W Wielki Piątek redaktor Michnik, szara eminencja nie tylko Gazety Wyborczych, ale i innych wpływowych osób kształtujących opinię w Polsce, ośmielił się włożyć kij w mrowisko publikując list otwarty do Papieża Franciszka w sprawie księdza Lemańskiego.Od razu zaznaczę, że nie jestem fanem Pana redaktora, a sprawę niepokornego księdza znam tylko z obszernych doniesień prasowych.
W jednym z minionych postów pozwoliłem sobie jednak na przedstawienie moich przemyśleń o minionych zajściach z udziałem księdza spod warszawskiej Jasienicy i dlatego pozwalam sobie powrócić do tego tematu!
Dodatkowym impulsem dla mnie stają się listy, maile i telefony od kapłanów[jeszcze czynnych], którzy po kolejnych moich spotkaniach medialnych[tv, radio i prasa] związanych z "Zakochaną koloratką".
Bardzo wielu z nich dziękuje mi za to, że poruszam otwarcie problem spraw, o których oni mogą mówić tylko nieoficjalnie z obawą, że jawne zajęcie stanowiska skończyłoby się dla nich karami kościelnymi za....no właśnie, za co?
Kiedyś przełożeni wpajali nam w seminarium, że Kościół nie jest "klubem dyskusyjnym", czyli nie ma w nim miejsca na głos jakikolwiek, który może być niewygodny, lub zgoła kontrowersyjny!
Kapłani, zwłaszcza ci szeregowi[czarni] mogą owszem wypowiadać się w sprawach fragmentów z Ewangelii i to w ramach ścisłych instrukcji prawowiernych teologów i hierarchii....
Inaczej mówiąc: myślenie pozostawcie tym, którzy lepiej się na tym znają i koniec!
No i mamy dwubiegunowość kapłańskich zachowań: Pokorni i buntownicy!
Pokorni są nagradzani, nawet wtedy, gdy ich zachowanie rodzi kłopot dla kierownictwa[kuria i biskupi zarządzający]
Kilka dni temu pozwoliłem sobie na lekturę diecezjalnego informatora, w którym między innymi są informacje o duchownych pracujących w diecezji:o parafiach,którymi zarządzają i godnościach, jakich dopracowali się latami posługi i tu moje zdziwienie, aby nie powiedzieć:szok!
Dowiedziałem się mianowicie, ze wielu z tych, których nie tylko ja za pamiętałem jako zakały parafialnych wspólnot[parafianie także szeroko komentowali ich niecne dokonania], teraz obnoszą się powagą kościelnych godności, jako kanonicy i prałaci Jego Świątobliwości. Kiedyś gorliwie "pracowali" na kościelne kary, a w zamian otrzymali zaszczyty od tej instytucji....
Teraz czekam, jaką nagrodą biskup okrasi proboszcza parafii[ bohatera telewizyjnych doniesień], który biednej kobiecie po stracie dwóch synów, odmówił pogrzebu nieboraków. A co tam, jeśli nie potrafiła się podzielić zasiłkiem pogrzebowym, niech jej pociechy poleżą sobie w lodówkach cmentarnych, aż ona zrozumie, kto rządzi na parafialnym terenie!
Najważniejsze, że ów szef parafialnej trzódki na czas rozlicza się ze swoimi patronami, prawda?
A taką niezręczność w jego postępowaniu zawsze się jakoś wytłumaczy....
Gdyby jednak zechciał myśleć samodzielnie i upubliczniłby coś głupiego[ niewygodnego], zawsze można mu będzie dołożyć i on to wie!
Wielokrotnie zadawano mi pytanie, czy jestem szczęśliwym człowiekiem?
Powtórzę kolejny raz:jestem szczęśliwym człowiekiem, bo nikt nie może mi zabronić mówić tego co myślę....
Kryspin
wtorek, 7 kwietnia 2015
czwartek, 2 kwietnia 2015
Zmartwychwstanie jest dotykiem miłości!
Napisała do mnie Pani o pseudonimie Burkan i przeraziła mnie swym katolickim fundamentalizmem...
Jest absolutnie na nie w stosunku do "Zakochanej koloratki" i najbardziej ciekawe w tym jest to, że od samego początku zdeklarowała się, iż nigdy tej książki nie przeczyta, ale ma już swoje zdanie na jej temat i koniec!
Żyjemy w ciekawych czasach, gdy fanatyzm religijny [zwłaszcza islamistów] potrafi nawet zbrodnię ubrać w "cnotę wiary".
Póki co na naszych ulicach możemy czuć się jeszcze w miarę bezpiecznie, choć może już dzisiaj powinniśmy się bać sfrustrowanych katolików, którzy nie mają w sobie radości Zmartwychwstania, a zatrzymali się w swojej "wierze" na pielęgnowaniu Wielkiego Piątku?
Piękny przed nami czas: Już za kilka dni Chrystus obwieści na swój triumf nad smutkiem śmierci i kolejny raz zrosi nas deszczem Miłości- Zmartwychwstanie jest dotykiem Bożej Miłości!
Życzmy sobie nawzajem tego nieustannego dotyku Miłości!
Kryspin
Jest absolutnie na nie w stosunku do "Zakochanej koloratki" i najbardziej ciekawe w tym jest to, że od samego początku zdeklarowała się, iż nigdy tej książki nie przeczyta, ale ma już swoje zdanie na jej temat i koniec!
Żyjemy w ciekawych czasach, gdy fanatyzm religijny [zwłaszcza islamistów] potrafi nawet zbrodnię ubrać w "cnotę wiary".
Póki co na naszych ulicach możemy czuć się jeszcze w miarę bezpiecznie, choć może już dzisiaj powinniśmy się bać sfrustrowanych katolików, którzy nie mają w sobie radości Zmartwychwstania, a zatrzymali się w swojej "wierze" na pielęgnowaniu Wielkiego Piątku?
Piękny przed nami czas: Już za kilka dni Chrystus obwieści na swój triumf nad smutkiem śmierci i kolejny raz zrosi nas deszczem Miłości- Zmartwychwstanie jest dotykiem Bożej Miłości!
Życzmy sobie nawzajem tego nieustannego dotyku Miłości!
Kryspin
poniedziałek, 16 marca 2015
Telefon zaufania
Gdy po śmierci Romeczki w powrocie do życia uratowała mnie "Zakochana koloratka", która była od początku moją terapią,nie miałem pojęcia, że w niej jest coś więcej ponad wspomnienie, które przelałem na papier.
Dopiero teraz widzę, wracając do tych stron zapisanych, że drzemie w nich przesłanie, którym mogę i powinienem się dzielić z innymi.
Napisała kiedyś do mnie starsza kobieta, babcia i pozwolę sobie teraz przytoczyć fragment jej listu:"....Moje życie nie było usłane różami.Mój ślubny nigdy nie był wylewnym człowiekiem w okazywaniu uczuć i słowo kocham powiedział ostatni raz w czasie naszego ślubu, a później już nigdy....
Urodziłam mu troje dzieci, ale jego miłości nie czułam nigdy.
Owszem, dbał o dom ciężko pracując, ale dla nas czasu już nie miał, albo nie chciał mieć, przesiadując w czasie wolnych dni nad jeziorem z gronem kolegów i zawsze miał jedno wy6tłumaczeniea: od życia też mi się coś należy....Dopiero po jego śmierci, w czasie pogrzebu dowiedziałam się, że oprócz mnie przez lata była jeszcze ta druga, z którą miał syna.Oboje byli go odprowadzić, gdy stali nieco z boku w trakcie całej ceremonii....
Patrzyłam na tę kobietę i nawet nie umiałam mieć do niej żalu, bo zrozumiałam, że obie byłyśmy jego ofiarami.
