć z ust etatowych wrogów religii[choćby pani Senyszyn czy innych wieścicieli swobody bez religii]
    W jego przypadku wybrzmiewała nuta smutku i żalu, że przeżył okropny zawód wiarą!
Gdy czytałem wywiad z nim, nie umiałem powiedzieć sobie jednak:Eee tam, następny wróg duchowych wartości, wojujący ateusz i kropka!
    Kilka dni temu rozmawiałem z pewnym ex Jezuitą, który opuścił wspólnotę zakonną kilka lat temu będąc wybitnym naukowcem, ekspertem od spraw wiary, profesorem teologii z ogromnym dorobkiem litertury "fachowej".
Naszą krótką rozmowę skwitował:" Nie obchodzą mnie już sprawy Kościoła, zwłaszcza katolickiego.
Uważam, że wszystkie religie instytucjonalne, w tym także Kościół katolicki, zdewaluowały się kompletnie i zabieranie głosu, czy wyrażanie troski w tych sprawach jest zwyczajną stratą czasu!"
     A mnie to jednak niepokoi!
     Dwaj przytoczeni powyżej ludzie mogliby spowodować we mnie konkluzję dla moich przemyśleń:
Jeśli człowiek wrażliwy na duchowe doznania mówi to, co przytoczyłem; jeśli dokłada do tego swoje umysł "fachowca" od spraw wiary- to prosty wniosek powinien nasunąć się sam, a mnie to jednak niepokoi!
Niepokoi mnie i smuci to, że jest tak jak jest!
     Mój niepokój narasta każdego dnia, gdy otrzymuję nowe informacje o ludzkich tragediach, które przeżywają tysiące tych, którzy zawierzyli Bożej Miłości,a jednak nadal pokładają nadzieję w słowach Nauczyciela z Nazaretu!
W mailach, które otrzymuję każdego dnia nie ma żalu, czy oskarżeń wobec Kościoła, a przejawia się w nich tylko smutek winy, którą biorą na siebie ci, którzy są nadal wierzącymi ludźmi!
To budzi mój największy niepokój i smutek także, że Kościół doprowadza maluczkich do tak wielkiego poczucia winy, że często nie potrafią z tym żyć.
     Dziś napisała do mnie kobieta, która w swoim życiu przeżyła dwie tragedie, bo pokochała i jest jest bardzo wierzącą osobą.
Nie będę opisywał szczegółów jej tragedii, bo traktuję jej wypowiedź jak rodzaj spowiedzi, ale przytoczę tylko jej ostatnie słowa: "jak mam dalej z tym bólem żyć?"
Jeśli ona pozwoli, to opiszę jej tragiczną miłość w trzeciej książce, która będzie nosiła tytuł::"Zaufana koloratka- grzechy miłości".
Gdy powstała "Zakochana koloratka- 10000 dni", sądziłem, że jest to jedyna moja książka zrodzona z bólu po stracie miłości.
Później po licznych rozmowach z czytelnikami, gdy otwarcie artykułowali w nich swoje żale związane z Kościołem, postanowiłem przeanalizować dlaczego to, co w założeniach i w pierwszym zamyśle Twórcy tej  instytucji miało wytyczać prostą drogę ku Nadziei, stało się wyboistym wertepem. I dlatego powstała "Zatroskana koloratka-Pasterze i najemnicy"
I znowu myślałem, że będzie to ostatnia moja książka o tych sprawach.
Jaki jednak jestem niekonsekwentny, bo siedzę obecnie nad "Zaufaną koloratką", ale czuję, że jestem to winien tym wrażliwym osobom, które wołają cicho:"Jak mam z tym żyć?"
Kryspin



wtorek, 9 czerwca 2015

Kiedy jest czas na dziecko!