On nie kochał ani mnie, ani jej i obie nas unieszczęśliwił....
Moja córka ma życie podobne do mojego, choć może trochę lepsze....?
Rozwiodła się ze swoim mężem, gdy ten pobił ją po pijanemu i teraz sama[z moją pomocą] wychowuje swoją córkę.
Joasia jest kochaną moją wnuczką, ma dobre serce i marzenia o wielkiej, prawdziwej miłości....
Moja przyjaciółka powiedziała mi o pana książce i o tym, jak pięknie pisze pan o miłości, którą przeżyliście z małżonką.
Ani ja, ani moja córka nie możemy Asiuni opowiedzieć o szczęściu, gdy się kocha i jest się kochanym i dlatego pomyślałam sobie, że na jej urodziny, które będzie miała niebawem, sprezentuję jej "Zakochaną koloratkę".
Tak pragnę, aby ona miała lepsze, szczęśliwe życie..."
Zostałem zaproszony [już drugi raz do TVP 2, do Pytania na Śniadanie], abym opowiedział o telefonie zaufania, który często dzwoni do autora "Zakochanej koloratki'.
W środę 18.03 o godz 9.45 przez kilka minut będziemy na wizji rozmawiać o tych telefonach od ludzi, którzy potrzebują rozmowy o miłości, często zakazanej, niekiedy bardzo trudnej....
A ja zastanawiam się i myślę sobie, że moje słowa tak niewiele znaczą, ale mogę zawsze polecić i polecam:
Przeczytajcie "Zakochaną koloratkę", a może odnajdziecie w niej odpowiedź na wiele pytań, które sami sobie stawiacie....
Zapraszam do TVP 2- 18.03 godz:9.45 Pytanie na Śniadanie -rozmowa o telefonie zaufania w cieniu "Zakochanej koloratki"
Kryspin
Dopiero teraz widzę, wracając do tych stron zapisanych, że drzemie w nich przesłanie, którym mogę i powinienem się dzielić z innymi.
Napisała kiedyś do mnie starsza kobieta, babcia i pozwolę sobie teraz przytoczyć fragment jej listu:"....Moje życie nie było usłane różami.Mój ślubny nigdy nie był wylewnym człowiekiem w okazywaniu uczuć i słowo kocham powiedział ostatni raz w czasie naszego ślubu, a później już nigdy....
Urodziłam mu troje dzieci, ale jego miłości nie czułam nigdy.
Owszem, dbał o dom ciężko pracując, ale dla nas czasu już nie miał, albo nie chciał mieć, przesiadując w czasie wolnych dni nad jeziorem z gronem kolegów i zawsze miał jedno wy6tłumaczeniea: od życia też mi się coś należy....Dopiero po jego śmierci, w czasie pogrzebu dowiedziałam się, że oprócz mnie przez lata była jeszcze ta druga, z którą miał syna.Oboje byli go odprowadzić, gdy stali nieco z boku w trakcie całej ceremonii....
Patrzyłam na tę kobietę i nawet nie umiałam mieć do niej żalu, bo zrozumiałam, że obie byłyśmy jego ofiarami.
On nie kochał ani mnie, ani jej i obie nas unieszczęśliwił....
Moja córka ma życie podobne do mojego, choć może trochę lepsze....?
Rozwiodła się ze swoim mężem, gdy ten pobił ją po pijanemu i teraz sama[z moją pomocą] wychowuje swoją córkę.
Joasia jest kochaną moją wnuczką, ma dobre serce i marzenia o wielkiej, prawdziwej miłości....
Moja przyjaciółka powiedziała mi o pana książce i o tym, jak pięknie pisze pan o miłości, którą przeżyliście z małżonką.
Ani ja, ani moja córka nie możemy Asiuni opowiedzieć o szczęściu, gdy się kocha i jest się kochanym i dlatego pomyślałam sobie, że na jej urodziny, które będzie miała niebawem, sprezentuję jej "Zakochaną koloratkę".
Tak pragnę, aby ona miała lepsze, szczęśliwe życie..."
Zostałem zaproszony [już drugi raz do TVP 2, do Pytania na Śniadanie], abym opowiedział o telefonie zaufania, który często dzwoni do autora "Zakochanej koloratki'.
W środę 18.03 o godz 9.45 przez kilka minut będziemy na wizji rozmawiać o tych telefonach od ludzi, którzy potrzebują rozmowy o miłości, często zakazanej, niekiedy bardzo trudnej....
A ja zastanawiam się i myślę sobie, że moje słowa tak niewiele znaczą, ale mogę zawsze polecić i polecam:
Przeczytajcie "Zakochaną koloratkę", a może odnajdziecie w niej odpowiedź na wiele pytań, które sami sobie stawiacie....
Zapraszam do TVP 2- 18.03 godz:9.45 Pytanie na Śniadanie -rozmowa o telefonie zaufania w cieniu "Zakochanej koloratki"
Kryspin
środa, 11 marca 2015
Paidagogos!
A to się narobiło!
Media[TVP] od samego rana podniecają się czymś bardzo dziwnym....
Dziennikarka zainstalowana w jednej ze szkół podstawowych pokazuje "szokujące" praktyki dyscyplinowania uczniów w szkole podstawowej...
Po zakończonej przerwie stoją karnie w szeregu i do sali lekcyjnej wchodzą tylko wtedy, gdy zachowują spokój....
Pani redaktor z miną policjanta śledczego pokazuje w obiektywie kamery regulamin, do którego przestrzegania są zmuszane małolaty.
Na koniec[ w roli oskarżonego ]stawia przed telewidzami vice-dyrektorkę tejże placówki oświatowej....
A niech się wytłumaczy z takich "nagannych" praktyk, które ograniczają swobodę[a może swawolę?] uczniów....
Teraz już tylko kuratorium i pani minister Edukacji wypowie się w tonie krytycznym i można będzie ustawić pręgierz, przy którym wychłosta się pedagogów tej placówki.....
*
A mnie trochę żal czasu mundurków szkolnych, tarcz z numerem szkoły na rękawach uczniowskich i nawet z nostalgią wspominam mojego starego dyrektora Pinia, jak go nazywaliśmy w podstawówce.
Na stoliku, przy tablicy leżała linijka, którą używał do robienia kredą prostych linii na zielonej tablicy w czasie lekcji geometrii....
Ta linijka była także jego pomocnikiem w procesie wychowawczym, gdy komuś zachciało się przeszkadzać w lekcji.....
Oj biedny Piniu....
Aż strach pomyśleć, ile razy byłbyś teraz napiętnowany w mediach, a może nawet zostałbyś zawieszony w prawach do wykonywania zawodu nauczyciela......
Czemu więc po latach tak miło wspominam starego dyrektora ?
A może dlatego, że przez całe życie był nie tylko nauczycielem, ale i pedagogiem [osoby nie widzące różnicy w tych dwóch określeniach, odsyłam do encyklopedii i tłumaczenia starogreckiego słowa: Paidagogos]
Kryspin Krystek
Media[TVP] od samego rana podniecają się czymś bardzo dziwnym....
Dziennikarka zainstalowana w jednej ze szkół podstawowych pokazuje "szokujące" praktyki dyscyplinowania uczniów w szkole podstawowej...
Po zakończonej przerwie stoją karnie w szeregu i do sali lekcyjnej wchodzą tylko wtedy, gdy zachowują spokój....
Pani redaktor z miną policjanta śledczego pokazuje w obiektywie kamery regulamin, do którego przestrzegania są zmuszane małolaty.
Na koniec[ w roli oskarżonego ]stawia przed telewidzami vice-dyrektorkę tejże placówki oświatowej....
A niech się wytłumaczy z takich "nagannych" praktyk, które ograniczają swobodę[a może swawolę?] uczniów....
Teraz już tylko kuratorium i pani minister Edukacji wypowie się w tonie krytycznym i można będzie ustawić pręgierz, przy którym wychłosta się pedagogów tej placówki.....
*
A mnie trochę żal czasu mundurków szkolnych, tarcz z numerem szkoły na rękawach uczniowskich i nawet z nostalgią wspominam mojego starego dyrektora Pinia, jak go nazywaliśmy w podstawówce.
Na stoliku, przy tablicy leżała linijka, którą używał do robienia kredą prostych linii na zielonej tablicy w czasie lekcji geometrii....
Ta linijka była także jego pomocnikiem w procesie wychowawczym, gdy komuś zachciało się przeszkadzać w lekcji.....
Oj biedny Piniu....
Aż strach pomyśleć, ile razy byłbyś teraz napiętnowany w mediach, a może nawet zostałbyś zawieszony w prawach do wykonywania zawodu nauczyciela......
Czemu więc po latach tak miło wspominam starego dyrektora ?
A może dlatego, że przez całe życie był nie tylko nauczycielem, ale i pedagogiem [osoby nie widzące różnicy w tych dwóch określeniach, odsyłam do encyklopedii i tłumaczenia starogreckiego słowa: Paidagogos]
Kryspin Krystek
piątek, 6 marca 2015
Reporter Polski
Zapraszam wszystkich na spotkanie z reportażem Anny Morawskiej!
TVP2- 09.03. 2015- Godzina 15.25
Wywiad o pięknej miłości, o której opowiada "Zakochana koloratka"!
W życiu warto poświęcić bardzo wiele, aby otrzymać wszystko!
Zapraszam tych, którzy poznali treść książki i wszystkich, którzy potrafią cieszyć się cudem miłości!
Kryspin Krystek
TVP2- 09.03. 2015- Godzina 15.25
Wywiad o pięknej miłości, o której opowiada "Zakochana koloratka"!
W życiu warto poświęcić bardzo wiele, aby otrzymać wszystko!
Zapraszam tych, którzy poznali treść książki i wszystkich, którzy potrafią cieszyć się cudem miłości!
Kryspin Krystek
sobota, 28 lutego 2015
Wieczorna rozmowa o "Zakochanej koloratce" w Radiu Merkury!
Wszystkich, którzy przeczytali "Zakochaną koloratkę" i tych, którzy jej jeszcze nie poznali; zapraszam na wieczorną rozmowę w Radiu Merkury!
Spotkajmy się dnia: 03.03.2015[wtorek] roku o godzinie 21.05!!!
Zapraszam do aktywnego udziału[ z pytaniami od słuchaczy], na które bardzo chętnie odpowiem w czasie Wieczornego spotkania z "Zakochaną koloratką"!!!
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin Krystek
Spotkajmy się dnia: 03.03.2015[wtorek] roku o godzinie 21.05!!!
Zapraszam do aktywnego udziału[ z pytaniami od słuchaczy], na które bardzo chętnie odpowiem w czasie Wieczornego spotkania z "Zakochaną koloratką"!!!
Pozdrawiam wszystkich, Kryspin Krystek
piątek, 27 lutego 2015
Schroniska miłości część II
Pod koniec minionej epoki ówcześni decydenci zdecydowali, że trzeba coś zrobić dla sierot!
W blasku medialnych fleszy wbudowano kamień węgielny pod budowę pierwszej w Polsce Wioski Dziecięcej.
Bardzo szybko pobudowano osiedle małych domków, do których miały się sprowadzić dzieciaki do tej pory przez nikogo niechciane- sieroty z domów dziecka.
Próbowano stworzyć dla nich namiastkę normalnej rodziny, której do tej pory nie miały.
Piękny początek szczytnej idei....
Kolejnym krokiem był nabór "zawodowych" mam, które zechciałyby poświęcić swoje życie, aby te domy prowadzić i tu już rodził się problem.
Wiele kandydatek z naboru nie sprostało zadaniom i po kilku miesiącach poddawało się mówiąc:Nie, to nie dla mnie, nie potrafię sprostać zadaniom- i odchodziły.....
Ucichła medialna wrzawa i teraz idea Dziecięcych Wiosek odeszła gdzieś w zapomnienie i trochę żal....
Mamy teraz nowy czas, idziemy z postępem, próbujemy na skróty doszlusować do awangardy Europy i
ekscytujemy się nowym tematem: In vitro!
Piękna idea, pomoc dla osób pragnących zaspokoić swoje marzenie o dziecku, gdy natura zawiodła i nie mogą go mieć.
Nie zamierzam teraz opowiadać się czy jestem za, czy przeciw.
Pozostawię tę dyskusję tym, którzy uzurpują sobie prawo do wypowiedzi na ten temat.
Wczoraj pisałem o schroniskach dla niechcianych piesków, które tam trafiły, bo zabrakło dla nich miłości.
Byliście kiedykolwiek w Domu Dziecka ?
Ktoś teraz powie:A co to ma wspólnego?
Domy Dziecka są schroniskami dla małych dzieci, dla których zabrakło miłości....
Każdy człowiek ma prawo kochać i być kochanym!!!
Kryspin
W blasku medialnych fleszy wbudowano kamień węgielny pod budowę pierwszej w Polsce Wioski Dziecięcej.
Bardzo szybko pobudowano osiedle małych domków, do których miały się sprowadzić dzieciaki do tej pory przez nikogo niechciane- sieroty z domów dziecka.
Próbowano stworzyć dla nich namiastkę normalnej rodziny, której do tej pory nie miały.
Piękny początek szczytnej idei....
Kolejnym krokiem był nabór "zawodowych" mam, które zechciałyby poświęcić swoje życie, aby te domy prowadzić i tu już rodził się problem.
Wiele kandydatek z naboru nie sprostało zadaniom i po kilku miesiącach poddawało się mówiąc:Nie, to nie dla mnie, nie potrafię sprostać zadaniom- i odchodziły.....
Ucichła medialna wrzawa i teraz idea Dziecięcych Wiosek odeszła gdzieś w zapomnienie i trochę żal....
Mamy teraz nowy czas, idziemy z postępem, próbujemy na skróty doszlusować do awangardy Europy i
ekscytujemy się nowym tematem: In vitro!
Piękna idea, pomoc dla osób pragnących zaspokoić swoje marzenie o dziecku, gdy natura zawiodła i nie mogą go mieć.
Nie zamierzam teraz opowiadać się czy jestem za, czy przeciw.
Pozostawię tę dyskusję tym, którzy uzurpują sobie prawo do wypowiedzi na ten temat.
Wczoraj pisałem o schroniskach dla niechcianych piesków, które tam trafiły, bo zabrakło dla nich miłości.
Byliście kiedykolwiek w Domu Dziecka ?
Ktoś teraz powie:A co to ma wspólnego?
Domy Dziecka są schroniskami dla małych dzieci, dla których zabrakło miłości....
Każdy człowiek ma prawo kochać i być kochanym!!!
Kryspin
czwartek, 26 lutego 2015
Schroniska miłości! Część I
Miałem kiedyś pieska, kundelka, przybłędę...
Trafił do naszego domu, bo spotkał na swojej drodze wrażliwych ludzi, którzy uratowali go od złego losu i podarowali go nam.
Przez ponad 14 lat cieszył naszą rodzinę swoją obecnością i choć niekiedy był upierdliwy,[ szczekał przy byle okazji, rzucał się na inne pieski], to był przez nas kochany i tę miłość oddawał nam całym sobą!
Gdy wychodziłem z nim na spacery, mijaliśmy innych właścicieli czworonogów, dumnie kroczących z rasowcami, a ja byłem dumny z Ediego, bo nieustannie odczuwałem jego miłość i oddanie.