     Wczoraj przysłuchiwałem się dyskusji, jaką uskuteczniały w programie TVN "Tak jest" dwie panie:
jedna z ruchu feministycznego i druga z fundacji na rzecz dzieci w rodzinie.
Tematem polemiki było dziecko, kiedy kobieta powinna zdecydować się na potomka.
Pani z lewej uzasadniała, że mały berbeć owszem jest dopełnieniem związku, ale stanowi pewien problem:
"W dzisiejszym świecie najpierw trzeba zrobić karierę, dorobić się, stworzyć warunki, a dopiero później można zafundować sobie malucha".
Pani z prawej była zdania, że dziecko wcale nie stanowi przeszkody w samorozwoju, a nawet lepiej, jeśli stoi ono za człowiekiem, który jest czynny zawodowo: "pracodawca woli mieć pracownika dzieciatego, bo on wtedy lepiej oddaje się swoim obowiązkom zawodowym".
     Przyznam, że z niesmakiem słuchałem tych obu wypowiedzi!
Zabrakło mi w tym wszystkim tego, że: dziecko w rodzinie nie jest tylko dodatkiem, a jest ważnym owocem miłości dwojga.
Mąż i żona nie fundują sobie potomka jako kolejnego "dorobienia "się[W tym samym szeregu co:mieszkanie, samochód, telewizor wielkości ściany itd]
     Ani razu w programie nie padło stwierdzenie, że dziecko jest owocem miłości i z potrzeby serca, jako takie zostaje powołane do życia.
No tak, ale tak już się porobiło, że maluch w rodzinie często jest "problemem"!
Młodzi ludzie niekiedy wręcz stwierdzają:"Nie stać mnie na dziecko!"
Państwo ze swoimi niedoskonałościami[brak przedszkoli, żłobków, marną opieką zdrowotną, umowami śmieciowymi, brakiem perspektywy mieszkania i innymi "kłodami"] kibicuje takim decyzjom:"nie stać mnie na  dziecko!
W "Zakochanej koloratce" napisałem, że dziecko nie może być tylko przedmiotem rozsądku , czy przypadku!
Może, także przy okazji dyskusji [takich jak we wczorajszym programie "Tak jest"] warto uświadamiać sobie , że szczęście nas wszystkich i nasza przyszłość "zaklęte" są w Miłości!
Kryspin






środa, 3 czerwca 2015

Śpiew słowika....

      Wczoraj miałem ciężki dzień.
Wstałem o 4.20 aby wyruszyć w drogę za moimi sprawami. Przesiedziałem w samochodzie kilka godzin, aby po przejechaniu kilkuset kilometrów[w spiekocie gorącego dnia] odbyć spotkanie z człowiekiem prowadzącym duże wydawnictwo książek.
Dwie godziny uzgodnień i później kolejne kilkaset kilometrów drogi powrotnej do mojego azylu na spokojnej wsi.
     Dzisiaj zamierzałem solidnie odespać swoje zmęczenie, ale obudziłem się znowu[teraz już bez budzika] bardzo wcześnie. Słonko już także wstało i nie tylko mnie powitało delikatnym ciepłym uśmiechem.
Gdzieś wśród drzew dumnie porastających obrzeża małego strumyka przepływającego przy skraju mojego wiejskiego azylu, rozgadał się słowik.
Właściwie to rozśpiewał się na dobre i pewnie pobudził tym i inne ptaki, bo i one radośnie zaczęły swoje piosenki, jakby chciały podzielić jego dobry nastrój!
     Wczoraj miałem ciężki dzień ludzkiej drogi, a dzisiaj jest pięknie i może dlatego tak przyjemnie się czuję siedząc  na tarasie wsłuchując się w radość wiosny?
Kryspin

czwartek, 21 maja 2015

Wspomnienie Targów książki w Warszawie!

Już pisałem o moich odczuciach związanych z Targami książki w Warszawie.
Dzisiaj otrzymałem kilka zdjęć i pewnie będą dla mnie miłą pamiątką z tamtych spotkań:



poniedziałek, 18 maja 2015

Literacka łączka!