Teraz ma dwa pieski, rasowe i tak sobie myślę, że są równie kochane jak kiedyś Edi....
Tak naprawdę niczym się od niego nie różnią, no oprócz numeru hodowli i papierka potwierdzającego ich "szlachetne" urodzenie.
Aby ukrócić spekulacje i ewentualne pytania, odpowiem już teraz:
Moje rasowce trafiły do mnie z czystego przypadku i nie zjawiły się w moim domu dlatego, że teraz bardziej zależy mi na ich pochodzeniu[może innym razem napiszę więcej, wytłumaczę się]
Te pieski są u mnie, bo kocham zwierzaki .
Człowiekowi robi się przyjemnie, gdy w ich ślepiach codziennie odbija się bezinteresowna miłość, przywiązanie i nadzieja.....
Smucą mnie schroniska dla zwierząt.
Byliście choć raz w takim miejscu?
To są miejsca odrzuconej miłości.
I co z tego, że rzadko spotkacie tam "szlachetnie " urodzonego, że może nie wszystkie są piękne, a niektóre i chore, okaleczone przez oprawcę, który mieni się człowiekiem....
Jeśli pragniecie, aby wasz dom emanował miłością waszego czworonoga, to może zdecydujcie się na wizytę w schronisku, może tam czeka wasza miłość....
Kryspin
Trafił do naszego domu, bo spotkał na swojej drodze wrażliwych ludzi, którzy uratowali go od złego losu i podarowali go nam.
Przez ponad 14 lat cieszył naszą rodzinę swoją obecnością i choć niekiedy był upierdliwy,[ szczekał przy byle okazji, rzucał się na inne pieski], to był przez nas kochany i tę miłość oddawał nam całym sobą!
Gdy wychodziłem z nim na spacery, mijaliśmy innych właścicieli czworonogów, dumnie kroczących z rasowcami, a ja byłem dumny z Ediego, bo nieustannie odczuwałem jego miłość i oddanie.
Teraz ma dwa pieski, rasowe i tak sobie myślę, że są równie kochane jak kiedyś Edi....
Tak naprawdę niczym się od niego nie różnią, no oprócz numeru hodowli i papierka potwierdzającego ich "szlachetne" urodzenie.
Aby ukrócić spekulacje i ewentualne pytania, odpowiem już teraz:
Moje rasowce trafiły do mnie z czystego przypadku i nie zjawiły się w moim domu dlatego, że teraz bardziej zależy mi na ich pochodzeniu[może innym razem napiszę więcej, wytłumaczę się]
Te pieski są u mnie, bo kocham zwierzaki .
Człowiekowi robi się przyjemnie, gdy w ich ślepiach codziennie odbija się bezinteresowna miłość, przywiązanie i nadzieja.....
Smucą mnie schroniska dla zwierząt.
Byliście choć raz w takim miejscu?
To są miejsca odrzuconej miłości.
I co z tego, że rzadko spotkacie tam "szlachetnie " urodzonego, że może nie wszystkie są piękne, a niektóre i chore, okaleczone przez oprawcę, który mieni się człowiekiem....
Jeśli pragniecie, aby wasz dom emanował miłością waszego czworonoga, to może zdecydujcie się na wizytę w schronisku, może tam czeka wasza miłość....
Kryspin
środa, 18 lutego 2015
Wielkopostna dietka św.Brygidy
Przebrzmiały ostatnie radosne rytmy szaleńczej zabawy kończącej czas karnawału i od dzisiaj wkraczamy w czas Wielkiego Postu.
Zwyczajowo udamy się do naszych kościołów, aby posypać głowy popiołem i powrócimy do rzeczywistości naszych domów i wszystko będzie po staremu.
No może jeszcze dzisiaj popościmy odmawiając sobie szyneczki i zapomnimy na chwilę o głośnej muzyce i beztroskiej zabawie i to wszystko....
Trochę mi żal, że pewnie kolejny raz nie wykorzystamy tego czasu, który mógłby być okazją do jakiegoś resetu, oczyszczenia....
Mamy okres Wielkiego Postu!
Kilka dni wstecz przeczytałem o pomyśle , który lansują przedstawiciele niektórych zakonów: rekolekcje połączone z dietą.....
Dwa w jednym: coś dla ciała no i przy okazji kilka słów wielkopostnych rekolekcji!
"Tylko u nas dieta św. Brygidy, dieta św. Nepomucena, czy innego świętego, a na dodatek rekolekcyjne nauki[tak przy okazji]"- zachwalają swój pomysł braciszkowie zakonni!
Dziwny sposób, a może nie....?
Chyba jednak coś tu jest nie tak..?
No właśnie: To co najważniejsze, przesłanie Wielkiego Postu postawiono na pozycji przystawki....
A może lepiej byłoby zostawić dietetykom sprawy naszych ciał, a Kościół niech zajmuje się kondycją naszej duszy?
Czcigodni ojcowie, wielebni moderatorzy naszych dusz, nie musicie szukać poklasku świata.
Nasz Zbawiciel pokazał nam swoim przykładem, co należy czynić:.
Udał się na pustynię, poddał swoje ciało 40- dniowemu postowi, by mieć siłę na realizację zadania postawionego mu przez Ojca!
Mówmy otwarcie, dlaczego warto wykorzystać ten czas....
Nie czyńmy podchodów, aby złapać frekwencję na wielkopostnych spotkaniach:
Odchudzisz się, a przy okazji coś tam tobie powiemy....
To chyba nie jest dobra droga?
Kryspin
Zwyczajowo udamy się do naszych kościołów, aby posypać głowy popiołem i powrócimy do rzeczywistości naszych domów i wszystko będzie po staremu.
No może jeszcze dzisiaj popościmy odmawiając sobie szyneczki i zapomnimy na chwilę o głośnej muzyce i beztroskiej zabawie i to wszystko....
Trochę mi żal, że pewnie kolejny raz nie wykorzystamy tego czasu, który mógłby być okazją do jakiegoś resetu, oczyszczenia....
Mamy okres Wielkiego Postu!
Kilka dni wstecz przeczytałem o pomyśle , który lansują przedstawiciele niektórych zakonów: rekolekcje połączone z dietą.....
Dwa w jednym: coś dla ciała no i przy okazji kilka słów wielkopostnych rekolekcji!
"Tylko u nas dieta św. Brygidy, dieta św. Nepomucena, czy innego świętego, a na dodatek rekolekcyjne nauki[tak przy okazji]"- zachwalają swój pomysł braciszkowie zakonni!
Dziwny sposób, a może nie....?
Chyba jednak coś tu jest nie tak..?
No właśnie: To co najważniejsze, przesłanie Wielkiego Postu postawiono na pozycji przystawki....
A może lepiej byłoby zostawić dietetykom sprawy naszych ciał, a Kościół niech zajmuje się kondycją naszej duszy?
Czcigodni ojcowie, wielebni moderatorzy naszych dusz, nie musicie szukać poklasku świata.
Nasz Zbawiciel pokazał nam swoim przykładem, co należy czynić:.
Udał się na pustynię, poddał swoje ciało 40- dniowemu postowi, by mieć siłę na realizację zadania postawionego mu przez Ojca!
Mówmy otwarcie, dlaczego warto wykorzystać ten czas....
Nie czyńmy podchodów, aby złapać frekwencję na wielkopostnych spotkaniach:
Odchudzisz się, a przy okazji coś tam tobie powiemy....
To chyba nie jest dobra droga?
Kryspin
niedziela, 15 lutego 2015
Ta miłość była jak sen!
Zapraszam do lektury artykułu w "Pani domu"-nr 4 [16.02.2014] "Ta miłość była jak sen"
To jest kolejne spotkanie w cieniu "Zakochanej koloratki"; książki, która niesie przesłanie:
W życiu warto poświęcić wiele, aby dostąpić Cudu Miłości!!!
To jest kolejne spotkanie w cieniu "Zakochanej koloratki"; książki, która niesie przesłanie:
W życiu warto poświęcić wiele, aby dostąpić Cudu Miłości!!!
środa, 11 lutego 2015
"Godzina prawdy" Polskie Radio pr.III
13.02[piątek] zapraszam do programu III Polskiego Radia!!!
Godz:12.05 "Godzina prawdy"!!!
Audycja Michała Olszańskiego, rozmowa z autorem "Zakochanej koloratki"
Serdecznie zapraszam wszystkich czytelników mojego bloga!!!
Kryspin Krystek
Godz:12.05 "Godzina prawdy"!!!
Audycja Michała Olszańskiego, rozmowa z autorem "Zakochanej koloratki"
Serdecznie zapraszam wszystkich czytelników mojego bloga!!!
Kryspin Krystek
czwartek, 29 stycznia 2015
Honor ludzi władzy !
Kilka lat wstecz podał się do dymisji Minister Sprawiedliwości, mecenas Ćwiąkalski.
Powód dymisji- w jednym z więzień powiesił się skazany.
Minister czując odpowiedzialność polityczną, uznał, że ponosi odpowiedzialność za to, co dzieje się w podległym mu resorcie i dlatego podjął taką decyzję!
No i co można powiedzieć?
Ćwiąkalski zachował się jak człowiek honoru i zrobił to, co uznał za słuszne....
Kiedyś już pisałem na tym blogu o ludziach "honoru" i niestety znowu muszę wrócić do tego samego....
Od kilku dni media trąbią:
-A to trzynastolatka zmarła, bo szpitale przerzucały ją sobie jak nieświeże jajo....
-Piętnastolatka z zaburzeniami psychicznymi nie może dostać się na oddział dla dzieci, bo w całej Polsce brakuje miejsc do leczenia młodocianych chorych, no i leczeniem zajmuje się szpital w Bydgoszczy, który ma specjalistów na oddziałach szpitalnych dorosłych .
-Jakby tego było mało, pewnie ordynator tego oddziału zrobi sobie kuku, bo NSZ czujnym okiem zadecyduje, że szpital ten świadczy usługę osobie nieuprawnionej[bo małolata nie [powinna zajmować miejsca dorosłym] i obetnie kolejne złotówki na leczenie!
A nadzorca tego całego bałaganu śpi sobie spokojnie i nawet nie pofatyguje się zabrać głos....
Pan Ćwiąkalski zachował się jak człowiek honoru i szkoda, że to określenie jest tak bardzo obce panu Arłukowiczowi, który jedyne, co skutecznie zrobił, to przyspawał się do ministerialnego fotelika i nijak nie da się od niego oderwać!
Tak sobie myślę, że Ćwiąkalski odszedł w spokoju, bo jako dobry prawnik, poradzi sobie w cywilu....
Pan Arłukowicz tracąc swoją posadę, mógłby co najwyżej zasilić załogę karetki pogotowia, jako pielęgniarz, bo śmiem wątpić, czy po kilkuletniej przerwie zdołałby nostryfikować swój dyplom lekarza....
Ale spoko, żelazny minister jest dobrze osadzony w klice koleżanki po fachu, która zbudowała sobie ekipę "ludzi honoru" wzorując się chyba na kinowym hicie z 1992 roku.
Bohaterowie tamtego obrazu ślepo posłuszni przełożonym, mogli liczyć na parasol opieki z ich strony.
Nawet zbrodnię zamiatali pod dywan, by chronić wiernopoddańczych podwładnych....
A może warto by ten film[ w ramach ministerialnego dokształtu], pani Kopacz zobaczyła w gronie swoich "ludzi honoru"?
Kryspin
Powód dymisji- w jednym z więzień powiesił się skazany.
Minister czując odpowiedzialność polityczną, uznał, że ponosi odpowiedzialność za to, co dzieje się w podległym mu resorcie i dlatego podjął taką decyzję!
No i co można powiedzieć?
Ćwiąkalski zachował się jak człowiek honoru i zrobił to, co uznał za słuszne....
Kiedyś już pisałem na tym blogu o ludziach "honoru" i niestety znowu muszę wrócić do tego samego....
Od kilku dni media trąbią:
-A to trzynastolatka zmarła, bo szpitale przerzucały ją sobie jak nieświeże jajo....
-Piętnastolatka z zaburzeniami psychicznymi nie może dostać się na oddział dla dzieci, bo w całej Polsce brakuje miejsc do leczenia młodocianych chorych, no i leczeniem zajmuje się szpital w Bydgoszczy, który ma specjalistów na oddziałach szpitalnych dorosłych .
-Jakby tego było mało, pewnie ordynator tego oddziału zrobi sobie kuku, bo NSZ czujnym okiem zadecyduje, że szpital ten świadczy usługę osobie nieuprawnionej[bo małolata nie [powinna zajmować miejsca dorosłym] i obetnie kolejne złotówki na leczenie!
A nadzorca tego całego bałaganu śpi sobie spokojnie i nawet nie pofatyguje się zabrać głos....
Pan Ćwiąkalski zachował się jak człowiek honoru i szkoda, że to określenie jest tak bardzo obce panu Arłukowiczowi, który jedyne, co skutecznie zrobił, to przyspawał się do ministerialnego fotelika i nijak nie da się od niego oderwać!
Tak sobie myślę, że Ćwiąkalski odszedł w spokoju, bo jako dobry prawnik, poradzi sobie w cywilu....
Pan Arłukowicz tracąc swoją posadę, mógłby co najwyżej zasilić załogę karetki pogotowia, jako pielęgniarz, bo śmiem wątpić, czy po kilkuletniej przerwie zdołałby nostryfikować swój dyplom lekarza....
Ale spoko, żelazny minister jest dobrze osadzony w klice koleżanki po fachu, która zbudowała sobie ekipę "ludzi honoru" wzorując się chyba na kinowym hicie z 1992 roku.
Bohaterowie tamtego obrazu ślepo posłuszni przełożonym, mogli liczyć na parasol opieki z ich strony.
Nawet zbrodnię zamiatali pod dywan, by chronić wiernopoddańczych podwładnych....
A może warto by ten film[ w ramach ministerialnego dokształtu], pani Kopacz zobaczyła w gronie swoich "ludzi honoru"?
Kryspin
czwartek, 15 stycznia 2015
Tabletka :"Dzień po"....
Polska to jednak kraj idący z postępem. Brakuje nam co prawda na służbę zdrowia, a szpitale zadłużają się przedłużając życie tym, którzy właściwie nikomu się już na nic nie przydadzą; bo po co pielęgnować starych, schorowanych, bezproduktywnych ludzi?
Jak pięknie byłoby, gdyby do michy z żarełkiem przysiadali się tylko ci, którzy dołożyli pracy do pysznej wkładeczki.
Gorszę kogoś moim zachwytem nad światem bez problemów, bez poczucia odpowiedzialności: za chorych, słabych, może za małych, aby się bronili przed taką wizją rzeczywistości?
Przepraszam za głupie marzenia!!
Nie chcę, aby komuś utrwalił się taki mój obraz, bo na szczęście jestem egoistą!!!
Tak, jak każdy człowiek najbardziej kocham siebie i ponoć to normalne...
Egoizm powinien mieć jednak granice, bo lubienie siebie ponad odpowiedzialność już nie jest czymś normalnym i prowadzi do krzywdy innych...
Może najpierw o swoim egoizmie!
Mam swoje lata i zdrowie już nie takie. Może doczekam jednak w jako takiej świadomości czasu, gdy będę kochał żyć, pomimo, że swoimi łapkami nie będę już wstanie dorzucać do kociołka mojej wkładki?