     Późnym wieczorem powróciłem z Warszawskich Targów Książki.
Przez dwa dni oddychałem tą magiczną atmosferą, którą na pięknej koronie[pod dachem] Stadionu Narodowego stworzyli wystawcy książek i tłumy chętnych do poszukiwań swoich marzeń i to w promocyjnej cenie.
Ponad tysiąc wystawców rozłożyło przed oczami odwiedzających dziesiątki tysięcy kolorowych cegiełek zapisanych myślą i sercem twórców.
Aby spotęgować atrakcje, przy stoiskach poustawiano kąciki z fotelikami, na których taśmowo siadali celebryci wszelkiej maści[aktorzy, ludzie polityki, osoby znane z radia i telewizji i ci pozostali, którzy są znani z tego, że są znani]
A ludek krążył przepychając się wśród spacerujących[niekiedy obładowanych torbami wypełnionymi ulubionymi tytułami] i zaliczał kolejne stoiska, aby choć przez chwilę poczuć się ważnym, gdy uda się strzelić fotkę z idolem.
Najlepiej wtedy mieć przy sobie książkę tegoż celebryty, bo i autografem można się później pochwalić przed tymi, którzy poskąpili czasu i grosza, aby tam być.
A ja?
    Też tam mnie przywiało[zostałem zaproszony] i dumnie wypinałem pierś z identyfikatorem: autor!
Odsiedziałem swoje w kąciku dla twórcy, zapisałem kilka autografów na moich książkach, porozmawiałem z czytelnikami i nawet się trochę dziwiłem, że podchodzili do mnie, choć przy tych znanych czułem się trochę jak mrówka na wielkiej łące, po której dumnie eksponują się o wiele większe stworzenia[owady wszelkiej maści, niekiedy nawet większe stwory- jaszczurki i węże chociażby]
Na Targach było ponad tysiąc twórców i tak sobie pomyślałem, że wszyscy oni,[no ja także ] tworzą swoisty łańcuch pokarmowy, podobny do tego, który możemy zaobserwować na normalnej łące.
Tam właśnie się pojawiają stworzonka mające przeszłość, bo wykluły się trochę z przypadku i skazano je na dorastanie wśród traw.
I tu zaczyna się swoisty dramat, walka o byt i przetrwanie.
Małe szkraby wielkości ziarenka piasku nawet nie wiedzą, że tylko szczęśliwcy z nich dożyją dorosłości, a pozostałe przeminą, albo inaczej ujmując, zostaną przemielone przez odwieczne prawo rządzące na tym zielonym skwerze.
Tylko szczęściarze dożywają dorosłości i..... ?
    No właśnie, będą napawać się swym czasem sukcesu i jeśli mają trochę szczęścia i talentu, dane  im będzie doświadczać sławy i uwielbienia połączonego z nutą zazdrości tych, którym zabrakło jednego i drugiego.
Będąc w tym tętniącym tyglu, mogłem poobserwować  wybrańców fortuny i jedno co zauważyłem, to rodzaj strachu o jutro, który malował się w ich oczach. Dało się to zauważyć zwłaszcza w zachowaniach  celebrytów z przeszłości [gwiazdy minionych sezonów-niekiedy już bardzo zaprzeszłych]
Siedzieli nieco nerwowo, kręcąc się na swych stołeczkach i te ich oczy naładowane pretensją i pytaniem: "Gdzie są te tłumy moich fanów, ludzi spragnionych moich książek, mego autografu i łaski bycia przy mnie przez chwilę?"
Nieubłagane są prawa "łąki" i żyjątka na niej [no z małymi wyjątkami tych naprawdę wielkich!] mają tylko swoje pięć minut na sławę i sukces-jeśli "łączka" pozwoli im dorosnąć!
A później?
Przemija sława, błyski fleszów i staną się kolejnymi bohaterami minionego sezonu....
A ja?
Jestem na początku mej drogi nadziei na to, że łączka pozwoli mi dorosnąć i może będę miał także swoje pięć minut sławy?
Tego nie wiem, ale dobrze mi z tym, że jestem świadomy odwiecznego prawa o przemijaniu-także literackiego sukcesu....
Tak jak wszystkiego w naszym życiu
Kryspin

poniedziałek, 11 maja 2015

Chcę wierzyć i jestem wierzącym!