Stanę się "seniorem" jak to się pięknie określa, a normalnie mówi się- emerytem!
Trochę byłoby mi żal, gdyby moi następcy[młodsze pokolenie] zapragnęli wprowadzić w życie to, co ja napisałem w trochę gorzkim żarcie na początku...
Pewnie zrobiłbym wszystko, aby poruszyć ich sumienia i wołałbym starczym głosem: Miejcie litość, bądźcie odpowiedzialni. Przecież, choć pomarszczonym wiekiem i poskręcany chorobami; jestem człowiekiem takim jak wy, jestem waszą przeszłością!!!!
Może więc teraz o egoizmie, który krzywdzi !
Media doniosły, ze Polska wprowadza udogodnienia dla kobiet w "kłopocie"...
Pigułka dzień po- jak niewinnie to brzmi....
Dzień po czym?
Naiwne pytanie, prawda?
A może powinna ona nazywać się pigułką uspokojenia sumienia...?
Do niedawna kobiety przeżywały traumę, że musiały coś zrobić z niechcianym "kłopotem"w który popadły bardzo często nie z własnej winy[bo mąż to bydle, bo kochanek zmył się, choć bardzo zapewniał, że to ona jest tą jedyną, bo stan zdrowia nie pozwala, bo pracodawca wyrzuci kobietę z brzuchem, bo środowisko zaszczuje niemoralną pannę itd...]
No i pozostawało ostateczne rozwiązanie- przerwanie ciąży, aborcja, niekiedy desperacki krok poczyniony już po narodzinach niechcianego dziecka.Jeśli trafiało ono do tzw "okna życia", to jeszcze nie najgorzej.
A przecież wiele razy kończyło na śmietniku, w plastikowym woreczku, lub w beczce po kiszonej kapuście...
Zobaczcie drogie Panie, posłuchajcie dziewczynki wchodzące w dorosłe życie:
Nasze kochane państwo daje wam bez recepty Pigułkę dzień po!!!
Dla wszystkich jest to lepiej:
-Nie potrzeba będzie karać męża sadystę, który gwałtem dochodzi swoich"praw małżeńskich"!
-Państwo nie będzie musiało troszczyć się o dofinansowanie biedy rodzin z nadmierną ilością dzieci!
-Nie będziecie miały stresu i wyrzutów sumienia po krwawej aborcji!
Dajemy wam pigułkę dzień po!!!!
Aha, zapomniałbym..... Według krzewicieli tej nowej tabletki, nie jest ona środkiem wczesnoporonnym[brrr, jakie paskudne określenie ] a normalnym środkiem antykoncepcyjnym....?
No i teraz ja mam kłopot, gdy słyszę: tabletka po jako środek antykoncepcyjny ma zapobiegać rozwojowi niechcianej ciąży[ tak w największym skrócie określił "walory" tego specyfiku lekarz w naszej TV]
Więc jest ta ciąża, czy dopiero może być....?
Tak na chłopski rozum, gdy słyszę określenie: zapobiegać rozwojowi....to znaczy czemuś,[ lub komuś],co już zaistniało, prawda?
Powrócę teraz do początku tego dzisiejszego postu:
Bardzo obawiam się, że nadejdzie taki czas, gdy dobrowolnie, lub pod przymusem będziemy faszerowani "tabletkami: dzień po", dla dorosłych.....
A tym, którzy nam je będą aplikowali, wystarczy wmówić:To tylko tabletki zapobiegające rozwojowi bezużytecznych rzesz starych, schorowanych, przez nikogo nie chcianych ludzi......
Kryspin
Jak pięknie byłoby, gdyby do michy z żarełkiem przysiadali się tylko ci, którzy dołożyli pracy do pysznej wkładeczki.
Gorszę kogoś moim zachwytem nad światem bez problemów, bez poczucia odpowiedzialności: za chorych, słabych, może za małych, aby się bronili przed taką wizją rzeczywistości?
Przepraszam za głupie marzenia!!
Nie chcę, aby komuś utrwalił się taki mój obraz, bo na szczęście jestem egoistą!!!
Tak, jak każdy człowiek najbardziej kocham siebie i ponoć to normalne...
Egoizm powinien mieć jednak granice, bo lubienie siebie ponad odpowiedzialność już nie jest czymś normalnym i prowadzi do krzywdy innych...
Może najpierw o swoim egoizmie!
Mam swoje lata i zdrowie już nie takie. Może doczekam jednak w jako takiej świadomości czasu, gdy będę kochał żyć, pomimo, że swoimi łapkami nie będę już wstanie dorzucać do kociołka mojej wkładki?
Stanę się "seniorem" jak to się pięknie określa, a normalnie mówi się- emerytem!
Trochę byłoby mi żal, gdyby moi następcy[młodsze pokolenie] zapragnęli wprowadzić w życie to, co ja napisałem w trochę gorzkim żarcie na początku...
Pewnie zrobiłbym wszystko, aby poruszyć ich sumienia i wołałbym starczym głosem: Miejcie litość, bądźcie odpowiedzialni. Przecież, choć pomarszczonym wiekiem i poskręcany chorobami; jestem człowiekiem takim jak wy, jestem waszą przeszłością!!!!
Może więc teraz o egoizmie, który krzywdzi !
Media doniosły, ze Polska wprowadza udogodnienia dla kobiet w "kłopocie"...
Pigułka dzień po- jak niewinnie to brzmi....
Dzień po czym?
Naiwne pytanie, prawda?
A może powinna ona nazywać się pigułką uspokojenia sumienia...?
Do niedawna kobiety przeżywały traumę, że musiały coś zrobić z niechcianym "kłopotem"w który popadły bardzo często nie z własnej winy[bo mąż to bydle, bo kochanek zmył się, choć bardzo zapewniał, że to ona jest tą jedyną, bo stan zdrowia nie pozwala, bo pracodawca wyrzuci kobietę z brzuchem, bo środowisko zaszczuje niemoralną pannę itd...]
No i pozostawało ostateczne rozwiązanie- przerwanie ciąży, aborcja, niekiedy desperacki krok poczyniony już po narodzinach niechcianego dziecka.Jeśli trafiało ono do tzw "okna życia", to jeszcze nie najgorzej.
A przecież wiele razy kończyło na śmietniku, w plastikowym woreczku, lub w beczce po kiszonej kapuście...
Zobaczcie drogie Panie, posłuchajcie dziewczynki wchodzące w dorosłe życie:
Nasze kochane państwo daje wam bez recepty Pigułkę dzień po!!!
Dla wszystkich jest to lepiej:
-Nie potrzeba będzie karać męża sadystę, który gwałtem dochodzi swoich"praw małżeńskich"!
-Państwo nie będzie musiało troszczyć się o dofinansowanie biedy rodzin z nadmierną ilością dzieci!
-Nie będziecie miały stresu i wyrzutów sumienia po krwawej aborcji!
Dajemy wam pigułkę dzień po!!!!
Aha, zapomniałbym..... Według krzewicieli tej nowej tabletki, nie jest ona środkiem wczesnoporonnym[brrr, jakie paskudne określenie ] a normalnym środkiem antykoncepcyjnym....?
No i teraz ja mam kłopot, gdy słyszę: tabletka po jako środek antykoncepcyjny ma zapobiegać rozwojowi niechcianej ciąży[ tak w największym skrócie określił "walory" tego specyfiku lekarz w naszej TV]
Więc jest ta ciąża, czy dopiero może być....?
Tak na chłopski rozum, gdy słyszę określenie: zapobiegać rozwojowi....to znaczy czemuś,[ lub komuś],co już zaistniało, prawda?
Powrócę teraz do początku tego dzisiejszego postu:
Bardzo obawiam się, że nadejdzie taki czas, gdy dobrowolnie, lub pod przymusem będziemy faszerowani "tabletkami: dzień po", dla dorosłych.....
A tym, którzy nam je będą aplikowali, wystarczy wmówić:To tylko tabletki zapobiegające rozwojowi bezużytecznych rzesz starych, schorowanych, przez nikogo nie chcianych ludzi......
Kryspin
czwartek, 8 stycznia 2015
Kto kupi kopalnię za 1 grosz?
Kilka dni temu przeczytałem w ciekawostkach ze świata, że amerykańska armia, a konkretnie marynarka wojenna sprzedała lotniskowiec za jednego centa!
Monstrum, które kiedyś kosztowało gigantyczne pieniądze [ nowy okręt kosztuje około 3 000 000 000 dolarów] zostało sprzedane za 1 centa!
Czy Amerykanie są szaleni?
Nie posądzam ich o to.
Sprzedali ogromny balast finansowy!
Koszt utylizacji [ przez państwową firmę] takiego kolosa przekroczyłby wielokrotnie jego obecną wartość i szkoda im było kasy na taką decyzję.
Ale ktoś to kupił i nie zrobił tego, aby zatachać górę złomu do swego ogródka, aby cieszyć się tanią, ale kłopotliwą[ze względu na gabaryty] ozdobą swojej fanaberii.
Wczoraj Pani Premier chwaląc się swoimi osiągnięciami po 100 dniach rządów, delikatnie pominęła temat górnictwa wspominając jedynie, że reforma powiąże nasz "czarny skarb narodowy" z sektorem energetycznym i to da kolejne oszczędności dla nas wszystkich.
Dzisiaj agencje donoszą, że górnicy kopalń przewidzianych do likwidacji nie podzielają zamierzeń rządu w sprawie ich miejsc pracy, a konkretnie: nie chcą przyjąć, że ich ciężka praca pod ziemią nikomu nie jest potrzebna i ekonomicznie niepotrzebna.
Ile jest warta kopalnia?
A może policzmy, ile będzie kosztowała likwidacja takiego molocha?
Rząd próbując ugłaskać gniew i frustrację pracowników, którzy wydają się nie[potrzebni, proponuje im:
Zwolnijcie się, a my wam zapłacimy 24x miesięczne dochody każdego z was...
Super- to jest ponad 600 000 000 zł
Kolejne 400 000 000 koszt likwidacji majątku trwałego, zabezpieczenia terenu itd...
Jak by nie liczyć, wyjdzie miliard złotych!!!Może mam naiwne pytanie i propozycję:
A może warto by sprzedać taki zakład?
Może warto sprzedać kopalnię za 1 grosz?
Jeśli komuś gdzieś tam opłaciło się kupić za 1 centa górę złomu, to może komuś opłaci się kupić za 1 grosz kopalnię wydobywającą nadal węgiel, mającą sprzęt i załogę, która potrafi to robić?
Przy takiej sprzedaży powinno być jednak jedno ograniczenie: Kupujący musi być spoza układu,-żaden członek zarządu spółek węglowych, żaden znajomy "królika".
Czy moje rozumowanie jest naiwne?
Kryspin
Monstrum, które kiedyś kosztowało gigantyczne pieniądze [ nowy okręt kosztuje około 3 000 000 000 dolarów] zostało sprzedane za 1 centa!
Czy Amerykanie są szaleni?
Nie posądzam ich o to.
Sprzedali ogromny balast finansowy!
Koszt utylizacji [ przez państwową firmę] takiego kolosa przekroczyłby wielokrotnie jego obecną wartość i szkoda im było kasy na taką decyzję.
Ale ktoś to kupił i nie zrobił tego, aby zatachać górę złomu do swego ogródka, aby cieszyć się tanią, ale kłopotliwą[ze względu na gabaryty] ozdobą swojej fanaberii.
Wczoraj Pani Premier chwaląc się swoimi osiągnięciami po 100 dniach rządów, delikatnie pominęła temat górnictwa wspominając jedynie, że reforma powiąże nasz "czarny skarb narodowy" z sektorem energetycznym i to da kolejne oszczędności dla nas wszystkich.
Dzisiaj agencje donoszą, że górnicy kopalń przewidzianych do likwidacji nie podzielają zamierzeń rządu w sprawie ich miejsc pracy, a konkretnie: nie chcą przyjąć, że ich ciężka praca pod ziemią nikomu nie jest potrzebna i ekonomicznie niepotrzebna.
Ile jest warta kopalnia?
A może policzmy, ile będzie kosztowała likwidacja takiego molocha?
Rząd próbując ugłaskać gniew i frustrację pracowników, którzy wydają się nie[potrzebni, proponuje im:
Zwolnijcie się, a my wam zapłacimy 24x miesięczne dochody każdego z was...
Super- to jest ponad 600 000 000 zł
Kolejne 400 000 000 koszt likwidacji majątku trwałego, zabezpieczenia terenu itd...
Jak by nie liczyć, wyjdzie miliard złotych!!!Może mam naiwne pytanie i propozycję:
A może warto by sprzedać taki zakład?
Może warto sprzedać kopalnię za 1 grosz?
Jeśli komuś gdzieś tam opłaciło się kupić za 1 centa górę złomu, to może komuś opłaci się kupić za 1 grosz kopalnię wydobywającą nadal węgiel, mającą sprzęt i załogę, która potrafi to robić?
Przy takiej sprzedaży powinno być jednak jedno ograniczenie: Kupujący musi być spoza układu,-żaden członek zarządu spółek węglowych, żaden znajomy "królika".
Czy moje rozumowanie jest naiwne?
Kryspin
piątek, 2 stycznia 2015
Szczurołap potrzebny od zaraz!
Primum non nocere!
Mamy początek 2015 roku!
Ucichły petardy, przygasły sztuczne ognie i powróciliśmy do corocznego spektaklu z naszą ochroną zdrowia.
Już od wielu godzin karmi się nas przepychankami pomiędzy ministrem zdrowia, a lekarzami, którzy zapowiedzieli, że nie otworzą gabinetów, przychodni dla chorych, potrzebujących pomocy pacjentów!
Trochę z boku stoi w tym wszystkim Narodowy Fundusz Zdrowia nabierając wody w usta, które milczą[choć wszyscy wiedzą, że to ten dziwny twór trzyma kasę, a ściślej mówiąc nasze pieniądze, które przez lata skwapliwie nam zabierano tłumacząc, że to dla naszego dobra!!!]
Gdy słucham doniesień medialnych, nijak nie mogę dowiedzieć się, dlaczego prywatni lekarze nie zapowiadają bojkotu chorych i pewnie jak zwykle będą przyjmować pacjentów w swoich prywatnych gabinetach.
Primum non nocere- pon pierwsze, nie szkodzić!
Lekarze, to grupa wybrańców spośród nas, których powinno dobierać się bardzo starannie, bo w nich, w w wiedzy medycznej, którą nabywają przez lata studiów, powierzamy naszą nadzieję, nasze zdrowie!
I niby wszystko jest jakoś poukładane:
Młody "Judym " dostaje się na wymarzony kierunek studiów[drogich studiów!!!] odbywa praktyki w placówkach opieki medycznej, przechodzi makabryczny czas spotkań z ciałami pacjentów, którzy przegrali grę o życie i zostali eksponatami w prosektoriach, by nawet na tych makabrycznych "pomocach naukowych" ci młodzi mogli doskonalić swoje umiejętności ratowania nas ....
No i dochodzimy do absurdu!