     Po wczorajszym dniu wyborów prezydenckich okazało się, że w Polsce jest tylko 48[ z małym hakiem] procent ludzi wierzących..Tak chyba można powiedzieć?
Ponad połowa Polaków nie wierzy....władzy!
    Nie wierzymy w zapewnienia,spoty wyborcze, rozdawane ciepłe kawki, czy inne "marchewki "wyborcze....
Jeśli zastanowimy się głębiej, to ten procent braku zaufania do tego, co obiecują rządzący, to ten procent będzie jeszcze mniejszy.
   Tak sobie myślę, że można mówić o jakichś 10- 20% t7ych, którzy jeszcze pokładają jakąś nadzieję, że może kiedyś czeka nas ten lepszy świat, a reszta........?
No ale dosyć rozwodzenia się nad tym "rozlanym mlekiem ", niech martwią się o to ci, którym lud słono płaci w tym "teatrze".....
   Nie będę snuł rozważań i próbował szukać recepty na ich problem bo nie jestem politykiem, a nawet więcej....jestem w tej masie "niewierzących" i nie będę zawracał sobie tym głowy!
   Przed kilku dniami byłem na spotkaniu z czytelnikami "Zakochanej koloratki".
W bardzo miło uciekał czas na rozmowach z tymi, którzy poznali treść mojej książki i w pewnej chwili, gdy mówiłem im o Miłości Boga do nas,zadałem obecnym pytanie:
-Kto z was ma nadzieję, że kiedyś, po zakończeniu ziemskiego życia, zostanie świętym ?
Nastąpiła chwila ciszy, potem lekki śmiech i nikt nie podniósł ręki.....
A na sali byli ludzie, którzy co niedziela zasiadają w kościelnych ławach, a później ta świąteczna wiara gdzieś ulatuje i zapominają o swoim pragnieniu zbawienia, a nawet w nie nie wierzą!
Powróciłem do stwierdzenia, że Bóg nas kocha i dlatego nie tylko obiecał nam zbawienie, ale pragnie tego dla nas, dla wszystkich!!!
Jedna z kobiet odpowiedziała głośno: "No może ma pan rację, bo przecież jak nas kocha, to chce tego dla nas, tylko dlaczego w kościele ukazuje się go tylko w wyliczankach kary za nasze życie .....dlaczego utrwala się w nas to niskie mniemanie o nas samych?"
   Za kilka dni ukaże się "Zatroskana koloratka..." i teraz wiem, że ona musi się pojawić, bo ta książka przywraca nadzieję, bo mówi nam, że On nas kocha i czeka, aby dzielić z nami wszystkimi radość.
   Na koniec tamtego spotkania powiedziałem kilka zdań o tej mojej nowej książce i w odpowiedzi usłyszałem, że zebrani chcą ją mieć jako pierwsi i to było miłe, ale i budziło we mnie nadzieję, że może ona przywróci czytającym nadzieję?
Tak bym chciał, aby z nią zapoznali się także ci w Kościele, którzy przez Niego zostali powołani do tego, aby siać nadzieję....
Hierarchowie Chrystusowego Kościoła: Zostaliście przez Właściciela Winnicy zatrudnieni także po to, aby w Jego imieniu siać nadzieję.
Jesteście podobni do polityków, o których wspomniałem powyżej i wiecie co?
Tak sobie myślę, że oni nie wierzą w slogany, które głoszą i przez to są tak odbierani-z niewiarą!
A może warto się czegoś nauczyć obserwując ich?
    Mam w sobie wiele wiary!
>Wierzę w to, że Chrystus miał jakiś plan, gdy dozwolił mi na napisanie "Zatroskanej koloratki"
>Wierzę w to, że ta książka powstała po to, aby przywracać nadzieję!
Kryspin