Państwo zainwestowało w cały system kształcenia naszych służb medycznych niebotyczne pieniądze, później zadbało skwapliwie o kasę, na ich utrzymanie[ale nie swoją, bo pajęczyna zobowiązań drenuje systematycznie nasze portfele w myśl zasady:jesteś zdrowy, ale kiedyś zachorujesz, bo każdego to czeka, więc zrób sobie zapas finansowy, by stać cię było na ochronę swojego zdrowia, no i niby wszystko ma sens??]
Kilka miesięcy temu zamieszkałem na wsi i wtedy miejscowi kilkakrotnie przypominali mi konieczną ostrożność przy otwieraniu i zamykaniu drzwi!
Pamiętaj, że mieszkasz wśród pól, na których oprócz upraw znajduje się masa szkodników.
Nieprzyjemnym dodatkiem do wiejskiej sielanki, zwłaszcza jesienią, są gryzonie.
Latem mnożyły się pomiędzy zbożami, ale z pierwszymi chłodami organizują sobie przemarsz do ciepłych domów, gdzie ani mróz, ani brak żywności im nie straszny!
No i gdy nie zachowamy ostrożności[zamykanie drzwi], mamy problem!
Gryzonie są obrzydliwe, gdy zagoszczą się w naszych domostwach: wyżerają nasze zapasy, niszczą nawet niektóre instalacje przeżerając kable i tak w ogóle są wstrętne...
No i pozostaje nam jedno: trutka, która staje się jedynym ratunkiem naszego spokoju!!!
Ludzie starzy, doświadczeni życiem opowiadali, że teraz nie jest tak źle, bo gnębią nas tylko małe polne myszki, ale kiedyś[także na wsi] plagą były większe gryzonie-szczury, zorganizowane w coś na kształt ogromnej bandy!
Przemieszczały się po terenie i gdy napotykały ludzkie osady, potrafiły zniszczyć wszystko!
Wtedy ratunkiem dla zrozpaczonych wieśniaków był tzw. Szczurołap: człowiek mający umiejętność wyprowadzania poza siedziby ludzkie całych stad tych szkodników.
Ratunek dla przerażonych mieszkańców wiosek opanowanych przez tą ohydną futrzaną bandę z długimi ogonami, był w Szczurołapie!
Musiał odnaleźć szczura przewodnika by go zniszczyć, a reszta bandy utraciwszy swego "guru" poddawała się i odchodziła za Szczurołapem!
Gdy oglądam w TV pana Arłukowicza, to mam za każdym razem wrażenie, jakbym patrzył na spasionego szkodnika z wystającymi zębami !
Może więc dzisiaj, na początku 2015 roku złóżmy sobie życzenia, aby jak najszybciej wśród nas pojawił się Szczurołap, który uwolni nas od tej plagi szkodliwych gryzoni z tym otłuszczonym przewodnikiem na czele!
A jak to to zrobi....?
Szczurołap znajdzie sposób!
Może dla "szczurzej plagi " będzie nieprzyjemny, ale chyba nikt z nas nie będzie smucił się nad ich losem, prawda?
Kryspin
Mamy początek 2015 roku!
Ucichły petardy, przygasły sztuczne ognie i powróciliśmy do corocznego spektaklu z naszą ochroną zdrowia.
Już od wielu godzin karmi się nas przepychankami pomiędzy ministrem zdrowia, a lekarzami, którzy zapowiedzieli, że nie otworzą gabinetów, przychodni dla chorych, potrzebujących pomocy pacjentów!
Trochę z boku stoi w tym wszystkim Narodowy Fundusz Zdrowia nabierając wody w usta, które milczą[choć wszyscy wiedzą, że to ten dziwny twór trzyma kasę, a ściślej mówiąc nasze pieniądze, które przez lata skwapliwie nam zabierano tłumacząc, że to dla naszego dobra!!!]
Gdy słucham doniesień medialnych, nijak nie mogę dowiedzieć się, dlaczego prywatni lekarze nie zapowiadają bojkotu chorych i pewnie jak zwykle będą przyjmować pacjentów w swoich prywatnych gabinetach.
Primum non nocere- pon pierwsze, nie szkodzić!
Lekarze, to grupa wybrańców spośród nas, których powinno dobierać się bardzo starannie, bo w nich, w w wiedzy medycznej, którą nabywają przez lata studiów, powierzamy naszą nadzieję, nasze zdrowie!
I niby wszystko jest jakoś poukładane:
Młody "Judym " dostaje się na wymarzony kierunek studiów[drogich studiów!!!] odbywa praktyki w placówkach opieki medycznej, przechodzi makabryczny czas spotkań z ciałami pacjentów, którzy przegrali grę o życie i zostali eksponatami w prosektoriach, by nawet na tych makabrycznych "pomocach naukowych" ci młodzi mogli doskonalić swoje umiejętności ratowania nas ....
No i dochodzimy do absurdu!
Państwo zainwestowało w cały system kształcenia naszych służb medycznych niebotyczne pieniądze, później zadbało skwapliwie o kasę, na ich utrzymanie[ale nie swoją, bo pajęczyna zobowiązań drenuje systematycznie nasze portfele w myśl zasady:jesteś zdrowy, ale kiedyś zachorujesz, bo każdego to czeka, więc zrób sobie zapas finansowy, by stać cię było na ochronę swojego zdrowia, no i niby wszystko ma sens??]
Kilka miesięcy temu zamieszkałem na wsi i wtedy miejscowi kilkakrotnie przypominali mi konieczną ostrożność przy otwieraniu i zamykaniu drzwi!
Pamiętaj, że mieszkasz wśród pól, na których oprócz upraw znajduje się masa szkodników.
Nieprzyjemnym dodatkiem do wiejskiej sielanki, zwłaszcza jesienią, są gryzonie.
Latem mnożyły się pomiędzy zbożami, ale z pierwszymi chłodami organizują sobie przemarsz do ciepłych domów, gdzie ani mróz, ani brak żywności im nie straszny!
No i gdy nie zachowamy ostrożności[zamykanie drzwi], mamy problem!
Gryzonie są obrzydliwe, gdy zagoszczą się w naszych domostwach: wyżerają nasze zapasy, niszczą nawet niektóre instalacje przeżerając kable i tak w ogóle są wstrętne...
No i pozostaje nam jedno: trutka, która staje się jedynym ratunkiem naszego spokoju!!!
Ludzie starzy, doświadczeni życiem opowiadali, że teraz nie jest tak źle, bo gnębią nas tylko małe polne myszki, ale kiedyś[także na wsi] plagą były większe gryzonie-szczury, zorganizowane w coś na kształt ogromnej bandy!
Przemieszczały się po terenie i gdy napotykały ludzkie osady, potrafiły zniszczyć wszystko!
Wtedy ratunkiem dla zrozpaczonych wieśniaków był tzw. Szczurołap: człowiek mający umiejętność wyprowadzania poza siedziby ludzkie całych stad tych szkodników.
Ratunek dla przerażonych mieszkańców wiosek opanowanych przez tą ohydną futrzaną bandę z długimi ogonami, był w Szczurołapie!
Musiał odnaleźć szczura przewodnika by go zniszczyć, a reszta bandy utraciwszy swego "guru" poddawała się i odchodziła za Szczurołapem!
Gdy oglądam w TV pana Arłukowicza, to mam za każdym razem wrażenie, jakbym patrzył na spasionego szkodnika z wystającymi zębami !
Może więc dzisiaj, na początku 2015 roku złóżmy sobie życzenia, aby jak najszybciej wśród nas pojawił się Szczurołap, który uwolni nas od tej plagi szkodliwych gryzoni z tym otłuszczonym przewodnikiem na czele!
A jak to to zrobi....?
Szczurołap znajdzie sposób!
Może dla "szczurzej plagi " będzie nieprzyjemny, ale chyba nikt z nas nie będzie smucił się nad ich losem, prawda?
Kryspin
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)